opornik4
14.05.08, 04:44
Świat według agenta „Olchy”
- opracowanie:Piotr Gontarczyk
wiadomosci.wp.pl/kat,9932,wid,9675981,prasaWiadomosc.html?P%5Bpage%5D=1&ticaid=15e24
Agent o pseudonimach „WS”, „Wacław” i „Olcha” to postać zupełnie
niezwykła. Przez kilkanaście lat pozostawał na usługach Wydziału IV
Departamentu III MSW, który specjalizował się w rozpracowywaniu
opozycyjnych środowisk intelektualnych. Był bardzo zaangażowanym
i ofiarnym konfidentem. Świadczy o tym nie tylko ponad 1000 stron
raportów i opracowań, które z całą pewnością oddają jedynie część
jego działalności, lecz także sposób wykorzystywania przekazywanych
informacji.
Donosy „Olchy” są bowiem zrzucone w rozpracowaniach wielu czołowych
polskich pisarzy.„Olcha” świetnie znał środowisko. Recenzował
ukazujące się nielegalnie wydawnictwa literackie, wydawane w kraju
i publikowane za granicą książki. Dekonspirował przed SB pseudonimy
używane przez pisarzy, podpowiadał metody i kierunki działania.
Olcha” świetnie znał środowisko. Recenzował ukazujące się
nielegalnie wydawnictwa literackie, wydawane w kraju i publikowane
za granicą książki. Dekonspirował przed SB pseudonimy używane przez
pisarzy, podpowiadał metody i kierunki działania. W latach 80.
aktywnie uczestniczył w grze operacyjnej mającej doprowadzić do
przejęcia przez władze kontroli nad Pen-Clubem
Całe fragmenty rozmaitych sprawozdań i planów działań operacyjnych
podejmowanych przeciwko niepokornym literatom zostały przepisane z
raportów „Olchy”, wyjątkowo bezwzględnego i szkodliwego agenta SB.
W 2007 r. Joanna Siedlecka ujawniła, że pod pseudonimem tym ukrywał
się Wacław Sadkowski, znany krytyk literacki, tłumacz, m.in.
redaktor naczelny „Literatury na świecie”.
---------------------------------------------------------
ponizej zajawka przedsawiajaca znane nam troche nazwiska.
----------------------------------------------------------
[o „Aneksie”]
„Linia programowa” uppsalsko-londyńskiego „Aneksu” nie ma
bezpośredniego styku z twórczością literacką we właściwym tego
pojęcia rozumieniu, ani w kraju, ani za granicą, ale stara się
odgrywać role jej sędziego i promotora, tworzy też dla niej swoiste
intelektualne (a raczej antyintelektualne) zaplecze. Tu,
w „Aneksie”, Stanisław Barańczak przyznaje patenty mistrzowskie
początkującym bardom wywrzaskiwanego mową niby-wiązaną
antykomunizmu, w rodzaju Tomasza Jastruna, tworzącego i
kolportującego prymitywne, pseudopoetyckie agitki
antysocjalistyczne, zebrane w nachalnie reklamowany tom „Antologia
poezji stanu wojennego”. Tędy biegnie „pas transmisyjny” w świat dla
współpracowników pokątnego pisma podziemnego „Krytyka”,
dostarczającego „Aneksowi” surowca i przyczynków do wspólnej
kampanii antykomunistycznej. Tu wreszcie, w „Aneksie”, proklamowana
zostaje „historyczna wielkość” KOR-u, któremu Jan Józef Lipski
poświęca monograficzną, a raczej hagiograficzną książkę.
Bezpośredniego natomiast oddziaływania na środowiska literackie
i twórczość literacką podjęła się najzdolniejsza absolwentka
ekskluzywnego liceum TPD z ulicy Parkowej w Warszawie, Barbara
Toruńczyk, wspierana walnie przez dwie inne uczone białogłowy
o ministerialnych rodowodach, Ewę Kuryluk i Ewę Bieńkowską,
w założonym na przełomie roku 1982/1983 w Paryżu piśmie „Zeszyty
Literackie”. Wydawane elegancko, za pieniądze, które przeznaczył na
ten cel Czesław Miłosz (wyznaczając jednocześnie temu fraucymerowi
kuratora w osobie Stanisława Barańczaka), ozdobione okładką
zaprojektowaną przez „samego” Jana Lebensteina, zanim alkohol
odebrał mu zdolność odróżniania linii krzywej od prostej (zdolność
odróżniania kolorów zatracił był Mistrz już dawno – stąd jego
ostatnie prace, łącznie z okładką „Zeszytów”, utrzymywane są w
kontrastowej gamie dwukolorowej, mutacji schematu czarno-białego),
pismo to jest najwyższym wykwitem emigracyjno-dywersyjnej myśli
literackiej.
(sygn akt: IPN BU 00200/9, t. 3, k. 125 – 178, rękopis).