Dzieje lubelskich ulic...

IP: w3cache:* / 192.168.0.* 23.02.03, 01:02
Po przeczytaniu wątków: Historia lubelskich dzielnic oraz o ulicy Niecałej
myślę, że łatwiej będzie nam sięgnąć pamięcią do dziejów ulicy na której się
wychowywaliśmy, mieszkaliśmy i spędziliśmy dzieciństwo.
Szczególnie wiele można opowiedzieć o ulicach ze starych dzielnic Lublina.
Dzieje poszczególnych ulic mozna połączyć w całość i stworzyć historię danej
dzielnicy.

pozdr.
    • Gość: Stach Re: Dzieje lubelskich ulic... IP: w3cache:* / 192.168.0.* 23.02.03, 02:13
      Doskonale pamiętam ul. M. Buczka (obecna Zamojska), Przemysłową, Szymonowicza
      (obecną Misjonarską), Farbiarską, Stolarską...
      Najwięcej zmian zaszło na głównej ulicy czyli Buczka. Po 90` zmieniono
      nazewnictwo ulicy i podzielono ją.
      Od Królewskiej do Dąbrowskiego (obecna Bernardyńska) jest ul. Kard.
      Wyszyńskiego a dalej do starego mostu nad Bystrzycą Zamojska. Ale o tym to
      wszyscy wiedzą...
      Podobno przed II wojną na Zamojskiej mieszkało wielu Żydów i tak posesja nr.12
      była własnością bogatego Żyda a nr.10 to dawna szkoła żydowska (podstawówka).
      Przy 10 była drewniana,stara przybudówka (od strony "skwerka")w której
      mieszkała kilkuosobowa rodzinka (min. kolega). Na skwerze był plac zabaw dla
      dzieci z drewnianą zjażdzalnią (obitą blachą) i również drewnianymi, kolorowymi
      drabinkami. Pod koniec lat 60` więźniowie wybudowali tam szalety miejskie oraz
      na ul. Farbiarskiej szkołę podstawową nr.11 ("1000 szkół na tysiąclecie").
      Wcześniej na Farbiarskiej były "kocie łby" a po wybudowaniu szkoły -"trelinka".
      Pamiętam jak jeździli tamtędy wozacy swoimi ciężkimi węglarkami zaprzęgniętymi
      w dwa pociągowe konie a na wzniesieniu przy Misjonarskiej z pod końskich
      ślizgających się kopyt wydobywały się iskry. Wozak szedł wtedy obok koni i z
      wielkim zacięciem bił je batem...
      Przy ul. Szymonowicza była suszarnia jęczmienia Browaru Lubelskiego gdzie
      często przyjeżdzały głośne i dymiące ciężarówki po i ze zbożem. W pobliżu
      suszarni unosił się słodki zapach. Na końcu ulicy (w dużym ogrodzonym siatką
      ogrodzie) siostry zakonne uprawiały warzywa i sadzonki (prima sort). CDN
      • Gość: ryża małpa Re: Dzieje lubelskich ulic... IP: *.lublin.mm.pl 23.02.03, 10:43
        He....
        Moim ulubionym kawałkiem miasta jest Stara Kalina - niszcejca niestety w
        oczach - z roku na rok ubywa starych domów, z wiejskich, pieknych drewnianych
        domków ukrytych w krzakach pozostaje coraz mniej i mniej , coraz więcej
        kamienic stoi i straszy tabliczka " do wyburzenia" ...
        Jak byłam mała połowe mojego bloku na Kalinie stanowili właśnie "wysiedleńcy"
        ze Starej Kaliny - Balcerek z Alternatywy 4 to był przy nich anioł!
        Chodziłam tamn z mamą na spacery - na chodnikach były jeszcze pompy do wody (
        nie wiem czy sa jeszcze - jedna chyba stoi pod typowo "kazimierską "budka prezy
        Kościele Św. Agnieszki - moim ukochanym kościele w Lublinie . Wchodząc tam
        trzeba pokonać ogromne , drewnaine drzwi ( co dla dziecka jest niemałym
        wyczynem) a potem można juz oglądać malowidła na suficie kościoła - gapiłam sie
        na to całymi godzinami - malowidło generalnie przedstawia Niebo - rózne anioły
        i brodatych świetych okutanych w białe giezełka...
        Bardzo lubie ulice sienną biegnąca tuz pod murem Staregi Kirkutu - brukowanan
        byl a ( kiedys napewno, teraz nie wiem ) kocimi łbami , wije sie pomiędzy murem
        a małymi domkami całkiem wiejskimitroche gubi sie , rozłazi na rózne strony...
        Lubie też te kilka starych domów pozostałych w okolicach Kościola Sw.
        Agnieszki - zbudowane są jak te w Kazimierzu - z białego margla , maja może
        jedno czy dwa pietra, pod samym murem jest niewielko ogródek i ławka na której
        gawędza starsze panie.
        Lubie tez Słomiany Rynek - skwer zamknięty od ulicy Tysiąclecia kilkoma
        starymi kamienicami....

        Kalinowszczyzna przed wojna była letniskiem - mieszkańcy Lublina wynajmowali
        tam domy na wakacje czy po prostu na cały sezon.
        A oto jak wspomina przedwojenna Kalinowszczyzną Róża Fiszman- Sznajdman w
        książce " Mój Lublin"
        "PO prawej stronie Woli ( inna nazwa Kaliny to Pierwsza Wola) fascynował mnie
        niezamieszkany, na wpól zrujnowany dom.OPowiadano o nim, że niegdys był
        kościołem.Żydzi wierzyli w niesamowitą historie z nim związaną, przekazywaną z
        pokolenia na pokolenie. Według niej, podczas przechodzącemu tędy na cmentarz
        konduktu pogrzebowego zmarłego rabina, zaczęły z cała siłą bic kościelne
        dzwony. Rabin nagle usiadł oburzony z powodu hałasu i przeklął kościół by
        zapadł sie pod ziemię.TAk sie tez miało stać.Kondukt tymczaem dalsza droge
        odbył juz w spokoju, a dzwony umilkły.Koscielne mury nazywano zreszta kościołem
        żydowskim , ponieważ od czasu do czasu mieszkały w nim bezdomne rodziny
        zydowskie."
      • Gość: ryża małpa Zamojska jeszcze raz- przed wojną IP: *.lublin.mm.pl 23.02.03, 10:50
        " Prostopadle do Podwala zaczynała sie ulica Zamojska, która w tym miejscu
        miała most, chos rzeki pod nim nie było ( biegła po wysokim nasypie) i dzieliła
        sie tutaj jakby na dwie ulice - jedna na nasypie a druga pod nim. Na dole , w
        dolnej jej części zanjdowałao sie Seminarium Duchowne, naprzeciwko - kilka
        zamieszkałych domów czynszowych, w których , jak mówiono , miały swoje meliny
        prostytutki i sutenarzy. Na moście, po tamtej stronie ( prawej) znajdował sie
        długi ganek z kilkoma sklepikami ( ...) za mostem, po drugiej stronie staly
        dwie ławki. W drodze powrotnej , kiedy strach przed spóźnieniem ustawał kilka
        uczennic siadało na nich , odpoczywając i gawędząc."
        Róża Fiszma- Sznajdman " Mój Lublin"
        • Gość: Stach Re: Zamojska jeszcze raz- ... IP: w3cache:* / 192.168.0.* 23.02.03, 22:21
          W zimie z tego nasypu zjeżdzaliśmy na sankach i "ukarynach" a było to
          niebezpieczne, gdyz przy Kurii były trzy betonowe słupki na których kilkoro
          dzieci sie solidnie porozbijało (stąd nazwa ślizgawki "diabeł").

          Ulica Buczka (Zamojska) była ulicą o bardzo dużym natężeniu ruchu. Dochodziło
          tu do częstych kolizji i wypadków ze skutkiem śmiertelnym. Na początku lat 70`
          przebudowano skrzyzowanie ul. Dąbrowskiego (Bernardyńskiej) z Buczka wyburzając
          jedną kamienicę.
          Buczka niczym szczególnym nie wyróżniała się od innych ulic w śródmieściu
          chyba, że knajpą o nazwie "Słowiańska" zamieniona później na "Pieczarkę", gdzie
          kilka razy dziennie interweniowała milicja i często miał robotę szklarz. Potem
          w tym miejscu był klub AA a teraz jest chyba sklepik spożywczy.
          Tubylcy zaopatrywali się w artykuły spożywcze w "kolejówce" (od ciągłych,
          długich kolejek) na rogu Buczka i Miłej i w sklepie "po schodkach" (obecnie
          jakieś ciuchy) bliżej Dąbrowskiego. Przy "kolejówce" stały działkowiczki
          sprzedające wyhodowane kwiaty, warzywa i owoce.
          Ulica kończyła się na moście nad Bystrzycą, który po kilku ekspertyzach
          wykonanych przez specjalistów z WSI został zamknięty dla ruchu drogowego.
          Na początku lat 60` na skutek obfitych opadów Bystrzyca rozlała się po
          okolicznych uliczkach. Woda sięgała aż do ul. Przemysłowej, Kąpielowej,Rusałki,
          Wesołej itd. Po dwóch, może trzech latach rozpoczęto budowę wałów ochronnych.CDN
    • Gość: Folkatka Re: Dzieje lubelskich ulic... IP: 212.160.232.* 25.02.03, 17:54

      Na ulicy Zamojskiej mieszkala moja rodzina ze strony mamy. BYła to ta
      kamienica, po prawej stronie od katedry, która lezy w takim głebokim dole.
      Babcia opowiadała mi kiedys o Żydach którzy tam mieszkali, i o tym, jak dwóch
      zołnierzy Wehrmachtu trafiło do niej na wesele odbywajace sie w mieszkaniu, a
      przyszli tam zwrócic uwage bo zle zaciemniono szyby.
      Starą Kalinę uwielbiam. Mam nadzieje że nie dojdzie do jej całkowitej
      zagłady.
      POzdrawiam wszystkich z sentymentem w sercu...
      • lucy_z Re: Dzieje lubelskich ulic... 25.02.03, 21:17
        Bardzo lubię zaglądać na tę stronę gazety, która jest taka niewidoczna na
        stronie gazeta.pl Lublin,a szkoda.
        Jest tam bardzo dużo historii o Lublinie i ulicach tylko trzeba wchodzić w te
        linki po prawej stronie, dalej i dalej.

        www1.gazeta.pl/lublin/1,36651,935039.html
      • Gość: Stach Klimaty lubelskich ulic... IP: w3cache:* / 192.168.0.* 25.02.03, 22:09
        Podobne klimaty jak na Kalinie, były na ul. Wesołej, Stolarskiej, Kąpielowej,
        Przemysłowej, Bulwarowej...
        Na ul. Wesołej jest dworek, w którym mieszkał marszałek Józef Piłsudski.
        Również brukowana "kocimi łbami" i z żeliwnymi pompami (zdrojami). Nie radzę
        spacerować po zmroku.
        Ulica Kąpielowa (nie wiem czy jeszcze istnieje po wybudowaniu al. Unii
        Lubelskiej) krzyżowała się z ul. Przemysłowa w bezpośredniej bliskości działek
        pracowniczych "Podzamcze". Stały tam dwie lub trzy kamieniczki z wapienia oraz
        jedna okazała, dwupiętrowa z drewna. Tędy dochodziło się do (nie istniejącego
        już) drewnianego mostu nad Bystrzyca (obecnie kładka dla pieszych).
        Na rogu Kąpielowej i Stolarskiej mieszkał węglarz- śmietanka dzielnicy. Był
        właścicielem czterech koni pociągowych + dwie platformy węglowe. Piękny ogród,
        zawsze odmalowany dom. cdn
        • Gość: ryża małpa Re: Klimaty lubelskich ulic... IP: *.lublin.mm.pl 25.02.03, 22:23
          To były takie drewniane domy, dwupiętrowe, dos proste w konstrukcji na początku
          Unii Lub od strony Kunickiego? Tam przy stacji benzynowej jeszcze jeden
          stoi...raaany , jak mi sie on podoba!!!!!
          nO I lUCY PRZYPOMNIAŁA MI O zMIGRODZIE....pieknie tam....
          • Gość: Stach Re: Klimaty lubelskich ulic... IP: w3cache:* / 192.168.0.* 25.02.03, 22:29
            To był jeden jedyny tego typu budynek w okolicy. Z tego co wiem, to
            rzeczywiście w pobliżu budowano stację paliwową.
            Również wielkie dzięki dla Lucy, nie wiedziałem o przewodniku w GW.

            Pozdr.
            • Gość: ryża małpa Re: Klimaty lubelskich ulic... IP: *.lublin.mm.pl 25.02.03, 22:35
              Być może był jeden....widąć ten dom z Unii Lubelskiej , jadąc w stronę zamku po
              prawej stronie? Co to w ogóle jest , kto tam mieszka? Żule? Czyj jest ten
              budynek?
              • Gość: Stach Re: Klimaty lubelskich ulic... IP: w3cache:* / 192.168.0.* 25.02.03, 22:47
                Z tego co pamiętam, to wybudował go prywatny właściciel jakiejś pobliskiej
                firmy dla swoich pracowników. Następnie administrował tym budynkiem ADM a
                ponieważ jego stan techniczny był bardzo kiepski miasto przeznaczyło go do
                wyburzenia. Mieszkający tam lokatorzy nie zgadzali się z taką decyzją i
                poprostu mieszkali sobie dalej. Jak jest w obecnej chwili tego niestety nie
                wiem.

                Pozdr.
                • lucy_z Re: Klimaty lubelskich ulic... 26.02.03, 00:24
                  Ryża i Stach:))
                  Wspaniale opisujecie Lublin. Z zapartym tchem Was czytam.Piszcie, piszcie,
                  proszę:)))))
                  • lucy_fair Re: Klimaty lubelskich ulic... 26.02.03, 09:20
                    Przychylam się do zdania przedmówczyni, też czytam z zapartym tchem :) Smutne
                    dla mnie jest tylko to, że raptem minęły 4 lata od mojej emigracji z kochanego
                    miasta, a już pozapominałem wiele nazw ulic i mam problemy z lokalizacją
                    opisywanych przez Was i przewodnik przywołany przez lucy_z, miejsc. W nim z
                    kolei przeczytałem o ul. Grodzkiej w kontekscie "arystokracji" lubelskich ulic.
                    Czy tak jest faktycznie? Wiele lat tam mieszkałem, ale nie znałem nikogo, kto
                    miałby śmiałość aż tak określić tę ulicę z racji jej nienajlepszej sławy.
                    Faktem jest, że mieszkając tam, byłem świadkiem głębokiej przemiany Grodzkiej.
                    Z ulicy, na której jeszcze niedawno świeciła jedna latarnia (na domu kultury),
                    żulia urządzała pole bitwy pod oknami, a każdy normalny człowiek bał się tu
                    pojawić po zmroku, powoli zmieniła w cywilizowaną ulicę pełną knajpek i
                    galerii. Ale arystokracja? Cztery lata temu jeszcze zdarzały się zaczepki ze
                    strony lokalnych meneli, działał spożywczak, pod którym od 5 rano wystawali
                    spragnieni autochtoni, a na placu po farze szalały wichry, przewalały się
                    śmiecie i puste butelki. Mimo to, słuchając dziś, typowych dla życia w mieście
                    hałasów ulicznych zakłócających mój spokojny sen, wspominam z rozrzewnieniem
                    noce staromiejskie - pamiętam ciecia zamiatającego w środku nocy chodnik pod
                    domem kultury. Po całej okolicy niosły się odgłosy zamiatania, gdy nagle z
                    któregoś okna rozległo się: "sp...ch..., ja Ci poszuram! W dzień se szuraj!"
                    Cieć wziął sobie radę do serca i znów było miło, cicho i przyjemnie :). W
                    każdym razie cieszę się, że ranga Grodzkiej wreszcie wzrosła, jeśli tak jest
                    faktycznie. Pozdrawiam

                    P.S. Czy ktoś pamięta akcję pomalowania nawierzchni całego ciągu od Bramy
                    Krakowskiej do Grodzkiej? To była chyba ekipa z teatru NN, w ciągu jednej nocy
                    pokryła szarą ulicę kolorowymi malowidłami, zmytymi przez deszcze po kilku
                    tygodniach.
                    • Gość: ryża małpa Re: Klimaty lubelskich ulic... IP: *.lublin.mm.pl 26.02.03, 12:38
                      Ja pamietam...pośrednie co prawda ale była taka akcja...skończylo sie
                      szorowaniem podłogi i wymianą dywanu w domu mojego kumpla ponieważ podczas
                      deszczu goście nanieśli sporo farby na butach :-)
                      A Grodzka teraz mozna spacerowac nawet w środku nocy , co prawda zdarzaja sie
                      nieprzyjemności ale mnie osobiści nic złego do tej p[ory nie spotkało ( raz mi
                      śmietnik przelecial nad głową , koledze rozbili nos a dziewczynce rabnęli
                      torebkę)
                      Sklep nadal działa ,żule stoja ale sa spokojni.
                      Wakacje sie skończa jak pozamykani a"na akord" zbuje odsiedza swoje wyroki i
                      wróca do domów.
                      • Gość: ryża małpa a propos szurania..... IP: *.lublin.mm.pl 26.02.03, 12:44
                        ...to chodziałam tam do szkoły . W okolicznych bramach popalalismy fajki i
                        zawsze do nas przychodziła sępić dama z kamienicy obok. No i za smiecenie i
                        rozrzucanie niedopałków ścigała nas straz miejska. No więc stoimy w bramie ,
                        palimy a tu dama w domowych bamboszkach leci z rozwianym włosem i krzyczy "
                        Uciekajcie, uciekajcie - czarne ch...idą!" A my wtedy w nogi , i przez 3
                        podwórka ( sa takie połączone) , za kościół Dominikanów i już wtedy Czarne
                        Ch...mogli nam .....:-P

                        A ide kiedys do szkoły ul Złota, stoi jakas pani z zadrtą głową , przez okienko
                        wychyla sie niebezpiecznie małe dziecko - takie ze 2-3 lata. A ona do
                        niego "Nie wychylaj sie tak, nie wychylaj bo sie w końcy wyp...".

                        Inna plaga ( orócz straży miejskiej) były psie kupy. Nie było dnia że by ktos
                        nie wszedł...Na wagary chodziliśmy do barku..... Ośrodka Metodycznego ...ale
                        potem nas wywalili ...albo pod Teatr Andersena.
                        Musze przyznac, że przez kilka lat funkcjonowania na Starówce- dziennego i
                        nocnego - niek mnie nie zaczepił .. ( tfu tfu trzy razy przez lewe ramię)
                        • lucy_fair Re: a propos szurania..... 26.02.03, 14:42
                          Gość portalu: ryża małpa napisał(a):

                          czarne ch...idą!" A my wtedy w nogi , i przez 3
                          > podwórka ( sa takie połączone) , za kościół Dominikanów i już wtedy Czarne
                          > Ch...mogli nam .....:-P
                          >
                          > A ide kiedys do szkoły ul Złota, stoi jakas pani z zadrtą głową , przez
                          okienko
                          >
                          > wychyla sie niebezpiecznie małe dziecko - takie ze 2-3 lata. A ona do
                          > niego "Nie wychylaj sie tak, nie wychylaj bo sie w końcy wyp...".
                          >

                          Te połączone lubelskie podwórka podobno w pierwszych powojennych latach
                          spędzały sen z powiek innym ch...om :) z UBecji. Jeśli jakiś ścigany delikwent
                          wpadał w połaczone podwórka, to...szukaj wiatru w polu. Ponoć właśnie z
                          inicjatywy UB obudowano większość z nich murami, tworząc ponure podwórka-
                          studnie. Ale, jak widać, tradycja w narodzie nie ginie i naród przed innymi
                          ch...w podwórka ucieka :) Pozdrawiam
                          • Gość: ryża małpa Re: a propos szurania..... IP: *.lublin.mm.pl 26.02.03, 19:05
                            Za to w mniej szlachetnej sprawie ucieka , bo tylko w sprawie petów:-)
                            • Gość: Stach Klimaty lubelskich ulic... IP: w3cache:* / 192.168.0.* 26.02.03, 23:22
                              Nie wątpliwie, na Starówie jest dużo, duzo bezpieczniej niż parę lat temu, ale
                              to zasługa tych... niebieskich i czarnych ch(h)... . "W naturze nic nie
                              ginie..." i prawdopodobnie zmienili rejony swojej działalności min. na ul.
                              Niecałą...
                              Chociaż okolice dawnego kina Staromiejskiego i Noworybna z Pl. Rybnym pozostały
                              swoistymi "enklawami" starych tradycji.

                              Ulica Stolarska w latach 60-tych była usypana żwirem, miałem węglowym i
                              popiołem ale tylko do połowy jej długości od strony Buczka. Resztę stonowiły
                              zarośla (głównie pokrzywy i wysokie rośliny z rzepami) oraz wąska ścieżka dla
                              rowerów i pieszych. Za ogrodzeniami z gałęzi,desek, drutów i siatek widać było
                              szklarnie, namioty z folii i grządki z warzywami. Tu, gdzie obecnie jest
                              Biedronka (wcześniej Dom Chłopa {Stodoła}) w tamtych czasach stały dwie lub
                              trzy duże, prywatne szklarnie w których oprócz warzyw można było kupić kwiaty
                              (tulipany[8.03], goździki i gerbery).

                              ps. Na rzepach łapaliśmy ... szczygły(!). Sposobu nie zdradzę, żeby
                              inni "mądrzy" nie wykorzystali go dzisiaj.

                              pozdr.
                              • Gość: ryża małpa Re: Klimaty lubelskich ulic... IP: *.lublin.mm.pl 27.02.03, 09:34
                                Kiedyś niechcac=y zawędrowałam na tyły zamojskiej, po stronie pałacu
                                biskupiego - tam, gdzie kamienice stoją tak w dole...kurcze , jakie one
                                ładne!!!! Jedna wyglądała jak stry , niezły dwór- dwupiętrowa ,
                                miała "luizjański" wysoki ganek z kolumnami, na galeriii suszyło sie
                                pranie...jakżąłowałam, ża aparatu nie wziełam....

                                A to, że bezpieczna ( w miarę) starówka to zasługo "czarnych i niebieskich" to
                                ja wiem....
                                • Gość: Stach Re: Klimaty lubelskich ulic... IP: w3cache:* / 192.168.0.* 27.02.03, 23:03
                                  To właśnie , wspomniana wcześniej ul. Szymona Szymonowica a obecnie
                                  Misjonarska. Pałcyk ten zamieszkiwało cztery lub pięć rodzin a administrowało
                                  miasto. Nie pamiętam, aby kiedykolwiek i ktokolwiek wykonywał tam jakies prace
                                  remontowe. Obecnie, prawowity (współ)właściciel dokleił sobie szkaradną,
                                  socrealistyczną przybudówkę a o pałacyku jakby zapomniał...
                                  Czasami tamtędy chodziłem rano do szkoły na Podwale. Ten odcinek ulicy od
                                  pałacyku do ogrodu sióstr (niestety) zawsze kojarzy mi się z fetorem chlewni,
                                  odgłosami głodnych świń lub świniobicia. Budynki po drugiej stronie ulicy to
                                  poprostu dawne chlewnie Seminarium Duchownego.
                                  Dalej, idąc w kierunku Farbiarskiej, (po prawej stronie)tuż za murem okalającym
                                  wspomniane Seminarium rosną wiekowe już kasztany. Z braku lepszego zajęcia
                                  urzadzaliśmy swoiste zawody (czasem małe wojenki) :kto więcej nazbiera
                                  (nastrąca) kasztanów...

                                  pozdr.
                                  • lucy_z Re: Klimaty lubelskich ulic... 28.02.03, 12:40
                                    Podniosę ten wspaniały wątek:))
                                    • Gość: obywatel Re: Klimaty lubelskich ulic... IP: *.net / 192.168.1.* 28.02.03, 15:15
                                      to wspaniały wątek...
                                      Ja urodziłem się na czechowie. Ileż tam było romantyzmu jeszcze pod koniec lat
                                      70-ych i na początku 80-tych obecnego stulecia. Te wspaniałe ulice osiedla
                                      Chopina, pamiętające nie jedno wydarzenie. Ile śmiechu i łez małych dzieci i
                                      ten pan z kołowrotkiem, który reperował wszystkim nożyczki...i jakby wiecznie
                                      zaparkowana syrenka pod zgiętą latarnią, bo w ferworze spychania spychaczowy
                                      na nią najechał...jeszcze nie było tam wtedy zieleni lub nic z niej nie
                                      pozostało a już ktoś wysypał śmieci i zrobił..wysypisko śmieci pod moim
                                      blokiem. Po pewnym czasie wysypisko zaorali i zrobili boisko, ale to już nie to
                                      samo...to już nie to gdzie można było znaleźć nakrętkę lub zardzewiały kapsel.
                                      jest pięknie
                                      • Gość: folkatka Re: Klimaty lubelskich ulic... IP: 158.75.24.* 28.02.03, 16:38

                                        Ile śmiechu i łez małych dzieci i
                                        > ten pan z kołowrotkiem, który reperował wszystkim nożyczki...i
                                        --------------
                                        Ja tez pamietam tego pana, jak sie pojawiał w sródmiesciu, przy Narutowicza, i
                                        na podwórku gdzie wówczas mieszkała moja babcia rozstawiał swój kram, a za piec
                                        minut po ulicach rozchodziły sie metaliczne dźwieki ostrzenia.Do tej pory mam
                                        je w uszach.
                                        • Gość: Stach Re: Klimaty lubelskich ulic... IP: w3cache:* / 192.168.0.* 28.02.03, 20:03
                                          Pod koniec lata ubiegłego roku, (z wielkim zaskoczeniem) usłyszałem pod swoim
                                          blokiem na Czechowie właśnie te charakterystyczne dźwieki (z dużą
                                          częstotliwością) uderzanej, wysokogatunkowej stali. Wyszedłem na balkon i cóż
                                          widzę?... Jakby czas cofną się o kilkadziesiąt lat...
                                          Dziś się właśnie zastanawiam, czy to ten sam ostrzaż, czy może jego syn
                                          (tradycja rodzinna?) bo sprzęt który przenosił jakby ten sam.

                                          Ulica Rusałka, patrząc od Buczka, po prawej stronie - zabudowana była (w
                                          większości) niewielkimi, dwupiętrowymi kamieniczkami z małymi podwórkami
                                          odgrodzonymi od ulicy wysokimi drewnianymi płotami.
                                          Przez uchylone bramki wejściowe można było zobaczyć ławeczki, przy murach
                                          rosnące słoneczniki, drewniane komórki z gołębiami na lekko spadzistych dachach
                                          oraz wiecznie suszącą się bieliznę na drutach i sznurach...
                                          Natomiast po lewej stronie Rusałki znajdowały się najprzeróżniejsze drewniane
                                          budynki, szopy i baraki z dużymi podwórzami. Tu były prywatne, drobne zakłady
                                          usług ślusarskich, spawalniczych, naprawy samochodów, stolarnie itp. Tak więc,
                                          przez cały tydzień (od poniedziałku do soboty) panował tu duży hałas (stuki
                                          młotków, odgłosy cięcia metalu, warkot silników itd.
                                          Natomiast w niedzielę panowała błoga, kojąca cisza...
                                          Ulica również była brukowana kocimi łbami ale tylko do Wesołej. Dalej biegła
                                          żużlówka az do "gołębiego targu". Tu gdzie obecnie jest stadion treningowy
                                          również były działki ogrodnicze ale ze względu na bardzo częste kradzieże
                                          plonów szybko z nich zrezygnowano (brak ogrodzenia).


                                          pozdr.
                                          • Gość: Stach Re: Klimaty lubelskich ulic... IP: w3cache:* / 192.168.0.* 02.03.03, 22:47
                                            Nie opisałem jeszcze ul. Przemysłowej!

                                            Ulica ta prowadziła w prostej linii do ogródków działkowych "Podzamcze". W
                                            związku z tym, w ciągu całego dnia można było spotkać tu działkowiczów (idących
                                            lub jadących rowerami) z narzędziami ogrodniczymi, materiałami budowlanymi lub
                                            poprostu z wychodowanymi przez siebie (?) plonami.
                                            Na rogu Buczka i Przemysłowej stał drewniany, pomalowany na zielono kiosk
                                            spożywczo-warzywniczy w którym min. były pyszne lizaki - koguciki , gumy do
                                            żucia "Donaldy"(!) oraz orężada w butelkach z "...fajansowym kapslem na
                                            drucianych zawiasach"...
                                            Przeważała tu niska parterowa i jednopiętrowa zabudowa, małe podwórka
                                            odgrodzone od ulicy wysokimi deskami lub siatką. Często po tych podwórkach
                                            spacerowały sobie...kury.
                                            Ponieważ przy Przemysłowej znajdowała się Drukarnia (drukowano tu Sztandar
                                            Ludu) oraz państwowa Stacja obsługi samochodów (przeważnie dostawcze) na
                                            wąskiej jezdni położono dywanik asfaltowy. Wkrótce w wielu miejscach pojawiły
                                            się ponownie kocie łby i tak pozostało przez wiele, wiele lat.
                                            Kiedyś ul Przemysłowa nie była połączona z Farbiarską.
                                            Farbiarska kończyła się na wysokości Przedsiębiorstwa "RUCH" (po wybudowaniu
                                            szkoły) a jeszcze wcześniej przy Pralni TĘCZA. Tu też panował duży ruch
                                            samochodów dostawczych, głównie z węglem i koksem. Po lewej stronie zabudowń
                                            pralni była (chyba najdłużej istniejąca w Lublinie) prywatna ŁAŹNIA.
                                            Właścicielem jej był p. Łabędzki. Na jego temat pisałem już w TYPACH
                                            LUBELSKICH...Do dziś pamiętam taki oto obrazek: Letnia pora roku, sobota
                                            popołudniu, pod łaźnię podjeżdza błyszczący, biały mercedes z którego wysiada
                                            elegancka,piękna, młoda cyganka a tuż za nią dwójka dzieci. W końcu, zza
                                            kierownicy wysiada gruby cygan w czarnym kapeluszu, czarnym garniturze i białej
                                            koszuli. Razem wchodzą do łąźni...Starsi koledzy mówili, że to lubelski król
                                            cyganów...


                                            pozdr.
                                            • Gość: ryża małpa Re: Klimaty lubelskich ulic... IP: *.lublin.mm.pl 02.03.03, 22:56
                                              Niech mnie...łaźnia...kiedy to było?
                                              • Gość: Stach Re: Klimaty lubelskich ulic... IP: w3cache:* / 192.168.0.* 03.03.03, 00:45
                                                To było w połowie 70` lat. Wtedy łaźnia ta powoli plajtowała.
                                                Byłem tam kilka miesięcy temu. To właściwie już kompletna ruina...Pozostały
                                                tylko zdewastowane kafelki na ścianach. Wanny oraz wszelkie rury zostały
                                                skradzione. Pełno szkła, gó...n i puszek po piwie...


                                                pozdr.
                                                • Gość: ryża Re: Klimaty lubelskich ulic... IP: *.lublin.mm.pl 03.03.03, 11:00
                                                  Kurcze, szkoda ...:-(((
                                                  • Gość: Ronja Re: Klimaty lubelskich ulic... IP: *.internetdsl.tpnet.pl 03.03.03, 22:50
                                                    No weźcie piszcie jeszcze......
                                                    A te zabudowania, ten dworek po prawej strony Fabrycznej pstojąc w strone
                                                    miasta?
                                                  • Gość: ryża Re: Klimaty lubelskich ulic... IP: *.lublin.mm.pl 03.03.03, 23:01
                                                    jaki dworek? Wiem że po lewej sa zabudowania cukrowni- bardzo ładne domy...
                                                  • Gość: ryża sprostowanie IP: *.lublin.mm.pl 03.03.03, 23:02
                                                    Aaaa..pomyliło mi się z Krochmalną...
                                                  • Gość: Stach Klimaty ulic lubelskich... IP: w3cache:* / 192.168.0.* 04.03.03, 00:37
                                                    Niestety, o ulicy Fabrycznej (dawnej Armii Czerwonej) nie wiele mogę
                                                    powiedzieć... chociaż...pamiętam jak przez mgłę samo skrzyżowanie Armii
                                                    Czerwonej, 1-go Maja, Al. Zygmuntowskich i Buczka. Nie było tam ronda (powstało
                                                    przy okazji budowy al. Unii Lubelskiej).
                                                    Na rogu ulic Armii Czerwonej i 1-go Maja stała okazała kamienica z 3 lub 4
                                                    kondygnacjami (obecnie już jej niema, gdyż została wyburzona). Na parterze
                                                    znajdował się sławetny BAR W-Z tzw. mordownia...
                                                    Poszliśmy tam kiedyś z kolegami (z czystej ciekawości - niby to napić się
                                                    orężady) gdyż krążyły o barze przeróżne, mroczne opowieści.
                                                    Samo wejście do baru usytuowane było pod kątem 45 stopni w stosunku do ścian
                                                    budynku (na rogu kamienicy). Wewnątrz ściany wyłożone były białą glazurą na
                                                    wysokość około 2-3 m. Przy ścianach, po prawej i lewej stronie od wejścia były
                                                    lastrikowe lady, na których spożywało się proste dania popijając piwem
                                                    TRYBUNALSKIM lub CZYSTĄ. Przy (również lastrikowym) wielkim bufecie była
                                                    zamocowana poręcz (żeby się klient nie przewrócił?) a podłoga... też
                                                    lastrikowa. Nie pamiętam aby stały tam jakieś stoliki czy krzesła
                                                    (niebezpieczne narzędzia!).
                                                    W godzinach szczytu komunikacyjnego, na skrzyżowaniu ruchem kierował milicjant.

                                                    pozdr.
                                                • Gość: Ciupazka Re: Klimaty lubelskich ulic... IP: *.it-net.pl 03.03.03, 23:25
                                                  Gość portalu: Stach napisał(a):

                                                  > To było w połowie 70` lat. Wtedy łaźnia ta powoli plajtowała.

                                                  Po grypie Hong Kong w 1968 r chodziłam tam na kąpiele siarkowe, borowinowe i
                                                  masaże podwodne, wtedy jeszcze normalnie funkcjonowała. Leczenie może nie było
                                                  w komfortowych warunkach, ale spełniało swe zadanie.24 dni w Lądku Zdroju, 3
                                                  miesiące w łaźni tejże plus wyjazd do Bułgarii postawiły mnie na nogach po
                                                  pogrypowym zapaleniu stawów i do dzisiaj mam spokój.

                                                  • Gość: Stach Klimaty ulic lubelskich ... IP: *.lub.pl 04.03.03, 23:49
                                                    No właśnie. Czy dzisiaj w naszym ukochanym Lublinie można zaznać takich kąpieli
                                                    leczniczych ?
                                                    ...

                                                    Ulica Miła do dzisiejszego dnia nie wiele sie zmieniła. Przybyły chyba dwa
                                                    sklepy ale w starej zabudowie no i jezdnia przykryta asfaltem...

                                                    POZDR.
                                                  • Gość: Stach Re: Klimaty lubelskich ulic... IP: *.lub.pl 05.03.03, 01:19
                                                    ...I jeszcze ulica Dąbrowskiego (obecna Bernardyńska)...to moja droga do szkoły
                                                    podstawowej nr. 12 (obecnie LO UNIA)...przy Pl. Wolności.
                                                    Na rogu Buczka i Dąbrowskiego (po prawej stronie) był sklep prywatny z
                                                    zabawkami. Właścicielka oferowała (b. duży wybór) zabawki dość oryginalne (od
                                                    rzemieślników z różnych rejonów Polski), inne niż sklepy państwowe.
                                                    Po przeciwnej stronie ulicy stała (zburzona już) czteropiętrowa kamienica w
                                                    której znajdował się sklep nabiałowy.
                                                    Kilkadziesią metrów dalej - brama wjazdowa do Browaru Lubelskiego. Tu panował
                                                    duzy ruch samochodów ciężarowych LUBLIN (pomalowanych na zielono lub
                                                    niebiesko). Ciężarówki te, wyładowane były drewnianymi transporterami, z
                                                    pękatymi butelkami PIWO TRYBUNALSKIE, przełożonymi równiez drewnianą kratką. Na
                                                    nierównościach ulicy i podjazdu do bramy zawsze rozlegał się niesamowity hałas
                                                    obijających się o siebie butelek.
                                                    Dalej, gdzie ulica skręca łagodnie w prawo w ścianie browaru był zamontowany
                                                    wentylator, z którego unosił się chłód i zapach świerzo warzonego piwa...
                                                    Po drugiej stronie ulicy, w parterowym domu (w pobliżu ul. Miedzianej) miał
                                                    swój Zakłd Kaletniczy (znany w całej okolicy) mistrz tego rzemiosła (niestety
                                                    nie znam nazwiska). Kaletnik ten w wieku 80-90 lat zmarł w swoim zakładzie
                                                    około 10 lat temu.
                                                    Na rogu ulic Dabrowskiego i Miedzianej (tuż za kaletnikiem) był sklep nasienno-
                                                    ogrodniczy (oprócz nasion, wiader, wideł i łańcuchów można było kupić tu
                                                    pszenicę dla gołębi i owies dla koni).CDN


                                                  • Gość: ryża Re: Klimaty lubelskich ulic... IP: *.lublin.mm.pl 05.03.03, 10:31
                                                    Można zażyć kąpoieli leczniczych w specjalnych "ośrodkach zdrowia" - kiedys był
                                                    taki gdzies na kalinie....jakies borowinki tam zapodają itp. niestety nie mozna
                                                    sie po prostu umyc, chyba że ma sie skierowanie do lekarza...a szkoda, bo wem,
                                                    że w Lublinie sa mieszkania bez prysznica i wanny. Miałam teka koleżankę co sie
                                                    w sobote moczyc w wannie do mnie przychodział bo miała tylko zlew i miskę :-(
                                                  • Gość: Stach Re: Klimaty ulic lubelskich ... IP: w3cache:* / 192.168.0.* 06.03.03, 00:40
                                                    Ano właśnie. Jest to luka na rynku usług w naszym mieście. Może nie jest to
                                                    przysłowiowa "żyła złota" ale gdyby ...

                                                    Wracam na Bernardyńską (dawną Dąbrowskiego)...

                                                    Tuz za browarem znajdowała się Wyższa Szkoła Inżynierska (rektorat?)w pięknym
                                                    pałacu...dalej budynek jednopiętrowy w którym był zakład zegarmistrzowski a
                                                    obok w podwórzu regulacja gaźników i przewijalnia silników...
                                                    Na przeciwko ul. Żmigród był sklep spożywczy wolnostojący, który został
                                                    zburzony (co do tego faktu mam małe wątpliwości)... a na jego miejscu
                                                    wzniesiono paskudny budynek mieszkalny. Nie pasuje do otaczających go starych
                                                    kamienic. Na parterze tego budynku był sklep spożywczy a obecnie meble.
                                                    Na Żmigrodzie nic się nie zmieniło...choć nie wątpliwie jest bezpieczniej...
                                                    Tuz za następna kamienicą po lewej stronie Dąbrowskiego stały parterowe
                                                    zabudowania (w kształcie litery L z duzym podwórzem wewnątrz) ciągnące się aż
                                                    do kościoła św. Pawła. W części przykościelnej znajdowały się garaże i jakieś
                                                    magazyny, natomiast w baraku przy ulicy były skromne, biedne mieszkania.
                                                    Po przeciwnej stronie -Technikum Ekonomiczne we wspaniałym, okazałym pałacu
                                                    Vetterów.
                                                    W kościele św. Pawła pierwszy raz w życiu słuchłem i oglądałem "na żywo"
                                                    murzynów grajacych i śpiewających bluesa! (początek lat 70`!)...

                                                    pozdr.
                                                  • Gość: Stach Re: Klimaty ulic lubelskich ... IP: w3cache:* / 192.168.0.* 08.03.03, 22:04
                                                    Tak naprawdę, do dzisiejszego dnia nie udało mi się potwierdzić historii
                                                    związanej z odbudową browaru po zniszczeniach wojennych ale...
                                                    Opowiadał o tym zdarzeniu syn pracownika browaru. Na tyłach zakładu znajdowało
                                                    się kilka mieszkań tzw. zakładowych (bardzo prowizorycznych). Ojciec kolegi był
                                                    kierownikiem ekipy, która odbudowywała browar po bombardowaniu Lublina...Otuż...

                                                    Na terenie browaru były tunele, lochy w których przechowywano lub suszono (?)
                                                    zboża...
                                                    W czasie odbudowy zainteresowano się nie zabezpieczonymi, głębokimi, mrocznymi
                                                    otworami w pobliżu budynków zakładu. Wrzucane kamienie nie dawały żadnych
                                                    odgłosów...Więc spuszczono grubą linę i jeden z robotników szybko zszedł po
                                                    niej na dół...Pozostali na powierzchni pracownicy usłyszeli przeraźliwy wrzask.
                                                    Nawoływania nie dawały żadnych rezultatów.
                                                    Szybko znalazł się drugi śmiałek, który chciał ratować kolegę i również na tej
                                                    samej linie (ale bardzo wolno) zaczął opuszczać się w dół. Po chwili rozległ
                                                    się kolejny krzyk, więc koledzy natychmiast wyciągnęli linę...Niedoszły
                                                    ratownik , od kolan ociekał krwią, spodnie były postrzępione, ...stóp nie
                                                    było...Przyjechała sanitarka, lekarz itd.
                                                    Potem wrzucono do lochu pochodnię...Widok który się ukazał był przerażający.
                                                    Po dnie tunelu kłębiło się ...tysiące ogromnych szczurów. Podobno, jedynym
                                                    możliwym sposobem na rozprawienie się z nimi było wrzucenie kilku granatów.
                                                    Czy to prawdziwa historia czy mit tego naprawdę nie wiem...


                                                    pozdr.
    • Gość: ryża małpa up IP: *.lublin.mm.pl 12.06.03, 09:57
    • Gość: ryża małpa up IP: *.lublin.mm.pl 12.06.03, 09:57
    • Gość: ryża małpa up! IP: *.lublin.mm.pl 12.06.03, 09:58
      Gość portalu: Stach napisał(a):

      > Po przeczytaniu wątków: Historia lubelskich dzielnic oraz o ulicy Niecałej
      > myślę, że łatwiej będzie nam sięgnąć pamięcią do dziejów ulicy na której się
      > wychowywaliśmy, mieszkaliśmy i spędziliśmy dzieciństwo.
      > Szczególnie wiele można opowiedzieć o ulicach ze starych dzielnic Lublina.
      > Dzieje poszczególnych ulic mozna połączyć w całość i stworzyć historię danej
      > dzielnicy.
      >
      > pozdr.
      • Gość: ryża małpa Pytanie do forumowiczów IP: *.lublin.mm.pl 12.06.03, 10:07
        Czy moge większe fragmenty tej rozmowy umieścic na naszej stronce???
        Pytam zwłaszcza Stacha, Lucy i Lucy fira.......
        • lucy_z Re: Pytanie do forumowiczów 12.06.03, 11:52
          Ryża, jak najbardziej. Dobrze, ze wyciągnęłaś ten wspaniały wątek. Przecież te
          opisy to Twoje i Stacha dzieła i w ten sposób to nie zginie:)
    • Gość: up! Re: Dzieje lubelskich ulic... IP: *.lublin.mm.pl 06.12.03, 11:03
Pełna wersja