Dodaj do ulubionych

Urodziłam na Lubartowskiej

IP: *.internetdsl.tpnet.pl 26.09.06, 13:09
Dziś jestem drugi dzień w domu. Poród przebiegł bardzo szybko, ale nie było
łatwo. Bardzo pomogła mi położna, była bardzo sympatyczna, lekarz również.
Dziecko było duże (3900), ale urodziłam w godzinkę. Troche popękałam, ale pan
doktor ładnie mnie pozszywał, ponadto "nareperował" spartaczony szew po
poprzednim dziecku, które rodziłam na Jaczewskiego, tak więć był to zabieg
trochę plastyczno-upiększający jak to nazwał ;)
Podczas ciąży chodziłam do doktor Rózgi do przychodni przyszpitalnej, dwa
razy leżałam na patologi ( w sumie 13 dni). Opiekę w szpitalu wspominam
doskonale, super położne, super pielęgniarki, neonatolodzy, salowe...
Szczerze polecam, mimo nieciekawyxh opini które krążą o tym szpitalu,
niestety z palca wyssanych...

Pozdrawiam
Przeszczęśliwa mamusia :)
Obserwuj wątek
    • janeczka79 Re: Urodziłam na Lubartowskiej 09.10.06, 14:02
      Ja tez tam rodziłam, ale 4 lata temu. Pobyt wspominam doskonale, a
      poród...hmmm...urodziłam baaaardzo szybko. Położna była bardzo miła, personel
      ok. Na salach po 6 łóżek, jedzonko ok, neonatolodzy wspaniali, przede wszystkim
      Pani ordynator Migielska-Wołyniec - wspaniały lekarz i człowiek.
      Następnym razem napewno tam wrócę;)
    • Gość: Dag Re: Urodziłam na Lubartowskiej IP: *.pronet.lublin.pl 12.10.06, 21:50
      Ja na Lubartowskiej rodziłam w sierpniu tego roku. Opieka medyczna rewelacyjna.
      POlecam gorąco dr Wawrzycką- świetny specjalista, prowadziła moją ciążę.
      Położne świetne i bardzo pomocne. Moja córeczka jest w tej chwili pod opieką
      Dr Migielskiej-Wołyniec- rzeczywiście nie tylko dobrego lekarza , ale także
      cudownej osoby. Jeżeli komuś zależy na fachowej i miłej opiece personelu- to
      szpital przy Lubartowskiej jest bardzo dobrym miejscem na poród.
    • Gość: Agnieszka a ja nikomu nie polecam tego szpitala IP: 212.106.16.* 21.10.06, 20:04
      Ja też urodziłam na Lubartowskiej,trochę przez sentyment,bo moja mama też mnie
      tam urodziła:).To była najgorsza decyzja mojego życia.1- leżałam tam też na
      patologi ciąży(w sumie 4 miesiące),znałam więc już tam wszystkich
      (lakarzy,pielęgniarki,salowe).Ciąża od początku była zagrożona,w 7miesiącu
      dostałam zastrzyk na szybsze wykształcenie się płuc u dziecka(ze względu na
      zagrożenie szybkiego porodu).Modliłam się do Wszystkich Świętych.Nadszedł 9
      miesiąc,udzało się- myślę.2-lekarze ustalili,że będziemy wywoływać
      poród.Wytłumaczono mi wszystko i 23 grudnia o 7:30 rano dostałam kroplówkę.Do
      9:00 rano nic mnie nie ruszyło i ok 9:30 założono ni cewnik(kobietki w
      tajemniczone wiedzą,że nie należy to do przyjemności).Krwawiłam wielce,cewnik
      wypadł i od ok.11:00 miałam rozwarcie tylko 3 palce.I TU ZACZYNA SIE PRAWDZIWY
      KOSZMAR!!!Do godziny ok 20:00 mam okropne skurcze co 3 i 4 minuty, prawie gryzę
      ściany,nikt nie wie co robić,lekarz każe cały czas czekać,rodzina odchodzi od
      zmysłów,o 21;00 żądam cesarki,lekarz się nie zgadza("nie widzę takiej potrzeby
      i najlepiej dla Pani będzie jak urodzi Pani naturalnie")- TO BYŁ DLA MNIE
      DRAMAT przez 9 miasięcy modlę się,aby donosić dziecko,udalo się to i teraz nie
      mogę urodzić,człowieku przecież ta kruszynka była równie,a może bardziej
      wykończona tym porodem jak ja,o ok 22:00 tętno dziecka na KTG wybija 70-80(
      norma dla płodu to120-140)!! Ja piszczę i tylko płaczę-RATUJCIE MOJE DZIECKO-
      ,mąż prawie wariuje lekarz na to"pewnie Państwu się wydawało".Decyzja o cięciu
      23:00,o 23:40 jestem na stole,córka rodzi się 23:50.KONIEC KOSZMARU!!.Corka
      urodziła się o wadze2400 z połową głowy odciśniętą i natychmiast została
      zabrana do inkubatora.teraz ma już 4 lata i jest zdrową dziewczynką.Nikt nie
      zrozumie chyba tego co przeżyliśmy tego 23 grudnia,tego co przeżyliśmy później-
      zaczęłam biegać po lekarzach aby sprawdzić czy ten ciężki poród nie ma jakiś
      skutków(usg głowy,okulista zajmujący się wcześniakami-bałam się odklejenia
      siatkówki od ciśnienia w czasie porodu,kiedy niczego nie mówiła bałan się że w
      czasie spadku tętna nastąpiło chwilowe niedotlenienie płodu itd...).Mimo tego
      wszyskiego chcialabym mieć kiedyś drugie dziecko, ale szpital na Lubartowskiej
      omijać będę wieeeeeeeeeeeelkim łukiem.
      Zdaję sobie sprawę z tego, że porody przebiegają różnie, mój od 7;30-
      23;40,takie to moje szczeście,ale gdyby wtedy przez odmowę cesarki stało się
      cokolwiek złego mojej córce to po prostu zabiłabym tego lekarza.To wielka
      bzdura,że martwią się o matkę,o dziecko.Jeżeli są komplikacje to martwią się
      tylko o to,że cesarka jest operację i więcej szpital kosztuje.To okropne.
      • Gość: młoda Re: a ja nikomu nie polecam tego szpitala IP: 212.106.25.* 25.10.06, 19:20
        bardzo jest mi Ciebie żal, sama jestem lekarzem pediatrą i taka sytuacja kiedy
        lekarz odmawia cesarskiego cięcia jest niedopuszczalna(z uwagi na spadek
        tętna).Cieszę się, że z córeczką jest wszystko dobrze i życzę powodzenia w
        przyszłości.
        ps-szpital dostaje kasę za poród,bez względu na to, czy jest to poród
        naturalny,czy cesarskie cięcie.Przy tym drugim jest jakiś niewieki dodatek, że
        to są groszę.Dlatego tak trudno jest o cesarkę na żądanie, to kosztuje :).....
        • Gość: aLuTkA To może wskaż wady IP: *.it-net.pl 26.10.06, 08:40
          młoda...opisz swoją sytuację związaną z tym szpitalem, na podstawie której
          twierdzisz, że go nie polecasz. To bardzo ważne, chyby ,ze są to zasłyszane
          opinie...
          Osoby zainteresowane z chęcią posłuchają:)

          Ps. Jestem pewna na 100% że jeśli dzieje się coś niedobrego, to nikt nie
          odmawia cesarskiego dcięcia!!! A to, ze niektóre mamusie zaczynają
          histeryzować,a potem opowiadają, ze nie dbano o dziecko tylko swój interes, to
          jest inna historia...

          Ps. To nie była aluzja, do żadnej osoby wypowiadającej się na tym forum!!!
          • Gość: ew Re: To może wskaż wady IP: *.gprsbal.plusgsm.pl 26.10.06, 22:17
            Ja też rodziłam na Lubartowskiej. Kiedy po cięciu byłam jeszcze pół-przytomna,
            lekarz podszedł i powiedział, że mam sliczną córeczkę...To było wzruszające, ...
            Jedyne, co mi strasznie przeszkadzało w szpitalu, to tylko fakt, iż będąc w 1
            dobie po cięciu musiałam znosić tabuny odwiedzających rodzin moje
            wspóllokatorki z sali. Kiedy miałam straszne pragnienie wyspać się w ciszy i
            odpocząć po wszystkim, musiałam znosić zachęty rodzin " zjedz jeszcze trochę
            rosołku, to się wzmocnisz..." itp. Odwiedziny- czasem po kilka osób na raz, i
            kilka razy dziennie- są dobre może w sanatorium, ale na pewno nie w szpitalu.
            Kropka.
            • Gość: amika Polecam IP: *.it-net.pl 27.10.06, 08:42
              Dokładnie - odwiedzające tabuny powinny zostać ograniczone. Choć jak ja
              rodziłam to salowe goniły na korytarz. Tak wiec więcej niz dwie dodatkowe osoby
              na sa,i nie były.

              Ps. wszystkim odwiedzającym życzę więcej wyrozumiałości dla położnic ;) i
          • Gość: Agnieszka Re: To może wskaż wady-do aLuTkA IP: 212.106.17.* 27.10.06, 20:43
            Jak śmiesz pisać tu takie bzdury-zastanów się aLuTkA
            1-czy Ty nie histeryzowałabyś gdybyś rodziła dziecko przez 18 godzin (mając od
            samego początku bóle i skurcze),
            2-czy Ty nie histeryzowałabyś, gdybyś modliła się do Boga przez 8 miesięczy o
            donoszenie dziecka,a teraz byłoby zagrożenie chociażby niedotlenieniem,
            Jestem wprost zniesmaczona takimi odpowiedziami jak Twoja.
            Ja jestem osobą,której odmówiono cesarki mimo ewidentnego zagrożenia.
      • Gość: Teletubisiowa Re: Urodziłam na Lubartowskiej IP: *.internetdsl.tpnet.pl 17.11.06, 17:15
        W tym szpitalu przyszła na swiat moja długo oczekiwana córeczka. Urodziła się 6
        tygodni przed terminem, w szpitalu, zarówno będąc jeszcze w ciązy, jak i potem
        po porodzie, spedziłam długie tygodnie. Moja opinia jest bardzo dobra...nie
        mogę powiedzieć złego słowa. Jestem wdzięczna lekarzom, pielęgniarkom...całemu
        personelowi za opiekę...opiekę nade mną i nad moją córeczką. POLECAM SZCZERZE!!!
    • Gość: MamusiaKubusia Re: Urodziłam na Lubartowskiej IP: *.it-net.pl 04.01.07, 11:07
      Kurcze...straszne to co opisujesz. Ja tam rodziłam we wrześniu i wspominam ten
      czas bardzo dobrze. Zupełnie tak jak bys pisała o innym szpitalu...ja podobne
      przezycia miałam 4,5 roku temu na Jaczewskiego...Z obserwacji wiem, że sytuacje
      takie są wszędzie. Swego czasu, przed pierwszym i drugim porodem dużo czytałam
      o szpitalach i takie oraz gorsze opisy były dopięte do każdego szpitala
      lubelskiego. Tak więc nie wiem czym przyszłe mamy mają się sugerować - trudna
      decyzja i już!

      Pozdrawiam:)
    • Gość: ala Re: Urodziłam na Lubartowskiej IP: *.it-net.pl 04.01.07, 15:08
      dziewczyny ie spirajcie sie bo nie ma o co,ankab ma racje ,rodziłam tam i
      więcej niemam zamiaru.oczywiscie moze przezycia z porodu sa inne bo miałam
      cc ,ale doskonałe pamietam położną-Jędze na porodówce.ankab naprawde ci
      wspólczuje i wiem jąk czuje sie człowiek tam poniżony ,sama tam przelężałam
      dośc długo -patologia ciąży ,i troche poznałam warunki tam panujące ,jesli
      chodzi o patologię to jest ok,ale dziwi mnie to że ktos pisze takie głupoty ,że
      jak się nie ma własnego lekarza pracującego w tym szpitalu to jest ok,że opika
      taka sama i itp.sama widziałam jaka byla opika swoim pacjentkami ,a zwykłymi z
      ulicy ,no chyba że ktos jest slepy ,sama miałam lekarke z tego szpitala i wiem
      jak traktowała mnie a jak inne,Zreszta ciekawi mnie do kogo ty chodziłas?napisz
      choc inicjały,a ta młoda co cię zszywała to domyslam się o kogo chodzi .jedza
      aż sama się jej bałam,sam pobyt w szpitalu dla mnie móze nie był może takim
      koszmarem ,ale jego skutek.moje dziecie umarło i traktowanie mnie tam było czym
      okropnym,jak bym była tredowata.ttylko to mi się tam nie podobało ,a o salowych
      czy półoznych to nigdy złego słowa nie powiem ,kobity super.
      • janeczka79 Re: Urodziłam na Lubartowskiej 04.01.07, 15:22
        Myslę, że to nie jest spieranie się, takie sytuacje można przypiąć każdemu
        lubelskiemu szpitalowi, wystarczy poczytać na forum! Każdy ma prawo do opinii
        ale również musi się liczyć z tym, że inni mają skrajnie inne opinie - i to nie
        ulega wątpliwości!!!
      • Gość: Ankab29 Re: Urodziłam na Lubartowskiej IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 04.01.07, 15:36
        Ala,
        Bardzo Ci współczuję.Nie wiem co jeszcze mogę dodać od siebie po nieszczęściu
        jakie Cię spotkało...I tylko mogę sobie wyobrażać, jakie mogło być zachowanie
        lekarzy wobec Ciebie.

        Podczas mojego 2go pobytu w tym szpitalu widziałam sposób w jaki potraktowano
        tam mamę zmarłego dziecka, obie trafiłyśmy na wieczorne badanie gin na
        porodówkę- omijano ją dosłownie jak trędowatą. Ta dziewczyna była w 9
        miesiącu,powiedziano jej, że dziecko nie żyje i zostawiono w salce koło
        porodówki, żeby "poczekała" aż sie nią zajmą. Położne wcale się nie spieszyły
        do "jej przypadku". Nie mówiąc juz o zachowaniu jakiejkolwiek intymności
        pacjentki- ta salka to ten "dziwny pokoik" z wiecznie otwartymi drzwiami na
        korytarz.
        Ja zanim urodziłam synka leżałam na Lubartowskiej 2 razy- tyle, ze nie na
        patologii tylko od razu na porodówce (ciąża zagrożona, w 31 i 38 tyg skurcze
        porodowe)i miałam mieszane uczucia, czy za 3 razem- tzn jak już zacznie się
        poród trzymać się tego szpitala. Ale byłam przekonana co do kompetencji pani
        doktor B.W. więc się uparłam.Cała rodzina próbowała mi przemówic do rozumu
        przekonując, żebym nie patrzyła na lekarza prowadzącego, tylko zdecydowała się
        na inny szpital...
        Ja nie byłam tzw."pacjentką z ulicy", tylko dzielnie becelowałam za prywatną
        opiekę pani doktor przez całą ciążę. Ale to nie wystarczyło- przeżyłam swoje.
        Ot takie życiowe doświadczenie.

        Pozdrawiam Cię gorąco!!!
        • Gość: ala Re: Urodziłam na Lubartowskiej IP: *.it-net.pl 04.01.07, 20:00
          ankab ja rowniez cie pozdrawiam
          jak piszesz o tej dziewczynie z dzieciątkiem ,kóre już nie zyło ,to tak jabym
          siebie widziała,ale moje dziecie zmarło pózniej ,po paru dniach ale lekarze jak
          juz wiedzieli że moje dziecie umrze ogarneła epidemia strachu przedemną.Wogóle
          zero szacunku dla takich kobiet ,nikt tu nie mówi o jakis przywilejach ale
          połózenie na sali mamy takiej na sali z mamami innymi i ich bobasami to juz
          przesada.o jakiejs pomocy psychologą to pomarzyc tylko.Ja teraz juz wiem ,ze
          ten szpital jest ok ,ale dlą ciąż bezproblemowych,zreszta co do kompetencji
          paru lekarek tę bym miała wątpliwosci-zwłaszcza H.P .Lekarka która mnie
          prosła ,aby nic się ze mną nie działo(miałam duże ccisnienie),bo ona się na tym
          nie zna,i zeby mi nie skakąło jeszcze z godzinkę ,bo jej akurat sie dużur
          konczy.-smiechu warte.ALE SĄ TEZ LEKARZE GODNI POLECENIA.JA ZE WZGLĘDU NA SWOJE
          WSPOMNIENIA NIEMA ZAMIARU SIĘ TAM KIEDY KOLWIEK POJAWIC.POZDRAWIAM I ZYCZE CIĄŻ
          BEZPROBLEMOWYCH
          • Gość: Ankab29 Re: Urodziłam na Lubartowskiej IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 04.01.07, 21:43
            Ala ściskam Cię cieplo i mocno. Bardzo dzielna jestes i podziwiam Cie, ze
            jestes w stanie byc tak obiektywna po tym co przeszlas mowiac o tym szpitalu.

            Niestety "przydzielanie" lóżek mamom, które stracily dziecko w tych samych
            salach, gdzie leżą mamy z niemowlakami to normalna praktyka na Lubartowskiej-
            czyste barbażyństwo! W trakcie mojego pobytu też się to wlaśnie zdarzylo...

            Trzymam za Ciebie kciuki i - jak będziesz już na to gotowa- wiele radości z
            ponownego bycia Mamą.

            PS. Ten doktor, który pomógl mi urodzic nazywa się Jarząbek. Dobry fachowiec od
            USG.Będę wdzięczna facetowi do końca życia.
            • Gość: monika Re: Urodziłam na Lubartowskiej IP: *.it-net.pl 05.01.07, 07:50
              "Niestety "przydzielanie" lóżek mamom, które stracily dziecko w tych samych
              salach, gdzie leżą mamy z niemowlakami to normalna praktyka na Lubartowskiej-
              czyste barbażyństwo" A w którym szpitalu mamy po stracie mają oddzielną salę?
              Przepraszam, ze ciągnę ten przykry temat ale jestem poprostu ciekawa....
              Pozdrawiam
              • Gość: ala do moniki IP: *.it-net.pl 05.01.07, 09:11
                nikt tu nie mówi o odzielnym odziale ,ale o jakies małej sali.Zresztą nie wiem
                gdzie są i czy śą takie sale ale wiem jedno lekarze jak chcą to mogą,słychałam
                o przepadkach gdzie "takie kobiety"leża na odziale ginekologi ,gdzie niema mam
                z bobasami,tutaj nie chodzi o wygody lecz o samą psychike.a swoją drogą ciekawe
                jak ty bys sie czuła ,leżąć tam,?mam nadzieje,ze nigdy cię to spotka,bo nawet
                swojemu wrogowi bym tego nie życzyła.

            • Gość: ala Re: Urodziłam na Lubartowskiej IP: *.it-net.pl 05.01.07, 09:17
              o ja tez byłam na swoim perwszym usg u Jąrzabka.Tak się wtedy cieszyłam..Ale
              sam lekarz ok ,miły ,dokładny ,o co pytałam odp.Ale jak byłam w szpitalu to
              różnych rzeczy się o nim osłyszałam .Ale co ludz to opinia.ogólnie lekarz
              pracujący na odziale połózniczym,ja miałam wieksza stycznosc z lekarzami z
              patologii ,ale to juz inna bajka.
              pozdrawiam ciepło
    • Gość: Małgosia Re: Urodziłam na Lubartowskiej IP: *.devs.futuro.pl 27.01.07, 20:40
      Ja równiez rodziłam na lubartowskiej w lipcu 2006.Ciesze sie ze tyle z was ma
      takie miłe doswiadczenia.Ja wrecz przeciwnie.chodziłam do doktora z tamtad ale
      niestety gdy rodziłam miał urlop.Trafiłam do szpitala po21.Była okrutnie
      niemiła, wredna połozna.Rodziłam pierwszy raz ale byłam nastawiona na danie kasy
      aby było dobrze ale w jaki sposób mnie przyjeła ta kobieta- pomyslałam- o
      Nie!!!!!!!!!!! Najpierw z twarza do mnie ze jak mnie prowadził mój lekarz z tego
      szpitala i jest taki super to niech sobie przyjedzie odbierze ten poród.Jak mnie
      zbadała zaczełam b b krwawic.Było ogólnie tragicznie jesli chodzi o kontakt z ta
      kobieta.Co do reszty to lekarz tez był Fatalny.co prawda urodziłam po12 w nocy
      ale gdyby nie pomoc telefoniczna mojego doktora i nadejscie pomocy lekarza który
      nie był na duzuze nie wiem jaka by to było.Jesli chodzi o pobyt w szpitalu to
      nie było przez 2 dni ciepłej wody!!!!!!!!A po porodzie trudno sie nie
      myc.Presoneł z gurbsza ok.Lekarze b b mili.Panie zjmujacy sie nami tez.Ale jesli
      chopdzi o panie od dzieci to nie koniecznie.Jak mozna na cała noc pozostawic
      matce dziecko pod lampami - niech sobie pilnuje.Dzieki Bogu to nie mi sie
      przytrafiło ale kolezankom tak.A wyjasniały to ze nie przyszłysmy tu
      wypoczywac.A uwiezcie mi ze ja nie naleze do damusi które wypoczywaja.Jak tylko
      dotarłam na góre od razu poprosiłam aby przyniosły mi niunie pomimo ze niektóre
      kobiety rodzace wczesniej nie miały jeszcze dzieci bo odpoczywały.Oj duzo by
      mówic jeszcze.Moze poprostu ze trafiłam .To były najgorsze upały tego lata.Ale
      nie wiem czy drugi raz sie zdecyduje na poród tam.Wioem na pewno z e wczesniej
      umówie sie z jakas połozna.Pozdrawiam
    • Gość: CzarnaPorzeczka Re: Urodziłam na Lubartowskiej IP: *.it-net.pl 07.02.07, 14:45
      Witam Wszystkie Mamusie;)

      Ja również urodziłam w tym szpitalu i mam wspaniałe wspomnienie. Przy porodzie
      położna bardzo mi pomogła (nie była umówiona), od razu dostałam dzidziolka na
      brzuch...to najwspanialsze wspomnienie;)
      Potem na sali również było ok...położne,pielęgniarki , slaowe - bardzo miłe,
      sympatyczne i pomocne. Jestem takze bardzo zadowolona z opieki nad dzieckiem;)

      POLECAM GORĄCO

      Ps. Byłam pacjentką z przychodni przyszpitalnej (NFZ)
      • gosika345 Re: Urodziłam na Lubartowskiej 10.02.07, 02:32
        No tak,a ja piątkę urodziłam na Lubartowskiej...Powiem tak:personel-co
        najważniejsze,w pełni profesjonalny,atmosfera b.ciepła i domowa,po pierwszym
        nie chciałam rodzić gdzie indziej.Oczywiście jak wszędzie trafiają się jakieś
        czarne owce ale i tak to nie zaważyło.Defektem mogą być co prawda niezbyt dobre
        warunki,ale moim zdaniem najważniejsze jest podejście do pacjentek.Atam odnoszą
        się do nich per'kochanie'. Ja polecam naprawdę.Pozdr.
        • Gość: Też Gosia Re: Urodziłam na Lubartowskiej IP: *.it-net.pl 10.02.07, 10:38
          Gosia...jak na szpital państwowy warunki jak warunki, czysto przede wszystkim!A
          to, ze w łazience nie ma kafelków z włoskiego katalogu, no i reszty z IKEI...to
          cóż...wolę postawić na personel i jego wiedzę, którą cenię w tym przypadku. A
          faktycznie jeśli komus warunki w oczy kolą to niech rodzi w Damianie;)

          Ps. Oczywiście te uwagi nie były do Ciebie Gosiu, ale tak w odniesieniu do
          znanych mi "narzekaczek" w tej materii;)
          • Gość: Brit Re: Urodziłam na Lubartowskiej IP: 212.182.95.* 17.02.07, 15:50
            Szpital - porażka. Nie wiem, gdzie Wy tam widziałyście takie wspaniałe położne,
            jedna bardziej gburowata od drugiej (choć nie powiem, bywają wyjątki), a już te
            pipy z noworodków to wołają o pomstę do nieba. W ogóle ten szpital i personel
            zatrzymał się w głebokim PRLu i chyba długo z niego nie wyjdzie. Nawet nie chce
            mi się opisywać tego, co tam zobaczyłam, bo czytając o standartach ogólnie
            panujących na porodówkach, to po prostu człowieka śmiech ogarnia. I jeszcze ten
            zakaz porodów rodzinnych i odwiedzin ze względu na utrudnianie pracy paniusiom
            hrabiankom, no faktycznie - jest co zachwalać. A najlepsze jest to, że to
            szpital zgłoszony do programu rodzić po ludzku,no może gdzieś na Kaukazie
            zająłby pierwsze miejsce.. brak słów
            • gosika345 Re: Urodziłam na Lubartowskiej 18.02.07, 22:09
              Jaki zakaz porodów rodzinnych?Zmyślona bzdura albo jeszcze lepiej wyssana z
              palca!Chyba przeprowadzałaś tam jakąś inspekcję skoro jesteś tak dobrze
              poinformowana.Każdy ma prawo do wyrażania własnej opinii ale przynajmniej niech
              to będzie prawdą.
              • Gość: ania:) Re: Urodziłam na Lubartowskiej IP: *.it-net.pl 19.02.07, 07:30
                Wiesz co Brit...najbardziej to dziwi mnie to, po jaką cholerę tam polazłaś?
                Chyba nie chcesz powiedzieć, ze ktoś ci kazał tam rodzić? Skoro znałaś warunki,
                to zupełnie nie rozumiem twojego postępowania...Przeciez kobieta chodzi w ciąży
                9 miesięcy i jest to czas aby zapoznac się ze szpitalem i personelem (między
                innymi). Więc jeśli mam inne wymagania, pomykam do Damiana na przykład;)

                Ps. A o tych porodach rodzinnych to większej bzdury nie słyszałam, ja 5 lat
                temu rodziłam z mężem i mamą;)
                • Gość: ankab29 Re: Urodziłam na Lubartowskiej IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 19.02.07, 22:10
                  Hmm. Ja rodziłam tam w maju 2006 i mojego męża wyproszono (a raczej wygoniono)
                  z porodówki każąc mu czekać ma korytarzu bo to "dezorganizuje pracę personelu".
                  Dodam, że nawet nie zdążył wejść na salę, nawet się jeszcze nie odezwał -
                  jeszcze w drzwiach poproszono go wyjście na korytarz. Czekał tam, żeby mi pomóc
                  dojść do toalety na korytarzu bo nie dawałam rady pchać stojaka z kroplówką.
                  Zamiast rodzinnego porodu mi się niestety trafił komentarz lekarza :"Bez
                  pokazówek proszę":(((
                • Gość: Brit Re: Urodziłam na Lubartowskiej IP: 212.182.95.* 20.02.07, 08:28
                  rodziłam w październiku, a nie 5 lat temu, byłam tam, przeżyłam to co
                  przeżyłam więc weź mi jedna z drugą nie opowiadaj takich bredni, że coś
                  wyssałam sobie z palca, bo nie mam ku temu powodów. Zakaz porodów rodzinnych i
                  odwiedzin na noworodkach wprowadziła ordynator właśnie argumentując to
                  utrudnianiem pracy personelowi. Mój mąż zobaczył syna w 5 dobie po porodzie,
                  więc cieszcie się, że było wam dane urodzić w normalnych warunkach, ale weźcie
                  też pod uwagę, że inni mogli trafić inaczej, chociaż jak ktoś mierzy swoją
                  miarką to nic dziwnego. A o zakazie dowiedziałam się już po przyjęciu na
                  porodówkę, bo do tego momentu wszyscy (m.in takie jak wy) utrzymywali mnie w
                  przekonaniu, że można rodzić z mężem, więc to był podwójny szok. Może tak
                  lepiej kogoś wysłuchać niż chlapać bezpodstawnie głupoty
                  • Gość: Mama*Igora Re: Urodziłam na Lubartowskiej IP: *.it-net.pl 20.02.07, 11:18
                    Preczytałam dokładnie co napisałaś i jestem w szoku...Urodziłam 4 tyg. temu...i
                    normalnie mam wrazenie, że piszesz o innym szpitalu. Rodziłam z meżem i nikt
                    nie robił problemów, moja kolezanka ma termin na kwiecień i już wie, że również
                    urodzi z mężem...Tak więc nie wiem od czego to zależy, ale mam zupełnie
                    odmienne zdanie.
      • Gość: AmE Re: Urodziłam na Lubartowskiej IP: *.it-net.pl 28.03.07, 20:23
        Dziecko jest cały czas z mamą, nawet jak ma naświetlania (zółtaczka).
        Oczywiście pisze o sytuacji, gdzy dziecko jest zdrowe, bo w innym przypadku
        jego stan jest monitorowany przez personel na sali noworodków.
        Szcze rze polecam ten szpital. Rodziłam tam dwa razy i jestem bardzo
        zadowolona - wspanaiła opieka nada mamą i dzieckiem:) Za pare lat, trzeci raz
        tez tam pójdę.
              • Gość: jaa Re: Urodziłam na Lubartowskiej IP: 212.182.95.* 30.03.07, 09:36
                no niestety na Lubartowskiej bym takich luksusów nie szukała, wbrew opiniom
                niektórych aktywistek z tego forum. Vanessa, najlepiej zajrzyj na stronę
                rodzić po ludzku, tam jest ranking szpitali i opisane mniej więcej co i jak się
                w nich odbywa, tu wklejam opis szpitala na Lubartowskiej:


                Do porodu:

                Sala z 6 łóżkami, podzielona na boksy, łazienka w korytarzu . 2 sale
                pojedyncze: przyjemny wygląd, z dostępem do osobnej łazienki. Worek sako,
                piłka, materac, drabinka. Sale dostępne przede wszystkim dla absolwentów szkoły
                rodzenia. Można pić i chodzić, rzadziej korzystać z prysznica i pomocnych
                sprzętów. Łagodzenie bólu : immersja wodna, relaksacja, oddychanie przeponowe
                (ord .). Znieczulenie zo. nieodpłatne. W czasie parcia personel narzucarodzenie
                na plecach lub w pozycji półsiedzącej. Poród rodzinny, za zgodą ordynatora i po
                ukończeniu szkoły rodzenia. Osoba towarzysząca traktowana czasami obojętnie,
                może zostać 2 godz. po porodzie Rzadko asystują studenci, ale: Nie pytano mnie
                o zgodę. Tuż po narodzinach dziecko kładzione na brzuchu mamy - często nawet na
                pół godz. Dostałam go w objęcia jeszcze na porodówce. Po oględzinach maluch
                trafia na pierwsze karmienie jeszcze W sali porodowej, lub po ok. 2 godz. w
                oddziale położniczym. C.c. w znieczuleniu ogólnym lub dolędźwiowym, bez
                bliskiej osoby. Zostałam przewieziona na oddział położniczy i tam od razu
                przystawiono mi synka do piersi i tak został ze mną. Informacje o przebiegu
                porodu często zdawkowe, część kobiet w ogóle nie była informowana. Zróżnicowane
                opinie o personelu sali porodowej: Cały czas przychodziła położna i pytała czy
                czegoś nie potrzebuję, ale bywa też obojętny: taka służbowa życzliwość.
                Większość kobiet niepytana o zgodę na zabiegi.

                Po porodzie:

                12 sal dla mam z dziećmi, maks. po 5 łóżek. 1 w.c. i 1 prysznic na 9 łóżek.
                Mamy mają dzieci przy sobie cały czas, a jeśli dziecko musi leżeć w oddziale
                noworodkowym, odwiedziny matki regulowane są przez personel. Negatywne opinie o
                opiece nad dziećmi i mamami: Dzieci są przewożone w przeciągach po korytarzach,
                zabierane i oddawane matkom wtedy, kiedy personel ma na to czas i ochotę .
                Badania lekarskie rzadko przy mamach, informacje o stanie dziecka często
                zdawkowe: Pediatrzy sami z siebie nie udzielali informacji. Tylko część kobiet
                była uczona karmienia i pielęgnacji. Z listu: Nie mogłam liczyć na żadną pomoc.
                Nikt nie pokazał mi jak karmić, jak przewinąć, byłyśmy zdane na siebie. Z
                innego listu: Panie nie wykazują zainteresowania dziećmi ani matkami.
                Odwiedziny codziennie w godz. 8-20 w salach i na korytarzu. Z listu: Gdy w
                jednej sali przyjdzie po kilka osób z rodziny, robi się strasznie . Dobrowolne
                cegiełki.
                • Gość: Mamma Re: Urodziłam na Lubartowskiej IP: *.chello.pl 30.03.07, 14:55
                  Bez przesady...co to znaczy luksusy. to jest szpital i w pełni spełnia swoje
                  zadanie. Rodziąłm tam rok temy, na Jaczewskiego 3 lata temu. Leżałam tez na
                  Kraśnickiej no i zdecydowanie wybieram ten szpital, pod każdym względem. Więc
                  zupełnie nie rozumiem na jakie luksusy licza potencjalne rodzące???
    • Gość: mamaAni Re: Urodziłam na Lubartowskiej IP: *.it-net.pl 05.04.07, 07:25
      No i nawiązując do watku powyżej(poniżej) /nie idźcie rodzić na Lub./, widać
      jak wspaniałe rodzą się opinie. Nie warto tam rodzić...a dlaczego, bo zarażają
      tam dziecko żółtaczka!!! No poprostu słów brak!!!
      Naprawde niektórzy zamiast wydawać sądy powinni cofnąć się do podstawówki, coby
      się dokształcić...
      • truskaweczki Re: Urodziłam na Lubartowskiej 08.04.07, 23:01
        Rodziłam na lubartowskiej prawie 11 lat temu. I po opisach większości z was
        widze,że nic sie tam nie zmieniło:(
        Ja mam niemiłe wspomnienia.To było moje pierwsze dziecko. Nie dostałam żadnej
        pomocy od położnych w czasie leżenia na sali przedporodowej(leżałam 3dni)bo
        wywoływano mi poród.
        Dzień przed porodem wieczorem przyszedł do mnie mąż. Spędził przy moim łóżku
        cała noc a nikt nawet o tym nie wiedział,mimo,że wcześniej zgłaszałam,że mam
        skurcze. Ponieważ odmówiłam podania oxytocyny po prostu zostałam olana... Nie
        wiem czy w dalszym ciągu w szpitalu jest położna nazywana "czarną Mańką" ale to
        z jej strony nie otrzymałam pomocy.Miałam skurcze ale ponieważ nie zapisały się
        na KTG stwierdziła,że zmyślam.
        Po nocy spędzonej z mężem na sali nastał nowy dzień i nowe położne;)
        Sympatyczniejsze.
        Pozwoliłam podać sobie oxytocynę. Po 6 godzinach przyszła na świat moja
        córeczka. Ważyła 2850.Miała cechy hypotrofii. Ponieważ spadła sporo na wadze
        zabrano ją pod kroplówkę.Zabrano ją ok godz 8 rano.Kroplówka miła a lecieć ok 3
        godz. O 11 położne pwiedziały ,że kroplówka jeszcze leci, o 14 dalej leciała, o
        17 dalej leciała...Nie było zadnego lekarza ani nikogo kto udzieliłby mi informacji.
        Mąż przyszedł do mnie po pracy i zrobił raban. Od razu dyżurna lekarka poszła
        sprawdzić co sie dzieje.Okazało sie ,że malutka dalej jest pod kroplówką i jak
        chcę to mogę iść ją zobaczyc.Nikt wcześniej mi na to nie pozwolił!
        Położne poproszone o pokazanie jak sie kąpie noworodka były niemiłe i
        opryskliwe. Z łaski pozwoliły z daleka popatrzec.
        Na pomoc w opiece nad płaczącym przez cała noc dzieckiem nie mogłam liczyć. Na
        drugą noc zlitowały się i zabrały mi małą na 2 godzinki ,żebym mogła sie zdrzemnąć.

        Po 11 latach wiem,że opieka przy i przed porodem mogła spowodować,że moja córka
        ma organiczne zmiany spowodowane niedotlenieniem okołoporodowym.Urodziła się
        troszkę po terminie( nie wiadomo dokładnie ile ponieważ cała ciążę była sporo
        mniejsza niż wyliczenia z usg).Ale myślę,że ok 1,5-2 tyg. Po urodzeniu miała już
        lekko "odmoczone" rączki - tak powiedziała położna i to jest jeden z objawów
        przenoszenia.
        Generalnie mam ogromne zastrzeżenia do opieki i pomocy .

        Kolejne dziecko - 4 lata temu rodziłam świadomie wybierając szpital na
        Kraśnickiej.I porównując oba to tak jakby porównywać niebo a ziemię...
        Gdybym miała rodzić jeszcze raz to za samą opiekę warunki w szpitalu i wspaniałe
        podejście personelu szpitala -wszyscy tak samo fantastyczni! zarówno lekarze jak
        i położne i salowe- znów wybrała bym na pewno Kraśnicką.
    • Gość: COMA Re: Urodziłam na Lubartowskiej IP: *.chello.pl 10.04.07, 13:02
      Cześć Mamuśki!

      Jestem w 32 tygodniu i przed świętami leżałam tydzień na obserwacji - poniewaz
      wszystko było dobrze ordynator mnie wypuścił na Święta, ale dziś idę do
      kontroli na oddział. Jestem zdecydowana rodzic w tym szpitalu ponieważ jestem
      bardzo zadowolona z opieki, z mojego lekarza prowadzącego. Mam kilka koleżanek
      z pracy które tam rodziły i od żaDNEJ NIE USŁYSZAŁAM ZŁEGO SŁOWA o tym szpitalu.

      Mam nadzieję, że dotrwam do końca i moja kruszynka przyjdzie szczęśliwie na ten
      świat;)
    • Gość: zenita Re: Urodziłam na Lubartowskiej IP: *.chello.pl 11.05.07, 14:21
      Urodziłam tam moją dwójeczkę - pierwsze dziecko 6 lat temu, drugie teraz
      niedawno. Opieka wspaniała, była i jest, bardzo kamerlnie, przytulnie. Opieka
      bardzo dobra, dobry kontakt z personelem.
      Na przestrzeni tych sześciu lat zmieniło się wiele, na dobre, a raczej na
      jeszcze lepsze niż było!
      • Gość: Yoolka77 Re: Urodziłam na Lubartowskiej IP: *.it-net.pl 04.06.07, 13:18
        ankab29 - opisała problemy swojego dziecka po porodzie...obwiniając przy tym
        szpital, a tym samym, na innym forum napisała to:
        "A ja sie moge niestety tylko teraz stuknac w łeb bo paliłam przed ciążą 1-1,5
        paczki(od 15 roku życia), w czasie ciąży ograniczyłam ale paliłam 3-5
        papierosów dziennie...Karmiąc piersią podobnie...I sama do siebie czułam
        obrzydzenie, że jestem taka cienka idiotka i nałogowiec bez mózgu. W ciąży
        bardzo długo bo do 8 miesiąca zwracałam i nic nie było mnie w stanie utrzymać w
        postanowieniu rzucenia. Nazbierałam puste paczki po fajkach i codziennie rano
        perswadowałam sobie, że tyle fajek wypaliło ze mną moje nienarodzone dziecko.
        Gów..o, rzygnełam i bach za papierocha. Efekty : niska waga urodzeniowa mojego
        dziecka (2880),zwapnienie łożyska, alergia i nietolerancja pokarmowa-choć ja
        też jestem alergikiem. Nie karmię od 3 miesięcy i palę z mniejszymi ale jednak
        z wyrzutami sumienia...Mam wrażenie, że papieros i ja to jedno. To już schiz a
        nie nałóg...Nie wiem jak inne palące Mamy...ja dla siebie uspraweidliwienia nie
        znajduję. Zachowałam się jak świadomy podtruwacz mojego własnego dziecka i tak
        to niestety widzę...:("

        Więc może problemy z dzieckiem to niekoniecznie wina szpitala...


        • ankab29 Re: Urodziłam na Lubartowskiej 20.06.07, 23:07
          Wiem Yoolka, że powodów kłopotów mogło byc wiele. Palenie na pewno też. Ale
          poród po 12 godzinach od odejścia wód płodowych miał wg neurologa, u którego
          konsultuję moje dziecko kluczowe znaczenie i nie szukam tu bynajmniej
          usprawiedliwienia.Są to typowe torbielki powstające na skutek dużego wysiłku
          dziecka przy przedłużającym się porodzie. Podczas ciąży robiono mi 5krotnie USG
          i badania nie wykryły żadnych nieprawidłowości przed porodem. Moje dziecko na
          szczęście rozwija się doskonale choć torbielki, o których pisałam nie wchłonęły
          się.Alergia minęła.Waga idealna:)
          Nic natomiast nie zmieni faktu, że mój poród na Lubartwoskiej był prawdziwym
          koszmarem i że musiałam się przekonać jak chamsko może zostać potraktowana
          kobieta rodząca przez personel medyczny.
          I mam nadzieję, że lektura innych moich postów była bardziej przyjemna:)
          Pozdrawiam.
    • Gość: GoLdI29 Re: Urodziłam na Lubartowskiej IP: *.it-net.pl 15.09.07, 16:27
      No i ja też mam to już za sobą;) Było ciężko, ale położna bardzo
      miła i pomocna - bardzo jej za to dziękuję (p. Basia chyba?) Leżałam
      z córką 10 dni, bo miała przedłużającą się żółtaczkę - bardzo dobrze
      wspominam ten czas. Miło, schludnie i sympatycznie - zupłnie nie
      potwierdzę żadnej z negatywnych opinii, które usłyszałam bądź
      przeczytałam:)

Nie pamiętasz hasła

lub ?

 

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się

Nakarm Pajacyka