blow-up
16.05.06, 06:26
"WIADOMOŚCI: Złodziejski atak na Japończyków
LUBLIN PRZEZ PÓŁ GODZINY NIE MOGLI SIĘ DODZWONIĆ DO POLICJI
Banda wyrostków zaatakowała na Starym Mieście wycieczkę z Japonii. Jeden z
turystów stracił aparat fotograficzny wart 1000 euro. Zanim przyjechał
policyjny patrol, minęło pół godziny.
– Turyści byli przerażeni zuchwałością bandziorów i zdziwieni organizacją
naszych służb. Najpierw nie mogliśmy w ogóle dodzwonić się na policję. Kiedy
próbowałam szukać pomocy w Straży Miejskiej, usłyszałam, że jest tylko jeden
patrol, który nie może przyjechać, bo ratuje gdzieś zaplątanego koziołka. Było
mi bardzo wstyd – opowiada przewodniczka, która oprowadzała cudzoziemców po
mieście.
Do zdarzenia doszło w sobotę po godz. 13. Lubelskie zabytki zwiedzała
35-osobowa grupa Japończyków. W okolicach bazyliki Ojców Dominikanów do
jednego z turystów podbiegła 3-4-osobowa banda nastolatków. Zerwali mu z szyi
drogi aparat i uciekli. – Do napadu doszło na oczach przechodniów i klientów
pobliskiego ogródka piwnego. Nikt nie chciał pomóc nawet w podaniu rysopisów
sprawców – opowiada kobieta.
Turystów najbardziej jednak zaskoczyło to, że nie mogą nawet wezwać pomocy.
Pech sprawił, że w tym czasie w policji z powodu awarii nie działały numery
alarmowe 997 i 112.
– Próbowałam wezwać Straż Miejską, chciałam też znaleźć jakiś patrol na
Starówce, ale również bezskutecznie – dodaje lublinianka.
Dopiero po półgodzinie udało jej się dodzwonić na policję. Przyjechał patrol
przyjąć zawiadomienie.
– Turyści nie spodziewali się takich wrażeń. Chcieli jak najszybciej wyjechać.
Japoński pilot wycieczki stwierdził, że tylko w Lublinie spotkał się z takim
przypadkiem – dodaje przewodniczka.
Czy turyści mogą czuć się w Lublinie bezpieczni?
– Staramy się, aby tak było. Na Starym Mieście stale pełni dyżur przynajmniej
jeden patrol. W razie potrzeby kierujemy tam wzmacniane siły. Dobrym
rozwiązaniem byłby monitoring, obejmujący cały ten rejon – zaznacza Witold
Laskowski z Zespołu Prasowego Komendy Miejskiej Policji w Lublinie."