Smutne sprawy - o Abp. Wielgusie - konkretnie!

09.01.07, 23:32
Smutne sprawy

Ostatnio nierzadko docierały do nas następujące opinie: „Tyle skandali w
Kościele. Czemu wy o tym nie piszecie? Przecież to palące tematy ważne dla
katolików. Czy nie warto korzystać ze wspaniałego argumentu, że właśnie
najgorsi wrogowie katolickiej Tradycji wśród hierarchów często są powiązani z
tymi okropnościami? Obecnie w Polsce ujawnia się współpracę pewnych duchownych
z tajnymi służbami komunistycznymi. Za jakiś czas ujawnione dokumenty być może
rzucą cień na kolejnych współczesnych hierarchów. Dlaczego więc o tym nie
piszecie?”.

Z całą pewnością mass media bardzo lubują się w tych tematach. Być może często
przedstawiają niezaprzeczalne fakty o żałosnym upadku tych, którzy zostali
powołani aby być przewodnikami ku ideałom świętości, a stali się „ślepymi
prowadzącymi ślepych ku przepaści”. Świat cieszy się z tego, a wielu ludzi
znajduje w tych faktach usprawiedliwienie dla swego sprzeciwu wobec Kościoła i
przede wszystkim wobec Bożego prawa.

Nasza odpowiedź wobec tych smutnych spraw musi być i jest zupełnie inna.
Inaczej widzimy znaczenie tych bolesnych faktów. Inny jest nasz stosunek do
winnych tych ciężkich grzechów. Inna jest również nasza reakcja na widok tak
strasznego pohańbienia naszej ukochanej Matki, Kościoła.

Jak więc należy oceniać smutne fakty, o których dziś tak głośno się rozprawia
w Polsce? Są to poważne grzechy ludzkie, które nie tylko skrzywdziły samych
grzeszników, ale też wyrządziły duchową (a często nie tylko duchową) szkodę
wielu innym ludziom. Okazało się, że pasterz, zamiast skupiać i strzec stado
powierzonych mu owiec – rozpraszał je. Każdy ciężki grzech ma taką samą moc
destrukcji, nawet jeśli nie został ujawniony przez prasę czy telewizję.

Etyka uczy nas, że każdy moralny czyn jest między innymi konsekwencją
działania rozumu i przyzwolenia wolnej woli. W przypadku grzechu rozum uznał
zły czyn za korzystny, pożyteczny i w danych okolicznościach dobry dla
człowieka, a akt woli pchnął człowieka do realizacji. Korzyść własnego „ja”
przeważyła nad obiektywnym prawem, nad wolą Bożą. Problem zgorszeń ma swoje
źródło w problemie duchowym. Ktoś obraża dobrowolnie i świadomie Boga,
ponieważ przynajmniej w chwili popełnienia grzechu Bóg jest dla niego kimś
nieważnym, drugorzędnym, kimś, kogo odsuwa się, aby postawiać na jego miejscu
coś innego, a zwłaszcza własne „ja”. Jeśli kapłan, a jeszcze bardziej biskup,
powołany i kształcony, aby być przykładem prowadzącym wiernych do świętości,
wikła się w jakiś skandal, to dlatego, że sprawy Boże w jego życiu przestały
być najważniejszymi i bezwzględnie obowiązującymi. Św. Maksymilian nauczał:
„Upadamy wówczas, gdy ufamy sobie. Pan Bóg nie może popierać kłamstwa,
dopuszcza upadki, aby choć w przykry i bolesny sposób dać poznać duszy jej
nędzę i słabość i utwierdzić ją w pokorze” (Konferencje, s. 100). Co więcej,
upadek tym łatwiej może zaistnieć, gdy nie tylko bezpośrednio nim dotknięty,
ale także wielu innych dookoła niego podobnie postępowało – i tak wytworzyła
się duchowa atmosfera, w której Bóg ustąpił miejsce światu. I tu leży
prawdziwy problem. „Biada światu dla zgorszenia, albowiem muszą przyjść
zgorszenia; wszelako biada temu człowiekowi, przez którego zgorszenie
przychodzi” (Mt 18, 7).

Dobrze pamiętać, że wiele godzących w Kościół zgorszeń obecnych czasów nie
byłoby możliwych, gdyby nie „duch”, który intelektualnie rozbrajał wobec
atakującego wroga, utrudniał obronę i duchowo pacyfikował walczących w imię
katolickiej sprawy. Nie wahamy się twierdzić, że to „duch soboru” i tego
nieszczęsnego aggiornamento. Pamiętajmy, że ostatni sobór nie potępił
komunizmu, choć wielu ojców soborowych, z abpem Lefebvre’em wśród nich,
domagało się tego. Sobór wysłał natomiast do świata, do wszystkich i wszędzie
orędzie pokoju, które de facto stanowiło deklarację kapitulacji. Sobór
zadeklarował gotowość do współpracy dla dobra człowieka z każdym bez wyjątku.
Jeśli tak postanowił sobór, to odrobinka mojej współpracy z wywiadem nie może
komukolwiek zaszkodzić – czyż tak nie myślało wielu księży, starając się o
zatwierdzenie na stanowisku albo o materiały budowlane? Myślało. Sobór
zadeklarował gotowość dialogu ze wszystkimi. Jeśli sobór zadeklarował dialog,
to dlaczego ja, starając się o paszport, nie mogę trochę „podialogować” z
oficerem SB, może otrzymam paszport i spróbuję nawrócić funkcjonariusza – czyż
takie myślenie nie mogło pojawić się w głowach wielu młodych księży? Mogło i
często pojawiało się. „Duch soboru” rozbroił szeregi duchowieństwa. Za znak
szczególnej łaski Bożej należy uznać niewątpliwy fakt, iż przytłaczająca
większość polskiego duchowieństwa zachowała, pomimo nacisku komunistycznego
aparatu i „ducha soboru”, niezłomność.

Krytyka „ducha soboru” nie znaczy, że przed ostatnim soborem nie zdarzały się
upadki. Zdarzały się, ale po pierwsze Kościół reagował na nie bardzo
zdecydowanie, po drugie zaś były one owocem ducha świata, który z zewnątrz
atakował broniący się Kościół. Po soborze natomiast przełożeni kościelni
często reagowali na nadużycia z niespotykaną wcześniej łagodnością,
uzasadniając to preferowanym przez sobór humanizmem; zgorszenia brały początek
od światowego ducha, który usadowił się we wnętrzu rezygnującego z walki
Kościoła, co stanowi wyraz owego tragicznego soborowego aggiornamento. Można
by nieco upraszczając tak obrazowo opisać myślenie tryumfujących na soborze
modernistów: wpuśćmy ducha świata do Kościoła z wiarą, że ten duch uszanuje
Kościół, co więcej, z czasem ulegnie chrystianizacji. Stało się jednak
inaczej: duch świata rzeczywiście za zgodą hierarchów wniknął do Kościoła, ale
niczego w Kościele nie uszanował, co więcej –zeświecczył sam Kościół. Na
marginesie można dodać, iż niewątpliwie byli też moderniści, którzy świadomie
wprowadzili „swąd szatana” do Kościoła po to, by Kościół zniszczyć.

Nowości soborowe prowadziły w umysły duchowieństwa poprzez seminaria
światowość, kult człowieka, przesadne hołubienie ludzkiej godności oraz
pragnienie dobrosąsiedzkich stosunków z pogańskim, laickim, niekatolickim
światem za wszelką cenę. Świadomie lekceważono prawdę, że życie jest
przygotowaniem do nieba, unikaniem piekła, a więc wielką duchową walką przeciw
„pożądliwości ciała, pożądliwości oczu i pysze żywota” (1 J 2, 16). W takiej,
wytworzonej na soborze i po soborze atmosferze zanikł teocentryczny stosunek
do rzeczywistości, zginęło pojmowanie sensu tego, co Boże, a także poczucie,
jak straszną rzeczą jest obrażać Boga! Często w historii Kościoła pytano,
jakie grzechy są największe. Św. Tomasz bez wahania odpowiadał: grzechy
przeciw wierze. Morderstwa, nieczystości, najstraszniejsze upadki moralne nie
dorównują grzechowi przeciw naszej świętej wierze!

Wracając do oceny wyżej przytoczonych zgorszeń: wiemy, że Bóg przebacza nawet
najgorsze grzechy, jeśli grzesznik szczerze za nie żałuje. Jeśli natomiast
katolickie zasady już tak głęboko zepsuto, że nie ma właściwego patrzenia na
prawdziwego Boga oraz na prawdziwy stan dusz, jeśli więc sam tok zdrowego
myślenia skażono, to wtedy grzesznik traci zdolność do żalu. Nie jest zdolny
skorzystać z Bożego miłosierdzia. Potrzebuje pomocy z zewnątrz. Wniosek nasuwa
się sam: jeśli naprawdę chcemy, aby te okropności nie powtarzały się w
przyszłości w różnorakich formach, to nie możemy tylko dać dokładnego opisu
duchowej choroby, lecz musimy też wskazać odpowiednie środki zaradcze. Musimy
wskazać, skąd ta pomoc może nadejść. Nasze powołanie jako „misjonarzy
Tradycji” właściwie polega na przedstawianiu Kościołowi, duchowieństwu i
wiernym świeckim, zdrowym (dla zachowania zdrowia) i chorym (dla powrotu do
zdrowia), skutecznego remedium. Jest nim powrót Kościoła do tradycyjnej
doktryny, d
    • Gość: 0909 Re: Smutne sprawy - o Abp. Wielgusie - konkretnie IP: *.lublin.mm.pl 09.01.07, 23:55
      Przepisane,ale nie wiem nawet skąd...Podawaj żródło!
      • Gość: bobo Re: Smutne sprawy - o Abp. Wielgusie - konkretnie IP: *.vlan192.dengo.lubman.net.pl 10.01.07, 10:46
        www.piusx.org.pl/zawsze_wierni/artykul/1033
        Ks. Karol Stehlin
        • folkatka Re: Smutne sprawy - o Abp. Wielgusie - konkretnie 10.01.07, 11:38

          Cóż, chyba wiekszość kłopotów polskiego Koscioioła bierze się stąd, ze duch
          odnowy Soboru Watykańskiego II jeszcze na dobre w nim nie zapanował...



          Czasami lubię dolać oliwy do ognia :PPP
          • Gość: :))) Re: Smutne sprawy - o Abp. Wielgusie - konkretnie IP: *.chello.pl 10.01.07, 11:41
            cóż, chyba większość kłopotów polskiego kościoła bierze się stąd,
            że znowu panom kapłanom pomyliła im się rola do której zostali powołani...
            no i niestety nie wyciagaja wniosków z poprzednich kryzysów...
            ale ani oni pierwsi, ani ostatni tego nie robią
            • folkatka Re: Smutne sprawy - o Abp. Wielgusie - konkretnie 10.01.07, 11:48


              No włąsnie, Sobór Watykański II położył ogromny nacisk na słuzebna rolę
              kapłanów wobec wiernych...i oczywiscie na zwiekszenie kolegialnosco, zgodnie z
              duchem konstytucji Gaudium et Spes
              • Gość: :))) Re: Smutne sprawy - o Abp. Wielgusie - konkretnie IP: *.chello.pl 10.01.07, 12:02
                tia, położył...no i sobie ten nacisk leży i nikomu nie przeszkadza:)))
                • Gość: wiejska baba o Folkatko żebys Ty chłopem była....... IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 10.01.07, 12:12
                  to ktos w kosciele moze by Ciebie wysłuchał, a tak to widzę Twoje miejsce tylko
                  jako służebnicy - bez zlosliwosci , szanuje Cie i Twoje wypowiedzi i przeważnie
                  sie z nimi zgadzam choc prosta jestem kobieta :)
                  • folkatka Re: o Folkatko żebys Ty chłopem była....... 10.01.07, 12:29

                    Drogi :)) mam nadzieję ze to się zmieni, stare powiedzenie mówi że młyny Boze
                    wolno mielą...
                    Dzięki Babo Ci za słowa....cóż...moze masz i trochę racji, chociaż w historii
                    chrześcijaństwa nie brak zasłuzonych kobiet - na czele z moją ulubioną
                    Hildegardą z Bingen.
                    Pozdr.
                    -
                    Zburz mur !!!
                    murproject.org/
Pełna wersja