alkud
24.02.10, 21:40
"Mnie jeden ze starszych kumpli powiedział, że skoro byłem w komunii i chodziłem do szóstej klasy na religię, to lepiej dla mnie, jak będę udawał katolika. Może przetrwam dłużej niż 2 tygodnie. Atak był początkowo niemal nieustanny. Czemu nie czytam koranu? Czemu nie byłem w meczecie? Czemu nie wierzę w Allaha? Czy gardzę ich religią? Sprawy techniczne, sprawy związane z pracą w ogóle ich nie interesowały. Liczyła się tylko religia i obycajowość. Czemu wy pozwalacie kobietom na pracę wśród mężczyzn. Czemu pozwalacie im się ubierać jak sharmooty (dziwki)? Co z ciebie za mężczyzna, że pozwalasz swojej żonie na rozbieranie się do bikinii na plaży? Skoro jest dziwką (jak wszystkie europejki) to ile bierze za jeden fuck? I tak miło się z tolerancyjnymi kolegami rozmawiało. Starałem się nigdy nie dać sprowokować. Udawałem katolika. Na namolne propozycje, żebym poczytał sobie koran, bo tam sama prawda i odpowiedź na wszystkie pytania ludzkości (skądś przynieśli na warsztat nawet w języku polskim), niezmiennie im odpowiadałem, że zostałem ochrzczony i nie wolno mi zmieniać wiary moich przodków. Na najbardziej namolnych miałem końcowy argument, że gdybym tylko rozważał zmianę wiary, to mój ojciec by mnie zabił. TYLKO ten argument do nich trafiał i wzbudzał pewien zrozumiały respekt..."
czteryswiatastrony.blog.onet.pl/Arabskie-remiscencje,2,ID401173221,n