Jacy są Koreańczycy?

28.11.01, 18:20
Zastanawiam się jakie były przyczyny upadku DAEWOO na Mełgiewskiej. Mniej
jednak interesują mnie te o charakterze ekonomicznym. Chyba niewielu ludzi -
nawet pracujących tam - zna wszystkie tajniki i meandry gospodarki finansowej w
firmie na tyle, aby ze stuprocentową pewnością powiedzieć, że np. przyczyną był
transfer gotówki do Korei. Sam pracowałem w jednej z warszawskich firm z grupy
DAEWOO i wiem dużo, ale za mało jednak, aby stawiać tego rodzaju diagnozy.

Jest jednak coś bardziej obserwowalnego, co też musiało wpłynąć na porażkę. Mam
na myśli różnice kulturowe między nami i Koreańczykami. Przyjechało ich do
Polski bardzo wielu i to często na bardzo znaczące stanowiska. Jak ich
widzieliśmy jako kolegów w pracy, jako szefów, podwładnych, a w końcu - jako po
prostu ludzi? Co przeszkodzało nam we wspólnym dążeniu do sukcesów?

Jestem bardzo ciekaw opinii na ten temat; opinii osób, które miały okazję
poznać Koreańczyków.

wrew
    • Gość: Paul Sa zolci mali chodza w trampkach,maja skosne oczy IP: 208.130.53.* 28.11.01, 18:42
      • wrew Re: Sa zolci mali chodza w trampkach,maja skosne oczy 28.11.01, 19:17
        Koreańczyk, z którym współpracowałem najbliżej, był bardzo elegancki, a jego
        karnacja nie odbiegała od przeciętnej u Polaków. Poza tym zachowywał się bardzo
        uprzejmie i dzięki temu współpraca z nim była sympatyczna. Natomiast dużą
        przeszkode we wzajemnym rozumieniu się stanowił jego bałwochwalczy wręcz
        stosunek do zwierzchników. Nawet jeśli jego szef mówił oczywistą dla niego
        głupotę, to i tak było to święte i niepodważalne.
        • Gość: Paul Re: Sa zolci mali chodza w trampkach,maja skosne oczy IP: 208.130.53.* 28.11.01, 20:25
          wrew napisał(a):

          > Koreańczyk, z którym współpracowałem najbliżej, był bardzo elegancki, a jego
          > karnacja nie odbiegała od przeciętnej u Polaków. Poza tym zachowywał się bardzo
          >
          > uprzejmie i dzięki temu współpraca z nim była sympatyczna. Natomiast dużą
          > przeszkode we wzajemnym rozumieniu się stanowił jego bałwochwalczy wręcz
          > stosunek do zwierzchników. Nawet jeśli jego szef mówił oczywistą dla niego
          > głupotę, to i tak było to święte i niepodważalne.
          He, he...tak kultura, panie ;-). Pewien facet, ktory spedzil jakis czas na
          Filipinach, mowil mi, ze jesli np. zadzwonisz do faceta naprawiajacego lodowki i
          poprosisz o serwis, to zawsze dostaniesz taka sama grzeczna odpowiedz, ze
          oczywiscie, zaraz sie zjawi i ze jest "szczesliwy", etc. Dowcip polega na tym,
          ze taka odpowiedz wlasnie otrzymasz zawsze, bez wzgledu na to czy facet sie u
          ciebie zjawi, czy nie. Wiec jak poznac czy gosc przyjdzie i naprawi ci to
          pieprzona lodowke? Jesli odpowiedz otrzymasz natychmiast, to oznacza, ze
          przyjdzie. Jesli otrzymasz ja po 3-4-5 sekundowej przerwie "w eterze", to nie
          przyjdzie. Poprostu zwyczaj i kultura mowi, ze odmawiac nie wypada, a facet od
          lodowek wcale nie klamie, ani nie jest falszywy. On zwyczajnie jest grzeczny i
          delikatny ;-)))). Pozdrawiam.
          Paul

          • wrew Re: Koreańczycy, a nie Filipińczycy 28.11.01, 20:57
            Problematyka różnic kulturowych jest oczywiście bardzo rozległa. Ja jednak
            naprawdę chciałbym dowiedzieć się, jak Koreańczyków właśnie widzą osoby, które
            zetknęły się z nimi bliżej. Chciałbym skonfrontować swoje obserwacje z ich
            spostrzeżeniami. Mnie i moim kolegom Polakom współpraca z Koreańczykami nie
            wyszła na dobre. Nie udało się nam zapobiec upadkowi firmy, mimo że był to nasz
            wspólny cel i mimo że lubiliśmy się nawzajem. Inaczej myśleliśmy?

            O Filipińczykach chętnie porozmawiam innym razem, ale teraz proszę, zajmijmy
            się Koreańczykami. Szliśmy razem z nimi dość długo i na pewno są w Lublinie
            osoby mające jakieś przemyślenia na ich temat.

            Pozdrawiam wszystkich, a Paula w szczególności.

            wrew
            • Gość: Paul Re: Koreańczycy, a nie Filipińczycy IP: 208.130.53.* 28.11.01, 21:54
              wrew napisał(a):

              > Problematyka różnic kulturowych jest oczywiście bardzo rozległa. Ja jednak
              > naprawdę chciałbym dowiedzieć się, jak Koreańczyków właśnie widzą osoby, które
              > zetknęły się z nimi bliżej. Chciałbym skonfrontować swoje obserwacje z ich
              > spostrzeżeniami. Mnie i moim kolegom Polakom współpraca z Koreańczykami nie
              > wyszła na dobre. Nie udało się nam zapobiec upadkowi firmy, mimo że był to nasz
              >
              > wspólny cel i mimo że lubiliśmy się nawzajem. Inaczej myśleliśmy?
              >
              > O Filipińczykach chętnie porozmawiam innym razem, ale teraz proszę, zajmijmy
              > się Koreańczykami. Szliśmy razem z nimi dość długo i na pewno są w Lublinie
              > osoby mające jakieś przemyślenia na ich temat.
              >
              > Pozdrawiam wszystkich, a Paula w szczególności.
              >
              > wrew
              OK, konkrety zza oceanu ;-). W Korei oczywiscie nigdy nie bylem. Koreanczycy
              nie sa lubiani przez inne "zolte" nacje. Zamykaja sie w swoich koreanskich
              kolach, sa nieprzyjemni, zaborczy i bezpardonowi jesli chodzi o biznesy, patrza
              na innych "zoltkow" z gory. Sa nastawieni na robienie durzych pieniedzy za kazda
              cene (wiem to od innych "zoltych", tak "wiesc gminna niesie"). Ja tego nie
              dosztrzegam, bo chmmm (to brzydkie co powiem) jestem bialy ;-). Jak
              wiekszosc "zoltkow" sa bardzo ambitni, pracowici i nastawieni na sukces (do
              urzygu). Ogolnie ciezko jest rozpoznac Koreanczyka od np. Chinczyka, ale wszyscy
              sa mili i otwarci na swiat. Czasem to otwarcie przeobraza sie w pustoglowie,
              zwlacza u nowych generacji. Wbrew pozorom wiekrzosc Amerykanow pielegnuje swoje
              korzenie i otwarcie o nich mowi. Czasem zdaje mi sie ze "zolci" (ci mlodzi)
              jakby sie ich wstydzili i staja sie takimi "kosmopolitami" ze traca dusze i
              zostaje im tylko cialo do kontynuowania procesow biologiczno-fizjologicznych i
              bycia nowoczesnym za wszelka cene. To co przychodzi mi do glowy. Pozdrowienia.
              Paul

              • wrew Re: Koreańczycy 28.11.01, 22:40
                Gość portalu: Paul napisał(a):

                > OK, konkrety zza oceanu ;-). W Korei oczywiscie nigdy nie bylem. Koreanczycy
                > nie sa lubiani przez inne "zolte" nacje. Zamykaja sie w swoich koreanskich
                > kolach, sa nieprzyjemni, zaborczy i bezpardonowi jesli chodzi o biznesy, patrza
                >
                > na innych "zoltkow" z gory. Sa nastawieni na robienie durzych pieniedzy za kaz
                > da
                > cene (wiem to od innych "zoltych", tak "wiesc gminna niesie"). Ja tego nie
                > dosztrzegam, bo chmmm (to brzydkie co powiem) jestem bialy ;-). Jak
                > wiekszosc "zoltkow" sa bardzo ambitni, pracowici i nastawieni na sukces (do
                > urzygu). Ogolnie ciezko jest rozpoznac Koreanczyka od np. Chinczyka, ale wszys
                > cy
                > sa mili i otwarci na swiat. Czasem to otwarcie przeobraza sie w pustoglowie,
                > zwlacza u nowych generacji. Wbrew pozorom wiekrzosc Amerykanow pielegnuje swoj
                > e
                > korzenie i otwarcie o nich mowi. Czasem zdaje mi sie ze "zolci" (ci mlodzi)
                > jakby sie ich wstydzili i staja sie takimi "kosmopolitami" ze traca dusze i
                > zostaje im tylko cialo do kontynuowania procesow biologiczno-fizjologicznych i
                > bycia nowoczesnym za wszelka cene. To co przychodzi mi do glowy. Pozdrowienia
                > .
                > Paul
                >

                Też nie byłem w Korei, a żałuję, bo tam oni są w swoich naturalnych;) warunkach.
                W Polsce czy Ameryce, mimo zamykania się w swoim kręgu (potwierdzasz i moją
                obserwację!), muszą jednak liczyć się z otoczeniem. "Mój" Koreańczyk na przykład
                przed przyjazdem do Polski został chyba starannie wyselekcjonowany, jako że jego
                religia to katolicyzm!!! Chyba w Korei zbyt wielu takich nie ma:)))

                Inną obserwacją zbieżną z moimi jest to, co napisałeś o ich nastawieniu na
                robienie biznesu za każdą cenę. W naszej firmie np. doszło do konfliktu w związku
                ze zrywaniem zawartych umów. Odbyła się ostra dyskusja między koreańską i polską
                częścią kierownictwa (popartą przez związek zawodowy). W czasie tej dyskusji
                widać było, że Koreańczycy w ogóle nie rozumieją tego, co do nich mówiliśmy. Oni
                po prostu nie słyszeli nawet o zasadzie "pacta sunt servanda"...

                Co do pracowitości... "Mój" Koreańczyk zaczynał pracę o 7 rano i kończył o 23.
                Usiłowałem zrozumieć jego samozaparcie i kiedyś zapytałem "dlaczego?" Wiesz co mi
                odpowiedział? Że nie zna polskiego i podczas większości spotkań korzysta z pomocy
                tłumacza, a więc dla wykonania tej samej porcji pracy, co Polacy, musi pracować
                16, a nie tylko 8 godzin! Poza tym to zauważyłem, że oni wprawdzie pracują dłużej
                od nas i bez przerw, ale za to dużo wolniej. Ta ostatnia obserwacja dotyczy
                jednak pracy biurowej. Nie wiem, jak zachowują się przy taśmie montażowej, która
                jednak wymusza jakieś tempo.

                Dziękuję za tych parę Twoich obserwacji i pozdrawiam!

                wrew
                • Gość: Paul Re: Koreańczycy IP: 208.130.53.* 28.11.01, 22:49
                  W korei jest durzo katolikow. Czesto tu widze ich koscolki (jakies odlamy
                  protestanckie), bardzo zadbane i gorliwie odwiedzane. Pozdrawiam.
                  Paul
                  PS dlaczego nie rozmawialiscie po angielsku? Kiedys na Okenciu Spotkalem
                  wlasnie jakis zoltkow i nie "turystow" (zaloze sie ze Koreanczycy) ktorzy
                  pytali mnie o droge. Najsmiesniejsze bylo to, ze przyjechali do Polski,
                  oczywiscie Polskiego nie znajac (to oczywiste/normalne), ale ich znajomosc
                  angielskiego byla prawie zadna. Bardzo mnie to zdziwilo.
                  • wrew Re: Koreańczycy 28.11.01, 23:29
                    Ze "swoim" Koreańczykiem porozumiewałem się właśnie po angielsku (o ile
                    angielski w jego wykonaniu można tak nazwać). W większości przypadków miał on
                    jednak do czynienia z ludźmi znającymi tylko polski, a więc tłumacz był
                    niezbędny.

                    Przypomniała mi się jeszcze jedna rozmowa z nim - na temat różnic między
                    Koreańczykami i Japończykami. Twierdził on, że fizycznie są oni nieodróżnialni
                    nawet dla niego. Mimo to jednak, widząc Japończyka, natychmiast wie on, że to
                    nie Koreańczyk. Jest podobno coś w zachowaniu, co pozwala na odróżnienie bez
                    pudła! Nie wiem tylko co to takiego, bo nie potrafił tego zwerbalizować...

                    wrew
Pełna wersja