Gość: znudzony
IP: 81.219.66.*
13.11.03, 11:40
Eh. Musiałem napisać bo już nie wytrzymuję...Kupiłem nowy komputer. Pewnie,
że byłem zadowolony. Wszystko działało tak sprawnie, tak szybko. Do czasu, aż
któregoś dnia coś tam przestało działać. No więc skoro komputer na gwarancji -
to jade z nim do serwisu. Przyjęli. A jakże. Na kiedy będzie? Nie wiemy. Dwa
tygodnie. A co się stało? Procesor się nadpalił. Nadpalił? Tak, nadpalił. I
wymiana bedzie trwała dwa tygodnie? Tak. To kto go wymienia? Wysyłacie ten
komputer do Mozambiku koleją, że wymiana trwa dwa tygodnie? Nie. Do Warszawy.
A procesor już my wymieniamy. To nie można od razu wsadzić procesora skoro i
tak tamten jest zepsuty? Nie.
Sprawdziłem z kolegą ile trwa wymiana procesora. Rozkręcenie obudowy, czegoś
tam w środku wyjęcie, włożenie, wyjęcie, włożenie... Pięć minut. Pięć minut
roboty. I tak w kółko. Ot Polska cała.
Od dwóch tygodni nie mam komputera. Nic nie moge zrobić. Dziesiątki jpgów
czekają na obróbkę. Setki spraw niezałatwionych bo się nie da... A gdzie
kupiłem kopmputer? W Compie na 1 Maja w Lublinie. Ot mają serwis.
Ja pierdolę. Dwa tygodnie bez komptera. A pięć minut roboty...