dociek
23.11.03, 11:04
Z wielowiekowych doświadczeń wzajemnych stosunków międzyludzko-
międzypokoleniowych wynikają praktycznie identyczne, systematycznie
powtarzane stwierdzenia: "jest coraz gorzej"... "ludzie są coraz bardziej
sobie wrodzy, egoistyczni, prostaccy i zachłanni"... "coraz trudniej się
żyje"... "coraz mniej jest wzajemnego szacunku, zrozumienia i
współdziałania"... "świat zmierza do zagłady"... "ludzie chowają się we
własnych światkach i uciekaja, wręcz obawiają się innych"... "odchodzą w
niebyt ludzkie odruchy, bezinteresowne działania, zdolność przyjaźni
kultywowania wzajemnego "ciepła" i odruchów dobroci dla innych"...
Czy forumowicze uważają powyższe konkluzje i formułowanie pewnego rodzaju
archetypu za prawdziwe, czy może jest to konsekwencja przemiany pokoleń i
niezbyt łatwego pomiedzy nimi porozumienia? A może to zwyczajna natura
rodaka taka, by narzekać na wszystko i na wszystkich, byle nie na samego
siebie?