dysia83
13.10.08, 09:29
Jestem mamą 2,5 rocznego Szymka. Do tej pory ja zajmowałam się nim non stop- rodzice i teściowie mieszkają w innym mieście,a mąż pracuje. Jakiś czas temu postanowiłam poszukać pracy bo w domu już nie wytrzymywałam. Poszukiwania długo nie odnosiły skutku i straciłam już nadzieję na jej znalezienie (jestem polonistką) aż niespodziewanie dosatałam ciekawą propozycję. Po rozmowie z kilkoma kandydatkami na opiekunki dla mojego dziecka doszliśmy z mężem do wniosku, że poślemy Szymka do prywatnego przedszkola. I tu zaczyna się problem...Myślałam, że Szymkowi od razu tam się spodoba bo zawsze lubił zabawy z dziećmi i nie bał się obcych miejsc...Pierwszy dzień okazał się jednak tragiczny-płakał w niebogłosy, pani zabrała go do sali, a ja wyszłam. Podobno płakał prawie cały dzień...Drugi dzień był ponoć lepszy-czasem jak sobie o mnie przypomniał to pochlipał sobie ale cały czas był z Panią i kurczowo się jej trzymał. Wieczorem dostał kataru i miałam dylemat- zaprowadzić go do przedszkola czy nie...Nie miałam jednak innego wyjścia...Już w domu zaczął rozpaczliwie płakać i przytulał do siebie pluszowego misia-zabrał go do przedszkola. W przedszkolu też trochę popłakał ale Pani zabawiła i zabrała na salę, a ja w tej chwili wyszłam. Dzwoniłam tam po godzinie - podobno nie płacze. Mam potworne wyrzuty sumienia, że posłałam do przedszkola takie małe dziecko z drugiej jednak strony zależy mi na pracy i nie mogę pozwolić sobie na rezygnację. Wiem również, że powinnam Szymka trochę zaaklimatyzować w przedszkolu; pobyć z nim tam kilka dni; wcześniej odbierać, ale nie miałam takiej możliwości, musiałam z dnia na dzień zdeklarować czy biorę tę pracę czy nie. Dzisiaj jeszcze na dodatek poszedł do przedszkola zakatarzony...Czuję się podle...pocieszcie :(
...jeszcze jedno-może znacie kogoś z Czubów-chodzi mi o zaufaną starszą Panią, która zajęłaby się dzieckiem dorywczo-np wtedy kiedy będzie chory...