heure
27.02.08, 22:57
Ciekawe :-) Za każdy rok studiów doktoranckich musiałam zapłacić
1000 zł, nie wiem na co te pieniądze szły :-) Studia doktoranckie
dotyczyły nauk humanistycznych więc wszelkie kosztowne oddczynniki
do badań odpadały. Zajęć oprócz seminarium - raz w miesiącu, nie
było żadnych. Była za to szalenie nieprzyjemna pani w dziekanacie,
która powinna wylecieć w trybie natychmiastowym z pracy za
delikatnie mówiąc nieprofesjonalne załatwianie spraw i utrudnianie
dostępu do informacji. Dla mnie to jasne że dla administracji
uczelni płatne studia doktoranckie to niezły sposób na zarabianie
kasy. Przykro tylko czytać to co mówią ludzie, którzy kiedyś robili
doktoraty a dzisiaj piastują władzę na uczelni i zatrudniają w
zakładach swoje dzieci, wujków i pociotków. UMCS wspominam z
niesmakiem. Czytając i obserwując to co się tam dzieje teraz
zastanawiam się czy tej uczelni uda się przetrwać na dosyć trudnym
rynku edukacyjnym. Szczerze mówiąc wątpię. Większość naprawdę
zdolnych osób szybko ucieka tam gdzie jest więcej możliwości i
większy prestiż. Ja w pewnym momencie przeniosłam papiery i obecnie
kończę pisanie pracy na studiach dokt na UW. Cieszę się, że Gazeta
poruszyła ten temat. Ciekawa jestem tylko czy coś to zmieni.