Zastępca naczelnika wydziału prewencji prowadzi...

IP: 80.51.255.* 10.03.03, 23:55
A pan Włodzimierz Bonusiak - rektor Uniwersytetu Rzeszowskiego
za jazdę z 2,10 promila alkoholu we krwi i stłuczkę ( i też
zataił ten fakt) dostał tylko upomnienie na piśmie od pani
minister. I dalej jest rektorem. Czyżby to były różne kodeksy i
paragrafy?
    • Gość: Krzysio Re: Zastępca naczelnika wydziału prewencji prowad IP: *.cm-upc.chello.se 11.03.03, 00:05
      No coz; jest tak jak ´zawsze´ bylo: sa rowni i
      rowniejsi...Niestety; nie tylko w Polsce....
    • Gość: KORAS TAK DZIAŁA POLICJA POD RZĄDAMI SLD - KORUPCJA , PIJAŃS IP: *.dhcp.adsl.tpnet.pl 11.03.03, 08:41
      TAK DZIAŁA POLICJA POD RZĄDAMI SLD - KORUPCJA , PIJAŃSTWO.
      Z CZYM KOJARZY CI SIĘ SLD. MNIE Z KORUPCJĄ
    • Gość: **** Re: Zastępca naczelnika wydziału prewencji prowad IP: *.ltk.com.pl 11.03.03, 09:38
      W lubelskiej komendzie nawet policjantka w stopniu oficerskim
      zaciera ślady,aby nie można było wytropić dealera narkotyków-syna
      przyjaciółki.Szkoda,że policja tą sprawą nie chce się zająć
      pomimo,że były zgłoszenia w tej sprawie.Jakoś niechętnie policja
      chce oczyścić swoje środowisko.
    • Gość: Ala Blichter Z dziejów pewnej deklaracji IP: *.dhcp.adsl.tpnet.pl 11.03.03, 13:21
      Z dziejów pewnej deklaracji


      Maciej Łętowski



      Powiększ zdjęcie




      Dla wspólnoty katolickiej w Polsce sprawą szczególnej wagi było
      umieszczenie w traktacie akcesyjnym protokołu, który
      gwarantowałby na wieczne czasy ochronę życia od chwili poczęcia
      do naturalnej śmierci, a także traktowanie małżeństwa jako
      związku mężczyzny i kobiety. Wprowadzenie tych postanowień do
      traktatu wiązałoby bowiem w przyszłości obie strony. Unia
      Europejska nie mogłaby bez zmiany traktatu narzucić Polsce, np.
      większością głosów, rozwiązań dla niej niekorzystnych bądź
      niechcianych. Natomiast Sejm, gdyby mu przyszło do głowy
      naruszyć obecne uregulowania prawne, stanąłby pod zarzutem, że
      nie dotrzymuje zobowiązań zaciągniętych dobrowolnie wobec
      europejskich partnerów.
      Ta ostrożność jest zrozumiała, gdyż w Unii i Polsce są siły,
      które wytrwale dążą do liberalizacji ustawy chroniącej dzieci
      nienarodzone oraz do legalizacji małżeństw homoseksualnych.
      Parlament Europejski, do którego prawdopodobnie już w czerwcu
      2004 r. wybierzemy 54 posłów, przyjął niedawno rezolucję
      wzywającą państwa członkowskie i kandydatów do wyrażenia zgody
      na aborcję. Nawet jeśli ta rezolucja nie ma mocy wiążącej, to
      wywiera silną presję na takie kraje, jak Polska, Irlandia czy
      Malta. Natomiast Traktat Amsterdamski, który ma charakter
      wiążący dla członków UE, zakazał dyskryminacji ze względu na
      orientację seksualną. Na tej podstawie w wielu krajach Unii
      zostały wprowadzone do ustaw krajowych rozmaite "pakty
      solidarnościowe" bądź wręcz zapisy o związkach małżeńskich
      gejów i lesbijek. Rękę do tych praktyk przykładają niestety,
      także niektóre Kościoły chrześcijańskie.
      Polska Federacja Ruchów Obrony Życia, która zrzesza 136
      prorodzinnych organizacji, przystąpiła do działania w maju 2002
      r. Z jej inicjatywy wystosowano apel do Sejmu o podjęcie
      uchwały o gwarancjach suwerenności Polski w sprawach moralności
      i kultury. Środowiska katolickie wyraziły też oczekiwanie, że
      rząd RP wynegocjuje protokół wzorowany na dokumencie
      irlandzkim. Po przyjęciu apelu Federacja przeprowadziła rozmowy
      z liderami wszystkich klubów opozycyjnych i PSL, aby uzyskać
      ich poparcie dla deklaracji. 26 listopada przesłała projekt
      odpowiedniej klauzuli do traktatu prezydentowi, premierowi i
      marszałkowi Sejmu.
      Na apel Federacji pozytywnie odpowiedział klub Prawa i
      Sprawiedliwości, sporządzając projekt uchwały Sejmu. Jednak
      prace nad tym dokumentem zostały zablokowane przez posłów SLD.
      Z kolei rząd Leszka Millera nie włączył tej sprawy do agendy
      negocjacji z Brukselą. Przeciwnie, do grudniowego szczytu w
      Kopenhadze robił wszystko, żeby wyciszyć tę kwestię. Gdy na
      kilka dni przed szczytem Gazeta Wyborcza pytała szefa polskiej
      dyplomacji Włodzimierza Cimoszewicza, czy rząd pójdzie w ślady
      Malty i zgłosi podobny wniosek, ten wyraźnie zdenerwowany
      odpowiedział: "Rząd nie ma stanowiska w tej sprawie". Lewicowy
      rząd miał, oczywiście, stanowisko w tej sprawie, stanowisko
      niechętne oczekiwaniom polskich katolików.
      W październiku 2002 rząd Malty osiągnął kompromis z Komisją
      Europejską. Wprowadzony do traktatu, a więc obustronnie wiążący
      protokół gwarantuje, że decyzje Unii "nie mogą wpływać na
      stosowanie na terytorium Malty narodowego ustawodawstwa
      odnoszącego się do aborcji".
      Natomiast rząd Millera zajął się postulatami polskich katolików
      dopiero po wynegocjowaniu traktatu. Już po szczycie w
      Kopenhadze, w styczniu 2003 r. skierował do Brukseli projekt
      jednostronnej deklaracji. Rzuca się w oczy różnica treści
      maltańskiego protokołu i polskiej deklaracji. Maltański
      protokół zaczyna się następująco: "Nic w traktatach o UE (...)
      nie może wpływać na...". Natomiast polska deklaracja
      mówi: "Rząd RP rozumie, że żadne postanowienie traktatu o Unii
      Europejskiej, traktatu ustanawiającego Wspólnoty Europejskie, a
      także postanowienia traktatów modyfikujących lub
      uzupełniających te traktaty nie przeszkadzają RP w regulowaniu
      spraw o znaczeniu moralnym oraz odnoszących się do ochrony
      życia ludzkiego...". W jednostronnej deklaracji rządu polskiego
      jest mowa jedynie o "ochronie życia ludzkiego...", nie ma
      kluczowego dalszego ciągu, czyli: "... od chwili poczęcia do
      naturalnej śmierci".
      Wysyłając tę deklarację do Brukseli, rząd uspokajał swe
      lewicowe zaplecze, że nie ma powodów do obaw. Deklaracja ta nie
      wiąże bowiem rąk senatorom SLD, którzy pracują nad
      liberalizacją ustawy o ochronie dzieci nienarodzonych.
      Deklaracja ma charakter wyłącznie taktyczny, ma uspokoić
      katolików przed czerwcowym referendum. I tylko tyle.
      Przewodniczący Komisji Europejskiej Józef Oleksy nie pozostawił
      w tej kwestii żadnych złudzeń: "Zgodnie z prawem
      międzynarodowym - napisał w Rzeczpospolitej - deklaracja nie ma
      żadnej mocy sprawczej".
      I tak właśnie deklaracja rządu RP została potraktowana w
      Brukseli. Tam nikt się nawet nie pofatygował, aby uważnie ją
      przeczytać. Także ambasadorzy unijnej "piętnastki" stwierdzili
      jasno, że polska deklaracja nie ma żadnego prawnego znaczenia.
      I umieścili ją obok innych jednostronnych deklaracji -
      słoweńskiej w sprawie pszczół, łotewskiej w sprawie polowań na
      niedźwiedzie oraz maltańskiej w sprawie dwóch wysepek
      Gozo. "Deklaracje te - oświadczyła Unia - nie mogą być
      interpretowane ani wprowadzane w życie w sposób, który byłby
      sprzeczny z obowiązkami państw członkowskich wynikających z
      traktatów". Np. ze wspomnianym już Traktatem Amsterdamskim.
      Jeśli przyjąć, że naszym celem było uzyskanie traktatowych,
      czyli obustronnie wiążących, gwarancji chroniących życie i
      trwałość małżeństwa, to powiedzmy otwarcie, że celu tego nie
      osiągnęliśmy. Okazaliśmy się słabi i niezorganizowani, a
      rządząca lewica sprytna i skuteczna.
      Gdy brukselski korespondent Rzeczpospolitej Jędrzej Bielecki
      zarzucił środowiskom katolickim, że spóźniły się ze swymi
      zabiegami, to wiceprezes Polskiej Federacji Ruchów Obrony Życia
      Antoni Szymański odrzucił ten zarzut i odpowiedzialnością za
      porażkę obarczył media, które "w naszym kraju nie interesują
      się opiniami pewnych środowisk, ograniczając w ten sposób
      debatę publiczną". To, oczywiście, prawda, ale są sposoby, by
      dotrzeć do opinii publicznej ponad głowami liberalnych mediów.
      Obok katolików świeckich ważną rolę odegrali w tej sprawie
      polscy biskupi. Metropolita gdański i współprzewodniczący
      Komisji Wspólnej Rządu i Episkopatu Tadeusz Gocłowski
      poinformował, że 20 stycznia w czasie obrad Komisji
      przedstawiciele Kościoła raz jeszcze wyraźnie sformułowali swe
      oczekiwania. Kościół chciał, żeby do traktatu akcesyjnego
      została włączona klauzula stwierdzająca, że RP potwierdza
      wyższość swego ustawodawstwa nad ustawodawstwem unijnym w
      dziedzinie ochrony życia od poczęcia do naturalnej śmierci, a
      także w kwestiach dotyczących rodziny i małżeństwa rozumianego
      jako związek mężczyzny i kobiety.
      Jak już wiemy, ani oczekiwania świeckich katolików, ani
      polskiego Episkopatu nie zostały zaspokojone. W miejsce
      zobowiązań traktatowych otrzymali jednostronną deklarację. Mimo
      to w pierwszych reakcjach przeważała satysfakcja.
      Prezes Polskiej Federacji Obrońców Życia Paweł Wosicki
      wypowiedział się z krytycyzmem o rządowej deklaracji. Jego
      zdaniem, "choć zapis zaproponowany przez rząd zmierza w
      kierunku propozycji środowisk obrońców życia, to jednak jest
      mało precyzyjny". P. Wosicki apelował: "Tu trzeba odwagi i
      jednoznaczności".
      Po kilku tygodniach kościelna ocena rządowej deklaracji uległa
      poważnemu zaostrzeniu. W komunikacie Rady Stałej Konferencji
      Episkopatu Polski z 18 lutego możemy przeczytać: "Sformułowania
      proponowane przez Rząd Polski ze względu na swoją ogólnikowość
      nie stanowią zabezpieczenia wspomnianych wyżej dóbr i
      wartości". Te dobra i wartości to - przypomnijmy raz jeszcze -
      życie ludzkie od poczęcia do naturalnej śmierci, małżeństwo
      rozumiane jako trwały związek mężczy
Pełna wersja