Dodaj do ulubionych

Szpital na Al. Kraśnickiej

IP: *.mpk.lublin.pl 07.04.09, 09:09
Tak dalej być nie może, to co się wyprawia w szpitalu na al.
Kraśnickiej przechodzi ludzkie pojęcie - zachowanie lekarzy, brak
opieki nad pacjentami, skandaliczna organizacja, bezład i bałagan.
Apeluję o zbieranie przykładów skandalicznych zachowań i
stworzenie "ruchu społecznego", który będzie mógł wpłynąć na
różne "instancje" aby to zmienić. Dość dyktatury niedouczonych
konowałów, którym tylko mało pieniędzy.
Obserwuj wątek
      • Gość: Lobelt Re: Szpital na Al. Kraśnickiej IP: *.resetnet.pl 07.04.09, 22:35
        Nie chodzi mi o wszystkich lekarzy, są wśród nich wspaniali ludzie,
        ale w tym szpitalu coś się porobiło (popsuło). Jak mówi "przysłowie"
        ryba psuje się od głowy - wierzę, albo chciałabym wierzyć, że młodzi
        lekarze nawet w tym szpitalu bardzo się starają i może tak jest, ale
        cóż może poradzić podporucznik, kiedy kapitan się "owala", który
        [kapitan] musi mieć na to "milczącą" zgodę majora, a nic nie dzieje
        się bez wiedzy pułkownika, który boi się tylko genarała. Jeśli
        podporucznik chce jeszcze walczyć to generał chce pozostać generałem
        lub ewentualnie awansować. Są oczywiście wyjątki ale w szpitalu na
        Kraśnickiej pacienci mogą długo wyć, zanimi przyjdzie pomoc.
    • Gość: dorka Re: Szpital na Al. Kraśnickiej IP: *.xdsl.centertel.pl 08.04.09, 21:35
      Zgadzam się co do opinii na temat tego szpitala, chociaż niektóre
      oddziały są naprawdę w porządku (kardiologia ), ale na przykład to
      co dzieje się na neurologii to woła o pomstę do nieba, chorymi nikt
      tam się nie przejmuje, dzwonek dzwoni cały czas ale to nie robi
      najmniejszego wrażenia na personelu, pacjenci praktycznie zdani są
      na opiekę rodziny, na oddziale brudno, pod łóżkami tumany kurzu
      • Gość: Lobelt Re: Szpital na Al. Kraśnickiej IP: *.resetnet.pl 12.04.09, 20:15
        Tak, są ludzie i ludziska; z mojego doświadczenia wynika akurat,że
        personel niższego szczebla odpowiedzialny między innymi za czystość
        (nie znam kardiologi) jest mniej więcej "o dziwo" w porządku, tak
        jak pielęgniarki "zwykłe" ale wyżej - to ... chyba już się pogodzili
        z likwidacją szpitala i "robią" chyba tylko tyle aby się nie narazić
        na zarzut przestępstwa.
        • Gość: wkijwiony Re: Szpital na Al. Kraśnickiej IP: *.resetnet.pl 16.04.09, 19:35
          Kogoś z mojej rodziny wypisali (praktycznie wyrzucili - chyba na
          szczęście) po wypadku samochodowym po kilku dniach z pękniętą
          miednicą. Teraz czeka go kilkutygodniowy pobyt w normalnym szpitalu.
          Główny środek terapeutyczny to zmuszanie do jak najszybszego
          wstawania, z łóżka i chodzenia bez względu na stan obrażeń (których
          w zasadzie nikt nie sprawdza). Trzeba dodać, że z tego co już teraz
          wiem przy urazach miednicy to akurat trzeba się ruszać jak najmniej.
          Jeśli pewnym osobom z tego szpitala (niektórym lekarzom i
          pielęgniarkom) nie zaszkodziło (minimum biegunka) tegorocze jajeczko
          wielkanocne to patron szpitala Wyszyński powinien się wstydzić. A
          tak na marginesie czy imię patrona nie zobowiązuje? Wstyd dla
          Lublin !!!
      • Gość: monika Re: Szpital na Al. Kraśnickiej IP: *.nplay.net.pl 15.04.09, 19:13
        no neurologia to koszmar!!!!!!!!! leżałam tam niestety i to
        unieruchomiona. ani się doprosić o cokolwiek. A szczytem było gdy w
        nowy rok podłączała mi kroplówkę niedotrzeźwiona pielęgniarka-
        miałam zrobić raban, ale szkoda mi było dziewczyny, bo wyleciałaby
        jak nic, a w sumie trzeba było. Ale tam ogólnie jest niezdrowa
        atmosfera- wśród lekarzy, olewające wszystko salowe i to totalnie-
        brud koszmarny. To już z wielu źródeł słychać o neurologii, że nie
        ma chyba w Lublinie paskudniejszego oddziału- i nie chodzi tu o
        przypadki chorobowe.
    • Gość: a74 Re: Szpital na Al. Kraśnickiej IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 13.04.09, 09:02
      Tak się składa, że ja mam zupełnie odmienną opinię na temat tego
      szpitala. Leżałam tydzień na oddziale urologii (operacja)i byłam
      baaaardzo pozytywnie zaskoczona atmosferą, organizacją i postawą
      personelu. Przemiłe pielęgniarki, biegnące (tak właśnie - biegnące)
      na każde wezwanie pacjenta, mili, uprzejmi i kompetentni lekarze (no
      może za wyjątkiem jednego ale z tym akurat nie miałam styczności,
      obserwowałam tylko). Pozdrawiam siostrzyczki, lekarzy i salowe z
      tego oddziału!Nie twierdzę, że tak jest na każdym oddziale, ale ten
      akurat jest na szóstkę!
    • Gość: pacjentka Re: Szpital na Al. Kraśnickiej IP: *.chello.pl 19.04.09, 20:34
      ja również przyłaczam sie do osób krytykujących ten szpital,leżałam na
      gastrologii tydzień czasu,niełatwy oddział bo przy mnie zeszły trzy osoby,ale
      nigdy więcej nie dam sie tam zawieść,miałam mieć zabieg na chirurgii,ale poszłam
      na Staszica,no po prostu nie ma porównania co do personelu i opieki
      lekarskiej.Lepiej będzie dla wszystkich jeżeli faktycznie zbankrutują.
    • Gość: presto Re: Szpital na Al. Kraśnickiej IP: *.static.chello.pl 28.10.13, 11:33
      Nie leżałam na wymienionych przez Was oddziałach, leżałam za to w marcu na oddziale dziecięcym z małym choruskiem. W żadnym szpitalu nie spotkałam się z tak miłym i życzliwie nastawionym personelem. Panie pielęgniarki na prawdę wiele wysiłku i serca wkładały w swoje obowiązki, salowe zawsze były skłonne do pomocy, lekarki z oddziału odpowiadały cierpliwie na pytania, informowały o stanie zdrowia dzieci na bieżąco. W nocy, jak dziecko było niespokojne, lekarki przychodziły kontrolować jego stan. Nie mam żadnych zastrzeżeń do personelu medycznego i pomocniczego. Jestem tym osobom wdzięczna za pomoc w trudnym okresie. Kompetentni ludzie nie pozbawieni empatii:) Jeśli dostawałam ochrzan to zazwyczaj z własnej głupoty (przegrzewanie dziecka, tabuny odwiedzających roznoszących zarazę, bufet na parapecie, stoliku i cholera wie gdzie). Pozdrawiam serdecznie wszytkich tam zatrudnionych.
      • Gość: porażona Re: Szpital na Al. Kraśnickiej IP: *.lublin.mm.pl 19.02.14, 18:48
        Ten szpital to umieralnia, na oddziale interny (oddział chorób wewnętrznych) codziennie wywoza trumnę, ludziom nie są podawane leki, za zgoda i przyzwoleniem ordynatora, Pani dr Anna Chałas ukrywa prawdziwy stan pacjenta przed pacjentem i dopytujaca rodziną, oszukuje ze podaje leki a ich nie podaje, doprowadza pacjenta do stanu ciezkiego i chodzi usmiechnieta po oddziale. Pacjenci krzycza ze nie dostali lekow a ordynator udaje zaskoczonego. Tym oddzialem powinna zajac sie prokuratora i mam nadzieje ze niedlugo sie zajmie. Niestety bliska mi osoba "leczona" w tak dziwny i karygodny sposob, zmarla. Ostatecznie po sprawdzeniu karty zlecen okazalo sie ze pacjent lezal na oddziale i nie byl niczym leczony..... a jak to wyszlo to stan zrobil sie krytyczny i nie bylo juz jak i czym ratowac bo za pozno. Ja jak tam kiedys trafie to sama ze soba skoncze co by sie tam nie meczyc. Uciekajcie i zabierajcie stamtad bliskich poki czas.....
        • Gość: sylwia Re: Szpital na Al. Kraśnickiej IP: *.lublin.mm.pl 28.10.14, 17:53
          WITAM MOJA TESCIOWA BYŁA NA TYM ODDZIALE 9 DNI I PRZEZ TE DNI ZOSTAŁY U NIEJ WYCHODOWANE ODLEŻYNY,TO CO PANI CZY PAN PISZE TO CZYSTA PRAWDA.aNI ORDYNATOR ANI LEKARZE PROWADZĄCY NIE POTRAFIĄ WYJASNIC SKĄD TO SIE WZIEŁO ANI W DOKUMENTACJI SZPITALNEJ ANI W WYPISIE NIE MA WZMIANKI O ZMIANACH SKÓRNYCH JEDYNIE PO ROZMOWIE Z ORDYNATOREM USŁYSZELISMY SŁOWA TAK BYWA A OD DYREKTORA ŻE CZASU NIE COFNIE ordynator sam kazał isc z tym do prokutaury.SPRAWA ZOSTAŁA SKIEROWANA DO PROKURATURY,JESLI TO MOŻLIWE TO PROSZĘ O KONTAKT E-MAIL POKER-FACE1987@WP.PL
            • Gość: Paweł Re: Szpital na Al. Kraśnickiej IP: *.dynamic.chello.pl 02.01.15, 09:43
              Spróbujcie się dostać na SOR na Kraśnickich. Poczekalnia ,ludzie czekają na ławkach po 8-12 godzin na załatwienie sprawy. Pielęgniarki opętane latają w kółko załatwiają swoje sprawy przez telefon. Trzech gości leży trzeźwiejąc. Jak tylko któryś zawyje już tam 5 osób leci zostawiając spokojnych pacjentów, jakby trzeźwienie po imprezach było ważniejsze od ratowania ludzi rzeczywiście wymagających pomocy.
                  • Gość: fishermen Re: Szpital na Al. Kraśnickiej IP: *.dynamic.chello.pl 29.07.15, 14:58
                    I tu się mylisz wszyscy mają uprawnienia. Profesjonalizm polega na tym ze ocenia się sytuację i reaguje w zależności od potrzeb. Nie wali się klienta po łbie bo hałasuje to jest zwykłe łobuzerstwo. Ochrona ma chronić mienie i interweniować gdy jest zagrożone życia i zdrowie a nie wszczynać burdy. Jeżeli nie ma bezpośredniego zagrożenia i można poczekać to wzywa się policję. Ochronie nie wolno interweniować gdy nie jest zagrożone życie lub zdrowie. Poczytaj trochę to może zmądrzejesz. Inna sprawa że ustawa o ochronie to bubel. W izbie wytrzeźwień pracownicy muszą odbywać corocznie szkolenia w zakresie stosowania środków przymusu. W szpitalu już nie, mimo tego że bardzo często pacjenci są nie tylko pijani ale i naćpani. To klienci znacznie bardziej niebezpieczni niż zwykły pijak. Naćpany klient jest silny jak tur i nie reaguje na ból. Policja nigdy nie przyjeżdża w pojedynkę a ochroniarz w szpitalu na Kraśnickiej i nie tylko jest zawsze jeden. Idąc tym tropem policja, wojsko powinno odbywać szkolenie w strzelaniu tylko raz w życiu. Potem jest to niepotrzebne bo przecież już strzelali. Po trzech latach od szkolenia nic nie zostaje z nabytych umiejętności. Jak przeczytasz książkę o pilotażu samolotu nie staniesz się pilotem trzeba ćwiczyć i ćwiczyć. Ustawa nie wymaga by ochrona ćwiczyła, więc pracodawca nie wyda jednej złotówki na szkolenia na macie. Jeszce jedno przemawia za tym żeby nie interweniować zbyt pochopnie. Łobuz na ulicy jest zwykłym łobuzem, łobuz w szpitalu jest pacjentem i jest pod specjalnym nadzorem nawet wtedy gdy zachowuje się jak zwykła świnia. Gdyby doznał uszczerbku w czasie interwencji, ochroniarz i szpital mieliby przechlapane. W imię czego nędznie opłacany pracownik ochrony ma się niepotrzebnie narażać jeżeli nie jest to konieczne.
        • Gość: Aneta Re: Szpital na Al. Kraśnickiej IP: *.tktelekom.pl 13.08.15, 23:13
          Z tego szpitala mało kto wychodzi żywy. To naprawdę umieralnia, nie przejmują się stanem zdrowia ludzi. Tydzień temu umarł tamm moj dziadek. Na sali której leżał wszyscy po kolei się wykonczyli, dziadek chyba był tam najdłużej. Nie powiem bo trafiła się pielęgniarka która co chwile przychodziła i patrzyła czy wszystko ok. Ale lekarze nic nie zrobili żeby pomóc. Na pewno nigdy nienpozwole żeby ktoś z moich bliskich tam trafił!!
        • Gość: Ola Re: Szpital na Al. Kraśnickiej IP: *.ennet.pl 17.09.14, 19:28
          jestem w 9 miesiącu ciąży i niedawno byłam jedną z pacjentek na oddziale patologii ciąży. Opieka medyczna z jaką się spotkałam podczas mojej hospitalizacji bardzo mnie urzekła i sprawiła, że mój pobyt okazał się pozostawić bardzo miłe odczucia i wrażenia. Nie jestem osobą, która dobrze czuje się w takich miejscach- przeciwnie, zaraz po przyjęciu szukam sposobu by jak najszybciej opuścić szpital. Jednak dzięki zaangażowaniu personelu mogłam myśleć tylko i wyłącznie o dobru swojego dziecka i moim własnym. Każdy z pracowników pozwolił mi poczuć się bezpiecznie, nie obawiałam się pytać o wszystko co mnie frapuje, każda wątpliwość została natychmiast rozwiana, bez najmniejszych wyrzutów, że niepotrzebnie zajmuje czyjś czas, nawet gdy pacjentów było bardzo dużo, a Panie Położne niemal musiały się rozdwoić dla swoich pacjentów. Na początku byłam tak zdziwiona serdecznością pracowników, że z niecierpliwością czekałam na ich zmianę, by dowiedzieć się czy po prostu "trafiłam" na taką położna, która jest bardzo miła, czy to tutaj norma- w którą bardzo ciężko uwierzyć. Po trzeciej zmianie wiedziałam, że opieka na takim poziomie jest tu codziennością i standardem, godnym polecenia i naśladowania.
          Piszę ten post, ponieważ w przeciągu ostatnich 12 miesięcy byłam pacjentką w większości lubelskich szpitali i żaden z nich nie pozostawił we mnie takich odczuć jak szpital na Kraśnickiej, dlatego to dla mnie istotne, aby podzielić się swoją opinia na temat warunków, jakie zapewniają tamtejsi pracownicy. Personel szpitala na Staszica, Lubartowskiej czy Jaczewskiego każde moje pytanie zbywał, ignorował, a wręcz czułam się skarcona za samą chęć zapytania. Wiem, że siłą nikt mnie nie zaciągnie do innego szpitala niż na Kraśnicką, w momencie gdy przyjdzie czas na poród!
          W chwili gdy opuszczałam oddział, nie miałam możliwości podziękować każdej Pani Położnej i każdej Pani Salowej, która się mną zajmowała, niczym własną córką, dlatego choć takim drobnym gestem, jak ten post pozwolę sobie wyrazić swoją opinie o pracy personelu. Z wielką przyjemnością przyjechaliśmy także na oddział i zostaliśmy oprowadzeni przez Panie Położne po oddziale, gdzie odbierane są porody, co na pewno pozwoli mi się czuć pewniej w chwili rodzenia. Wygląd oddziału, to, co zapewnia on mi i mojemu dziecku, a także nieoceniona pomoc personelu przekonuje mnie w pełni, że nigdzie indziej nie zajmą się mną lepiej w tak ważnej dla mnie chwili niż właśnie tu, w szpitalu na Kraśnickiej.
    • ace1234567890 Re: Szpital na Al. Kraśnickiej 21.12.16, 21:08
      Moja smutna historia:

      Z przykrością muszę stwierdzić, że bardzo zawiodłam się na pani Królik. Pragnę opisać smutną historię choroby mojego ś.p. ukochanego Dziadzia. Smutną dla mnie – bo zachwiała i podważyła moją szczerą wiarę w lekarzy, szacunek dla ich zawodu, trudu, bezinteresowności i powołania; smutną dla pacjenta, jako chorego, będącego w potrzebie, lecz przede wszystkim smutną dla… człowieka – jako człowieka. Bo choć to nie przypadek, że człowiek człowiekowi wilkiem, to jednak… człowiek człowiekowi – obojętnością – wobec jego cierpienia, bólu, życia… i to chyba jest jeszcze straszniejsze.
      W styczniu 2016r. Dziadzio zachorował na zapalenie płuc.
      Miał 83 lata, od kilku lat chorował na Alzheimera, jednak był przykładem tego, jak cierpiąc, pozostawać Człowiekiem – pogodnym, serdecznym i po prostu dobrym. Rok wcześniej Dziadzio także chorował na zapalenie płuc, także trafił do szpitala, jednak okazano mu należytą pomoc i po 8 dniach wrócił zdrów do domu. Sądziłam i wierzyłam szczerze, że tak będzie i tym razem. Ale niestety tak się nie stało. Lekarzem prowadzącym Dziadzia została pani Królik.
      Niestety, w porównaniu z zeszłorocznym zapaleniem płuc Dziadzia, miałam rażące zestawienie i porównanie jak opieka nad starszą osobą powinna wyglądać i jak wyglądała – a raczej jak wyglądać nie powinna. Odnosiło się nieoparte wrażenie, że pani Królik z góry zdecydowała, że Dziadzio jest już za stary (83 lata), do tego Alzheimer – i że jakoby z góry założyła...że pomagać mu „już“ nie warto. Czy to jednak nam przystoi o tym decydować? Dziadzio był dla mnie najważniejszą osobą na świecie. Wyhowywał mnie i uczył życia i bycia Człowiekiem. To dzięki niemu jestem dziś tym, kim jestem. Tego, jak i wiele innego, jego historii, czy tego ile dla kogoś dana osoba znaczy – nie wie lekarz, który przyjmuje chorego pod swoją przecież “opiekę” (?). Dziadzio przeżył wojnę, przeżył okupację i przeżył nawet obóz koncentracyjny. Nie przeżył jednak leczenia w szpitalu na Kraśnickiej.
      Nie chcę być gołosłowna – toteż opiszę w szczegółach zachowanie pani Królik. Ww. pani nie przejawiała jakiegokolwiek zainteresowania stanem pacjentów. Nigdy jej na oddziale nie było albo weźmy w cudzysłów "nie było" na oddziale, bo tak naprawdę była, tylko wyraźnie i odczuwalnie nie chciało jej sie rozmawiać z zaniepokojonymi rodzinami swoich pacjentów, a pielęgniarki miały zapowiedziane z góry, ażeby mowić, że jakoby jej nie ma. Jeżeli pacjentowi juz jakimś nadprzyrodzonym cudem udawało sie ją złapać (np. kiedy szła z gabinetu do WC) - zbywała zainteresowanego za każdym razem "nie mam czasu", "spieszę sie", "muszę juz szybciutko iść na konsultacje". Sama byłam świadkiem, kiedy moja mama – dzwoniła do niej, dopytać się o stan pacienta (jej Taty) – pielęgniarka powiedziała Mamie, że „pani doktor już nie ma, wyszła do domu“, choć 20 sekund wcześniej ja sama spotkałam ją twarzą w twarz na korytarzu! Tak naprawde odnosiło się nieodparte wrażenie, że to wszystko – pacjenci, ich ból, cierpienie i choroby ją absolutnie nie interesują i jest tu, bo musi, bo każdy ma rachunki do zapłacenia. Bowiem powołanie wypaliło się w niej bezpowrotnie dawno, dawno temu i pozostały z niego jedynie zgliszcza i popiół. Nie interesowali ja pacjenci, nie interesowało ją ich leczenie, czy choćby ulżenie w bólu. Odnosiło sie wrażenie, ze pani Królik przychodzi do szpitala odpocząć pomiędzy jedną a druga pracą, do której, znowuż - sie spieszy. Wiecznie zabiegana, dokądś goniąca, nie mająca czasu dla pacjentów i przede wszystkim - ich leczenie. Prosi się samo przez się jeszcze dodanie - antypatyczna, arogancka, lekceważąca, wykazująca przedziwną potrzebę udowodnienia pacjentowi (i jego rodzinie) swojej nad nim wyższości, nie szczędząca lekceważących uwag, kpin wręcz, nie pałająca chęcią rozmowy. Przeciwieństwo lekarza z powołania.
      W przypadku mojego Dziadzia - panią Królik o wszystko, dosłownie o wszystko trzeba było sie wybłagac, wyprosić - o o zlecenie odpowiednich badań, o odśluzowanie (bo Dziadzio się dusił!) , o zbicie temperatury, nawet o jedzenie. Dziadzio schudł w trakcie "leczenia" ponad 10kg, bo zwyczajnie nikogo w tym szpitalu nie obchodziło, ze to jest człowiek chory, niedomagający, nie w pełni samodzielny i wymagający opieki. Czy to jednak dyskwalifikuje go jako człowieka? Czy oddając go do szpitala nie powinniśmy mieć pewności, że będzie tam bezpieczny i otoczony opieką? Niestety prawda jest taka, ze los człowieka starego i chorego – mało kogo obchodził a priorytet pomocy przesunięty był wyraźnie w stronę „lekkich przypadków, którym szybko można pomóc“.
      Widząc to, z początku zatem Dziadziem opiekowała sie jego stała opiekunka, niestety wkrótce zachorowała (bakterie,zarazki szpitalne dały się we znaki). Przyjechałam ja, opiekować sie Dziadziem, ale także miałam egzaminy na uczelni i musiałam wracać. Przyjechała zatem mama (5h jazdy samochodem!) bowiem, z tego, co zobaczyłam w tym szpitalu, i tego totalnego chaosu, bałaganu i obojętności, wiedziałam, że nie można zostawiać Dziadzia samego. Mama czuwała nad Dziadziem od 7:00 do 22:00, codziennie. Karmiła go, pomagała odkrztuszać.
      Niestety, czarno na białym - pani Królik nie zagwarantowała Dziadziowi odpowiedniej opieki, nie zleciła odpowiednich badań, dobrała leki, które wyraźnie nie pomagały, natomiast na uwagi i prośby mojej Mamy o ewentualnej zmianie leczenia – reagowała lekceważeniem, kpiną i arogancją. Dziadzio jednakże umierał w oczach – przepisane leki nie pomagały (a nikomu nic to nie robiło).. Odczuwalna była uraza na ambicji pani Królik, która przelała czarę goryczy, gdyż potem było już tylko gorzej. W dzień, kiedy Mama wybłagała u niej dodatkowe badanie, w złości (że jak to się Mama widocznie „panoszy“) – Dziadzio, w gorączce ponad 40*, wieziony na łóżku na badanie, został całą siłą owym łóżkiem uderzony (a dokładnie ujmując – „wjechany“) w windę. W stalowej windzie pojawiło się ogromne wgniecenie(!!), z takim impetem wjechano z chorym człowiekiem, w gorączce(!), w windę(!). Nie mieści się to w głowie, a na samo wspomnienie robi mi się niedobrze – że tak można potraktować starszego, schorowanego nic-nikomu-niewinnego człowieka...
      Mama, niestety, musiała na 1 dn wrócić do domu, aby przedłużyć sobie urlop. I wlaśnie wtedy, w ten 1 dzień, los mojego Dziadzia został przesądzony. Przedawkowano, jakkolwiek śmiesznie to brzmi, mu kroplówki. Ktoś nie dopilnował. Dziadziowi zalało całe płuca, dostał obrzęku płuc. I przez kolejne dni, jedynie juz konał w mękach. Niewiarygodnych mękach, na których samo wspomnienie płaczę. Płaczę pisząc to, bo ten wspaniały Człowiek, który był zawsze dla wszystkich dobry i uśmiechnięty; Człowiek – przez duże „Cz“, jakich już coraz mniej w XXI wieku, nie zasłużył na tak straszną i tak bolesną śmierć.
      Misją szpitala jest: "Warto służyć każdemu człowiekowi i dla każdego warto się poświęcić”. Czy aby na pewno?
    • aferyprawalublin Re: Szpital na Al. Kraśnickiej 05.05.19, 12:15
      Oczywiście potwierdzam krytyczny stan zachowań personelu w tym "szpitalu" a zwłaszcza na dyżurach nocnych w przychodni z boku szpitala gdzie się odbywają np iniekcje w dni wolne od pracy i dyżury nocne dla osób potrzebujących iniekcji czyli po prostu zastrzyku przeciwbólowego. Wczoraj w nocy tj 4 maja 2019r około 23 odwiedziłem tą placówkę z zastrzykiem w celu iniekcji domięśniowej przeciwbólowego środka który biorę w chwilach i dniach pojawiającego się bólu. SZ> PANI pielęgniarka nie chciała mi zrobić zastrzyku gdyż nie było akurat lekarza na oddziale. Moje wypytywania zbywała chamskimi uwagami typu : a dlaczego tak późno , a dlaczego na recepcie mam napisane że codziennie a przychodzę do niej na dyżur i przeszkadzam, że ona ma przecież też czas na wypoczynek a pacjenci o takich porach nie pozwalają jej odpocząć itd itp a na koniec poinformowała mnie (po podaniu przeze mnie peselu że jej koleżanki opowiadały o mnie ze tak się ponoć wulgarnie zachowywałem gdy 6 lub 7 kwietnia około 18 nie chciały mi zrobić iniekcji pomimo wielkiego bólu z jakim się do nich zgłosiłem z moim zastrzykiem oraz skierowaniem od lekarza rodzinnego którego ważność się skończyła 2 dni wcześniej . Opowiadanie o pacjentach koleżankom pielęgniarkom godzi w ustawę o RODO i postanowiłem zaskarżyć postępowanie personelu pielęgniarskiego tegoż oddziału i zrobić z tego użytek aby przestrzec innych pacjentów przed wścibskimi plotkarami z tegoż oddziału które za tzw dyżur biorą konkretne wynagrodzenie i niedopuszczalne jest traktowanie pacjenta jak intruza i przekazywanie i opowiadanie o pacjentach innemu personelowi wraz z podawaniem jego danych osobowych. CDN… PS Lekarz który się po kilkudziesięciu minutach o ciemnej karnacji pochodzący z Nigerii był bardzo miły i przepraszał za postępowanie tej Pani „PIELĘGNIARKI” najwyraźniej jemu na pracy zależy i traktuje ja poważnie nawet bez strajków ! BRAWO

Nie pamiętasz hasła

lub ?

 

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się

Nakarm Pajacyka