Jakie restauracje?

IP: *.icpnet.pl 24.02.04, 00:20
Hej,
wybieram sie w tym tygodniu do Hurghady. Prosze poleccie mi jakies zaufane
restauracje i potrawy? Jakich unikac?
Pozdrowionka
    • atamanek Re: Jakie restauracje? 24.02.04, 01:21
      Witam :)

      Najczesciej odwiedzalismy z synem restauracje w starej czesci Hurghady, obok
      akwarium- Akwarium In. Maja duzy wybor dan obiadowych, przekasek i owocow
      morza. Do tego dosc przyzwoite ceny. Przykladowe danie skladajace sie z ryzu,
      grillowanego miesa kurczakow i dekoracji z warzyw kosztowalo 12- 15 funtow.
      Swietny jest tez sok z cytryny ze lyzeczka cukru- 3,5 funta. jesli ktos bardzo
      lubi jedzenie z fast foodow takze tam cos znajdzie dla siebie. Wielki hamburger
      przekladany sadzonym jajkiem i serem kosztowal cos kolo 8 funtow. Do tego
      jeszcze na talerzy stos frytek. krewetki swiezo zlowione kosztowaly cos kolo 27
      funtow. Chyba bylo ich tam 7, calkiem sporych. Jedynym mankamentem bylo to, ze
      trzeba bylo dosc dlugo czekac, a jak czlek glodny, to wdychanie zapachow jest
      meczarnia ;)
      Restauracja ma piekny widok z tarasu, sliczne kolory morza, szczegolnie
      wieczorem. Bardzo lubilam tam siedziec.

      Czasami jadalismy tez w barze Orzeszek obok hotelu Empire, tez w starej czesci
      Hurghady. Tu jedzenie bylo mniej rozmaite, ale z pewnej, bo hotelowej kuchni( z
      hotelu Empire).
      Fajnym zwyczajem tego baru bylo rzucanie lupinek po orzeszkach, dodawanych w
      sumie do prawie kazdego zamowienia, na ziemie. Na poczatku troszke sie
      krepowalismy, teraz po przyjezdzie do domu mamy problemy ze znalezieniem
      kosza ;))

      Kilka razy stolowalismy sie w nowej czesci Hurghady. Raz w barze na rogu przy
      Syrence- maja swietna karkadee i tanie piwko.
      Raz chyba tez jedlismy pizze w Pizza Hut, nic szczegolnego po smakolykach z
      Aqwarium In :)

      Kurcze, rozpisalam sie... sorrki... czas spac ;)
      • Gość: nija Re: Jakie restauracje? IP: 213.212.203.* 24.02.04, 05:28
        Restauracji w Hurghadzie jest sporo, zalezy kto co lubi...
        W typowo egipskich knajpach mozna zjesc calkiem przyzwoity obiad juz za ok 7
        funtow (cwiartka kurczaka, ryz, salatka, cola), znajdziemy takze bardziej
        wyszukane restauracje, choc nadal w przystepnych cenach, jesli chodzi o owoce
        morza, polecam knajpe o nazwie Mina...mniam!!!
        Pozdrawiam z Hurghady
    • corrina_f1 Kulinarna Hurghada 24.02.04, 10:11
      Pozwolę sobie wkleić fragment moich wspomnień z Egiptu, sukcesywnie dopisuje po
      kawałku, wychodzi na to, że do opisania został jeszcze tylko Luksor i Giftun.
      Tymczasem właśnie napisałam trochę o restaurcjach, mam nadzieję, że pomogę
      autorce postu :)
      Ten fragment niebawem pojawi się na swoim miejscu, czyli w serwisie pc_maniaca,
      do którego oczywiście serdecznie zapraszam - do lektury mojego dziennika tamże
      również ;))


      KULINARNA HURGADA

      Zgodnie z umową w Luksorze, dzisiejszą kolację będziemy jeść poza hotelem.
      Muszę przyznać, że już po pierwszym tygodniu ogólnie dobre, choć bardzo
      monotonne jedzenie hotelowe mocno nam się przejadło. Skosztowaliśmy już
      praktycznie wszystkiego, co gorsze, stwierdziliśmy, że w zasadzie wszystko ma
      podobny smak. Szczególnie desery, ale także mięsa, które przyprawiane są zawsze
      tymi samymi ziołami.
      O 19:00 spotykamy się w okolicach sklepu Lido z Anią, Piotrem i Wojtkiem. Do
      egipskiego przyjaciela wpadniemy po kolacji. Nasz hotel reprezentują poza nami
      Maryla, Ania i Wiktor.
      Ania z Piotrem, gnieźnieńscy znajomi odkryli w okolicach swojego hotelu kilka
      naprawdę wspaniałych knajpek, które zdecydowanie polecam. Szczególnie
      upodobaliśmy sobie trzy, wszystkie należące do jednego właściciela. Znajdują
      się przy tej samej ulicy, co hotel Shedwan i Empire, dokładniej pomiędzy nimi,
      bliżej Shedwana. Włoska Mafia ma ponoć najlepszą w mieście pizzę i owoce morza,
      niestety właśnie do Mafii nie udało nam się dotrzeć – nie starczyło czasu.
      Argentyńska i sąsiadujący z nią libański Mandarin to prawdziwa uczta dla
      podniebienia.
      Dzisiejszy wieczór spędzamy w Mandarinie. Hurgada, a szczególnie El-Dahar to
      jednak małe miasto. Po kilkunastu minutach do naszej i tak sporej już grupy
      dołączają 2 poznane w Kairze dziewczyny. W tak miłym gronie spędzamy w
      Mandarinie naprawdę niezapomniany wieczór. Obsługa bardzo miła, dokłada
      wszelkich starań, żebyśmy byli zadowoleni. Jedzenie po prostu niebiańskie! Na
      początek na stół wjeżdżają „czekadełka” w postaci pieczonej na w kamiennym,
      bielonym wapnem piecu pity z masłem czosnkowym. Następnie zamawiam rożki
      przypominające nieco ciasto francuskie, wypełnione serem, którego smak z kolei
      przypomina mi grecką fetę. Równie cudownie smakuje pieczona baranina podawana z
      ryżem i bardzo pyszną sałatką.
      community.webshots.com/photo/116746712/116763951pVazRj
      community.webshots.com/photo/95423853/95428638EnWTOM
      Cena piwa waha się od 6 do 10 LE, czyli podobnie jak w hotelu. Na deser nie
      mamy już miejsca, zamiast niego zamawiamy za bodajże 2 LE shishę, czyli fajkę
      wodną. Każdy dostaje jednorazowy ustnik, a najbardziej chyba popularny w
      Egipcie jabłkowy tytoń smakuje wyjątkowo po tak wspaniałej uczcie. Nie ukrywamy
      zaskoczenia po otrzymaniu rachunku. Każdy z nas zamawiał po co najmniej 3
      dania, popijał piwem, winem lub sokiem, palił shishę, a w efekcie do zapłacenia
      miał około 20-30 zł !
      Lido zaczyna się „niepokoić”, choć wie, że przed przyjściem do niego mieliśmy w
      planach kolację, wysyła co chwilę sms’y z pytaniem, kiedy w końcu się pojawimy.
      Kiedy wreszcie docieramy do jego sklepu, twierdzi, że martwił się, że coś się
      nam stało i tym podobne. Sądzę, że raczej nie mógł się doczekać, kiedy mnie
      zobaczy ;)
      Sklepik wydaje się być dość ciasny dla 9 gości, nie licząc już obsługi”. Mimo
      to korzystamy z uprzejmości i pijąc sobie herbatę, wspominamy spędzone
      dotychczas dni na Ziemi Faraonów.
      Niestety Ania z Piotrem wyjeżdżają następnego dnia bladym świtem. Ich ostatni
      wieczór Lido postanawia uczcić łącząc go z moim obiecanym, przekładanym
      urodzinowym party. Przed północą wszyscy udajemy się do jego domu, poza
      naszym „stałym składem” zjawia się jeszcze kilku kolegów Lido, Maxa i Mohammeda.
      community.webshots.com/photo/116746712/116752224bLmcxl
      community.webshots.com/photo/116746712/116754908vdWaMw
      community.webshots.com/photo/116746712/116754402PVLRFh
      Po chwili w drzwiach staje zdyszany Thomas, brat Lido. W rękach trzyma wielkie
      pudło, z którego sprawnie wyjmuje tort. W kieszeni ma też świeczki. Tort ląduje
      na stole, a w pokoju rozlegają się śpiewy „Sto lat”. Po chwili słyszę podobne
      piosenki, które, jak sądzę, są jego arabskim odpowiednikiem. Przyznaję, że
      jestem naprawdę wzruszona. Takich urodzin jeszcze nie miałam. Lido wręcza mi
      jeszcze jeden prezent, wielkiego alabastrowego kota, którego do tej pory nie
      chciał nam sprzedać, uważając naszą cenę za urągającą zasadom dobrego handlu.
      community.webshots.com/photo/95436713/95437440hbBfGA
      Od jego brata dostaję inną figurkę jednego z faraonów. Zabawa trwa w najlepsze
      do trzeciej nad ranem i kończy się w momencie, kiedy Ania z Piotrem
      uświadamiają sobie, że za kilka godzin odlatują do domu, a nie są nawet
      spakowani. Gospodarze odprowadzają nas wszystkich do busa.
      Kolejny raz wracamy do hotelu o tak późnej a raczej wczesnej porze, a obsługa
      recepcji po raz kolejny nie może się nadziwić i dziś wita nas tylko
      pobłażliwymi uśmiechami. A my stwierdzamy, że wcale nie jesteśmy zmęczeni, tu
      faktycznie da się żyć dopiero o tej porze. Zapraszamy Marylę na kieliszek
      whisky i w ten sposób dopełniamy wspaniałego wieczoru.
      • corrina_f1 Re: Kulinarna Hurghada 24.02.04, 10:12
        27.06 czwartek

        WSZYSTKO DOBRE…

        Świętowanie dnia poprzedniego oraz późna (vel wczesna) pora zaśnięcia decydują
        ostatecznie o świadomej rezygnacji ze śniadania, które w efekcie jemy dopiero …
        koło 15:00 w pobliskim Mc Donaldzie! (żeby nie było wątpliwości – nie jadam
        w „restauracji innej niż wszystkie”).
        Na pierwszy rzut oka wszystko na hotelowych stołach wygląda pięknie i może
        nawet
        tak smakuje. Ale po kilku dniach, w naszym przypadku mniej więcej po tygodniu
        człowiek
        ma już serdecznie dosyć hotelowego jedzenia - wszystko zaczyna się powtarzać,
        robi się mdłe. Na śniadania zawsze ta sama jajecznica, te same jogurty (przez 2
        tygodnie mieliśmy wyłącznie jeden rodzaj - naturalny Nestle), te same słodkie
        bułki i rozwodniony sok. Kawa rozpuszczalna - lokalny
        odpowiednik Nescafe nie przechodzi mi nawet przez gardło. Wołowina i kurczak są
        dwoma podstawowymi rodzajami mięsa, jakie serwują a hotelach
        i knajpach. Po pierwszym tygodniu zaczynałam naprawdę tęsknić nawet za
        schabowym i zupą
        pomidorową, których w zasadzie nie cierpię.
        Największy wybór dotyczy deserów- ciasta, budynie, kisiele, galaretki.
        Wszystko tak słodkie, że aż mdli. Dlatego więc postanawiamy odpuścić sobie
        jedno z ostatnich śniadań.
        Koło południa dzwoni Hazem, wpadnie na chwilę pożegnać się i pogadać. Okazuje
        się, że nasza kaseta z safari, którą w ostatniej chwili postanowiliśmy jednak
        kupić, nie istnieje już w archiwum. Szkoda, mimo wszystko mogła to być fajna
        pamiątka… Hazem przyjeżdża pod hotel z Taxem, swoim psem – mastifem, lub dogiem
        de bordeaux, a najprawdopodobniej krzyżówką obydwu ras. Tax jest kapitalny,
        bardzo przyjacielski, duży i … obśliniony.
        community.webshots.com/photo/95527582/95528600iGssqz
        community.webshots.com/photo/95527582/95528643QXNrDT
        Uwielbia jeździć samochodem i czuje się bardzo zawiedziony, kiedy jadąc z
        Hazemem do pobliskiego bankomatu zajmuję jego miejsce na przednim siedzeniu.
        Godzinę później jedziemy w tym samym kierunku już we trójkę z Krzysiem, kiedy
        Hazem podwozi nas na spóźnione śniadanie do Mc Donalda, Tax siedzi już
        na „swoim” miejscu. Trudno mi uwierzyć, że te 2 tygodnie tak szybko minęły…
        Wszystko to, co tu przeżyliśmy, ludzie, których poznaliśmy i których wydaje
        się, jakbyśmy znali od lat, jutro będzie tylko wspomnieniem…
        Żegnamy się z Hazemem i Taxem, szkoda, że nie mieliśmy czasu, żeby lepiej się
        poznać. Lido „zabrał” nam praktycznie wszystkie wolne wieczory…
        Resztę popołudnia spędzamy częściowo na plaży, częściowo na pakowaniu. Przed
        nami ostatni wieczór u Lido i jego kompanii. Jest jakoś inaczej, można
        powiedzieć, jakby smutno..
        Biedna Ania nabawiła się gorączki i innych męczących objawów „zemsty faraona” i
        postanawia zostać w pokoju. Zabieramy więc wieczorem tylko Marylę i Wiktora.
        Tym razem kolację spożywamy w sąsiadującej z Mandarinem argentyńskiej Gaucho.
        Nie ma mocnych, muszę przyznać, że najlepsze steki, jakie do tej pory jadłam w
        Berlinie, będą chyba musiały ustąpić tym, które jadłam w Gaucho… Do dziś
        cieknie mi ślinka, kiedy o nich myślę. Podawane są na „kamiennym” rozgrzanym w
        piecu prostokątnym talerzu razem z wielkim ziemniakiem polanym czosnkowym sosem
        oraz grillowanymi warzywami, w tym przepyszną papryką. Poezja smaku.
        Sama restauracja ma dość ciekawy, przyjemny wystrój, przypomina knajpy
        europejskie, plusem jest też mocna klimatyzacja. Obsługa równie miła, jak w
        Mandarinie. A rachunek równie zaskakujący, co poprzedniego wieczora. Zaczynam
        żałować, że wzięliśmy hotel z wyżywieniem. Kiedy Ania z Piotrem opowiadali nam,
        ile wspaniałych miejsc odwiedzali co wieczór w Hurgadzie, naprawdę im
        zazdrościłam. Podobnie jak nam, najbardziej przypadły im do gustu argentyńskie
        i libijskie przysmaki. Równie ciekawie brzmiały ich opowieści o restauracji Red
        Sea II, znanej oczywiście z owoców morza. Niestety tam nie udało nam się już
        dotrzeć. Co śmieszniejsze, praktycznie każdego dnia spoglądaliśmy na nią ze
        sklepu Lido, ponieważ znajduje się dokładnie po drugiej stronie ulicy.
        Po kolacji po raz ostatni odwiedzamy Lido. Dokonujemy ostatnich zakupów,
        wybieramy figurki i papirusy dla rodziny i znajomych. W portfelu coraz mniej
        pieniędzy, ale chcę wydać je już do końca. Myślałam, że wybierzemy się z Lido
        na souk (bazar), ale jakoś w końcu nie wyszło. W planach miałam też odwiedzenie
        pobliskiego meczetu, ale oczywiście nieodpowiednio się ubrałam. Same straty…
        Pytam Lido, czy ma w swoim sklepie papirusy z tekstami Koranu. Niestety nie ma,
        ale nie jest to żaden problem. Lido ciągnie mnie do pobliskiego sklepu
        znajomych. Zajmują się sprzedażą samych papirusów. Przyznaję, że sklep jest
        dość imponujący. Niestety chwilowo nie mogą znaleźć tego, o co pytam, ale
        obiecują mi pomóc. Tymczasem odwiedzamy inny mały sklepik, gdzie Lido pomaga mi
        wybrać kubek dla koleżanki. Max kupuje w tym czasie papierosy,
        słynne „Cleopatra” dla mojego Taty. Zostaje jeszcze tylko Mama… Największy
        problem, bo nawet nie mam pomysłu ! Siadamy na pufach w sklepiku Lido, żeby coś
        wymyślić. Nagle w drzwiach zjawia się jego brat z kilkunastoma zwojami
        papirusów w ręku. Teraz dopiero trudno mi będzie wybrać jeden dla brata!
        Wszystkie zawierają pięknie wykaligrafowane teksty z Koranu, w końcu decydujemy
        się na jeden. W pewnej chwili Lido wpada na pomysł. Mama z pewnością ucieszy
        się z pokrytej masą perłową szkatułki na biżuterię. Nawet nie przypuszczałam,
        że Lido może wymyślić coś tak trafnego. Sęk w tym, że wszystkie pudełka, które
        już po chwili przynosi z jakiegoś innego sklepu są dla mnie za drogie, w
        portfelu zostało mi ostatnie 40 LE. Lido znika jeszcze na moment i wręcza mi
        jedną ze szkatułek, która w pierwotnej wersji kosztować miała 120 LE. Daktyle!
        Zapomniałam o daktylach! Miałam je kupić na souku, a teraz nie stać mnie już
        nawet na jednego… Następnym razem – myślę sobie, ale po kilku minutach w
        sklepie zjawia się Bodyguard, wręczając mi paczkę zapakowanych daktyli mówi
        tylko z uśmiechem: „Na zdrowie”.
        Przed północą wpadamy jeszcze na chwilę do ich domu. Któryś z kompanów Lido
        organizuje kilka butelek piwa Stella, które dość szybko wypijamy na balkonie.
        Wiatr dziś chyba jeszcze większy niż zawsze, ale i nastrój, jaki panuje na
        balkonie różni się od dotychczasowych wesołych imprez. No cóż, jutro o tej
        porze już nas tu nie będzie… Trudno to sobie uświadomić. Wszyscy żałujemy, że
        czas płynie nieubłaganie szybko. Spędziliśmy ze sobą dużo wspaniałych
        wieczorów, śmiejąc się przegadaliśmy wiele godzin. Trudno tak po prostu się
        teraz pożegnać, ale nie mamy wyjścia. Długo stoimy jeszcze na ulicy
        przepuszczając po kolei wszystkie busy. Zastanawiam się, czy zapomną o nas
        równie szybko, jak się poznaliśmy. Będę w błędzie, w zimowe wieczory, kiedy
        egipskie słońce wydawać się może jedynym lekarstwem na depresję, miłe listy i
        pozdrowienia na swój sposób będą naprawdę przyjemnym prezentem.
      • Gość: Basik Re: Kulinarna Hurghada IP: *.jeleniag.cvx.ppp.tpnet.pl 24.02.04, 16:44
        Moi znajomi opowaidali, że będąc w jakiejś restauracji zamówili sobie kurczaka
        z frytkami.Kelner przyniósł im kurczaka, ale z ryżem i w ogóle nie mógł
        zrozumieć, dlaczego mają pretensje. Proszę o wyjaśnienie, czy Egipcjanie
        traktują ryż, frytki, ziemniaki zamiennie czy też znajomi mieli pecha i trafili
        na jakiegoś niezbyt rozgarniętego kelnera.Tak na marginesie w sumie byli
        zadowoleni z tej restauracji.
        Pozdrawiam
        Basik
    • Gość: turista Re: Jakie restauracje? IP: 62.139.254.* 24.02.04, 11:10
      pytanie bylo o resteuracje,wiec nie wiem po co opisujecie swoje przygody z
      egipcjanami.mnie osobiscie to nie obchodzi.stworz sobie nowy watek i tam sie
      rozpisuj,zdaje sobie sprawew ze przezywaz swoj pobyt w egipcie ale prosba
      opisuj to w innych miejscach.nie umiesz czytac pytanie bylo konkretne o
      restauracje,a nie ile piw wypilas z egipcjanienem i z jego psem.
      restauracje,bary itp:
      jesli chesz sprobowac egipskiej kuchni polecam bar : Kamuna (egipcjanie jedza
      tam: sniadanie ,obiad i kolacje)
      dla mnie najlepsza restauracja jest: Falfela ( niedaleko hotelu holidays sea
      wiev) jest to miejsce z pieknym widokiem na morze,proponuje udac sie tam przed
      15.00 kiedy slonce jest jeszcze w miare wysoko i kolor morza jest
      nqajpiekniejszy) mozesz tam zjesc rowniez tradycyjne dania egipskie( polecam:
      szakszuka - napisalem tak jak sie wymawia:) ) ,rowniez maja tam dania bardziej
      europejskie ,ceny bardzo przystepne,najdrozsze danie chiba okolo 50
      funtow.srednio za jedna osobe zaplacicie okolo 30 funtow,a polmiski sa niemale:)
      p.s. jest to jedyna restauracja z taaaaaakim widokiem.dla mnie the best
      ogolnie polecam wszystkim jedzenie z egipskich barow
      bardzo fajna restauracja w uliczce przed mcdonald,nazywa sie Sphinx: pyszne
      jedzonko,super sosy zwlaszcza czosnkowy
      jesli ktos lubi rybki to polecam El mina: owoce morza- kalmary bardzo dobre
      9zetaw z frytkami i napojami koszta okolo20 funtow
      na koniec ZOSTAWIAJCIE NAPIWKI
      DUSIGROSZE NIECH TEGO NIE CZYTAJA IM NIE POLECAM NIC.
      • Gość: corrina_f1 Re: Jakie restauracje? IP: *.maqs.com 24.02.04, 11:16
        Jak widać do końca nie przeczytałeś, bo opisałam właśnie restauracje oraz
        kwestię jedzenia ogólnie.
        Generalnie zasada jest taka, że jak kogoś temat nie interesuje, to po prostu go
        nie czyta, poza tym odpowiedziałeś chyba nie tej osobie, bo jak mniemam, te
        zdania skierowane były do mnie.
      • Gość: Voy Re: Jakie restauracje? IP: *.teleartom.com.pl 02.03.04, 18:36
        Hej, hej!

        Znasz knajpy do ktorych docieraja nieliczni! Uklon! Do tego te najfajniejsze!
        Polecan kamune: czy ktos zauwazyl ze szyld tej knajpy po arabsku bardzo
        przypomina polski wyraz "bigos"? :)
        Felfela jest bardzo dobra, ale juz drozsza. Swietna fel;fela jest w Kairze,
        boczna uliczka od talaat harb.
        El mina tylko jak sie lubi ryby. owoce morza wg mnie sa w egipcie co najwyzej
        srednie...

        Pozdrawiam
Pełna wersja