Sąd wypuścił biznesmena

IP: 62.233.189.* 25.07.03, 07:14
Ciekawe do kogo teraz uderzy Jacuś, może znowu coś narozrabia
.......
    • Gość: darek Re: Sąd wypuścił biznesmena IP: 212.182.117.* 25.07.03, 08:21
      znam tego pana dosyc dobrze Jest to jeden z wiekszych
      lubelskich przekretów Ale cwaniak jest z niego przedni juz pare
      osób przez niego malo nie trafilo za kraty a on czysciutki
      Zawsze mial dostep do oogromnych panstwowych pieniążków
      FS_HOLDING
    • Gość: week Ulicki z SLD w KRRiT: Człowiek o bogatym życiorysie IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 25.07.03, 08:25
      Ulicki w KRRiT: Człowiek o bogatym życiorysie



      Wybór posła SLD Ryszarda Ulickiego na nowego członka Krajowej
      Radzie Radiofonii i Telewizji komentuje szeroko dzisiejsza
      prasa.

      "Gazeta Wyborcza": Ryszard Ulicki zasiądzie w KRRiT, mimo że
      sejmowa opozycja zakwestionowała jego kompetencje i wypomniała
      mu, że w stanie wojennym weryfikował dziennikarzy.

      "SLD oferuje Krajowej Radzie Radiofonii i Telewizji to, co ma
      najlepszego. Posła, prozaika i tekściarza od popularnych
      piosenek Ryszarda Ulickiego" - pisze w dzienniku Ernest
      Skalski. Przypomina, że Ulicki znany jest z niebanalnych
      wypowiedzi, w tym tej o przemówieniu w Bundestagu ministra
      spraw zagranicznych Władysława Bartoszewskiego: "W sprawach
      narodu nie wolno pierdzieć...".

      Jeśli członek sejmowej komisji kultury dał w ten sposób wyraz
      swej osobistej kultury, to nie ma przeszkód, by nie popisał się
      czymś podobnym, będąc członkiem KRRiT - uważa
      komentator "Gazety Wyborczej".

      Ernest Skalski dodaje, że prezes KRRiT Danuta Waniek zatrzymuje
      panią Sokołowską na stanowisku dyrektora departamentu prawnego
      rady. "Pani dyrektor udało się przed sejmową komisją śledczą
      wykazać nieszablonowym podejściem do prawdy materialnej. Na
      pytanie Poncjusza Piłata: «Co to jest prawda?» odpowiedziałaby,
      że to, co służy korzystnemu dla partyjnych decydentów
      sformułowaniu w ustawie o radiofonii i telewizji - stwierdza
      Ernest Skalski.

      Według niego, jeśli kooptacja Ulickiego i zostawienie
      Sokołowskiej mieszczą się w ramach odpartyjnienia według Danuty
      Waniek i SLD, to mieści się ono też w kategorii prawdy
      nieszablonowej.

      "Moim życiorysem mógłbym obdzielić sporo ludzi, ale się go nie
      wstydzę. Mój życiorys jest życiorysem jednego z milionów
      Polaków, którzy żyli w Polsce Ludowej" - mówi "Trybunie"
      Ryszard Ulicki.

      Ryszard Ulicki przyznaje, że prace nad nowym projektem ustawy
      medialnej nie będą łatwe. "Największą przeszkodą w tworzeniu
      nowego projektu ustawy może być niedobra atmosfera. Tu chodzi o
      pieniądze, o cały ten tort reklamowy" - mówi nowy członek Rady.

      Tymczasem redaktor naczelny "Trybuny", w komentarzu "Sto słów"
      Marek Barański przyznaje, że wolałby aby nowym członkiem KRRiT
      został Krzysztof Teodor Toeplitz. Dodaje jednak, że "dla
      Toeplitza nie da się zbudować sejmowej większości". Jest to
      oczywisty przejaw upolitycznienia. Marek Barański podkreśla
      jednak, że to nie SLD narzucił reguły wyboru członków KRRiT
      tylko "prawica, kiedy jeszcze myślała, że będzie wieczna".

    • Gość: Lola Czy ten Jacuś nie pracował kiedyś w Sipmie ????? IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 25.07.03, 08:26
      Czy ten Jacuś nie pracował kiedyś w Sipmie ?????
    • Gość: autor Komuch z PZPR (SLD) - Dawny pracownik polityczny PZPR, IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 25.07.03, 08:32
      Dawny pracownik polityczny PZPR, który weryfikował dziennikarzy
      w stanie wojennym, zasiądzie w Krajowej Radzie Radiofonii i
      Telewizji. Konieczna do wyboru bezwzględna większość głosów
      wynosiła 210, Ryszard Ulicki dostał ich aż 230.

      Rekomendowany przez PiS Krzysztof Nowak - który zadebiutował
      jako osoba publiczna w telewizyjnej ekipie "pampersów" za
      prezesury Wiesława Walendziaka - otrzymał tylko 115 głosów.

      Do ostatniej chwili nie było wiadomo, czy tym razem Sejmowi uda
      się wybrać nowego członka Rady. W poprzednim głosowaniu 12
      czerwca żaden z ówczesnych kandydatów nie uzyskał wymaganej
      bezwzględnej większości głosów. We wczorajszym głosowaniu
      kandydata PiS popierał także LPR i PSL.

      - Nowak jest dalej od polityki niż Ulicki - uzasadniał poparcie
      Zbigniew Kuźmiuk z PSL.

      Ulicki mógł liczyć jedynie na głosy koalicji. Platforma
      Obywatelska zapowiedziała, że nie zagłosuje za żadnym z
      kandydatów. Kandydatura Ulickiego spotkała się z miażdżącą
      krytyką ze strony posłów opozycji. - Ta kandydatura pokazuje
      arogancję i lekceważenie opinii publicznej przez SLD - mówił
      podczas wczorajszej konferencji prasowej Ludwik Dorn z PiS. -
      Wystawienie Ulickiego do Rady stoi w rażącej sprzeczności z
      deklaracjami przywódców Sojuszu o samooczyszczeniu - dodał
      polityk PiS.

      - Tego człowieka trudno nazwać inaczej niż poplecznikiem
      Roberta Kwiatkowskiego - wtórował mu klubowy kolega Marek Jurek.

      Przed głosowaniem Ulicki zapowiedział, że zgodził się
      kandydować do Rady, ponieważ ma doświadczenie w tego rodzaju
      pracy. - Będę umiał powściągnąć swoje sympatie polityczne -
      przekonywał Ulicki.

      Wieczorne głosowanie poprzedziła ożywiona wymiana zdań pomiędzy
      posłami. W celu uspokojenia nastrojów marszałek przerwał nawet
      obrady i zwołał konwent seniorów. Zdaniem opozycji kandydatura
      Ulickiego świadczy o tym, że SLD nadal forsuje na stanowiska
      dawnych, zaprawionych w bojach działaczy.

      Adam Halber, którego zastąpi w Radzie Ulicki, czekał na swojego
      następcę w Krajowej Radzie od 7 kwietnia, kiedy upłynęła jego
      kadencja. Głosowanie nad wyborem nowego członka wciąż nie
      mieściło się w napiętym kalendarzu wiosennych prac Sejmu. Kiedy
      po ponad dwóch miesiącach już do niego doszło, żaden z dwóch
      kandydatów nie otrzymał wymaganej bezwzględnej większości
      głosów (12 czerwca posłowie głosowali nad kandydaturami
      Andrzeja Zielińskiego - zgłoszonego przez PSL oraz Krzysztofa
      Nowaka - zgłoszonego przez PiS).

      W czwartek Platforma Obywatelska - podobnie jak w poprzednim
      głosowaniu - nie poparła żadnego z kandydatów. Politycy PiS nie
      kryli swojego rozczarowania. - Koledzy z Platformy postawili
      znak równości pomiędzy Ulickim i naszym kandydatem - mówili
      Ludwik Dorn i Marek Jurek. - Ocena merytoryczna Nowaka i
      Ulickiego jest diametralnie różna - przyznaje posłanka PO Iwona
      Śledzińska-Katarasińska. - Platforma opowiada się jednak za
      zmianą obecnego systemu wyłaniania i wyboru członków Krajowej
      Rady, dlatego nie chcemy oddawać głosu na żadnego z nich.

      Przypomnijmy, że w kwietniu Platforma Obywatelska złożyła w
      Sejmie swój projekt ustawy o radiofonii i telewizji, który
      przewiduje natychmiastowe odwołanie całego obecnego składu
      Krajowej Rady oraz zarządu i rady nadzorczej telewizji
      publicznej. Według tego projektu prawo zgłaszania kandydatów
      miałaby 35-osobowa kapituła, która byłaby ulokowana przy biurze
      rzecznika praw obywatelskich.
    • Gość: kot Czy to rzeczywiście biznesmen ? A może....?? IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 25.07.03, 10:46
      Znam go dobrze, tego "biznesmena". To....
    • Gość: Ania Dlaczego go wypuścili, dlaczego ??? IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 25.07.03, 10:49
      Powinien siedzieć. No cóż, Polska pod "rządami" SLD to kraj
      bezprawia, korupcji, mafii, przekretów, To czerwona hołota z
      sld.
      • ekspert.ad.vocem Re: Dlaczego go wypuścili, dlaczego ??? 25.07.03, 12:42
        Ad vocem w kwestii formalnej... Pan Jacek R. to w czasach pierwszej
        Solidarnosci aktywny dzialacz struktur zwiazkowych... Tyle, albo AZ tyle...
        Wiec jezeli mowimy o korupcji, zlodziejstwie, machlojkach - pamietajmy o
        jednym: tymi cechami skazona byla i jest do tej pory kazda wladza w Polsce...

        ekspert_bez_wladzy
    • Gość: siwy Re: Sąd wypuścił biznesmena IP: *.paderewski / 192.168.1.* 25.07.03, 10:56
      Tak się nabija prywatne kiese z miejskiego majątku. Tyle ile
      Tesco chciało dać Jackowi za działkę powinno trafić do miasta -
      bez takich pośredników. Strata miasta ok 50 mln zł. I tak było z
      poprzednimi marketami tylko nie było bogatego Urbana. Fajnie
      radni wyprzedawali nieswój majątek.
    • Gość: gosc A moze arcybiskup poreczyl? IP: *.lublin.sdi.tpnet.pl 25.07.03, 12:32
      Moze arcybiskup poreczyl za Rasia?, Dostal przeciez od niego
      kase na nadajnik Radia Plus...
    • Gość: seroka PiS chce komisji śledczej w sprawie FOZZ IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 25.07.03, 15:22
      PiS chce komisji śledczej w sprawie FOZZ



      ZOBACZ TAKŻE


      • Borowski: komisja śledcza, gdy wyczerpie się inne możliwości
      (25-07-03, 12:06)
      • PiS chce informacji w Sejmie na temat przebiegu śledztwa FOZZ
      (22-07-03, 19:27)
      • Pineirę straszyły służby (22-07-03, 19:00)
      • Pineiro: przekazywałem Kaczyńskiemu pieniądze z FOZZ (21-07-
      03, 13:03)







      PAP, d 25-07-2003, ostatnia aktualizacja 25-07-2003 12:53

      Prawo i Sprawiedliwość jeszcze w piątek złoży w Sejmie wniosek
      o powołanie komisji śledczej do zbadania afery Funduszu Obsługi
      Zadłużenia Zagranicznego - powiedział dziennikarzom Zbigniew
      Ziobro (PiS).

      - Jeśli nie uda się powołać tej komisji, sprawa FOZZ
      prawdopodobnie nigdy nie zostanie wyjaśniona. Brak poparcia SLD
      dla naszego wniosku będzie zaś oznaczać przyznanie się do
      politycznej odpowiedzialności za aferę i jej wyjaśnienie -
      uważa Ziobro.

      Według marszałka Marka Borowskiego, "Sejm nie może się zamienić
      w zbiorowego prokuratora, a powoływanie komisji śledczych
      powinno występować dopiero wtedy, kiedy wyczerpane są inne
      możliwości dochodzenia prawdy".

      PiS chce, by komisja zbadała trzy sprawy: odpowiedzialność
      służb specjalnych PRL i III RP oraz polityków za opóźnienia w
      wyjaśnieniu afery FOZZ; utrudnianie pociągnięcia do
      odpowiedzialności karnej winnych przestępstw oraz przestępczych
      prowokacji podejmowanych przez służby specjalne wspierane przez
      środowiska polityczne, zwłaszcza SLD.

      "Znane publiczne fakty wskazują, że problemy z wyjaśnieniem
      sprawy FOZZ mają źródło w układzie politycznym i służb
      specjalnych wywodzących się z PRL. Jest to układ polityczny
      powiązany z obecnym SLD i jego prominentnymi politykami. Nici
      powiązań z aferą FOZZ sięgają szczytów władzy: rządu,
      Kancelarii Prezydenta, kierownictwa SLD, członków władz wielu
      spółek" - czytamy w uzasadnieniu wniosku PiS.

      Ziobro zaznaczył, że "FOZZ - instytucję patologiczną powstałą
      po to, żeby kraść pieniądze - powołał ostatni PRL-owski rząd
      związany z obecną lewicą, a premierem tego rządu był mentor SLD
      Mieczysław Rakowski". I to tamten rząd, według niego, ponosił
      polityczną i prawną odpowiedzialność za funkcjonowanie funduszu.

      Zdaniem Ziobry, komisja w sprawie FOZZ powinna zacząć działać
      tuż po zakończeniu prac komisji badającej aferę Rywina. W jej
      skład miałoby wejść siedmiu posłów, czyli po jednym
      przedstawicielu każdego klubu parlamentarnego.

      Marszałek Sejmu Marek Borowski powiedział dziennikarzom, że nie
      wie, kiedy zostanie rozpatrzony wniosek PiS. "Na najbliższym
      posiedzeniu Sejmu do porządku obrad zostanie natomiast
      wprowadzona informacja prokuratora generalnego na temat procesu
      FOZZ, o co wnioskował PIS" - powiedział Borowski.

      Jego zdaniem, wyjąwszy sytuacje nagłe i niezbędne, a taką może
      się okazać sprawa starachowicka, kolejne komisje śledcze
      powinny być powoływane dopiero wtedy, gdy wyczerpane zostaną
      inne środki działania, w tym także działania normalnych komisji
      sejmowych.

      Sprawa FOZZ to największa nierozliczona afera gospodarcza, na
      której w latach 1989-1990 polskie państwo miało stracić 354 mln
      zł. Oskarżeni to były dyrektor FOZZ Grzegorz Żemek, jego
      zastępczyni Janina Chim, prezes "Universalu" Dariusz
      Przywieczerski oraz trójka biznesmenów. Grozi im do 10 lat
      więzienia. Nie przyznają się do zarzucanych czynów. Wszyscy
      odpowiadają z wolnej stopy.
    • Gość: Siewierski Skandal w olsztyńskiej policji IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 25.07.03, 15:24
      Skandal w olsztyńskiej policji


      Krzysztof Olszewski 24-07-2003, ostatnia aktualizacja 24-07-
      2003 22:15

      Dwaj wysocy oficerowie Komendy Wojewódzkiej przez dwa lata
      prowadzili w Olsztynie agencję ochrony zarejestrowaną na
      członków rodzin. Jeden z funkcjonariuszy odwiedzał w mundurze
      właścicieli sklepików i firm, proponując im opiekę za pieniądze
      czytaj dalej »
      r e k l a m a



      Agencją ochrony A. olsztyńska prokuratura zajęła się po tym,
      jak urząd skarbowy odkrył, że szefowie firmy od dwu lat
      zawyżają koszty jej działalności, by płacić mniejsze podatki.
      Poszło o fikcyjne delegacje służbowe na łączną kwotę 100 tys.
      zł.

      Agencję prowadziły oficjalnie dwie osoby blisko spokrewnione z
      wysokimi oficerami Komendy Wojewódzkiej Policji w Olsztynie:

      Krystyna P. jest żoną podinspektora Henryka P., byłego dowódcy
      oddziałów prewencji, a obecnie pracownika Sztabu Komendy
      Wojewódzkiej,

      Mieczysław S. jest ojcem podkomisarza Piotra S., ostatnio
      zatrudnionego w laboratorium Komendy Wojewódzkiej Policji, a
      wcześniej wykładowcy w olsztyńskim ośrodku szkolenia policji.
      Kilka dni temu zrezygnował on jednak z pracy w komendzie.

      - Podczas śledztwa wyszło na jaw, że Piotr S. był nieformalnym
      właścicielem agencji - kierował nią, podpisując m.in. fikcyjne
      delegacje - mówi Zbigniew Czerwiński, zastępca prokuratora
      rejonowego Olsztyn-Południe. - Postawiliśmy mu zarzut
      fałszerstwa dokumentów.

      Prokuratorskie śledztwo dotyczy wyłącznie fałszowania delegacji
      służbowych. Fiskus już wystawił podejrzanym nakaz zapłaty
      zaległego podatku.

      Do osobnego postępowania wyłączono natomiast sprawę podinsp.
      Henryka P. Prokurator Czerwiński nie chce jednak ujawniać
      szczegółów. - Musimy jeszcze sprawdzić wiele wątków - ucina.

      Zgodnie z ustawą o policji żaden funkcjonariusz nie ma prawa
      dorabiać poza służbą. Praca "po godzinach" w agencji ochrony
      byłaby możliwa jedynie za zgodą przełożonego. Żaden z
      policjantów takiej zgody nie miał.

      Jak ustaliła "Gazeta", sprawą zajęła się już tzw. wewnętrzna
      policja. Biuro Spraw Wewnętrznych Komendy Głównej Policji bada,
      jaki udział w kierowaniu agencją miał nadkom. Henryk P. i czy
      wykorzystywał do tego informacje wyniesione z komendy.

      Nieoficjalnie dowiedzieliśmy się, że policjant w służbowym
      mundurze odwiedzał właścicieli niewielkich firm i sklepików.
      Wybierał takie, w okolicy których dochodziło w ostatnim czasie
      do włamań. Pracując w komendzie, miał bowiem dane o
      popełnianych na terenie Olsztyna przestępstwach.

      - Wiedział, że ci ludzie mogą czuć się zagrożeni
      przestępczością - ocenia jeden z funkcjonariuszy KWP. -
      Proponował im ochronę profesjonalnej firmy, która potrafi być
      skuteczniejsza niż policja. Mundur wzbudza zaufanie, więc
      właściciele sklepów zwykle zgadzali się na podpisanie umowy.

      Policja dysponuje co najmniej kilkunastoma adresami firm i
      sklepów, które miał odwiedzić z taką ofertą Henryk P.

      Jak to możliwe, że szefowie komendy wojewódzkiej nie wiedzieli
      o procederze swoich podwładnych? Zwłaszcza że pozwolenia na
      działalność agencji ochrony wydaje podległy im wydział
      postępowań administracyjnych.

      Monika Wejknis z biura prasowego KWP nie potrafiła tego wczoraj
      wytłumaczyć.

      - Jeżeli śledztwo prokuratury wykaże, że Henryk P. łamał prawo,
      będzie musiał odejść ze służby - stwierdziła Wejknis. - W
      przypadku drugiej osoby nic nie możemy zrobić, bo ta osoba nie
      jest już policjantem.
    • Gość: FLEJKS LEPPER DALEJ CZYNEM POPIERA SLD IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 25.07.03, 15:26
      Gdzie się tak Pan opalił? Grecja, Hiszpania, solarium?

      Andrzej Lepper: (śmiech) - Pan to ma pytania. Codziennie jestem
      w terenie. A na urlop na razie się nie wybieram. Może w
      sierpniu pojadę do domu na żniwa. Nie twierdzę oczywiście, że
      nadal jestem rolnikiem i jeżdżę kombajnem. Ale słońca jeszcze
      trochę złapię.

      Pan się opala, a tymczasem ludzie odchodzą z Samoobrony. Z 53
      zostało już tylko 32 posłów.

      - Nie ma się z czego cieszyć, ale płakać też nie ma powodu. A
      niech sobie odchodzą! Sondaże są nadal dobre, a w tej kadencji
      nie ma specjalnego znaczenia to, czy w klubie będzie 50, czy 30
      osób. Przynajmniej się przewietrzyło. Śmieszą mnie te ich
      polityczne wizje, plany budowy własnej partii, gadanie o
      programach. Zarzucają mi, że Samoobrona nie realizuje swojego
      programu! Proszę, niech znajdą sposób, żeby wygrać wybory i
      wprowadzić do Sejmu 231 posłów. Wtedy będziemy realizować
      program.

      Zarzucają Panu, że się Pan szarogęsi jak jakiś dyktator.

      - Ci, którzy cały czas przy mnie są, jakoś tego nie mówią. Te
      tłumy, które przychodzą na spotkania ze mną, też nie uważają
      mnie za dyktatora. Jeśli ktoś uważa, że porządek i dyscyplina
      to dyktatura, to nie ma dla niego miejsca w Samoobronie.

      Czyli mają się Pana słuchać?

      - Jakoś przed wyborami nikt nie podskakiwał! Wszystko im się
      podobało: Lepper, Samoobrona, program partii. A teraz się
      poprzewracało we łbach.

      W 2001 r. Samoobrona miała poparcie rzędu 1-2 proc. Tak
      spektakularny sukces wyborczy nawet mnie zaskoczył. Nie miałem
      kogo wsadzić na listy, dlatego znaleźli się na nich przypadkowi
      ludzie, karierowicze i zdrajcy.

      Nikogo Pan nie żałuje z tych, co odeszli?

      - Szkoda mi Witaszka. To był oddany człowiek i nie wiem, co się
      stało. Ostatnio zacząłem dostrzegać w jego oczach zawiść, czego
      nie było nigdy wcześniej. Gdy jego syn nie wszedł na radnego,
      bardzo się zmienił. Zaczął się złościć na całe otoczenie, robił
      sceny zazdrości o posła Filipka, że jest za blisko mnie. Nikt
      mu nie bronił, żeby jeździć ze mną siedem dni w tygodniu na
      spotkania. Ale to jedyna osoba, której mi szkoda.

      Jak czytam w pańskiej gazecie, co wygaduje taki Jerzy
      Michalski, to mi się to w głowie nie mieści. Przecież gdyby nie
      śp. Józef Żywiec, to Michalski nie zostałby posłem i nadal pasł
      świnie. Dostał dietę 10 tys. i palma mu odbiła.

      A nie szkoda Panu np. Piotra Smolany? Zrobił się sławny przez
      swój udział w komisji śledczej...

      - Niech pan mnie nie rozśmiesza. To uczciwy człowiek, ale
      polityka to zajęcie nie dla niego.

      Jak chce Pan zatrzymać ludzi w partii i klubie?

      - Batem finansowym. Kandydaci na posłów będą podpisywać umowy
      cywilnoprawne w obecności notariusza. Jak któryś będzie chciał
      odejść z klubu w trakcie kadencji, zdradzi wyborców, to niech
      płaci.

      Boję się tylko, że Pan nie da rady tego wyegzekwować. Jak
      komornik sobie z Wami nie radzi?

      - Komornik wejdzie im na pensje. Przecież mi za karę ściągają z
      uposażenia prawie wszystko. Trudniej jest, jak ktoś jest
      przedsiębiorcą albo rolnikiem i nie wykazuje dochodu.

      Albo jak sprzeda kupione na kredyt maszyny rolnicze i nie
      spłaca rat...

      - No tak... Tylko że w przypadku Łyżwińskich to sam komornik
      się przyznał, że tych maszyn nigdy nie widział, a napisał w
      protokole, że stały. Później stwierdził, że zniknęły.

      Tak czy siak są winni bankowi pieniądze i nie chcą oddać.
      Minister Kurczuk chyba się teraz za Was weźmie. Złożył do Sejmu
      wniosek, żeby pozbawić Pana i Pańskich kolegów immunitetów.

      - Niech on się lepiej weźmie za swoich z SLD i zacznie ścigać
      prawdziwe afery. Nie mam do niego pretensji. Ja się nie boję,
      bo wierzę w sprawiedliwość. Chcą nas sądzić, bo wysypaliśmy
      brudne zboże Zbigniewa Komorowskiego z PSL? Przecież to
      Komorowski popełnił przestępstwo.

      Czym Pan tłumaczy korzystne dla Samoobrony wyniki w sondażach?

      - Przede wszystkim rząd nam pomaga. Nasz sukces w 50 proc.
      wynika stąd, że jest coraz więcej biedy, wysokie bezrobocie...

      Czyli im gorzej w kraju, tym lepiej dla Pana... Co będzie, jak
      się w Polsce poprawi?

      - Jeśli zacznie się lepsza koniunktura w gospodarce, to pewnie
      spadnie nam parę procent. Ale na naszą korzyść działa nie tylko
      bieda. Ludzie mają już dość tych wszystkich politycznych
      rozmazańców: kombinatorów z SLD, "skoczków" z PO, przechrztów z
      PiS czy gamoni z PSL. Chcą kogoś twardego i zdecydowanego. Ja
      taki jestem i za takiego mnie uważają.

      Mówi Pan, że Samoobrona chce rządzić. Z kim, się pytam?
      Przecież z Wami już nikt nie chce rozmawiać.

      - Zobaczy pan, że jeszcze przyjdą. Najbardziej realny układ w
      następnej kadencji to Samoobrona z PSL i LPR. Liga musi jednak
      wyraźnie zerwać z antysemityzm i temu podobnymi głupotami, bo
      to mnie nie interesuje.
Pełna wersja