Dzieci boją się już jeździć busami

28.10.08, 16:46
Wóz albo przewóz

GMINA ZERWAŁA UMOWĘ Z PRZEWOŹNIKIEM, BO DZIECI BAŁY SIĘ Z NIM JEŹDZIĆ

Firma transportowa, która do tej pory dowoziła dzieci do szkoły w Wąwolnicy,
twierdzi, że wójt bezpodstawnie zerwał z nią umowę. Tymczasem Urząd Gminy
utrzymuje, że decyzja była słuszna.

– Zrobiliśmy to dla bezpieczeństwa dzieci. Przewoźnik jeździł brawurowo i zbyt
szybko, podczas podróży niektóre dzieci płakały ze strachu – wyjaśnia Andrzej
Szczypa, z-ca wójta gminy Wąwolnica. Kiedy do szkoły zaczęli się zgłaszać
oburzeni rodzice, gmina umowę rozwiązała.

Mężczyzna próbował swoich sił już w poprzednim sezonie. W tym roku zgłosił się
do przetargu powtórnie i wygrał. 28 sierpnia podpisał z gminą umowę na dowóz
uczniów do szkoły podstawowej i gimnazjum w Wąwolnicy. Pierwszego września
rozpoczął pracę. Po kilku dniach w gminie pojawiły się pierwsze zastrzeżenia.
Umowa obejmowała cztery trasy, jednak, jak mówi dyrektor gimnazjum w
Wąwolnicy, przewoźnik jeździł tylko dwoma pojazdami.

– Nie wykonywał usługi tak, jak powinien. Kiedy zwróciliśmy mu uwagę,
odpowiedział, że pracuje, jak mu się podoba. Do szkoły napływały skargi od
rodziców. Twierdzili, że kierowca spóźniał się z dowozem dzieci na zajęcia
lekcyjne, zazwyczaj o 15 minut. Sprawdziliśmy – opowiada Andrzej Szczypa.

Wójt wsiadł do samochodu i pojechał za autobusami. Co zobaczył? – Kierowca był
spóźniony. Dwukrotnie zdarzyło się, że drzwi pojazdu były zamykane już podczas
jazdy – relacjonuje Szczypa.

Przewoźnik przyznaje, że kilka razy zdarzyło mu się przyjechać do szkoły po
czasie. – Jednak spóźnienia były niewielkie, za niedogodności przeprosiłem.
Nie rozumiem decyzji wójta, jest niesłuszna i bezpodstawna – utrzymuje.

Jego zdaniem, wójt nie zachował procedur. Przede wszystkim dlatego, że nie
zapewnił opiekuna podczas przewozu dzieci. To utrudniało moją pracę. – Wójt
zapomniał także o czternastu dzieciach z Zofianki. Nie uwzględnił ich na
liście przewozowej – dodaje mężczyzna.

Dzieci z Zofianki nie znalazły się na liście, bo to teren sąsiedniej gminy. Na
liście, którą przedstawiła dyrekcja, miejscowość nie została ujęta. Wioska
znajduje się przy szosie, kilkoro dzieci ma dochodzić do pobliskiego Niezabitowa.

– To kierowca, który przewozi uczniów, sprawuje nad nimi opiekę. Czy opiekun
się pojawi? Nie wiem. Nam chodzi o dzieci, ich bezpieczna podróż do szkoły to
dla nas sprawa najważniejsza. Tymczasem dostawaliśmy skargi od rodziców, że
przewoźnik woził dzieci za szybko. Podczas jazdy niektóre z nich płakały ze
strachu – ripostuje Andrzej Szczypa.

Dyrekcja Publicznego Gimnazjum w Wąwolnicy potwierdza, że dzieci spóźniały się
do szkoły. – Nie wiem, czy podczas jazdy płakały. Rodzice narzekali, że
przewoźnik jeździł za szybko i obcesowo traktował uczniów. Dostawaliśmy w tej
sprawie mnóstwo telefonów – potwierdza Jadwiga Majewska, dyrektor placówki.

Teraz uczniowie są dowożeni przez puławski PKS. Mając miesięczne bilety, mogą
korzystać z dojazdu w każdej chwili, np. na sobotnie zajęcia pozalekcyjne,
dyskotekę czy kółko strzeleckie. Dyrekcja gimnazjum mówi, że ten argument
również był brany pod uwagę podczas rezygnacji z usług poprzedniego
przewoźnika. W połowie września część rodziców zaczęła na włas­ną rękę starać
się o bilety miesięczne PKS.

Dotychczasowy przewoźnik twierdzi, że umowa została zerwana bezpodstawnie i w
związku z tym wciąż obowiązuje. Nadal więc wyjeżdża w trasę i podwozi do
szkoły kilkoro chętnych dzieciaków.

MO

www.kurierlubelski.pl/module-dzial-viewpub-tid-9-pid-63092.html
Pełna wersja