Politechnika Lubelska: Publikuj albo giń

30.01.09, 19:31
Gratuluję determinacji w dążeniu do PRAWDZIWEJ oceny działalności naukowej
pracowników PL! Ale obawiam się tzw. "schodów". Gdy ponad 10 lat temu
wprowadzono na PL zwyczaj publikowania spisu publikacji naukowych wszystkich
pracowników, to ówczesnego prorektora ds. nauki odsądzano od czci i wiary, a
jego dawni towarzysze partyjni wnioskowali wręcz o jakieś wyklęcie swojego
byłego współtowarzysza ze środowiska "lojalnych, ale nic nie publikujących"
autorytetów :-)

Pana czeka podobny atak. Oby Pan się nie poddał presji wschodniej mafii, wielu
pracowników już klnie Pana, ale proszę pamiętać - wielu gorąco popiera Pana
działania. Ma Pan zaplecze, niech Pan z niego korzysta. Dosyć pseudonauki na PL.
    • Gość: dfg Re: Politechnika Lubelska: Publikuj albo giń IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 02.02.09, 08:03
      he he... Może w końcu kogoś ta wiedza oświeci bo jak dotąd to wszystkim chyba
      zależy aby z uczelniami nie robić nic. W wiekszości to rpzechowalnie ludzi
      którzy nie mają co z sobą zrobić i takich też absolwentów produkują. na
      doktoratach zostają ludzie którzy dostają się tam z protekcji . Zdolnych i
      ambitnych to tam jest niewielu. Sam znam taki przykład. brat na doktorat
      wciagnął brata a ten z kolei własną żonę. śmieszne? nie - prawdziwe.
      Kiedyś jedna "przedwojenna" profesor stwierdziła że w Polsce nastąpiła ogromna
      dewaluacja tytułu doktorskiego. Moze go zrobić dziś każdy kto ma odpowiednie ku
      temu układy . Zresztą... szkoda pisaniny która i tak niczego nie zmieni
      • Gość: ardal Re: Politechnika Lubelska: Publikuj albo giń IP: *.adsl.inetia.pl 02.02.09, 09:33
        Słuchaj, doktorat może zrobić każdy, i do tego nie są potrzebne żadne układy.
        Albo zostaje się po studiach na uczelni i zaczyna doktoranckie, albo przychodzi
        się z zewnątrz, i jeżeli ma się pieniądze, to też - albo studia doktoranckie,
        albo konsultacje z promotorem. Niekoniecznie w tym drugim przypadku trzeba
        zostawać na uczelni. A schody zaczynają się dopiero po zrobieniu doktoratu -
        jeżeli ktoś przychodzi z zewnątrz i chce zostać. Natomiast jeżeli uczelnia płaci
        za studia doktoranckie i doktorat, to raczej będzie się starała zatrzymać tę
        osobę, by to odpracowała.
        • em_obywatel Doktorat to praca. 02.02.09, 10:07
          Doktorat to praca. Przynajmniej tak jest w Niemczech, Szwecji, Danii, Holandii,
          Finlandii. Na stopien doktora trzeab zapracowac. Po angielsku mowic sie "earn a
          PhD" czyli "zarobic doktorat" a nie "dostac doktorat".
          Poza tym, polskie uczelnie to w znacznej wiekszosci szkoly ksztalcenia
          zawodowego a nie jednostki badawczo rozwojowe. Nie ma rozwoju nauki i
          technologii, jest uczenie tego co zrobili inni.
          • anuszka_ha3.agh.edu.pl Punkty ministerstwa 02.02.09, 10:16
            "- W naszych ankietach bierzemy pod uwagę wyłącznie publikacje w czasopismach
            uwzględnianych przez ministerstwo nauki i szkolnictwa wyższego - dodaje prof.
            Pater. - Dzięki temu widać, kto ile punktów przynosi uczelni."

            Tylko że punkty ministerstwa są z sufitu wzięte i nie mają nic wspólnego z
            Impact Factorem Instytutu Thomsona, który jest na Zachodzie powszechnie używaną
            miarą rangi czasopism (jest to z grubsza średnia liczba cytowań na 1 artykuł).
            • pe1 Re: Punkty ministerstwa 02.02.09, 10:26
              Nie są wzięte z sufitu tylko oparte na LF, czyli dokładnie jak napisałaś -
              liście rankingowej związanej z liczbą cytowań w stosunku do ogółu cytowań w
              danej dziedzinie.
              • w_u_j_e_k Zliczanie publikacji to prymitywne kryterium 02.02.09, 11:50
                Zliczanie publikacji nie jest miarodajne. Sam przez lata dopisywałem
                jednego takiego do publikacji, by miec szansę na twórcza pracę. Nie
                tylko ja go dopisywałem. Gostek miał po 5-8 publikacji rocznie. Od
                lat niczego nie wymyślił. Czy tylko ja mam takie doswiadczenia?
                A jak mierzyć publikacje tworzone w dużych kolaboracjach. Np. 100
                osób liczy kolaboracja eksploatująca eksperyment zmierzony niegdyś
                na akceleratorze. Przez 5 lat opracowuja wyniki i w końcu co drugi
                cos tam napisze. Autorami są wszyscy więc maja po 50 publikacji, po
                10 rocznie.
                Inny przykład. Gość robi pomiary, dostał był swego czasu dzięki,
                nazwijmy to sprzyjajacym okolicznościom, grant aparaturowy i teraz
                ma sprzęt. Wykonuje pomiary, a właściwie przyglada się pracy
                laborantki. Z probkami, pokornie, z czapką w rękach meldują się
                doktoranci i doktorzy prosząc o wykonanie pomiaru. Oczywiscie gość
                jest wspołautorem.
                Mechaniczne zliczanie publikacji jest oczywiście prostą czynnoscią,
                by nie powiedzieć prymitywną. Jest pewnym kryterium ale bardzo
                niedoskonałym.
                Mylenie uczelni z instytutem badawczym, to znaczy pomijanie dorobku
                dydaktycznego w ocenie pracownikow naukowo-dydaktycznych nie jest
                dobrym rozwiązaniem. Lekceważenie dydaktyki w ocenie nauczycieli
                akademickich skutkuje marną jakoscia dydaktyki a to przekłada się
                wprost na słaby nabór.
                Patrząc na uczelnie należy dostrzegać też inne problemy, w tym
                eksplodujące zatrudnienie w administracji uczelni.
                • agr2006 Re: Zliczanie publikacji to prymitywne kryterium 02.02.09, 12:05
                  a ja znam takich, co mają i po 30 publikacji rocznie, nic samemu nie napisawszy :-(
                  • Gość: Kaczo i Boso Re: Zliczanie publikacji to prymitywne kryterium? IP: *.natpool6.outside.ucf.edu 02.02.09, 16:24
                    "a ja znam takich, co mają i po 30 publikacji rocznie, nic samemu
                    nie napisawszy"
                    ------------------------------------------------------------------
                    Oczywiscie, jest to mozliwe... tyle, ze nie kazdym kraju!

                    P.S. Minelo juz dwadziescia lat od przlomowego roku 1989
                    i poza drobnymi, iscie kosmetycznymi poprawkami nie
                    dokonano ZADNEJ reformy gleboko sfeudalizowanego,
                    nieudolnego i niewydolnego systemu nauki
                    (i szkolnictwa wyzszego) w Polsce!!
                • Gość: LuriTuri Re: Zliczanie publikacji to prymitywne kryterium IP: *.aster.pl 02.02.09, 12:10
                  Oczywiście, masz rację. Jednak jakoś mierzyć aktywność naukową
                  trzeba. Nie wiem, po co dopisujesz do publikacji kogoś, kto nic nie
                  robi. Ja dopisuję moich magistrantów, którzy odwalili połowę roboty
                  i to jest moim zdaniem OK. Natomiast nie dopisuję tych, którzy w
                  badaniach nie uczestniczyli. I vice versa - do cudzych prac się nie
                  dopisuję. Faktycznie, praca dydaktyczna nie jest doceniana (są
                  wprawdzie wyniki studenckich ankiet, ale nic z nich nie wynika i w
                  dodatku są utajnione - tzn. każdy dostaje tylko swoją i nie
                  możliwości porównania z innymi). I dlatego wiele osób dydaktykę
                  odwala. A poza tym, jak tu pracować, jeśli na pracownię magisterską
                  przeznacza się 4 godziny w semestrze na studenta!
                  • w_u_j_e_k Re: Zliczanie publikacji to prymitywne kryterium 02.02.09, 12:20
                    Magistrantów nie dopisuję. Uczestnicza w pomiarach i są
                    pełnoprawnymi wspołautorami w sposób oczywisty. Dopisuję kierownika
                    zakładu od którego zależy więcej niż od rektora jesli chodzi o
                    wydatkowanie środkow na tzw. badania własne i statutowe. A bez
                    pieniędzy nie ma pomiarow, bez pomiarów publikacji.
                    • Gość: LuriTuri Re: Zliczanie publikacji to prymitywne kryterium IP: *.aster.pl 02.02.09, 13:16
                      No cóż, ja jestem kierownikiem zakładu i nigdy by mi nie wpadło do
                      głowy, żeby moi ludzie mnie dopisywali tylko dlatego, że ja decyduję
                      o pieniądzach. Współautorami są tylko te osoby, które twórczo brały
                      udział w doświadczeniu. Oczywista oczywistość.
                      • Gość: rwa Dla Ciebie oczywistosc... IP: *.plus.com 02.02.09, 14:40
                        ...ale gdyby wszyscy byli tak uczciwi to w ogole nie byloby
                        problemu/ow.
                    • dala.tata Re: Zliczanie publikacji to prymitywne kryterium 02.02.09, 13:25
                      mnie przerazaja posty o dopisywaniu. to jakis koszmar zupelny. nie przyszloby mi
                      do glowy kogos dopisywac czy dopisywac sie. takie praktyki to skandal.
                      • Gość: erdwa Re: Zliczanie publikacji to prymitywne kryterium IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 02.02.09, 13:32
                        > mnie przerazaja posty o dopisywaniu. to jakis koszmar zupelny. nie przyszloby m
                        > i
                        > do glowy kogos dopisywac czy dopisywac sie. takie praktyki to skandal.

                        No to masz teraz odpowiedź na pytanie dlaczego w niemczech dr stawia się przed
                        nazwiskiem a w Polsce ten tytuł to tak naprawdę znaczy nic oprócz tego że jesteś
                        jakimś tam pracownikiem naukowym. ostatnio ponownie znalazłem nowe wydanie
                        książki mojego dawnego wykładowcy. napisał wstęp - reszta to prace seminaryjne
                        studentów sprzed 30 lat. Wciaż aktualne i jedyne w swoim rodzaju. jak napisałem
                        swoją to prowadzący chciał ją opublikować.. ale pod własnym nazwiskiem. hehe...
                        W polsce doktorat moze napisac każdy? I to jest problem że każdy właśnie.
                        • anuszka_ha3.agh.edu.pl Re: Zliczanie publikacji to prymitywne kryterium 02.02.09, 23:47
                          > No to masz teraz odpowiedź na pytanie dlaczego w niemczech dr stawia się przed
                          > nazwiskiem a w Polsce ten tytuł to tak naprawdę znaczy nic

                          No, żebyście się nie zdziwili. W Niemczech też niektórzy lubią się dopisywać.
                          Znam tam takiego gościa, co produkuje średnio 1 publikację tygodniowo.
                      • Gość: Monarchista Re: Zliczanie publikacji to prymitywne kryterium IP: *.mas.airbites.pl 02.02.09, 14:43
                        dala.tata napisał:

                        > mnie przerazaja posty o dopisywaniu. to jakis koszmar zupelny. nie
                        przyszloby m
                        > i
                        > do glowy kogos dopisywac czy dopisywac sie. takie praktyki to
                        skandal.

                        ...a także praktyka z epoki słusznie minionej. "Dopisywanie"
                        istniało nie tylko na uczelniach. W przemyśle np. nagminne było
                        dopisywanie jako współtwórców projektów racjonalizatorskich
                        dyrektorów zakładów, którzy nawet nie wiedzieli, o co tam chodzi, a
                        także osób, które miały coś do powiedzenia i mogły pomóc, ale też i
                        zaszkodzić, np. sekretarzy POP.
                      • pe1 Re: Zliczanie publikacji to prymitywne kryterium 02.02.09, 15:45
                        Sprawę dopisywania w prosty sposób rozwiązałaby reguła dzielenia liczby punktów
                        uzyskanych za artykuł między jego "współautorów".
                        • anuszka_ha3.agh.edu.pl Re: Zliczanie publikacji to prymitywne kryterium 03.02.09, 13:37
                          pe1 napisał:

                          > Sprawę dopisywania w prosty sposób rozwiązałaby reguła dzielenia liczby punktów
                          > uzyskanych za artykuł między jego "współautorów".

                          Heh, nie w każdej dziedzinie to by chyba wyszło. Publikacje z eksperymentów na
                          akceleratorach cząstek mają i po 200 autorów...
                          • pe1 Re: Zliczanie publikacji to prymitywne kryterium 03.02.09, 16:57
                            200 autorów???

                            To dla mnie absurd. Samo ich wyliczanie nie zmieści się na pierwszej stronie
                            artykułu. Nie wierzę, że 200 osób razem uzgadniało tekst artykułu. A to, że ich
                            praca przyczyniła się do jego powstania nie oznacz automatycznie, że są
                            współautorami.

                            Uważam, że zamiast 1 artykułu z 200 "autorami" powinno powstać 50 artykułów z 4
                            autorami. Skoro tyle osób było zaangażowanych to znaczy, że tyle było pracy,
                            tyle jest również wyników, analiz, wniosków itd. Niech każdy opisze swoją część.
                            • anuszka_ha3.agh.edu.pl Re: Zliczanie publikacji to prymitywne kryterium 03.02.09, 21:36

                              > 200 autorów???
                              >
                              > To dla mnie absurd. Samo ich wyliczanie nie zmieści się na pierwszej stronie
                              > artykułu.

                              arxiv.org/pdf/nucl-ex/0501009
                              Przykład pierwszy z brzegu, policz :)

                              > Uważam, że zamiast 1 artykułu z 200 "autorami" powinno powstać 50 artykułów z 4
                              > autorami. Skoro tyle osób było zaangażowanych to znaczy, że tyle było pracy,
                              > tyle jest również wyników, analiz, wniosków itd. Niech każdy opisze swoją część
                              > .

                              Żeby zbudować akcelerator, całą tę elektronikę, napisać programy analizujące
                              dane - trzeba tytanicznej pracy. Ale takie techniczne szczegóły ustawiania
                              eksperymentu widać nie nadają się do publikacji osobno.
                              • pe1 Re: Zliczanie publikacji to prymitywne kryterium 04.02.09, 12:15
                                > arxiv.org/pdf/nucl-ex/0501009
                                > Przykład pierwszy z brzegu, policz :)

                                masakra!!! :-)

                                > Żeby zbudować akcelerator, całą tę elektronikę, napisać programy analizujące
                                > dane - trzeba tytanicznej pracy. Ale takie techniczne szczegóły ustawiania
                                > eksperymentu widać nie nadają się do publikacji osobno.

                                Ale właściwie dlaczego nie?

                                Powtarzam jeszcze raz: nie wierzę, że artykuł pisało 200 osób. Pisało go kilka
                                osób, a reszta powinna dostać podziękowania, ale napisać własne artykuły.
                                • tanidran Re: Zliczanie publikacji to prymitywne kryterium 04.02.09, 12:59
                                  pe1 napisał:

                                  > > Żeby zbudować akcelerator, całą tę elektronikę, napisać programy
                                  > analizujące dane - trzeba tytanicznej pracy. Ale takie techniczne
                                  > szczegóły ustawiania eksperymentu widać nie nadają się do
                                  > publikacji osobno.
                                  >
                                  > Ale właściwie dlaczego nie?

                                  Bo nikt nie chciałby tego czytać. Każdy taki eksperyment wymaga
                                  urządzeń prototypowych, podczas przygotowań do następnego
                                  eksperymentu trzeba będzie skonstruować całkiem nową aparaturę i
                                  napisać nowe programy, więc nie ma sensu publikować opisu czegoś, co
                                  nie będzie przez nikogo wykorzystane.

                                  > Powtarzam jeszcze raz: nie wierzę, że artykuł pisało 200 osób.
                                  > Pisało go kilka osób, a reszta powinna dostać podziękowania, ale
                                  > napisać własne artykuły.

                                  200 autorów artykułu to jest oczywiście nonsens z każdego
                                  racjonalnego punktu widzenia. Ale inżynierowie-konstruktorzy
                                  aparatury i programiści są "rozliczani" ze swojej pracy na podstawie
                                  takich publikacji. Obecność ich nazwisk na liście autorów jest dla
                                  biurokratów dowodem na to, że wykonali swoją pracę - więc można im
                                  zapłacić.

                                  I tu dotykamy ogólniejszego problemu - dyktatury urzędników w nauce.
                                  To właśnie oni są najbardziej zadowoleni z istnienia
                                  rozmaitych "impact factorów" i "citation countów". Każdy idiota
                                  potrafi porównać dwie cyferki i stwierdzić, która jest większa. Nie
                                  trzeba się interesować tym, co było zawarte w publikacji, czy była
                                  odkrywcza, oryginalna, ciekawa, itd, wystarczy zajrzeć do
                                  odpowiedniego indeksu i już można wyrokować: ten dobry - dać mu
                                  więcej pieniędzy, ten zły - dać mu mniej albo wyrzucić. A jaka to
                                  satysfakcja, kiedy byle gnojek może zmieszać z błotem profesora
                                  uniwersytetu!

                                  Już chyba wszyscy zapomnieli, że kiedyś publikowało się artykuły
                                  naukowe po to, żeby ktoś je przeczytał, a nie po to, żeby zostały
                                  odnotowane w bazach danych i zacytowane - często bez zrozumienia ich
                                  treści.
                                  • anuszka_ha3.agh.edu.pl Re: Zliczanie publikacji to prymitywne kryterium 04.02.09, 13:42
                                    W zasadzie zgadzam się, ale jednak statystycznie w większości zacytowanie
                                    oznacza, że ktoś dany artykuł przeczytał i do czegoś go wykorzystał. Pomimo
                                    wszystkich cytowań kurtuazyjnych, reklamowych etc. Bzdurnych artykułów na ogół
                                    się nie cytuje, przynajmniej w mojej dziedzinie.
                          • w_u_j_e_k Re: Zliczanie publikacji to prymitywne kryterium 05.02.09, 08:14
                            Dokładnie tak, 100 - 200 autorów. Kazdy z nich napisze ze swojej
                            działki 1 publikacje przez 10 lat i maja średnio po 10 - 20
                            publikacji rocznie. Dlatego arytmetyczne zliczanie publikacji jest
                            tyle warte co psie buty.
                            Z drugiej strony jest jest proste, a ludzie prości, nie rozumiejący
                            złożoności rzeczy, preferują proste rozwiazania.
              • Gość: sziszof Re: Punkty ministerstwa IP: 192.165.213.* 02.02.09, 12:00
                lista filadelfijska to nie zaden ranking tylko lista pism, ktore spelniaja
                wysokie wymagania dawniej Institute for Scientific Information a obecnie Thomson
                Reuters Scientific i ta lista nie jest z niczym zwiazana poza obecnoscia
                czasopism w najwiekszej bazie abstraktowo-bibliograficznej - Web of Science
                • adept44_ltd Re: Punkty ministerstwa 02.02.09, 12:11
                  ponadto akredytacja na tej liście sporo kosztuje, na co wiele polskich dobrych
                  pism po prostu nie ma... walcząc o przetrwanie...
                  • Gość: sziszof Re: Punkty ministerstwa IP: 192.165.213.* 02.02.09, 12:36
                    Akredytacja nic nie kosztuje - no chyba, ze liczac koszt przeslania trzech wydan
                    pisma do USA - mozna to tez zrobic elektronicznie,
                    tutaj powinny byc zasady przyjmowania czasopism do bazy - wszystko jawne i zero
                    oplat: scientific.thomsonreuters.com/info/journalsubmission/,
                    www.thomsonreuters.com/business_units/scientific/free/essays/journalselection/,
                    polskich czasopism doliczylem sie ponad 160:)
                    • adept44_ltd Re: Punkty ministerstwa 02.02.09, 12:43
                      parę lat temu było to kilkanaście tys. dolarów, obecnie nie wiem, owszem, są,
                      miałem na myśli kilka dobrych pism humanistycznych, które z roku na rok walczą o
                      pieniądze na wydanie, a reprezentują wysoki poziom...
                      • Gość: sziszof Re: Punkty ministerstwa IP: 192.165.213.* 02.02.09, 13:12
                        pierwszy raz slysze o jakichs oplatach, a szczerze mowiac jestem zaskoczony...
                        sam od czasu do czasu jakies czasopismo rekomenduje do dodania, jest taki link u
                        nich na stronie scientific.thomsonreuters.com/info/journalrec/
                        mam nadzieje, ze nikomu nie narobilem oplat :)
                        • dala.tata Re: Punkty ministerstwa 02.02.09, 13:22
                          oplaty sa i to niemale. aczkowliek nie wiem czy dotycza calego swiata i sa
                          podobne dla poslikego czasopisma i amerykanskiego.

                          pare lat temu szefowa naukowa jednego z srednio-duzych wydawnictw w europie
                          opowiadala mi ze leci do NY negocjowac oplaty.
                          • Gość: sziszof Re: Punkty ministerstwa IP: 192.165.213.* 02.02.09, 13:49
                            szanowny kolega musi w takim razie mylic te oplaty z jakimis innymi bo Thomson
                            ma rowniez wiele produktow dla wydawcow,
                            natomiast nigdy NIE BYLO i NIE BEDZIE OPLAT za to, ze jakies pismo jest na
                            liscie filadelfijskiej czy nie - inaczej to nie mialoby sensu bycia - taki klub
                            dla zamoznych?!
                            to jest informacja oficjalna jaka otrzymalem od wydawcy;)
                            • dala.tata Re: Punkty ministerstwa 02.02.09, 13:52
                              szanowny kolega zdaje sei ze nie rozumie ze czasopisma sa przez kogos wydawane.
                              to cos co wydaje czasopisma, nazywa sie wydawnictwo. i ono placi firmie Thomson
                              Scientific.
                              • Gość: sziszof Re: Punkty ministerstwa IP: 192.165.213.* 02.02.09, 14:32
                                oczywiscie, ze czasopisma moga placic Thomsonowi za jego produkty, np. kupujac
                                prawo do publikowania IF na swoich stronach, czy kupujac bazy danych w Thomsonie,
                                nie ma natomiast ZADNYCH oplat za to, ze czasopismo jest na liscie
                                filadelfijskiej, po prostu musi ono spelniac kryteria Thomsona, dawniej ISI, i
                                wydawca, wydawnictwo czy nikt inny nie ponosi za to oplat
                                • dala.tata Re: Punkty ministerstwa 02.02.09, 15:01
                                  rozumiem ze Pan laskawy to wie, bo wie. nie ma sensu dalsza rozmowa.
                                  • Gość: sziszof Re: Punkty ministerstwa IP: 192.165.213.* 02.02.09, 15:10
                                    polecam kontakt z ICM, ktory szefuje konsorcjum Web of Science w Polsce albo
                                    przez biblioteke PL z przedstawicielem Thomsona na Europe Srodkowa i Wschodnia,
                                    te adresy sa na pewno lepszymi zrodlami informacji niz kolezanka, ktora kiedys
                                    costam mowila,
                                    poza tym centrala Thomson Scientific jest w Filadelfii a nie w Nowym Jorku -
                                    moze wiec kolezanka na zakupy pojechala?
                                    niech zyje wiedza poparta badaniami :) informacje, trzeba potwierdzic przed jej
                                    rozpowszechnianiem inaczej to plotka;)
                                    pozdrawiam
                                    • dala.tata Re: Punkty ministerstwa 02.02.09, 15:30
                                      juz raz powiedzialem, ze moze byc tak, ze zasady wlaczania wschodnioeuropejskich
                                      czasopism sa inne. ja sie rzeczywiscie sprobuje dowiedziec tego, bo mnie
                                      zaciekawilo.

                                      nie mowilem ze kolezanka, nie mowilem nic o siedzibie, a o tym, dokad leciala.

                                      tak, niech zyje. laskawy pan jednak na razie rozsiewa podobne plotki - nie widze
                                      jakiegokowliek poparcia dla proponowanych tez. chyba zsotane przy wiadomosci
                                      szefowej wydawnictwa.
                                      • Gość: sziszof Re: Punkty ministerstwa IP: 192.165.213.* 02.02.09, 15:49
                                        w ramach przypomnienia:
                                        "pare lat temu szefowa naukowa jednego z srednio-duzych wydawnictw w europie
                                        opowiadala mi ze leci do NY negocjowac oplaty"
                                        jest kolezanka, jest dokad leciala.

                                        nie rozsiewam plotek tylko przedstawiam informacje na potrzeby tej rozmowy
                                        zasiagniete u zrodla - Thomson Reuters. nie wiem co tutaj jest teza w tym
                                        momencie, proponuje wykorzystac ktorys z kontaktow ktory podalem by dotrzec do
                                        zrodla.
                                        czy wedlug kolegi wielkosc poparcia swiadczy o posiadaniu racji? (niestety chyba
                                        tylko w demokracji) coz mam powiedziec, to nie jest sledztwo poszlakowe
                                        • dala.tata Re: Punkty ministerstwa 02.02.09, 17:19
                                          czy ja mam zwidy? gdzie jest ta kolezanka? jest szefowa wydawnictwa.jesli kolega
                                          w ten sposob traktuje dowody ze cytuje mnie

                                          > "pare lat temu szefowa naukowa jednego z srednio-duzych wydawnictw w europie
                                          > opowiadala mi ze leci do NY negocjowac oplaty"

                                          a potem pisze:

                                          > jest kolezanka, jest dokad leciala.

                                          to mnie rece opadaja. gdzie jest ta kolezanka?

                                          no wiec, ja wole nadal wierzyc szefowej. bo na razie mamy jedna pania i jednego
                                          pania, czyz nie? i ja wiem ze kolega dzwonil dzisiaj do Thomson Scientific. ale
                                          ja dzwonilem do szefowej :-)
                                          • Gość: malink Re: Punkty ministerstwa IP: *.internetdsl.tpnet.pl 03.02.09, 07:46
                                            > to mnie rece opadaja. gdzie jest ta kolezanka?

                                            w szafie wisi madralo?
                                            • Gość: malink a tak serio IP: *.internetdsl.tpnet.pl 03.02.09, 07:53
                                              za prof. Głazkiem www.forumakad.pl/archiwum/2006/06/29_bez_czytania.html


                                              "Dowiedziałem się ostatnio, że żadne nowe polskie czasopismo matematyczne nie
                                              może normalną drogą wejść na wspomnianą listę, chociaż byłyby spełnione wymagane
                                              kryteria, gdyż limit czasopism całkowicie polskich (tzn. bez kooperacji
                                              wydawniczej z zagranicą) wynosi trzy. Zatem trzeba byłoby wyeliminować z tej
                                              listy inne polskie czasopismo, aby się na nią dostać. Co prawda, są pewne
                                              sposoby wejścia na listę, omijające przyjęte procedury. Można np. zapłacić
                                              odpowiednią, raczej dużą, kwotę pieniędzy (dwa lata temu wynosiła ona ponoć 10
                                              tysięcy dolarów, a obecnie zdaje się 15 tys. – jak się dowiaduję z różnych
                                              źródeł) lub też wejść w ścisłą współpracę ze znaczącym wydawnictwem
                                              zagranicznym, które sponsoruje badania rynku prowadzone przez firmę Thomson ISI
                                              (w ten sposób na liście znalazły się takie czasopisma, jak: „Czechoslovak
                                              Mathematical Journal” – współpracując z wydawnictwem Plenum oraz „Studia Logica”
                                              – we współpracy z Kluwerem)."
                            • adept44_ltd Re: Punkty ministerstwa 02.02.09, 13:58
                              hm, no to mamy wiele różnych oficjalnych informacji...
              • anuszka_ha3.agh.edu.pl Z sufitu wzięte 02.02.09, 23:45
                pe1 napisał:

                > Nie są wzięte z sufitu tylko oparte na LF, czyli dokładnie jak napisałaś -
                > liście rankingowej związanej z liczbą cytowań w stosunku do ogółu cytowań w
                > danej dziedzinie.

                Ależ są z sufitu wzięte!
                www.nauka.gov.pl/mn/_gAllery/13/66/13662.pdf
                abhayjere.com/Documents/2007_Impact_Factor_1.pdf
                Jakim cudem Physical Review E z impact factorem 2.5 może mieć zdaniem
                ministerstwa tę samą liczbę punktów, co Nature z impact factorem 28.5?????? Toż
                to śmiechu warte i demoralizujące, bo zniechęca do porządnej pracy!
                • jbyszewski Re: Z sufitu wzięte 03.02.09, 08:14
                  No nie wiem... Chyba nie było by rozsądne, aby punktacja była liniowo zależna od
                  impact factoru... Nie zapominaj, że nawet w obrębie jednej dyscypliny różne
                  czasopisma mają różny prestiż. Ich impact factor jest ustalany wspólnie, co
                  więcej jest to średnia silnie ważona, bowiem średnia liczba cytowań dla jednej
                  poddyscypliny może być dużo wyższa niż dla innej. A więc system: 24 pkt za
                  najlepsze czasopismo, 20 za trochę gorsze, 10 za szybki 4-stronicowy letter to
                  chyba rozsądne...

                  Nie bronię systemu w szczegółach, bo na szczęście jestem za granicą i nie muszę
                  się z tym użerać, ale po szybkim przejrzeniu system wydaje się rozsądny. Jeżeli
                  uważasz inaczej, napisz proszę trochę więcej, chętnie poznam Twoją opinię.
                  • jbyszewski Re: Z sufitu wzięte 03.02.09, 08:16
                    Chodziło mi o to, że w różnych subdyscyplinach różne czasopisma mają różny prestiż.
                  • anuszka_ha3.agh.edu.pl Re: Z sufitu wzięte 03.02.09, 10:31
                    Chyba nie przeczytałeś uważnie tego co przeczytałam, albo nie rozumiesz
                    znaczenia ilości cytowań. Przecież to powinno samo rzucać się w oczy:
                    czasopismo, w którym artykuł zdobywa w ciągu 2 lat średnio 28 cytowań jest DUŻO
                    lepsze od czasopisma, w którym w takim samym okresie artykuł zdobywa średnio 2.5
                    cytowania.
                    • anuszka_ha3.agh.edu.pl Re: Z sufitu wzięte 03.02.09, 10:33
                      ...tego co napisałam... - miało być
                    • pe1 Re: Z sufitu wzięte 03.02.09, 17:00
                      anuszka_ha3.agh.edu.pl napisała:

                      > Przecież to powinno samo rzucać się w oczy:
                      > czasopismo, w którym artykuł zdobywa w ciągu 2 lat średnio 28 cytowań jest
                      DUŻO lepsze od czasopisma, w którym w takim samym okresie artykuł zdobywa
                      średnio 2.5 cytowania.

                      Absolutnie się z tym nie zgadzam. Nie można porównywać czasopism z różnych
                      dziedzin. W jednej się dużo publikuje i cytuje a w innej mniej.
                      • anuszka_ha3.agh.edu.pl Re: Z sufitu wzięte 03.02.09, 21:39
                        > Absolutnie się z tym nie zgadzam. Nie można porównywać czasopism z różnych
                        > dziedzin. W jednej się dużo publikuje i cytuje a w innej mniej.

                        Tak? A ministerstwo DOKŁADNIE TO robi! Lista jest przecież zbiorcza dla
                        wszystkich dziedzin!!!

                        Ale jeśli ci nie w smak Nature, to niech będzie Nature Physics: impact factor
                        14.6. Sam mogłeś to sobie znaleźć, bo linki podałam. Nie ściemniaj, że można to
                        podciągnąć pod tę samą rangę, co pismo z IF 2.5. Przestań iść w zaparte i
                        przyznaj mi wreszcie rację.
                        • pe1 Re: Z sufitu wzięte 04.02.09, 12:18
                          > Przestań iść w zaparte i
                          > przyznaj mi wreszcie rację.

                          Ale jak Ci przyznam rację to wszystkie czasopisma z mojej dziedziny będą pewnie
                          miały po 1 punkcie albo zero, bo niestety w porównaniu z takim IF Science czy
                          Nature sromotnie przegrywają. ;-)
                          • anuszka_ha3.agh.edu.pl Re: Z sufitu wzięte 04.02.09, 13:43
                            > Ale jak Ci przyznam rację to wszystkie czasopisma z mojej dziedziny będą pewnie
                            > miały po 1 punkcie albo zero, bo niestety w porównaniu z takim IF Science czy
                            > Nature sromotnie przegrywają. ;-)

                            Bo wypada u was poniżej 1 cytowania na artykuł? Jak tak, to oznacza, że sporej
                            części z nich nie tylko nikt nie czyta, ale nawet nie kartkuje.

                            Co to za dziedzina?
                    • jbyszewski Re: Z sufitu wzięte 03.02.09, 17:41
                      Dobra, roznica miedzy 28 a 2.5 jest na tyle duza, ze zdecydowanie powinna znalexc swoje odbicie w punktacji. Ja tylko glosze, ze liczba punktow nie powinna byc slepo zalezna od impact factoru.

                      Wyobrazmy sobie nastepujaca teoretyczna (ale dosc czesta) sytuacje. Pewna dziedzina nauki (nazwijmy ja bleble) dzieli sie na czesc teoretyczna i doswiadczalna. Cytowania w doswiadczalnej sa 5 razy czestsze (to chyba np. w fizyce z grubsza rozsadne zalozenie?). Sa dwa znane czasospima: Journal of Bleble and Acta Bleblarum. Oba publikuja i artykuly o tematyce doswiadczalnej i teoretycznej, ale Journal of Bleble jest slynny z wysokiego poziomu artykulow doswiadczalnych, a Acta Bleblarum specjalizuja sie w teorii. W zwiazku z tym Journal of Bleble przyjmuje lepsze artykuly doswiadczalne (maja one srednio 3 razy wiecej cytowan niz artykuly doswiadczalne w Acta Bleblarum). Analogicznie rzecz sie ma z Acta Bleblarum.

                      Policzmy impact factor:

                      Journal of Bleble: 3*5+1*1=16,
                      Acta Bleblarum: 1*5+3*1=8.

                      Tym niemniej w liscie ministerialnej JoB i AB powinny miec dokladnie identyczna liczbe punktow, chyba ze chcemy promowac bleblowcow doswiadczalnych nad teoretykami.

                      Oczywiscie 16/8 = 2, a 28/2.5 = duzo. Z latwoscia uwierze, ze obecny system wymaga poprawy. Ale potrzebuje dodatkowych argumentow, zeby mnie przekonac, ze jest kompletnie bzdurny i nie do proprawy.
            • Gość: sziszof Re: Punkty ministerstwa IP: 192.165.213.* 02.02.09, 12:19
              Gwoli scislosci: Impact Factor jest miara oceny czasopism a nie artykulow i
              wyraza sie jako stosunek liczby cytowan do liczby artykulow w czasopismie w
              ciagu 2 lat (obecnie rowniez w ciagu pieciu lat).
              pozdrawiam
          • lucusia3 Re: Doktorat to praca. 02.02.09, 10:34
            Nie do końca. Myślę, że na kilku uczelniach sa jednak badania, choć bardzo utrudniane przez miernoty, ktore karierę administarcyjną utożsamili z karierą naukową. Ilu mamy dyrektorów instytutu, których głównym osiagnięciem jest bycie dyrektorem instytutu. Druga grupa bardzo utrudniająca badania to urzędnicy, którzy wszystko mierzą swoją miarą i uwielbiaja procedury, formularze, itp, itd, które powoli zapełniają wiekszośc czasu lidera grupy badawczej.
      • polsz Re: Politechnika Lubelska: Publikuj albo giń 02.02.09, 09:41
        dewaluacja stopni naukowych faktycznie nastąpiła. Każdy idzie na studia i dla
        każdego jakieś studia się znajdą. Penie i z Kononowicza zrobiliby magistra
        • pe1 Re: Politechnika Lubelska: Publikuj albo giń 02.02.09, 10:25
          Sprawa nie dotyczy studiowania tylko badań naukowych. Tytuł magistra to nie jest
          stopień naukowy, jest nim dopiero doktor.
        • Gość: Loczko Re: Politechnika Lubelska: Publikuj albo giń IP: 148.81.175.* 02.02.09, 13:05
          Dewaluacja to będzie jeżeli kilka osób ukończy studia. W krajach
          zachodniej Europy ponad 40% kończy studia, a z tego około 20%
          opuszcza uczelnie ze stopniem doktora. W Londynie lumpów możesz
          spotkać ze stopniem doktora. Zapewne zaś Kononowicz jest
          popularniejszy od ciebie w NCI.
    • Gość: LuriTuri Politechnika Lubelska: Publikuj albo giń IP: *.aster.pl 02.02.09, 08:14
      To jakieś bzdury. Od dawna w (obowiązkowych) rocznych sprawozdaniach
      z realizacji tematów badawczych umieszcza się spis publikacji za rok
      sprawozdawczy, wraz z punktacją (wg listy MNiSW). Na tej podstawie
      dzielone są pieniądze na badania. Innej drogi nie ma (tzn. jest -
      grant, ale też przyznawany w dużej mierze na podstawie dorobku).
      Jak funkcjonowała do tej pory Politechnika Lubelska - nie wiem i
      nawet nie chcę się domyslać...
    • klublubuski Politechnika Lubelska: Publikuj albo giń 02.02.09, 08:28

      to jakaś śmieszność. Ja nie jestem wykladowcą, a publikuję.... Kogo
      oni promują?
      • daflippi Re: Politechnika Lubelska: Publikuj albo giń 02.02.09, 09:57
        Przykro mi, ale publikacja komentarzy na forum nie jest brana pod uwagę.
        • em_obywatel Na IEEE publikuje wielu ludzi nie 02.02.09, 10:09
          Na IEEE publikuje wielu ludzi nie pracujacych na uczelniach ale w dzialach
          badawczo rozwojowych roznych firm typy np. Microsoft, Nokia, Siemens itp.
          • Gość: sziszof Re: Na IEEE publikuje wielu ludzi nie IP: 192.165.213.* 02.02.09, 12:40
            ...i te artykuly wydawane w czasopismach IEEE sa potem czescia bazy np. INSPEC
            czy Web of Science - a ta ostatnia jest podstawa do listy filadelfijskiej.
            Wiec obojetnie kto publikuje i gdzie, jak jest to dobre to jest to faktycznie
            objete wykazem ministerialnym, notabebe opartym na liscie filadelfijskiej
    • almamag Politechnika Lubelska: Publikuj albo giń 02.02.09, 08:40
      jak się nie poprawi to MOŻE stracić pracę ?!?!?!??

      już po pierwszej ocenie niedostatecznej powinien taki pracownik "pseudonaukowy"
      wylatywać z pracy, skoro przez 3-4 lata nie wykonywał swojej pracy

      u jakiego innego pracodawcy to jest możliwe?
      • pe1 Re: Politechnika Lubelska: Publikuj albo giń 02.02.09, 10:31
        Zwracam uwagę, że do poważnych czasopism naukowych nie przyjmuje się byle czego.
        Żeby opublikować artykuł naukowy trzeba mieć wyniki badań, a te wyniki z sufitu
        się nie biorą. Trzeba prowadzić badania, a poważne badania z reguły trwają parę
        lat. Potem zaczyna się pisać artykuły do czasopism. Do tego dolicz cykl
        wydawniczy, który średnio trwa od 1,5 do 2,5 roku (niestety). Czyli od
        rozpoczęcia pracy pierwsze artykuły w renomowanych czasopismach (a tylko takie
        są na liście rankingowej) masz szanse mieć najwcześniej po 5 latach.
        • Gość: no name Re: Politechnika Lubelska: Publikuj albo giń IP: *.4web.pl 02.02.09, 10:38
          I to również jest prawda.
        • almamag Re: Politechnika Lubelska: Publikuj albo giń 02.02.09, 11:31
          w teh chwili wspolpracuje z zespolem badawczym na malym uniwersytecie, osoby w
          nim pracujace, srednia wieku ok 32-33 lat, wszyscy maja na swoim koncie min. 5-6
          publikacji w uznanych czasopismach w swojej dziedzinie, publikuja reguralnie od
          czasu swoich doktoratow,

          uniwersytet jest w UK
          • adept44_ltd Re: Politechnika Lubelska: Publikuj albo giń 02.02.09, 11:47
            trochę mało... te 5-6
        • Gość: inkwizytor Re: Politechnika Lubelska: Publikuj albo giń IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 02.02.09, 11:50
          No to ich pech, niby co robili do tej pory??
          • pe1 Re: Politechnika Lubelska: Publikuj albo giń 02.02.09, 13:00
            Na przykład pisali doktoraty. A na przykład dorobek na poczet habilitacji
            dorobek liczy się od momentu uzyskania stopnia doktora, więc wszystko wcześniej
            się zeruje, gdybyś nie wiedział.
        • Gość: samiswoi Re: Politechnika Lubelska: Publikuj albo giń IP: 212.182.59.* 02.02.09, 16:16
          To w ogole nieprawda, ze cykl wydawniczy wynosi 1,5 do 2,5 roku.
          Jezeli artykul jest odpowiednio dobrze napisany, to obecnie cykl
          ten w czasopismach z dobrym IF wynosi od 3 do 4 miesiecy. O tym
          wiem, poniewaz publikuje na prawde w dobrych czasopismach. Chyba,
          tutaj chodzi o artykul z kiepskimi wynikami i autor wysle do druku
          w czasopismie o takiej samej jakosci.

          Pozdrawiam.
          • pe1 Re: Politechnika Lubelska: Publikuj albo giń 03.02.09, 01:10
            Bzdura. To czy wyniki są takie czy siakie wiadomo dopiero po recenzji. A w
            porządnych czasopismach o wysokim IF recenzja trwa MINIMUM 6 miesięcy.

            Chyba, że piszesz o pismach typu "Letters" nastawionych na szybką publikację
            krótkich artykulików po 2-3 strony. Ale takie nie są wycenione na 24 punkty
            tylko na 6.
            • Gość: Krab Re: Politechnika Lubelska: Publikuj albo giń IP: *.chello.pl 03.02.09, 09:34
              pe1 - zakładam, że piszesz prawdę, ale ta prawda dotyczy tylko
              twojej specjalności i nie jest uniwersalna. W Physical Review D
              zdarzało mi się dostać recenzję w czasie poniżej 1 miesiąca, a w
              fizyce jest to czasopismo powszechnie uznane za najbardziej
              prestiżowe. (Podkreślam - ZDARZAŁO SIĘ. Bo zdarzało się też, że
              redakcja miała kłopot ze znalezieniem kompetentnego recenzenta i
              proces recenzji rozciągał się do pół roku.)
              • pe1 Re: Politechnika Lubelska: Publikuj albo giń 03.02.09, 17:05
                No to masz szczęście. W mojej dziedzinie (wcale nie egzotycznej, ale silnie
                "inżynierskiej") 6 miesięcy to jest absolutne minimum, poza wszelkimi "Letters".
                W zasadzie 6 miesięcy to są numery specjalne czasopism, a regularne - od 9 do 12
                miesięcy.

                Wszystko wynika stąd, że czasopismo ma znikomy acceptance factor, bo skoro
                wychodzi raz na 2 miesiące z 8 artykułami, a co miesiąc redakcja jest zapisywana
                kilkuset zgłoszeniami, to nic dziwnego, że jest kolejka.
        • Gość: Kaczo i Boso Re: Politechnika Lubelska: Publikuj albo giń ~! IP: *.natpool6.outside.ucf.edu 02.02.09, 16:33
          "Do tego dolicz cykl wydawniczy, który średnio trwa od 1,5 do 2,5
          roku (niestety)."
          -------------------------------------------------------------------
          A jakie to pisma maja teraz tak dlugi cykl wydawniczy?
          Bo z moich wlasnych doswiadczen wynika, iz dobre
          pisma naukowe wydawane na Zachodzie maja
          (przecietny) cykl wydawniczy ponizej
          jednego roku...
          • pe1 Re: Politechnika Lubelska: Publikuj albo giń ~! 03.02.09, 01:11
            Np. wszystkie IEEE Transactions.
      • Gość: Monarchista Re: Politechnika Lubelska: Publikuj albo giń IP: *.mas.airbites.pl 02.02.09, 14:07
        almamag napisała:

        > jak się nie poprawi to MOŻE stracić pracę ?!?!?!??
        >
        > już po pierwszej ocenie niedostatecznej powinien taki
        pracownik "pseudonaukowy"
        > wylatywać z pracy, skoro przez 3-4 lata nie wykonywał swojej pracy
        >
        Nie zginie. Zawsze może zostac doradcą prezydenta, premiera,
        ministra...
        • adept44_ltd Re: Politechnika Lubelska: Publikuj albo giń 02.02.09, 14:08
          a niech sobie prymasem zostanie, byle daleko od uczelni...
      • Gość: Gość Re: Politechnika Lubelska: Publikuj albo giń IP: *.aster.pl 02.02.09, 21:43

        > jak się nie poprawi to MOŻE stracić pracę ?!?!?!??
        >
        > już po pierwszej ocenie niedostatecznej powinien taki pracownik "pseudonaukowy"
        > wylatywać z pracy, skoro przez 3-4 lata nie wykonywał swojej pracy
        >
        > u jakiego innego pracodawcy to jest możliwe?

        Z nauką jest trochę inaczej (ale nie każdą): wyniki - czyli publikacje - nie
        biorą się z niczego. Aby "zrobić papier" trzeba trochę czasu na badania itp
        duperele. W połowie okazuje się, że przyjęta została zła metoda do danego
        problemu ale że tp urządzenie pomiarowe tego nei zmierzy - wtedy trzeba
        kombinować co dalej. A u zwykłego pracodawcy robisz "od-do" i idziesz do domu
        niczym się nie martwiąc.
    • ryyys Poziom edukacji w Polsce, to katastrofa! 02.02.09, 08:52
      A uczelnie nie stanowią wyjątku. Przyczyn tego stanu rzeczy jest
      wiele, a politycy tego nie widzą, bo dla nich, jeśli coś ze spraw
      publicznych się liczy, to tylko ewentualnie hasło "gospodarka,
      głupcze!" Także dla PO.
      Czy wiecie ile wynoszą pensje asystentów, adiunktów, profesorów?
      Wszyscy muszą dorabiać jak się da, byle tylko przeżyć. Jedna z
      możliwości, to etaty w tzw. uczelniach prywatnych (nie dla
      wszystkich specjalności, bo np. nie dla dziedzin inżynierskich).
      Recepta jest prosta: Wymagać, ale i płacić.
      Jej realizacja już prosta nie jest, bo: jak oceniać? Jeśli tego się
      nie wdroży poprzez narzucenie środowisku akademickiemu efektywnego
      systemu (niezależnego od akademickiego establishmentu), to będzie
      jak jest. No i przypominam - zdolny absolwent musi przeżyć za pensję
      asystenta, by był zinteresowany pracą na uczelni. W przeciwnym razie
      narybek (asystenci) będą z łapanki. A potem doktorzy i profesorowie.
      • Gość: maz zony Re: Poziom edukacji w Polsce, to katastrofa! IP: *.ip.netia.com.pl 02.02.09, 09:32
        To ze nie publikuja to jedna sprawa. Jest jeszcze kwestia, gdzie publikuja. Jest wiele pism czysto uczelnianych, ktore sluza tylko po to zeby "naukawi" naukowcy publikowali i dano im spokoj. Wiec wprowadzenie obowiazku publikowania nie wiele zmieni.
        A to, ze nie sa oplacani odpowiednio to zupelnie inna kwestia. Dlatego Ci, ktorzy sa, nawet nie dobrzy, ale sredni, szukaja mozliwosci jak opuscic nasz wspanialy kraj.
        Trzecia kwestia to to, ze czesto Ci co duzo i dobrze publikuja (i jeszcze sa w Polsce) maja niekiedy na uczelni "droge przez meke", gdyz czesto mierni naukowcy pelnia wyzsze funkcje - po prostu zamiast zajac sie nauka, pieli sie po "szczeblach kariery naukowej".
        Pozdrawiam
        • em_obywatel Oj racja racja 02.02.09, 10:11
          Oj racja racja. Co to za publikacja w wewnetrzym periodyku uczelni? Powinny sie
          liczyc tylko publikacje na forach miedzynarodowych, np. IEEE.
          • pe1 Re: Oj racja racja 02.02.09, 10:45
            A ile Ty masz publikacji w czasopismach IEEE ?

            Próbowałeś kiedykolwiek i wiesz ile lat się czeka ?
            • em_obywatel No tak sie sklada ze wlasnie pisze jedna :) 02.02.09, 10:47
              No tak sie sklada ze wlasnie pisze publikacje na taka jedna konferencje
              organizowana przez IEEE :).
              • pe1 Re: No tak sie sklada ze wlasnie pisze jedna :) 02.02.09, 11:00
                Pytałem o czasopisma IEEE a nie konferencje, które się w ogóle nie liczą dla
                MNiSW. Przeczytaj uważnie artykuł - w ocenie dorobku bierze się pod uwagę
                wyłącznie czasopisma.

                I w ten sposób ktoś kto przez 5 lat ma przykładowo 50 publikacji na
                konferencjach IEEE a 5 w Transactions IEEE to jest leń i obibok, bo prawie nic
                nie publikuje.
              • Gość: xymox Re: No tak sie sklada ze wlasnie pisze jedna :) IP: 81.210.82.* 02.02.09, 11:21
                Chyba nie za bardzo wiesz o czym piszesz. Po pierwsze np. artykuły w piśmie
                wewnętrznym Politechniki Warszawskiej tj. Pracach naukowych PW są recenzowane co
                nie zawsze jest reguła przy konferencjach. Jeżeli nawet artykuł na konferencję
                jest czytany przez "editorial board" takiej konferencji to raczej pod kątem
                zgodności merytorycznej z tematem konferencji ani jakości merytorycznej.
                Natomiast publikowanie w dobrych czasopismach zagranicznych które dają punkty
                wg. tzw. listy filadelfijskiej nie jest proste. Po pierwsze artykuł musi być
                dobrze udokumentowany badaniami (co w Polsce jest raczej niemożliwe szczególnie
                jak się jest na początku kariery), trzeba czekać wiele miesięcy na recenzję
                która decyduje o publikacji lub nie, no i na koniec nie raz się zdarzało że
                profesorowie z editorial board kradli pomysły artykułów polskim nieznanym
                autorom i w czasie gdy ci czekali na recenzję sami publikowali podobny artykuł
                na łamach czasopism naukowych.

                I jeszcze jedno w Polsce model pracy naukowej jest archaiczny i niespotykany w
                żadnym kraju który ma osiągnięcia naukowe. Stworzenie zespołu kilku naukowców
                pracujących nad większym tematem jest niemożliwe, animozje podejrzliwość i
                zawiść skutecznie zabijają współpracę.
                • dala.tata Re: No tak sie sklada ze wlasnie pisze jedna :) 02.02.09, 11:41
                  kradziez pomyslu polskich naukowcow jest znanym problemem oczywiscie. claa masa
                  rad redackycjnych ma juz systemy dzielebia sie tymi pomyslami. jak tylko Polak
                  pisze, rzucaja sie jak sepy....
                  a jeszcze na dodatek trzeba czekac. nei dosc ze pod gore, wiatr wieje to jeszcze
                  do domu daleko nie?

                  xymox, piszesz bzdury od ktrocyh sucho w ustach sie robi, bo tak nisko szczeka
                  spada.
                  • Gość: Gość Re: No tak sie sklada ze wlasnie pisze jedna :) IP: *.aster.pl 02.02.09, 21:48
                    > kradziez pomyslu polskich naukowcow jest znanym problemem oczywiscie. claa masa
                    > rad redackycjnych ma juz systemy dzielebia sie tymi pomyslami. jak tylko Polak
                    > pisze, rzucaja sie jak sepy....
                    > a jeszcze na dodatek trzeba czekac. nei dosc ze pod gore, wiatr wieje to jeszcz
                    > e
                    > do domu daleko nie?
                    >


                    Niestety to jest prawda. Mój szef wypuścił papier z nowym pomysłem. Recenzent
                    trzymał to przez ponad pół roku. A następnie szycha w tym temacie opatentowała
                    pomysł i wypuściła swój artykuł o tym samym, dopiero pojawił się artykuł.
                    Podejrzenie jest jedno: owa szycha w temacie rencenzowała ten artykuł. Do tego
                    data wpłynięcia skradzionej publikacji była o wieeele wcześniej.
                    • dala.tata Re: No tak sie sklada ze wlasnie pisze jedna :) 02.02.09, 22:24
                      taaaaaaaaaaa. no wiec ja w takie rzeczy nie wierze. zlozenie tekstu do
                      porzadnego czasopisma miedzynarodowego wiaze sie z z przynjamiej 2 a czesto 3
                      recenzjami. szansa na to, ze dobry tekst zostanie skradziony przez recenzenta
                      (oczywiscie tego jednego) jest minimalna. co nie znaczy ze nie jest to
                      niemozliwe. tak bardzo mlao prawdopodobne, ze nie ma co sie tym zajmowac. i z
                      cala pewnoscia nie ma co pisac bzdur o tym, ze wwysylanie tekstow do pism
                      miedzynarodowych grozi Polakom kradzieza ich pomyslow. i dlatego powinni pisac w
                      Zeszytach Katedralnych - tam juz nikt im niczego nie ukradnie. i jeszcze na
                      dodatek cala katedra i Pani Zuza z sasiedniego pokoju przeczyta.
                • Gość: dawac@o2.pl To fakt , animozje zawisc i zero współpracy a IP: 88.220.166.* 02.02.09, 12:02
                  dzieje się tak dlatego ze nie ma odpowiedniej osoby w zespole zajmującej się
                  oceną , wspieraniem i motywacją oraz brak jest jasno wytyczonych procedur w
                  firmie czy uczelni. Jak proponuje się firmie nie wspominając o uczelniach pomoc
                  w poprawie funkcjonowania ich działów R&D to nie widzą potrzeby , wolą 10 lat
                  działać według archaicznych struktur , na zasadzie może coś się samo stworzy.
                • Gość: Loczko Re: No tak sie sklada ze wlasnie pisze jedna :) IP: 148.81.175.* 02.02.09, 13:23
                  Przesadzasz z publikacjami w dobrych czasopismach. Publikuj 1-3
                  pracki rocznie w tych czasopismach a zaproponują ci abyś był
                  recenzentem. Oni nie potrzebują tam prof. czy hab., a twoje
                  publikacje otworzą ci drogę do bycia recenzentem. To ty będziesz
                  mógł kraść pomysły tym z zachodu, jeżeli uważasz że ci podkradają.
                  • adept44_ltd Re: No tak sie sklada ze wlasnie pisze jedna :) 02.02.09, 13:27
                    a nie lepiej wymyślać niż kraść??? ;-)
                    • Gość: Loczko Re: No tak sie sklada ze wlasnie pisze jedna :) IP: 148.81.175.* 02.02.09, 13:31
                      Chyba się zgadzamy!
                  • dr.niekoszerny Re: No tak sie sklada ze wlasnie pisze jedna :) 02.02.09, 18:33
                    Oj naiwny jestes. Na Zachodzie maja dosc swoich wlasnych recenzentow
                    i na ogol nie chca publikowac autorow z dawnego bloku wschodniego...
                    • dala.tata Re: No tak sie sklada ze wlasnie pisze jedna :) 02.02.09, 18:59
                      co za kompletna bzdura. na tym wlasnie polega miedzy innymi jakosc pisma, ze nie
                      poddaje sie bigotom, ktorzy chca publikowac 'swoich'. publikuje to co dobre.

                      dr.niekoszerny napisała:

                      > Oj naiwny jestes. Na Zachodzie maja dosc swoich wlasnych recenzentow
                      > i na ogol nie chca publikowac autorow z dawnego bloku wschodniego...
                    • Gość: Krab Re: No tak sie sklada ze wlasnie pisze jedna :) IP: *.camk.edu.pl 02.02.09, 19:08
                      dr.niekoszerny napisała:

                      > Oj naiwny jestes. Na Zachodzie maja dosc swoich wlasnych
                      recenzentow
                      > i na ogol nie chca publikowac autorow z dawnego bloku
                      wschodniego...

                      Nieprawda. Po co zabierasz głos, skoro nie wiesz? Recenzentem
                      zostaje najbardziej kompetentny kandydat; narodowość nie liczy się
                      zupełnie. Bardzo często recenzentem staje się jeden z autorów prac,
                      które zostały zacytowane w zgłoszonej pracy. Znam wielu Polaków,
                      którzy są recenzentami w bardzo dobrych światowych czasopismach, a
                      niektórzy są nawet członkami międzynarodowych komitetów redakcyjnych.
                • Gość: ad Re: nie tylko tam ale w Polsce przy grantach ident IP: *.nplay.net.pl 02.02.09, 13:34
                  Kradzież pomysłów identyczna miała miejsce i w Polsce przy skłądaniu
                  grantów przez osoby oceniające te granty . Czyli mechanizm jest
                  stosowany wszędzie w identyczny spsób.
                • Gość: Krab Re: No tak sie sklada ze wlasnie pisze jedna :) IP: *.camk.edu.pl 02.02.09, 18:55
                  xymox, krytykujesz "archaiczny i niespotykany w żadnym kraju który
                  ma osiągnięcia naukowe" "model pracy naukowej", sugerując, że znasz
                  te dobre modele. A z drugiej strony piszesz straszliwe brednie o
                  publikacjach zagranicznych, które dowodzą, że nie masz pojęcia o
                  tym, co naprawdę robi się w nauce, również polskiej. Przestań udawać
                  eksperta, bo to się nigdy nie uda - prawdziwi insiderzy rozpoznają
                  cię już po kilku zdaniach.

                  "publikowanie w dobrych czasopismach zagranicznych które dają punkty
                  > wg. tzw. listy filadelfijskiej nie jest proste" - OCZYWIŚCIE nie
                  jest proste i dlatego właśnie takich publikacji wymaga się od ludzi
                  uprawiających naukę z prawdziwego zdarzenia.

                  "Po pierwsze artykuł musi być dobrze udokumentowany badaniami (co w
                  Polsce jest raczej niemożliwe szczególnie jak się jest na początku
                  kariery)" - jeśli nie jest dobrze udokumentowany badaniami, to gdzie
                  się z nim pchasz? Bez udokumentowania to nie jest żadna nauka.

                  "trzeba czekać wiele miesięcy na recenzję która decyduje o
                  publikacji lub nie" - publikacja bez recenzji jest NIC NIE WARTA. W
                  dobrym czasopiśmie czeka się na recenzję parę tygodni, a nie "wiele
                  miesięcy". Skracanie tego czasu przez omijanie recenzji to jest
                  wyrzucanie wyników do śmieci.

                  "nie raz się zdarzało że profesorowie z editorial board kradli
                  pomysły artykułów polskim nieznanym autorom" - podaj chociaż jeden
                  przykład, żałosny maniaku. Przed posłaniem do publikacji można
                  opublikować preprint, który będzie stanowił niepodważalny dowód
                  autorstwa. Fizycy mają swoje elektroniczne archiwum preprintów, w
                  którym publikacja nic nie kosztuje, a problem wysyłki nie istnieje.
          • Gość: zonk Re: Oj racja racja IP: *.internetdsl.tpnet.pl 02.02.09, 11:38
            Dlaczego ma się nie liczyć? Tylko odpowiednio niżej punktowana, tak zresztą
            pewnie jest.
            • pe1 Re: Oj racja racja 02.02.09, 12:17
              Mnie też to wkurza, ale niestety za konferencje jest zero punktów.
              • em_obywatel to chyba tylko siwadczy o poziomie paranoi 02.02.09, 13:24
                To chyba tylko siwadczy o poziomie paranoi. Na konferencje nie mozna pojechac
                byle czym, publikacje z koferencji jest bardzo duzo i czesto sa bardzo wartosciowe.

                Ogolnie, mam jednak wrazenie, ze polskie uczelni publikuj malo. Kiedy
                przeszukiwuje sie archiwa IEEE to poza zachodnimi europejczykami i amerykaninami
                jest coraz wiecej publikacji z uniwersytetow w Indiach i Chinach. Oni naprawde
                t5raktuja nauke na serio.
                • adept44_ltd Re: to chyba tylko siwadczy o poziomie paranoi 02.02.09, 13:30
                  a to się ubawiłem - na konferencję nie można pojechać z byle czym...
                  no, niby nie, ale jak 90% ma byle co, to te 10 pozostałe z przyzwoitości milczy...
                  • charioteer1 Re: to chyba tylko siwadczy o poziomie paranoi 02.02.09, 13:32
                    Zalezy, jaka konferencja, nie?
        • Gość: no name Re: Poziom edukacji w Polsce, to katastrofa! IP: *.4web.pl 02.02.09, 10:37
          No własnie. Po co publikowac w czasopismie typu " Roczniki
          katowickie", albo "Lektury wroclawskie" ( wymyslone:) , które
          zostało utowrzone tylko i wyłacznie po to, aby coś mogło opublikować
          10 ludzi z doktoratem. Sprawa wygląda tak, że mozna w kołko
          publikowac ten sam tekst zmieniajac tylko tytuł i wymieniajac
          akapity. O taką naukę nam chodzi? Wątpię ...Druga plaga to kradzieże
          intelektualne -duzo wody w Wisle upłynie, zanim do Polaków dotrze,
          ze to przestepstwo, skoro doktorzy, którzy splagiatowali calutką
          pracę, mają prywatne szkoły i dobrze się miewają ...
      • Gość: do ryyys Re: Poziom edukacji w Polsce, to katastrofa! IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 02.02.09, 11:54
        Nie pisz bzdur najmniej zarabiaja asystenci natomiast profesorowie zarabiaja
        bardzo duze pieniadze nie zawsze adekwatnie do swojej pracy!. Uzdrowienie
        Polskiej Nauki jest proste profesorow na kntrakt i co roku rozliczac z wykonanej
        pracy placic pensje tak jest w Canadzie a nie jak w Polsce belwedera i do
        smierci siedzi swieta krowa nic nie robiac. Do tej patologi dochodza jeszcze
        byli partyjni kolesie krorzy z ramienia partii dostawali stolki (dlatego brak
        dekomunizacji w Szkolnictwie Wyzszym w Polsce jeszcze dlugo bedzie sie wszystkim
        odbijal). Stajnia Augiasza cuchnie i obudzi sie dopiero ze smrodu jak nie bedzie
        miala kogo uczyc!, a wtedy ciekawe kto te "wybitne" jednostki przyjmnie do pracy.
      • mara571 Re: Poziom edukacji w Polsce, to katastrofa! 02.02.09, 13:02
        przepraszam, ale nie rozumiem:
        dyskusja toczy sie o poziomie edukacji (czyli nauczania studentow) czy o
        poziomie badan naukowych?
    • Gość: exzak Re: Politechnika Lubelska: Publikuj albo giń IP: *.internetdsl.tpnet.pl 02.02.09, 09:04
      Na szacownym uniwersytecie na południu Polski najgorszym
      egzaminatorem był pewien profesor, który ostatnią książkę
      opublikował w latach 70-ych XX wieku. Potem co roku prowadził
      wykłady, których treść dyktował i na egzaminie pytał z nich wyrytych
      na pamięć, nie uznając przy tym żadnych innych autorów, nawet z tej
      samej katedry. Oczywiście jego wykłady nie wyczerpywały nawet 25%
      przedmiotu, więc jak ktoś trafił na pytanie, którego w materiale
      wykładzie nie było to musiał odpowiedź stworzyć na podstawie
      książek "konkurencji" no i albo trafił w gusta profesora albo nie,
      reguły nie było żadnej. Potem profesor, o dziwo z innym profesorem
      wydał skrypt o dość nędznej treści, z tym jego powtarzanym od lat
      wykładem, który w tym wiekopomnym dziele zajął może z 25 stron,
      resztę - jakieś 60 dopisał kolega, więc przynajmniej było po 20
      latach wreszcie wiadomo z czego się uczyć. Dziwnym trafem jednak nie
      przełożyło się to na wyniki, bo dalej 2/3 ocen było ndst, cóż widać
      taką głupią mamy młodzież. Ten przedmiot trwa jeden semestr, więc na
      wiosnę profesor do pracy przychodzić nawet nie musi. Na
      komsultacjach prawie nigdy go nie ma, a gdy grupa bezczelnych
      studentów udała się do niego do gabinetu jeszcze przed sesją z
      naukowym zapytaniem jak coś tam rozumieć z jego książki pognał
      niecnych młodzianów, gdzie pieprz rośnie. Krew człowieka zalewa, że
      takiemu człowiekowi państwo płaci ileś tam tysięcy miesięcznie.
      Cenię tych profesorów, którzy dali mi dwóję, ale jak czegoś mnie
      nauczyli. Jego twierdzenia przydały mi się nigdy do niczego, a
      wykonuję wyuczony na studiach zawód od 5 lat.
      • Gość: konstanty52 Re: Politechnika Lubelska: Publikuj albo giń IP: *.adm.uni.wroc.pl 02.02.09, 13:49
        Drogi exzak, jeżeli to prawda, co tu piszesz, to informuję Cię, że
        będzie tak jeszcze długo - dzieki Tobie i Tobie podobnym.

        Co to za pisanie "szacowny uniwersytet na południu Polski"? Mógłbyś
        podać chociaż specjalność i miejsce. Poziom wykładów i sposób
        egzeminowania są nie do udowodnienia (w internecie), ale jeżeli
        rzeczywiście matoł od 40 lat nic nie napisał, to łatwo to sprawdzić
        i... po nazwisku. Inaczej nic się nie zmieni :-).

        Jeśli boli Cię to i owo, to możemy założyć stronę z recenzjami
        dorobku różnych matołków. Ale czy będą chętni do takiej katorżniczej
        pracy, którą powinni wykonywać np. recenzenci prac rygorowych,
        dorobku i książek róznych durniów i plagiatorów?
      • Gość: Monarchista Re: Politechnika Lubelska: Publikuj albo giń IP: *.mas.airbites.pl 02.02.09, 14:22
        Gość portalu: exzak napisał(a):

        > Na szacownym uniwersytecie na południu Polski najgorszym
        > egzaminatorem był pewien profesor, który ostatnią książkę
        > opublikował w latach 70-ych XX wieku. Potem co roku prowadził
        > wykłady, których treść dyktował i na egzaminie pytał z nich
        wyrytych
        > na pamięć, nie uznając przy tym żadnych innych autorów, nawet z
        tej
        > samej katedry. Oczywiście jego wykłady nie wyczerpywały nawet 25%
        > przedmiotu, więc jak ktoś trafił na pytanie, którego w materiale
        > wykładzie nie było to musiał odpowiedź stworzyć na podstawie
        > książek "konkurencji" no i albo trafił w gusta profesora albo nie,
        > reguły nie było żadnej... itd.

        Tak było zawsze. Jeszcze w latach 60-tych w tygodniku
        Studenckim "Politechnik" można było przeczytać o katedrach-widmach
        stworzonych dla "zasłużonych" naukowców, o przedmiotach
        wprowadzanych do programu tylko po to, aby ci "zasłużeni" ludzie
        mieli pracę. I nie były to tylko przedmioty w rodzaju "Filozofia
        marksistowska", czy coś takiego. A w ogóle to mieliśmy szczęście, bo
        chociaż nasze studia przypadły na lata 1964 - 1969, to nie mielismy
        wykładów z filozofii marksistowskiej!!!
      • Gość: Loczko Re: Politechnika Lubelska: Publikuj albo giń IP: 148.81.175.* 02.02.09, 14:23
        Nauka i nauczanie musi iść w parze bo cóż można wytworzyć w procesie
        nauczania jeżeli się jest miernotą. W wielu krajach zachodnich
        profesor stawiający powyżej 20% ocen ndst. zostaje zwolniony z pracy
        przez dziekana. Zatrudniony został do nauczenia studentów a nie
        tylko oceny. Studenci tam też są wymagający i nie dopuszczą do
        czytania z pożółkłych kartek jak i dziekan nie pozwoli na taki
        proceder.
        • pe1 Re: Politechnika Lubelska: Publikuj albo giń 02.02.09, 14:52
          Ale w krajach zachodnich nie przyjmuje się studentów z ulicznej łapanki, tak jak
          to teraz ma miejsce w Polsce. Idiotyczny system dotowania uczelni uzależniający
          w gruncie rzeczy ilość pieniędzy od wielkości naboru powoduje, że uczelnie
          przyjmują kompletnie byle kogo. A potem takie jełopy nie mogą sobie poradzić i
          odpadają po pierwszym roku, a wykładowcy dostają cięgi od dziekanów, że za duży
          odsiew.

          To jest dopiero paranoja!
          • adept44_ltd Re: Politechnika Lubelska: Publikuj albo giń 02.02.09, 14:58
            podpisuję się pod tym!
          • dala.tata Re: Politechnika Lubelska: Publikuj albo giń 02.02.09, 15:06
            a kotry to jest ten 'kraj zachodni'. w UK dzieki celowi 50 proc. skolaryzacji,
            na studia przyjmuje sie polanalfabetow. oczywiscie nie w czlowce, ale w ogonie
            ligi uniwersyteckiej, jednak tak wlasnie jest. i potem sie tworzy departamenty
            ktorych celem jest pomaganie studentom.


            pe1 napisał:

            > Ale w krajach zachodnich nie przyjmuje się studentów z ulicznej łapanki, tak ja
            > k
            > to teraz ma miejsce w Polsce. Idiotyczny system dotowania uczelni uzależniający
            > w gruncie rzeczy ilość pieniędzy od wielkości naboru powoduje, że uczelnie
            > przyjmują kompletnie byle kogo. A potem takie jełopy nie mogą sobie poradzić i
            > odpadają po pierwszym roku, a wykładowcy dostają cięgi od dziekanów, że za duży
            > odsiew.
            >
            > To jest dopiero paranoja!
            • adept44_ltd Re: Politechnika Lubelska: Publikuj albo giń 02.02.09, 15:09
              to i powinny być departamenty pomocy pracownikom - psychologicznej...
        • Gość: Boso i Kaczo Re: Politechnika Lubelska: Publikuj albo giń ? IP: *.natpool6.outside.ucf.edu 02.02.09, 16:44
          "Nauka i nauczanie musi iść w parze bo cóż można wytworzyć w
          procesie nauczania jeżeli się jest miernotą. W wielu krajach
          zachodnich profesor stawiający powyżej 20% ocen ndst. zostaje
          zwolniony z pracy przez dziekana."
          -----------------------------------------------------------------
          A jakie to kraje?

          P.S. Pewnie nie dotyczy to - przynajmniej w takich krajach
          jak USA i Kanada profesorow z tzw. "tenure"! Bo taki,
          ktory juz "tenure" posiadl moze na danej uczelni
          pracowac praktycznie do KONCA zycia!!!
          • dr.niekoszerny Re: Politechnika Lubelska: Publikuj albo giń ? 02.02.09, 18:35
            Mylisz tenure z dozywotnia synekurka. A to sa zupelnie inne rzeczy...
    • dr.niekoszerny Politechnika Lubelska: Publikuj albo giń ? 02.02.09, 09:28
      A kto ustala te liste czasopism naukowych i na jakiej podstawie?
      O ile wiem, to byly rektor UMCS, prof. dr hab. Marian Harasimiuk,
      ktory ma dokladnie ZERO publikacji na Publish or Perish, pozbyl sie
      mnie z UMCS, choc juz wtedy mialem kilka publikacji wykazywanych
      przez owa wyszukiwarke...
      lech.keller@gmail.com
      • adept44_ltd Re: Politechnika Lubelska: Publikuj albo giń ? 02.02.09, 10:04
        Lechu, nie zaczynaj z PoP, bo już o tym gdzieś dyskutowaliśmy, nie?

        pozdr.
        • dr.niekoszerny Re: Politechnika Lubelska: Publikuj albo giń ? 02.02.09, 18:26
          OK, masz inna taka ogolniedostepna wyszukiwarke?
          • zigzaur Re: Politechnika Lubelska: Publikuj albo giń ? 04.02.09, 08:24
            Z powodu głoszonych przez ciebie poglądów, nie kwalifikujesz się do pracy nawet
            w urzędzie gminy.
      • Gość: j2 i już będą publikować co trzeba IP: *.lublin.mm.pl 02.02.09, 12:06
        np. jeśli ktoś jest przeciwny terroryzmowi faszystów ekologicznych i nie boi się
        powiedzieć że człowiek żadnego ocieplenia nie spowodował, to wystarczy go nie
        opublikować. Zaraz potem wyrzucić z pracy za brak publikacji.
        • Gość: Kaczo i Boso Re: i już będą publikować co trzeba??? IP: *.natpool6.outside.ucf.edu 02.02.09, 16:49
          Panie / pani "j2"... Czy potrafisz odrozniac nauke od ideologii?
          Bo jezyk jakim sie poslugujesz (wlaczenie z wtraceniem
          wyrazu "faszyzm") swiadczy, ze posilkujesz sie
          emocjami i z rzeczywista nauka chyba nie
          masz zupelnie NIC wspolnego!
          • Gość: j2 Re: i już będą publikować co trzeba??? IP: *.lublin.mm.pl 02.02.09, 18:43
            ja właśnie bym chciał odróżniać ale ideolodzy lewackiej moralności(kaczory,
            tuski i inne ścierwa) narzucają mi dużej części społeczeństwa różne rzeczy, do
            tego za moje pieniądze.
    • Gość: pracownikUMCS Politechnika Lubelska: Publikuj albo giń IP: *.umcs.lublin.pl 02.02.09, 09:50
      Wiele halasu o nic... Wszak to sie powtarza "od zawsze", i nie
      sadze, aby sie cos zmienilo po tym zarzadzeniu Rektora PL. Nie
      wiem, czy Harasimiuk bral udzial w ustalaniu listy czasopism etc.,
      ale jesli tak - to rzeczywiscie farsowne... Tytan intelektu
      normlnie...
    • Gość: zz Politechnika Lubelska: Publikuj albo giń IP: 94.254.182.* 02.02.09, 10:26
      Publikacje nic nie warte i brak publikacji - efekt jest ten sam, różnica jest
      tylko w pozorach. Może stwarzanie pozorów to minimum przyzwoitości? Może od
      czegoś trzeba zacząć?
    • Gość: LuriTuri Politechnika Lubelska: Publikuj albo giń IP: *.aster.pl 02.02.09, 10:27
      Jeszcze raz powtarzam - ta dyskusja jest o niczym. Artykuł wprowadza
      w błąd. To, ile i gdzie kto publikuje jest monitorowane na bieżąco
      za pomocą corocznych sprawozdań. Lista czasopism punktowanych i
      punktacja jest ustalana przez MNiSW i dostępna na jego www. Lista ta
      jest modyfikowana w zależności od tego, jak zmienia się IF (impact
      factor) danego czasopisma + zawiera niektóre czasopisma polskie,
      które IF nie mają. Większość "zeszytów naukowych" nie jest w ogóle
      punktowana. Na podstawie punktacji jednostka (zakład, katedra)
      dostaje pieniądze na badania. Oczywiście, może się zdarzyć, że w
      jednostce jest jakaś osoba, która w ogóle nic nie publikuje, ale to
      chyba raczej rzadko się zdarza, bo pracuje się zwykle zespołowo i
      nawet jeśli ktoś nic nie napisał, ale brał udział w badaniach,
      dopisuje się go jako współautora.
      • pe1 Re: Politechnika Lubelska: Publikuj albo giń 02.02.09, 10:47
        Dokładnie tak.
    • janu5 Kopernik w ciągu zycia miał tylko 3 publikacje 02.02.09, 10:48
      A był to największy polski uczony jak do tej pory. Ten rektor nie jest zbyt
      kumaty. Przecież nawał tych publikacji nie ma sensu. Jest to wręcz szkodliwe. W
      każdej dziedzinie w ciagu godziny publikuje się znacznie więcej niż ktokolwiek
      jest wstanie przeczytać. To czysty absurd. Ustawianie urzędniczych poprzeczek na
      maksymalną wydajność publikacyjną
      niepotrzebnie zwieksza szum naukowy. Naukowcy zadławią się swoimi własnymi
      wydzielinami.
      • w_u_j_e_k Re: Kopernik w ciągu zycia miał tylko 3 publikacj 02.02.09, 12:24
        Na grant KBN'u nie miałby szansy a Ziemia była by dalej centrum
        wszechswiata. Może nawet była by jeszcze płaska?
      • Gość: sziszof Re: Kopernik w ciągu zycia miał tylko 3 publikacj IP: 192.165.213.* 02.02.09, 12:47
        w takim razie zycze koledze tylko takich publikacji jak Kopernik i zaloze sie ze
        jesli jego ksiazki czy artykuly beda mialy taka poczytnosc jak Kopernika to
        zaden rektor sie nie przyczepi...
        a skoro brak tak wplywowych ksiazek czy artykulow wiec jakos trzeba mierzyc
        wklad naszych "uczonych" i artykuly w czasopismach sa jedna z metod - oczywiscie
        nie o ich liczbe chodzi ale o jakosc, czyli w tym przypadku liczbe cytowan na
        artykul - czy nieslawny juz indeks hirscha na wiele sposobow dewaluowany
        • w_u_j_e_k Re: Kopernik w ciągu zycia miał tylko 3 publikacj 02.02.09, 13:00
          Pewnie nie słyszałeś o tym, ale Kopernik stał się "poczytny" po
          śmierci a tez Kopernika nie jeden rektor się czepiał ...
          Ale to nic, to co teraz napiszę pewnie Cię zaszokuje - Kopernik nie
          miał habilitacji!
          Nie, Kopernik nie miałby szans we współczesnej nauce polskiej.
          Żadnych szans.
    • Gość: Krab Politechnika Lubelska: Publikuj albo giń IP: *.chello.pl 02.02.09, 10:57
      Tytuł artykułu: "Co publikują polscy naukowcy? Niektórzy nic." Treść
      artykułu: "Co publikują "naukowcy" z Politechniki Lubelskiej?
      Niektórzy nic." Prymitywna manipulacja. Pozytywne przykłady też
      istnieją, ale Gazeta Wyborcza od 20 lat prowadzi nagonkę na polską
      naukę, bo to dla niej niebezpieczny bastion oporu przeciwko praniu
      mózgów.

      Co publikują polscy dziennikarze? Przeważnie gó....
      • zigzaur Re: Politechnika Lubelska: Publikuj albo giń 04.02.09, 08:28
        Akurat najbardziej wyprane mózgi to mają "lewicowi intelektualiści" na
        budżetowych pensjach.
    • Gość: zenn Bo liczą się znajomości nie dorobek. Przykładem IP: *.wroclaw.dialog.net.pl 02.02.09, 10:57
      sprawa Migalskiego:
      blog.rp.pl/wildstein/2009/01/15/o-czym-nie-wolno-glosno-mowic/
      • pe1 Re: Bo liczą się znajomości nie dorobek. Przykład 02.02.09, 11:02
        Akurat dorobek naukowy Migalskiego jest raczej żenujący.
        • Gość: sprzataczka Re: Bo liczą się znajomości nie dorobek. Przykład IP: *.pools.arcor-ip.net 02.02.09, 11:17
          Nie wiem co sie liczy, ale wysoce tytularni z mojej familii to
          zenada. Ich publikacje, to korygowane, przezuwane wypociny z lat
          siedemdziesiatych, w kazdym dziesiecioleciu dostosowywane do
          sytuacji politycznej. Raz na lewo, raz na prawo. Pobyt fundowany w
          Stanach wspominaja jak roboty przymusowe. Takiego stresu nie byli w
          stanie przerobic. Konieczna lustracja, nie tylko polityczna.
        • Gość: konstanty52 Re: Bo liczą się znajomości nie dorobek. Przykład IP: *.adm.uni.wroc.pl 02.02.09, 13:58
          Tak, żenujący? Podobno ma 11 książek - dopisali go? Przecież jeszcze
          za młody, by to jego dopisywali.

          Albo wiesz coś, czego nie wie nawet jego kierownik zakładu/katedry
          (bo już by go wywalił), nie mówiąc o komisji oceniającej jego
          dorobek przedhabilitacyjny (która go oceniła pozytywnie), albo go
          szkalujesz.

          Miernoty z reguły icho siedzą i zbierają literki (mgr, dr, hab...).
          On jest wyjątkiem - miernotą pyskatą?
          • adept44_ltd Re: Bo liczą się znajomości nie dorobek. Przykład 02.02.09, 14:04
            sam się dopisał... proponuję pierwsze sprawdzić, a potem pyskować... to zdaje
            się model robienia kariery przez media, alternatywny wobec modelu - przez
            znajomości i zupełnie odmienny od modelu - przez pracę...
          • dala.tata Re: Bo liczą się znajomości nie dorobek. Przykład 02.02.09, 14:23
            taaaaaaa. 111 ksiazek ma.
            • adept44_ltd Re: Bo liczą się znajomości nie dorobek. Przykład 02.02.09, 14:26
              swoją drogą, tu już widać manipulację - jeśli facet wiele razy powtarza, że ma
              na koncie 11 książek, zapomina dodać, że część nie wlicza się do dorobku
              naukowego, część jest pod redakcją, a część jego autorstwa. Oczywiście, zapomina
              też dodać, że powtarzają się w nich te same teksty, a potencjalna hab. jest
              przedrukiem jednej z tych prac...
              No, można założyć, że nasz specjalista od mediów nie wie, co to manipulacja i
              tak szczerze mówi, ale nie wiem, co gorsze... ;-)
      • Gość: inkwizytor Re: Bo liczą się znajomości nie dorobek. Przykład IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 02.02.09, 11:46
        Migalski wśród politologów ma opinię miernoty i parówy dekady, miał
        facet szczęście że go Rzepa wylansowała ale to nie zmienia faktu że
        nie jest żadnym wybitnym męczennikiem.
        • adept44_ltd Re: Bo liczą się znajomości nie dorobek. Przykład 02.02.09, 11:56
          i zdaje się, cały czas publikuje to samo, tylko w różnych książkach, co do
          reszty nie wypowiadam się, bo znam tylko listę publikacji...
      • Gość: spec Migalski niech nie bedzie śmieszny, IP: *.chello.pl 02.02.09, 12:06
        bo jest dobrym przykładem,że byle miernota może dostać doktorat. A, że o
        habilitację trudniej? No to sorry. Kudryckiej (też miernocie) nie udało się na
        całe szczęście jej znieść.
      • w_u_j_e_k W sprawie Migalskiego 02.02.09, 12:11
        W sprawie Migalskiego zasadnicze znaczenie ma zwykła, prymitywna
        zazdrość. Dla kazdego kto zna profesorskie towarzystwo na UŚ jest
        oczywiste, że zazdrość jest tam silną motywacją. Bardzo silną.
        Migalski miał swoje 5 minut w mediach czego mu zazdroszczono. A
        dalej poszło już prosto. Jeżeli ktos chce uderzyć psa, to kij się
        zawsze znajdzie.
        • Gość: Ciekawy Re: W sprawie Migalskiego IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 02.02.09, 13:47
          Migalski sam sobie ten kijek wystrugał - wystarczy poszperać w
          google, już mu zrobili analizę dorobku i naliczyli się około 100
          stron oryginalnego tekstu na 11 ksiazek i 30 artykułów ;)
    • iulius Politechnika Lubelska: Publikuj albo giń 02.02.09, 11:26
      To teraz nikt nie będzie na PL zaczynał ambitnego projektu badawczego
      planowanego na trzy lata.
    • Gość: sprzataczka Re: Politechnika Lubelska: Publikuj albo giń IP: *.pools.arcor-ip.net 02.02.09, 11:30
      profdrhab2 napisał:
      <Oby Pan się nie poddał presji wschodniej mafii>

      Very interesting, ale co zacny autor ma na mysli?;)
    • Gość: s Re: Nauka jest wtedy kiedy nie ma związków rodzinn IP: *.nplay.net.pl 02.02.09, 11:38
      Nauka jest wtedy kiedy nie ma związków rodzinnych, a szczególnie
      widoczne jest to na PL gdzie sa całe katedry rodzinne a niedługo
      wydziały , na PL pracuje żona, syn , synowa, córka, zięć , ojciec,
      matka itp jest to uczelnia genetyczna pod względem nauki, jak nie w
      nauce to w administracji grunt to rodzinka. Badania naukowe są
      blokowane przez tych co mają patenty na mądrość czytaj
      samodzielnych . Publikowanie w czasopismach prosze bardzo można bo
      istnieją na świecie czasopisma które uznawane sa przez IF i tylko
      nalezy wysłac kasę za wydrukowanie i juz po bólu jest
      publikacja .Czy nauczycieli akademickich szczególnie na tej uczelni
      nie można rozliczac z opracowanych i wdożonych technologii rozwiązań
      a podobno jest to uczelnia techniczna , ale realnie nie na papierze
      gdzie koledzy oceniają? Nie, bo było by to zbyt godzące w
      samodzielnych. Pracownicy tej uczelni nie mają czasu na badania
      naukowe bo są objazdowymi nauczycielani po wszystkich okolicznych
      szkółkach prywatnych i państwowych , a tutaj na uczelni pełnią
      jeszcze funkcje adminstracyjne kierowników katedr, dziekanów, czy
      prorektorów. Tematy badań powinny dotyczyć regionu gdzie się ta
      uczelnia znajduje i funkcjonuje a nie wymyślonych tematów które dla
      regionu mają się jak pięść do nosa. Nawet w takich Niemczech
      pracownikowi uczelni nie wolno prowadzić zajęć na innej uczelni
      tylko na swojej.Rady wydziałów też same uznają jakie publikacje sa
      ważne a jakie nie. Więc bełtanie piany trwa ha ha ha
      • Gość: Kaczo i Boso Re: Nauka jest wtedy kiedy nie ma związków rodzin! IP: *.natpool6.outside.ucf.edu 02.02.09, 17:02
        "Nauka jest wtedy kiedy nie ma związków rodzinnych, a szczególnie
        widoczne jest to na PL gdzie sa całe katedry rodzinne a niedługo
        wydziały , na PL pracuje żona, syn , synowa, córka, zięć , ojciec,
        matka itp jest to uczelnia genetyczna pod względem nauki, jak nie w
        nauce to w administracji grunt to rodzinka..."

        Swieta prawda... Politechnika w Lublinie to chyba jedna z
        przodujacych pod wzgledem panujacego tam nepotyzmu
        uczelni w Polsce!
    • 3cik <<-=----------= 02.02.09, 11:39
      Porządne uczelnie od wielu lat oceniają pracowników m. in. poprzez kryterium
      publikacji...
    • Gość: dziambel Egzamin u dinozaura IP: *.ghnet.pl 02.02.09, 11:41
      Właśnie mam za chwilę egzamin na UJ u takiego dinozaura, który od milionów lat
      nic wartościowego nie opublikował, a od studentów wymaga rycia na pamięć jakichś
      przedpotopowych bzdur, które przez cały semestr recytował z nosem w pożółkłej
      kartce. :(
    • Gość: j2 zmienić nazwę Politechnika na technikum IP: *.lublin.mm.pl 02.02.09, 11:55
      i wszystko będzie dobrze. Przynajmniej poziom nauczania będzie odpowiadał nazwie
    • agr2006 Politechnika Lubelska: Publikuj albo giń 02.02.09, 11:58
      A na Uniwersytecie Zielonogórskim już od prawie 10 lat działa system SKEP
      (publikacje.uz.zgora.pl). KAŻDA bez wyjątku "wytworzona" publikacja
      jest zarejestrowana. Każdy może sobie do woli sprawdzać kto, co i gdzie
      publikuje! Polecam pod rozwagę innym uczelniom w kraju.
      • agr2006 Re: Politechnika Lubelska: Publikuj albo giń 02.02.09, 12:01
        coś link sie źle zrobił, powtarzam go wiec:

        publikacje.uz.zgora.pl
        • w_u_j_e_k Re: Politechnika Lubelska: Publikuj albo giń 02.02.09, 13:04
          Cos mi nie działa
    • proteasom Politechnika Lubelska: Publikuj albo giń 02.02.09, 12:24
      Nareszcie krok we wlasciwym kierunku. Czlonkowie i sympatycy
      Niezaleznego Forum Akademickiego (www.nfa.pl) od dawna domagali sie
      wprowadzenai merytorycznej oceny pracownikow naukjowych w Polsce.
      Tylko po pierwsze, na liscie czasopism ministerstwa nauki sa tez
      bardzo marne pozycje, a po drugie, jak w swietle obecnie
      obowiazujacych ustaw mozna zwolnic kogos po habilitacji?

      Cezary Wojcik
      • charioteer1 Re: Politechnika Lubelska: Publikuj albo giń 02.02.09, 13:15
        proteasom napisał:

        > Nareszcie krok we wlasciwym kierunku.

        Takie rozwiazania, lepiej lub gorzej, funkcjonuja od lat na roznych uczelniach.
        Szkolnictwo wyzsze nie jest monolitem.

        > Tylko po pierwsze, na liscie czasopism ministerstwa nauki sa tez
        > bardzo marne pozycje,

        Pominmy milczeniem rozne zeszyty uczelniane, ktore sie na tej liscie znalazly.
        Ministerialny sposob punktowania publikacji pokazuje, ze nie da sie zastosowac
        tych samych zasad do roznych nauk. Moze w naukach medycznych jest wiele
        kiepskich czasopism w czesci A tej listy. Zasady oceniania dobre w naukach
        scislych i przyrodniczych sprawdzaja sie gorzej albo calkiem zle w innych
        dziedzinach. Wyzej ktos pisal o IEEE Transactions, ktore nie sa brane pod uwage
        w ocenie. W naukach humanistycznych i spolecznych problemem nie jest
        nadreprezentacja czasopism na tej liscie, ale brak na niej dobrych,
        miedzynarodowych czasopism, ktore maja mniejszy zasieg oddzialywania niz
        czasopisma medyczne.
      • Gość: LuriTuri Re: Politechnika Lubelska: Publikuj albo giń IP: *.aster.pl 02.02.09, 13:19
        Normalnie. Po habilitacji dostaje się kontrakt profesorski na 5 lat.
        Jeśli ktoś się przez te 5 lat obijał - wylatuje albo przechodzi na
        techniczny (jesli jest wakat). Proste. Inna rzecz, że jeszcze nie
        słyszałam o takim przypadku. Ale mechanizm jest, tylko trzeba go
        zastosować.
        • adept44_ltd Re: Politechnika Lubelska: Publikuj albo giń 02.02.09, 13:23
          mechanizm jest, niestety nie stosuje się go, gdyż samodzielni są potrzebni do
          uprawnień, wystarczyłoby dodać w ustawie, że kierunek firmuje samodzielny z
          dorobkiem...
        • Gość: Kaczo i Boso Re: Politechnika Lubelska: Publikuj albo giń ? IP: *.natpool6.outside.ucf.edu 02.02.09, 16:58
          Tak, czy inaczej... "habilitacja" to ginacy gatunek juz nawet w
          swojej ojczyznie (Niemcy). A Polska to wciaz europejski skansen
          i bastion rzymskiego katolicyzmu oraz "habilitacji"!

          p.S. Powtorze raz jeszcze to co juz wczesniej na tym forum
          napisalem., tj. minelo dwadziescia lat i w Polsce nie
          dokonano praktycznie ZADNEJ reformy systemu nauki
          i szkolnictwa wyzszego. Nie zrobiono nic poza
          drobnymi "kosemtycznymi" poprawkami...
    • Gość: orso Re: Politechnika Lubelska: Publikuj albo giń IP: *.mif.pg.gda.pl 02.02.09, 13:04
      Łatwo krytykować, ale może by tak zamiast o systemie kar pomyśleć o systemie
      motywacji i zachęt? Napisanie artykułu to nie jest banalna sprawa, choć
      faktycznie odkąd wiele poważnych (przynajmniej technicznych, nie wiem jak z
      resztą)wprowadziło narzędzia umożliwiające nadsyłanie artykułów on-line sporo
      jest wygodniej. No ale co z tego jak człowiek już napisze, to co ma z tego? Ano
      tyle że go nie wyrzucą... ale na premię liczyć nie może bo i dlaczego niby, są
      przecież ważniejsze wydatki? A np. gdyby chciał skorzystać z usług
      profesjonalnego edytora? Jakieś 100 EURO za stronę - kto mu da na to środki? I
      proszę się nie wymądrzać że przecież każdy naukowiec powinien znać angielski, ja
      mam CAE na A i sam miałem kiedyś takie przepychanki, fakt że po jakimś czasie
      odesłałem prawie nie zmieniony artykuł i mi go przyjęli :) )Budżet na wydatki
      jednego adiunkta (na PG) jest rzędu 4000 zł na rok (to nie literówka, zera nie
      zabrakło). Jedna konferencja (sam udział) to około 500 EURO, to o czym my
      mówimy? Aha, nie prawdą jest że konferencję się nie liczą, tylko po prostu teraz
      coraz częściej tylko część artykułów jest publikowana w czasopiśmie, a reszta
      zostaje w proceedings-ach.
      Aha, co do algorytmów podziału środków, to często nie opierają się na licznie
      publikacji ale na liczbie samodzielnych.
      • dala.tata Re: Politechnika Lubelska: Publikuj albo giń 02.02.09, 13:20
        a ten system motywacji w dodatku do pensji?
    • baster22 Politechnika Lubelska: Publikuj albo giń 02.02.09, 13:47
      To ci z PO. Oni nic nie umieją. Publikacje, wolne żarty.
    • Gość: LuriTuri Politechnika Lubelska: Publikuj albo giń IP: *.aster.pl 02.02.09, 13:53
      Albo lepiej: samodzielny LUB niesamodzielny z dorobkiem (który na
      podstawie dorobku staje się samodzielnym).
Pełna wersja