Dodaj do ulubionych

Kara boska ... ??!!

04.07.03, 01:12
oto doskonaly przyklad dla lpr'u, jak mozna zostac uakranym za robienie
zakupow hipermarketach ;)

oczywiscie zartuje a tej pani serdecznie spolczuje !
tekst pochodzi z kuriera lubelskiego, autor: Grzegorz Kotyłło

DRAMAT KOBIETY NA OCZACH PERSONELU I KLIENTÓW LUBELSKIEGO HIPERMARKETU

Dramat rozegrał się na oczach personelu i klientów hipermarketu OBI.
Drewniany leżak, na który usiadła jedna z klientek zmiażdżył jej obie
dłonie.

W piątek pani Jolanta Cholewa udała się z przyjaciółką po zakupy do
hipermarketu. Na dłużej zatrzymały się w dziale z artykułami ogrodowymi. Ich
uwagę przykuły drewniane leżaki. Wszystkie były zapakowane w kontenerze,
tylko pierwszy był rozpakowany jako ekspozycja. Panie rozłożyły leżak,
sprawdziły, czy jest stabilny.
– Usiadłam na leżaku – opowiada pani Jolanta. – W jednej chwili rozłożył
się. W odruchu obronnym włożyłam ręce między części. Nie mogłam się
wydostać, obie dłonie zostały przygniecione. Koleżanka chciała mi pomóc,
lecz ze strachu znieruchomiała. Po wydostaniu się czułam potworny ból w
lewej dłoni. Złapałam za bolące miejsce i w tym momencie zauważyłam, że w
prawej dłoni nie mam środkowego palca. Obsługa sklepu stała bezradna. Na
szczęście w tym samym czasie zakupy robił lekarz i to on udzielił mi
pierwszej pomocy. Jestem mu za to bardzo wdzięczna.

Lekarz zabezpieczył w lodzie ucięty palec, jednak uprzedził poszkodowaną, że
szanse na jego przyszycie są znikome. Karetka zabrała poszkodowaną do
szpitala MSWiA na ul. Grenadierów. W tym czasie koleżanka została w dyrekcji
OBI, aby dopełnić wszelkich formalności.
Nazajutrz po wypadku do OBI udali się znajomi pani Jolanty. Feralnego leżaka
już nie było, pozostały jednak następne z tej serii. Znajomi postanowili je
przetestować. Tym razem leżak rozkładał przedstawiciel obsługi hipermarketu.
Sytuacja powtórzyła się – plastikowe blokady puszczały nawet przy niewielkim
nacisku.
– Zadzwoniłam do Państwowej Inspekcji Handlowej, zażądali pisemnego opisu
zdarzenia – opowiada poszkodowana. – Uważam, że ze względu na bezpieczeństwo
ludzi powinny być one przynajmniej okresowo wycofane ze sprzedaży.
Policjanci z VI Komisariatu doradzili poszkodowanej wizytę u lekarza
sądowego. Ten zrobił obdukcję. Przedstawiciele OBI zwrócili się do pani
Jolanty z zapytaniem, na ile szacuje swoje roszczenia.
– Nie wiem jeszcze, jak przebiegać będzie moje leczenie i rehabilitacja.
Jestem psychologiem klinicznym, pracuję na oddziale neurologicznym. Jesienią
miałam robić w Warszawie specjalizację z neuropsychologii – mówi
poszkodowana kobieta.
Obserwuj wątek

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się


Nakarm Pajacyka