Fakty i mity o porodówkach

20.11.07, 11:09
Witam, zbliżam się do terminu porodu i próbuję zebrać garść
rzetelnych informacji o lubelskich porodówkach. To co znajduję to
same sprzeczności albo banały. Dziewczyny zróbmy własny ranking
szpitali położniczych. Jest ich niewiele: Jaczewskiego, Staszica,
Lubartowska i Kraśnickie? To że tu jest piłka, tam worek sako albo
wanna nie jest rzetelną informacją skoro i tak nie da się z nich
skorzystać, a poród rodzinny to mąż na korytarzu! Czekam na
sprawdzone (najlepiej przećwiczone na własnym przypadku) opisy tego
co naprawdę spotkać nas może i gdzie? Proponuję pominąć przypadki
"usług odpłatnych" bo żadna z nas nie chce takiej formy opieki.
Piszcie o tym co najbardziej wam przeszkadzało a co było super. Ze
swojej strony chętnie opiszę moje doświadczenia z tygodnia pobytu na
patoligii, porodówce i położnictwie przy Jaczewskiego jeśli ktoś
chciałby poczytać.
    • mery1976 Re: Fakty i mity o porodówkach 20.11.07, 18:25
      Witam!
      Ja finiszuję na początku grudnia, więc dla mnie to też gorący temat. 5 lat temu
      rodziłam na Kraśnickich, bo tam pracuje mój lekarz. Teraz też zamierzam tam
      rodzić.Jeśli chodzi o porodówkę nie mam nic do zarzucenia. Rodziłam razem z
      mężem, wcześniej nie było to ustalane ze szpitalem. Po prostu chcieliśmy to był.
      Korzystałam ze wszystkich dostępnych pomocy: piłka , worek, prysznic, wanna.Mąż
      przecinał pępowinę. Położna była super, chociaż prawdopodobnie już tam nie
      pracuje (Basia Bartoszek?), ale na forum czytałam, że ogólnie położne w tym
      szpitalu są ok.
      Jak dla mnie gorzej było na noworodkach, ale i tak decyduję się tam na poród.
      • maknika Re: Fakty i mity o porodówkach 20.11.07, 19:40
        Dzięki za odzew! Co do porodówki: Basia Bartoszek zmieniła nazwisko
        a aktualnie jest chyba jeszcze na macieżyńskim :) (od połowy
        sierpnia, to może na grudzień wróci?) Kraśnickie stawiają na
        naturalne porody i o ile nie ma trudności to O.K. Narzekają
        dziewczyny, u których poród skończył się cesarką bo lekarze
        przeciągają decyzję do granic rozsądku. O noworodkach słyszałam na
        początku roku, że mieli poważną infekcję na oddziale. Ponoć ktoś z
        personelu był źródłem zakażenia. Nadzieję mieć należy, że od tego
        czasu zrobili już porządek. Życzę Ci "afrykańskiego" porodu (kucnąć,
        kichnąć i urodzić) i pozdrawiam
        • mbober2 kraśnicka 21.11.07, 09:54
          witam, rodziłam tam pod koniec października 2007, więc jestem na
          bieżąco.
          Porodówka-położne super bez dwóch zdań,a złotówki nie dałam,jestem
          też spoza Lublina i nie było mojego gina tam, worek,wanna jest do
          skorzystania, mąż na porodówce jak najbardziej mile widziany, są
          trzy boksy w których się rodzi.lekarze przyspieszają poród jesli tak
          zdecydują-mój dyżurny po prostu stwierdził że dzisiaj urodzę, bo mam
          4cm rozwarcia a skurcze zmniejszają się, więc podali mi
          oksytocynę.to mój drugi poród ale ból był nieprawdopodobny (ponoć
          straciłam przytomność), gdyby nie położne nie potrafiłabym urodzić-
          nie panowałam nad sobą z bólu.
          przychylam się do tezy że położne są tam rewelacyjne przy porodzie.
          Oddział położniczy-pierwsze godziny po porodzie raczej zabierają
          wszystkim dziecko, by matka mogła odpocząć, potem pomagają przy
          pierwszym karmieniu, ale ogólnie lepiej chodzić i pytać, nie czekać
          aż któraś wpadnie do sali, wtedy też zaraz pomogą, przynajmniej ja
          tam byłam 11 dni i nie widziałam żeby którejś odburknięto.do tego na
          początku kiedy jest najciężej naprawdę się starają- jak wyszły moje
          dodatkowe problemy to gdy płakałam to nawet głaskały mnie po buzi i
          uspokajały-gdzie coś takiego może się zdarzyć?
          trzeba mieć wszystko łącznie z papierem toaletowym i termometrem,
          część sal jest z łazienkami (prysznice i ubikacje), część nie-
          łazienka jest na korytarzu-salowe sprzątają 2 razy dziennie.
          Boksy z lampami do naświetlań- tu lepiej chodzić, popilnować sobie
          dziecka, interesować się-ja mam mieszane uczucia, tzn. były panie
          które bosko zajmowały się noworodkami na "solarium", i były, gdzie
          póki dziecko się maksymalnie nie rozryczało i nie rozszalało, to nie
          weszły do boksu.najlepiej po prostu nie wylegiwać się w łóżku jak
          dziecko zabierają na naświetlania tylko chodzić do niego.
          Tu wielokrotnie widziałam, jak same mamusie polegiwały sobie na
          łóżku godzinami plotkując nie wiedząc nawet gdzie jest ich dziecko
          (bo nie wiedziały gdzie jest boks). ja biegałam ciągle choć miałam
          dodatkowe problemy ze zdrowiem i może dzięki temu świetnie zajmowano
          się moim dzieckiem.
          Wcześniaki- nikomu nie życzę mieć tam dziecka, ale opieka
          rewelacyjna.
          Ginekolodzy- obchody to pic na wodę,ginekolog jak w
          piosence: "pojawia się i znika i znika...". czasem to niezależnie
          jaki ginekolog był to wpadał: u pań wszystko w porządku? tak?
          acha.do widzenia.10 sekund obchodu. do tego nie spieszą się z
          leczeniem, widziałam dziewczę, które gorączkowało i nie zlecono mu
          od kilku dni nawet podstawowych badań.
          Pediatrzy- bardzo dobrzy-same kobiety- ale uwaga: trzeba pytać
          dokładnie, najlepiej zastanowić się wcześniej nad pytaniami, a jak
          już się je zada to dostanie się konkretne odpowiedzi, tylko trzeba
          samemu pytać dokładnie.
          Regulamin- nie wolno wprowadzać dzieci do lat 12, wizyty tak
          naprawdę moga trwać od rana do wieczora mimo innych ogdzin
          odwiedzin, ganiają za brak ochraniaczy (i dobrze).
          Jedzenie- fatalne, bardzo mało, kolacja o 17 bo panie z kuchni
          kończą pracę zaraz.z obserwacji wiem że dieta cukrzycowa różni się
          tylko tym że herbata nie osłodzona.
          pozdrawiam.
          • maknika Re: kraśnicka 21.11.07, 10:09
            mbober2 bardzo Ci dziękuję, właśnie o takie relacje mi chodzi :)
            Jesteś bardzo dzielną Mamusią. Też jestem zwolenniczką dreptania w
            sprawie dziecka i własnej i nie czekania aż ktoś o nas zadba.
            Personelu zwykle jest za mało, a praca bardzo ciężka więc nie ma się
            co dziwić, że nie ze wszystkim nadążają. Ważne że jest życzliwy.
            Pozdrawiam i zdrowia życzę Tobie i Maleństwu.
            ps. Jak ma na imię potomek?
          • mery1976 Re: kraśnicka 21.11.07, 11:11
            Czy konieczne są własne ubranka dla dziecka?
    • vivall Re: Fakty i mity o porodówkach 22.11.07, 21:53
      ja rodziłam na Jaczewskiego. z całego serca odradzam ten szpital, po
      pierwsze personel, po drugie warunki. przy porodzie położne były
      OKROPNE, brak jakiegokolwiek zainteresowania z ich strony...
      musiałam leżeć na łóżku, brak możliwości chodzenia, o prysznicu
      nawet nie było co pomarzyć... i te ich wymowne miny, gdy co raz
      musiały zmieniac prześcieradła, bo ciągle sączyły sie wody płodowe.
      najpierw nie chciały wpuścić męża, dopiero gdy wykrzyczałam im, że
      chcę go przy sobie, to go z łaski wpuściły. po nieudanych próbach
      parcia (gdzie powydzierały się na mnie) trafiłam na stół i miałam
      cc. najpierw trafiłam do sali, gdzie były chamskie i wredne
      pielęgniarki, problemy matek i dzieci miały w d****. moja córeczka
      nie chciała ssać piersi, więc poiły ja glukozą. czyli ciągle się
      darła z głodu. trafiłam do innej sali, gdzie były juz miłe panie.
      warunki saniarne - straszne! na ok. 30 kobiet były tylko dwie
      ubikacje, z czego jedna wiecznie zapchana, do tego brud. człowiek
      warunki jakoś zniesie, gdy personel szpitalny jest bardzo miły.
      pamiętam, że moja córeczka zakrztusiła się wodami płodowymi i była
      pod ciągłą kontolną lekarską. gdy coś było nie tak to miałam
      nacisnąć guzik i zaraz się któraś zjawiała. była wtedy na zmianie
      taka wredna baba(pielęgniarka). jak się na mnie wydarła, to
      dziewczyny z sali bały się oddychac.
      ja tego szpitala nie polecam.
      • sen74 Re: Fakty i mity o porodówkach 23.11.07, 15:20
        Trudno mi się z Tobą zgodzić co do szpitala na Jaczewskiego. Ja
        rodziłam w sierpniu 2006 roku, wcześniej byłam przez jeden weekend
        na patologii i choć spotkanie z Panią Profesor nie należało do
        najprzyjemniejszych to jednak rozumiem, że czasem trzeba trochę
        postarszyć niesubordynowaną pacjentkę, której grozi przeterminowy (w
        30 tyg. poród). Jeśli zaś chodzi o sam poród i opiekę po, to mąż był
        ze mną jak długo chciał w trakcie porodu, czyli siedział cały
        wieczór, przespał noc w domu i wrócił na trakt o 8 rano i został ze
        mną do końca, bez pytania o to kogokolwiek. Położna, Agnieszka -
        super, lekarz (mój syn ma po Nim imię - Piotr, nazwiska nawet nie
        znam) był genialny, spokojny, skupiony, pomógł mi bardzo, kiedy
        wykończona długim porodem nie miałam już siły przeć. Niestety mój
        stan nie pozowlił mi pojechać z dzieckiem od razu na górę, ale jak
        już dotarałm mały był przewinięty, ubrany i słodko spał. Ja
        natomiast ze względu na galopiującą anemię przez następne 3 dni
        leżałam w łóżku, a w tym czasie i mną i moim dzieckiem bez robienia
        łaski i jakichkolwiek komentarzy zajmowały się położne, pielęgniarki
        i salowe. Ludzie są różni, może ja miałam więcej szczęścia trafić
        przez ten tydzień na właściwe osoby, ale stanowczo twierdzę, że tak
        może trafić każdy i wszędzie.
        • lewsa QL 24.11.07, 09:55
          Ja trzy lata temu rodziłam na Lubartowskiej, na którą trafiłam trochę przez
          przypadek. Sam poród przebiegł bardzo dobrze, mąż był ze mną dosłownie przez
          cały czas, położne były wspaniałe, bardzo pomocne. Wcześniej rodziła tam moja
          koleżanka i mówiła mi że jeżeli współpracuje się z położną to cały poród
          przebiegnie sprawnie i rzeczywiście tak było choc mój poród nie należał do
          łatwych i szybkich.
          Zakodowałam sobie w głowie zeby słucha położnej i to naprawdę bardzo pomogło, mi
          obydwie panie bardzo pomogły i nie usłyszałam żadnego niemiłego słowa. Cały czas
          podtrzymywały mnie na duchu, uważam też że ogromną rolę odgrywa obecnośc męża.
          Jak już leżałam z maluszkiem na sali też nie było źle, jak trzeba było zawsze
          ktoś pomagał jak niektóre dziewczyny chciały by położna zabrała dziecko nie było
          żadnego problemu, czasmi wystarczy tylko o coś poprosic i przynosi to efekt.
          wiele dziewczyn zniechęca wyglad sal i warunki sanitarne gdyż nie jest to nowy
          szpital, ja myślę, że nie jest to najważniejsze ponieważ atmosfera jaka panuje w
          mniejszym szpitalu jest o wiele zyczliwsza niż w wielkim typu Jaczewskiego.
          W tym właśnie szpitalu rodziłam w marcu tego roku drugiego synka, tym razem było
          to cc. I choc ja nie mogę narzekac to jak czekałam na porodówce na to właśnie cc
          to miałam okazję się poprzygląda jak wygladają tam porody naturalne.
          Często mężowie są wypraszani z porodówki a są na tyle przejęci, że nie
          protestują a przecież wystarczy twardo powiedziec, że ma to byc poród rodzinny i
          che sie przy tym byc i koniec.
          Jak już taki wystraszony małżonek wyjdzie to niektóre panie położne pozwalają
          sobie na uwagi typu: czego tak wrzeszczysz, nie ma co sie wydzierac i tym
          podobne, mnie doprowadziło by to do szału.
          Jak rodziłam na Lubartowskiej położna była przy mnie cały czas tu dziewczyna
          zostawała sam a na godzinę i nikt do niej nie zagladał i nie zawracał sobie nią
          głowy,(piszę tu o nie opłacanych porodach)
          Na położnictwie w zależności od tego na jaką położna się trafi taka na sali
          panuje atmosfera, ogólnie nie jest żle zawsze można trafi na jakąś niemiłą
          kobietę ale dziewczyny nie bójcie się prosic o pomoc bo tą orztyamcie zawsze.
          Jeśli maiłabym porównywac to zdecydowanie bardziej doinformowane pacjentki były
          na Lubartowskiej, na Jaczewskiego ciągle szum, położne biegają ale nie mają
          ciągle czasu. Bardzo rzuca się w oczy, które pacjentki są z tgz. opłacanych
          porodów, na Lubartowskiej nie było tego aż tak widac.
          Najlepij miec lekarza z tego szpiala w którym zamierza się rodzic.
          • vivall Re: QL 24.11.07, 17:57
            zgadzam się z Tobą. ja przecież musiałam o męża podraszać się kilka
            razy. gdy spytałam się o jakiś srodek przeciwbólowy, to popatrzyły
            na mnie jak na wariatkę. ja nie krzyczałam z bólu, ale wielokrotnie
            położna powtarzała, że nie jestem pierwszą rodzącą i żebym tak
            bardzo tego nie przezywała...
            • maknika Re: QL 28.11.07, 17:00
              Dziewczyny a jak na Lubartowskiej z jedzeniem dla mam? Czy dzieci są
              dopajane glukozą "dla spokoju"? Czy informowane byłyście o wszystkich
              zabiegach typu szczepienia, czy to prawda że dzieci są kąpane w innych
              pomieszczeniach i położne biegają po korytarzach z właśnie wykąpanymi
              dzieciaczkami?!
              • lewsa Re: QL 28.11.07, 17:46
                Jedzenie jest podobne we wszystkich szpitalach choc na Lubartowskiej są większe
                porcje, poza tym tam mogą przychodzic na salę mężowie więc mogą coś zawsze donieśc.
                Tak to prawda z tym kąpaniem, dzieci są zabierane do innego pomieszczenia tam są
                ważone i kąpane ale na korytarzach jest tak samo gorąco jak na salach więc to
                akurat nie robi większej różnicy.
                O szczepieniach mamy są informowane ale o jakieś dodatkowe rzeczy lepiej dopytac
                na Jaczewskiego pod tym względem też lepiej o wszystko się szczegółowo dopytywac.
                Jak trzeba maluszkom jest podawana glukoza a jak trzeba to i sztuczny pokarm.
        • mery1976 Re: Fakty i mity o porodówkach 12.12.07, 16:29
          Witam ponownie wszystkie oczekujące dzidziusia!
          Moje maleństwo urodziłam 6 grudnia na Kraśnickich.To ,że porodówkę mają ok to
          pisałam wcześniej, ale byłam miło zaskoczona oddziałem położnic. Ja nie mam nic
          do zarzucenia personelowi, bo był ok . Dziewczyny z sali jak miały jakieś
          problemy z dziećmi mogły liczyć na pomoc. Jak trzeba było dzieci były dopajane,
          czy dokarmiane. Polecam wszystkim poród w tym szpitalu. Wspomnę oczywiście ,że
          mój lekarz tam pracuje , a to nigdy nie jest bez znaczenia, chociaż NIE
          OPłACAłAM ani lekarza, ani położnej.
          • lubie_rolmopsy Re: Fakty i mity o porodówkach 12.12.07, 22:11
            Serdecznie Ci gratuluję :) i mam pytanko - jakie rzeczy dla dziecka
            wziełaś ze sobą, chodzi mi głównie o kosmetyki ??
          • maknika Re: Fakty i mity o porodówkach 13.12.07, 09:20
            Gratuluję! Jak się czuje "mikołajowe" dzieciątko?
            Czy do porodu nadal trzeba mieć pełne wyposażenie dla siebie i dziecka
            czy też coś się zmieniło?
            • mosieza Re: Fakty i mity o porodówkach 17.12.07, 11:38
              Witajcie dziewczyny!
              W lipcu b.r. rodziłan na Lubartowskiej i nie wspominam tego
              miło.Wcześniej leżałam tam na patologii- opieka bardzo dobra.Trakt
              porodowy i oddział położniczy były dla mnie koszmarem.Najpierw na
              porodówce położna krzyczała na mnie że jestem wyrodną matka i że
              ciąża się nie wchłonie a tylko dlatego że po cichutku sobie płakałam
              w rękaw gdy zafasowały mi cewnik do szyjki.Potem z wielką łaską
              wyszarpała mi go gdy powiedziałam że nie wytrzymam już dłużej tego
              bólu.Swoje podejście zmieniły gdy mąż uiścił im odpowiednią kwotę w
              ręku.Wtedy były już miłe i nawet znalazły się leki przeciwbólowe.O
              tym by mąż był przy porodzie mogłam zapomnieć bo akurat tego dnia
              było bardzo dużo porodów i "tylko by przeszkadzał" a o znieczuleniu
              zewnątrzoponowym mogłam pomażyć bo "nie będę wtedy współpracować z
              położną" o piłkach workach i prysznicu mogłam zapomnieć jedynie
              wymusiłam to że mogę pić.Położna narzucała mi leżenie (bo plącze im
              się pod nogami i przeszkadzam-nie wiem w sumie dlaczego bo nikt do
              mnie nie przychodził) niestety mój uparty charakter wygrał i po
              prostu nie stosowałam się do zaleceń i sobie stałam.potem dostałam
              głupiego jasia więc siłą rzeczy musiałam leżeć.Jedyne co wspominam
              miło to aniołka przy moim łóżku- dziewczynę która była na
              stażu.Mogłam z nia porozmawiać, masowała mi plecy gdy skurcze były
              bardzo silne, odpowiadała na moje pewnie nudne :) pytania.Bóli
              partych to miałam tylko 3 i już mała leżała na moim
              brzuchu.Położnictwo było chyba najgorsze- córka bardzo się
              rozchorowała na 2 dobę, zabrali mi ją i nie mogłam niczego
              dowiedzieć sie o jej stanie zdrowia.Pediatra była dla mnie osobą po
              prostu mało kompetentną same pielęgniarki to twierdziły.Nie było
              dnia na tym oddziale żeby jakaś dziewczyna nie płakała.Ja byłam
              traktowana bardziej jak "głupia gó..ara" niż młoda
              matka.Koszmar.Pewnie gdybym i tam dała w łapę inaczej by mnie
              traktowali ale powiedziałam sobie stanowcze nie i jakoś
              przetrwałam :)
              Nie jest regułą że każda kobieta musi tam być w ten sposób
              traktowana. Z tego co słyszałam to dziewczyny rodzące przede mną
              były bardzo dobrze traktwane a wcale nie płaciły. NIe wiem czemu ja
              w taki sposób zostałam potraktowana... może z racji mojego młodego
              wieku - 21lat.Chociaż dla mnie to absurd.
              • maknika Re: Fakty i mity o porodówkach 19.12.07, 10:54
                GROZA!!! Dziewczyny, nie musicie się zgadzać na takie traktowanie.
                Mnie także postanowiono nałożyć cewnik na szyjkę (metoda Voleya o
                ile dobrze pamiętam) celem zmiękczenia i szybszego skrócenia szyjki
                do porodu. Byłam dopioero 1 dzień po terminie i rozwarcie było na 1
                cm! Zanim zdążyli to zrobić zapytałam dlaczego chcą przyspieszać
                poród, ciąży która nie jest zagrożona? Stwiedzono, że dziecko jest
                już gotowe i można rodzić! Nie zgodziłam się po prostu odmówiłam.
                Chciałam żeby dziecko samo zadecydowało kiedy to nastąpi. Kazali mi
                podpisać oświadczenie - proszę bardzo, podpisałam i tyle. To że im
                jest tak wygodniej to fakt ale z drugiel strony nie jesetśmy
                ubezwłasnowolnione tylko dlatego że trafiłyśmy pod opiekę tego
                akurat zespołu. Ja trafiłam na Jaczewskiego i tam sama Pani Profesor
                rozdysponowała, że mam mieć cewnik. Bardzo była zdziwiona że nie
                zamierzam poddać się jej dyrektywie ale cóż...
                W wielu szpitalach sytuację łagodzą stażyski, studentki,
                praktykantki. Ja również trafiłam na taką osobę, która w czasie gdy
                nic się nie działo (czyli nie było jeszcze fazy parcia) a krzyż mi
                trzeszczał z bólu masowała mi plecy i zwilżała usta. To NAPRAWDĘ
                NIEWIELE ale bardzo dużo gdy kilka godzin już leżysz (przymusowo bo
                KTG jest podłączone) i zapominasz jak się nazywasz z bólu.
                Moja położna też stwierdziła "po co pani mąż przy porodzie? Już
                swoje zrobił" mimo że wielokrotnie zaznaczałam że chcę żeby był ze
                mną. Tak też jest im wygodniej.
                Mosieza - współczuję Ci serdecznie, ja też chciałam żeby poród
                mojego dziecka był przynajmniej z grubsza przewidywalny i jego
                przebieg wielokrotnie sobie wyobrażałam. Przytrafiło mi się wszystko
                to czego się obawiałam: rodziłam po 4 dobach oczekiwania na łóżku
                porodowym zamiast czekać w domu, poród odbył się w nocy, w weekend
                kiedy obsada lekarzy jest mniejsza, chcieli mnie prowokować,
                wymanewrowano tak, żeby męża nie było przy porodzie, nacięli mnie
                bez słowa informującego (z resztą tak fatalnie że przez 6 miesięcy
                miałam kłopot z chodzeniem) a lekarz tak mnie zszył jakby się
                właśnie na mnie tego uczył (to opinia profesora, u którego
                próbowałam dojść do siebie po 8 tygodniach nieustannego krwawienia)
                znieczulenie przed szyciem zaczęło działać dopiero pod koniec
                szycia. Długo by tak wymieniać.
                Wszystko to zapewne zatarłoby się już w moich wspomnieniach gdyby
                nie to że następne 2 miesiące spędziłam jeszcze z chorym dzieckiem w
                szpitalach, mieszkając w fotelu obok jego łóżeczka. O przyjęciu
                pozycji leżącej mogłam sobie pomarzyć...
                Teraz gdy zbliża się kolejny poród jestem w kropce bo tak niewiele
                się zmieniło. Z tego co tu piszecie WSZĘDZIE może być koszmarnie i
                nie za bardzo to od nas zależy jak się trafi. Mam 2 tygodnie do
                terminu i nie wiem gdzie pojadę gdy zacznę rodzić? Tam gdzie już
                wiem jak może być fatalnie (przynajmniej wiem czego się spodziewać)
                czy tam gdzie mnie jeszcze nie było bo jest szansa że będzie
                inaczej?
                A podobno urodzenie dziecka to najpiękniejszy moment w życiu
                kobiety?
          • melkalublin Re: Fakty i mity o porodówkach 17.12.07, 23:10
            Gratuluję. Czy mogłabyś polecić swojego lekarza również mi ,jesli
            tak będę wdzięczna,pozdrawiam i niech maleństwo duże rośnie.
            • fanaberia77 Szpital na Lubartowskiej - Polecam;) 20.12.07, 09:29
              Urodziłam tam synka, 5 tygodni przed terminem. Poród wspominam
              super - rodziłam rano, kiedy położna powinna się zmienić, ale nie
              zrobiła tego, została ze mną do końca, przedłużyła swój dyżur o 1,5
              godziny. Nie narzucała mi pozycji, zasugerowała chodzenie, kucanie,
              dopiero na koniec razem z lekarzem pomogła wgramolić mi się na
              fotel - trzy parcia i synek był na moim brzuchu;) Mały dostał 10
              pkt, ważył 2700g i od początku był ze mną. W szpitalu spędziliśmy 11
              dni z powodu długiej żółtaczki.
              Kontakt z personelem bardzo dobry, zawsze informowały co z dziećmi,
              na jakie badania je zabierają itp. Kiedy wchodziła położna na
              salę,zawsze pytała czy coś nie pomóc, czy któraś z mam czegoś nie
              potrzebuje czy wszystko w porządku...no i klimat taki kameralny:)

              Bardzo jeste zadowolona z opieki i szpityala ogólnie. No i nikomu
              nie dałam nawet złotówki.
              • mosieza do fanaberia77 20.12.07, 09:48
                Który z pediatrów opiekował się Twoim Maleństwem bo jest ich kilku i
                może ja akurat trfiłam na paskudną babę która nawet źle działała na
                moją córcię która zaczynała bardzo płakać gdy ta tylko pdchodziła do
                nas...
                • fanaberia77 Re: do fanaberia77 20.12.07, 18:53
                  Moim dzieckiem opiekowała się ordynator dr Migielska-Wołyniec. Ale
                  pozostałe także odebrałam pozytywnie:)
    • reewa Re: Fakty i mity o porodówkach 04.02.08, 17:44
      Powiem tak:wszystko zależy od tego,na jakie położne się trafi...Każdy szpital ma
      swoje plusy i minusy.Wszystko zależy od tego,na jaki trafisz personel na
      dyżurze...Ja jak szłam do szpitala po prostu patrzyłam na to,który szpital mam
      najbliżej:))
      pozdrawiam:)))
      • vivall Re: Fakty i mity o porodówkach 09.02.08, 17:16
        ja chciałam rodzic na Kraśnickich, to mnie odprawili. a na Jaczewskiego tylko
        dlatego mnie przyjęli, bo było po znajomości.....
        • julia310781 Re: Fakty i mity o porodówkach 09.02.08, 18:29
          A czemu Panią odprawili, nie mieli miejsc? jeżeli jest doktor prowadzący z
          danego szpitala to nie powinni odprawiać a na Jaczewskiego są przyjmowane w
          pierwszej kolejności pacjentki ich prywatne nawet jeśli nie ma miejsc to i tak
          taka kobieta musi być przyjęta, gorzej jeśli prowadzi ciążę w zwykłej przychodni
          to często jest odsyłana do innego szpitala, no niestety takie mamy czasy.
    • pioziel Re: Fakty i mity o porodówkach 03.04.08, 01:36
      Witam,
      Ja rodziłam w styczniu '08 na Staszica i gorąco polecam ten szpital. Mały, kameralny oddział, a nie "kombinat porodowy", pojedyncze, zamykane sale porodowe, które gwarantują prywatność, możliwość korzystania z drabinek, sako, chodzenia pod prysznic, wygodne łóżka porodowe, standardowa obecność męża przy porodzie. Nikogo nie dziwi tam spacerujaca para na korytarzu. Obsluga bardzo mila i kompetentna (no 95% obslugi) lecz tylko niektore polozne wiedza i daja mozliwosc porodu innego niz na lozku porodowym. Szczegolnie polecam Pania Terese Chmiel - ona pomoze w kazdej sytuacji. Opis co szpital na Staszica zapewnia oraz co trzeba zabrac wlasnego jest w innym temacie ale zacytuje tu jeszcze raz:
      "To co trzeba zabrac po kolei:
      1. Koszula nocna na przebranie poczawszy od przyjecia na oddzial (przebierasz sie w izbie przyjec) po pozniejszy pobyt (najlepiej odpinane od gory do karmienia) 3-4 szt. Na czas porodu dobrze jest zalozyc koszule szpitalna - sa ok do rodzenia i kilka godzin po. Wtedy bardzo szybko sie brudza krwia.
      2. Klapki- najlepiej takie, ktore bedziesz mogla uzywac do chodzenia po oddziale i pod prysznic (nie warto boso)
      3. Pieluszki daja 4 na dzień ale jak sie poprosi to dostaniesz wiecej. Te które dają są belli i są ok ale najlepiej mieć po prostu małą paczkę Pampersów na "wszelki wypadek". Nalezy jednak miec chusteczki nawilzane (wg mnie najlepsze sa Nivea Sensitive).
      4. Podklady poporodowe sa na oddziale ale takie z ligniny- są bardzo niewygodne- sztywne, gorące i się kleją:-(. Duzo lepsze sa takie z apteki, opakowanie foliowe biale z rozowo-fioletowymi napisami (nie pamietam marki ale kupilam w aptece Carrefourowej na Witosa). Belli sa kiepskie.
      5. Ubranka dla dziecka jak pisala kolezanka wyzej nie rzucaja na kolana ale sa ok. Wlasne ubranka lepiej zostawic w domu i nie przynosic na nich zarazkow szpitalnych.
      6. Majtki jednorazowe najlepiej z siateczki - przewiewne i wygodne i preferowane przez położne.
      7. Jedzenie szpitalne moze byc. Warto jednak zakupic jakies jogurty, soki itp. Pamiętaj tylko by nie kupować soków z cytrusów bo mogą uczulić dzieciątko.
      8. Woda min.niegazowana- idzie w dużych ilościach bo tam gorąco. Pamiętaj by do porodu wziąć dużą butelkę- przyda się jak zaschnie w gardle Tobie lub mężowi :)
      9. Szlafrok mnie nie przydał bo gorąco tam jest.
      10. Aparat jeśli chcesz to można zabrać do porodu. Podczas mojego lekarz robił zedjęcia bo mąż w końcu nie miał do tego głowy :))
      11. Sztucce i kubek."
      Personel traktuje ciezarne, matki i dzieci jak wlasne co tworzy rodzinna atmosfere. Wizyty odwiedzajacych sa mocno ograniczone szczegolnie w trakcie tygodnia do 16. Co tez daje komfort, ze nie ma tabunow gapiow.
      Generalnie swój poród (mimo że 12- godzinny)i pobyt (mimo iż trwał tydzień) wspominam bardzo milo i polecam.

      Pozdrawiam
      Ania
Pełna wersja