Może niepotrzebne liście rozwieje wiatr?

05.11.08, 10:48
Liście wystarczy właściwie kompostować, wtedy nie dość, że nie
zajmują miejsca, to jeszcze stanowią cenny nawóz, a nie problem. Ale
kogo to obchodzi?...
    • urzad.miasta.lublin Urząd Miasta wyjaśnia, uzupełnia 05.11.08, 18:45
      Poniżej zamieszczamy wyjaśnienia odnoszące się do sprawy poruszonej w artykule, przekazane również do Redakcji GWL, z prośbą o publikację. na łamach Gazety.
      Biuro Prasowe w Kancelarii Prezydenta Lublina


      *****
      W związku z artykułem „Może niepotrzebne liście rozwieje wiatr?” na stronie miasta.gazeta.pl/lublin (w wydaniu tradycyjnym pt. „A może liście rozwieje wiatr?” - GWL z 4 listopada) informuję, że publikacja ta naświetla jedynie pewien punkt widzenia. Dla pełni obrazu proszę przyjąć poniższe wyjaśnienia.

      Wyjaśniam mianowicie, że Wydział Gospodarki Komunalnej Urzędu Miasta Lublin działa tak, aby liście z miejskich terenów były usuwane sukcesywnie wg rzeczywistych potrzeb, w skali całego miasta i na miarę możliwości finansowych budżetu tego roku.

      Do końca października wygrabiono i wywieziono liście z miejskich trawników z następujących ulic: Lipowa, Biała, Obrońców Pokoju, skwer Partyzanta, Sowińskiego, Długosza, Al. Racławickie, Poniatowskiego, Nowy Świat, Mickiewicza, Kunickiego, Siemiradzkiego, Zemborzycka, pl. Litewski. To samo, przy pomocy bezrobotnych, zrobiono przed dniem Wszystkich Świętych na chodnikach i trawnikach wokół cmentarzy, tj. przy Drodze Męczenników Majdanka, przy ul. Unickiej, al. Andersa i ul. Dolińskiego oraz przy cmentarzu na Kalinowszczyźnie - na ul. Kleeberga.

      Oprócz powyższego Wydział zlecał wywożenie liści zebranych przez mieszkańców z chodników miejskich położonych wzdłuż posesji prywatnych (zgodnie z obowiązującymi przepisami prawnymi), a także z miejskich trawników. W ten sposób wywiezione zostały liście zebrane w worki przez mieszkańców m.in. z ul. Świętochowskiego, Słowackiego, Kopernika, Puławskiego, Białostockiej, Śniadeckiego, Kochanowskiego, Matejki, Reymonta, Biernata, Kraszewskiego, Dunikowskiego, Słonecznej oraz zgrabionych w pryzmy przez mieszkańców np. ul. Wyścigowej, Glinianej, Długiej. Ponadto wystawione zostały zlecenia na wygrabienie i wywiezienie liści z ul. Głębokiej oraz na wywiezienie z ul. Kamiennej.

      W dalszej kolejności - w bieżącym tygodniu zajmiemy się terenami LSM oraz powtórnie ulicą Sowińskiego, Al. Racławickimi i placem Litewskim. Jednocześnie ciągle prowadzimy wywożenie liści z ulic na zgłoszenie mieszkańców – tzn. zabieramy worki z liśćmi zebranymi z pasów drogowych przez mieszkańców.

      Nadmienić jednak trzeba, że WGK nie może wywozić liści z terenów prywatnych. Za grabienie i wywożenie liści z tych terenów odpowiedzialni są właściciele posesji, spółdzielnie, administracje osiedli czy też inne jednostki mające tereny w swoim użytkowaniu. Reguluje to ustawa z dnia 13 września 1996 r. o utrzymaniu czystości i porządku w gminach (j.t. Dz. U. z 2005 r. Nr 236, poz. 2008) oraz uchwała nr 963/XXXIX/2006 Rady Miasta Lublin z dnia 23 marca 2006 r. w sprawie Regulaminu utrzymania czystości i porządku na terenie miasta Lublin.

      Obiektywnie należy zauważyć, że ze względu na łagodne warunki atmosferyczne w bieżącym roku (brak przymrozków) proces opadania liści jest długotrwały, a prace związane z ich usuwaniem zwielokrotniają się. W konsekwencji efekty nakładów pracy ponoszonych na usuwanie liści są krótkotrwałe. Nie zmienia to faktu, że zarówno w październiku, jak i obecnie oczyszczanie miejskich chodników i trawników oraz wywożenie liści zebranych przez mieszkańców z miejskich terenów jest sukcesywnie wykonywane.

      Będę wdzięczny za publikację tego wyjaśnienia – uzupełnienia.

      Z poważaniem -
      /-/ Tomasz Radzikowski
      Dyrektor Wydziału Gospodarki Komunalnej
      Urzędu Miasta Lublin
    • Gość: :D Re: Może niepotrzebne liście rozwieje wiatr? IP: *.chello.pl 13.12.08, 00:37
      Poczta Teremiski: Nie grabię liści
      Adam Wajrak
      2008-12-09, ostatnia aktualizacja 2008-12-08 20:30

      Na jesieni wszyscy chwytają za grabie, czyszczą ogrody i parki. Tysiące ton liści albo lądują w kompostowniach, albo są palone. Tak właśnie robimy z naszych ogrodów biologiczne pustynie

      Piszę o liściach, bo wielu czytelników pyta mnie, dlaczego w ich ogrodach nie ma ptaków, choć są w nich budki, karmniki i poidła. Może dlatego, że ogrody są sterylne, a tego ptaki nie lubią.

      Ja liści nie grabię. Przyznam się, nawet nie myślałem, że jest jakieś naukowo-ochroniarskie uzasadnienie dla braku tej powszechnej ogrodowej aktywności. Dotychczas po prostu byłem leniwy. Po co grabić, skoro liście mi nie przeszkadzają, a wiosną nie ma po nich śladu?

      Od niedawna wiem, że takie działanie - a raczej jego brak - ma głęboki sens. Pod koniec listopada w warszawskim parku na Moczydle działacze Towarzystwa Przyrodniczego "Bocian" przypomnieli, że liście to nie śmieci, ale ważny składnik ekosystemów.

      W normalnym lesie liściastym co roku na jeden hektar opada od 15 do 30 ton liści. Tak powstaje ściółka. Liście i to wszystko, co się w nich znajduje - martwe niewielkie zwierzęta, odchody oraz drobne gałązki, owoce i nasiona - to źródło składników odżywczych oraz chroniąca glebę przed wysychaniem i mrozami kołdra. To miejsce życia bakterii, grzybów, pierwotniaków, mięczaków, pierścienic, pajęczaków i owadów. Na jednym metrze kwadratowym leśnej ściółki może żyć ok. 1,5 mln roztoczy tylko jednego gatunku.

      To, co się dzieje w ściółce, jest też szalenie ważne dla ptaków takich jak strzyżyki, rudziki, kosy, drozdy. One szukają tam bezkręgowców, czyli pokarmu. Sójki nie tylko przeszukują ściółkę, ale też chowają w niej pokarm, np. żołędzie, i tak rozsiewają dąb. Grzebać w ściółce lubią też gawrony i orzechówki.

      Liście to także schronienie dla gryzoni, płazów i gadów. Działacze z TP Bocian stwierdzili, że w parkach, w których grabione są liście, nie występują puszczyki. Związek sowy z liśćmi jest bardzo prosty - puszczyki uwielbiają jeść gryzonie.

      Podobnie jak usuwając martwe drewno, uśmiercamy całe planety, tak samo dzieje się przy liściach. A palenie ich to już zbrodnia. Nie dość, że zabijamy miliony organizmów, to jeszcze puszczamy do atmosfery węgiel ocieplający klimat. To niewielkie ilości, ale lepiej by było, żeby zostały zmagazynowane w glebie, a nie ulatywały w powietrze.

      Jedyny wyjątek od reguły niegrabienia i niepalenia powinny, jak twierdzą działacze Bociana, stanowić liście kasztanowców, w których zimują larwy szrotówka - owada, który stał się ostatnio przekleństwem tych drzew. Choć ja, przyznam szczerze, liści kasztanowca też nie grabię.

      No i jeszcze jedna rzecz. Otóż tam, gdzie nie grabimy, psie kupy znikają o wiele szybciej. Są po prostu sprawniej rozkładane.

      Czekam na państwa listy pod adresem: adam.wajrak@gazeta.pl

      Źródło: Gazeta Wyborcza ....


Pełna wersja