Gość: Zachary
IP: 5.2.* / *.chello.pl
13.04.04, 14:27
Na początku chciałem podziękować forumowiczom za cenne rady - El Gouna i
hotel Sheraton to najcudowniejsze,miejsca w jakich w życiu byłem. O samym
hotelu praktycznie wszystkie informacje są w dziale opisy hoteli i wszystko
co tam napisano się zgadza. Pani Romo - zdjęcia dostarczono.
Ale po kolei:
Wybrałem wycieczkę do w/w hotelu z biurem Exim Tours. Odlot 17 marca z
Katowic o godz. 19.15. Odprawa bez problemów wszystko na czas. Lecąc w stronę
Egiptu z Katowic było międzylądowanie w Poznaniu.Pierwsze obawy na temat
samolotu natychmiast zostały rozwiane. Pilot latać umie, Airbus jest bardzo
czysty,obsługa miła i ładna ;-) W Poznaniu było tankowanie ,więc nas na
wysadzono ze względów bezpieczeństwa. Po godzinie lecimy . Pogoda dopisuje
jest bezwietrznie i dosyć ciepło +8 stopni. Jedzenie na pokładzie samolotu w
porządku ,zjadłem wszystko. Po ponad 4 godzinach lądujemy. Wysiadamy w
Hurghadzie i ... zimno ! Wprawdzie +15 stopni ,ale bardzo silny wiatr.
Oczywiście paru rodaków drze się niemiłosiernie , bo wypili po kilka
głebszych . No comment . Najpierw kolejka po tzw. wizę czyli dwa znaczki za
15 USD. Potem dwie kontrole i wychodzimy. Lotnisko w Hurghadzie nie robi
wrażenia żadnego, takie jest zwyczajne. Rozdział do różnch busów - jedziemy.
Praktycznie za bramą lotniska jest hotel Ambasador. Przypuszczam ,że nie jest
w nim zbyt cicho. Po drodze wysadzamy ludzi w hotelu Palm Beach - nie wygląda
źle, ale jest na totalnym odludziu.Po krótkim czasie dojeżdżamy do El
Gouny.Jest to prywatna miejscowość bardzo bogatego Egipcjanina, którego
własnością jest również sieć telefonii komórkowej MobiNil,browar Stella oraz
największa w Egipcie firma transportowa.Przy okazji - oprócz NobiNil jest
również Vodafone - dwa razy droższa ,z naliczaniem impulsów co minutę a nie
tak jak w Mobi co 30 sek., i z niezrozumiałą taryfą zależną od godzin, dni
tygodnia i wszystkiego innego.Do samej El Gouny wjeżdża się przez chronioną
bramę(takich bram ponoć jest 3). Inny świat. Każda palma ma własne
podświetlenie,jest prywatne lotnisko ... i jest ślicznie.Najpierw podjeżdżamy
pod Sultan Bey - wygląda i jak później sprawdziliśmy jest O.K.Potem pod
Steibeiger Golf i na końcu Sheraton. Ogromne wrażenie robi już recepcja -
same błyszczące marmury , na nich grube dywany itd. Meldujemy się i umawiamy
się na spotkanie drugiego dnia z rezydentem Nabilem , egipcjaninem bardzo
dobrze mówiącym po Polsku (np. słońce dzisiaj nieźle zapodaje ;-) .Dopokoju
zostajemy odwiezieni melexem, wnoszą nam walizki pokazują co i jak, 1 dolar
napiwku i zostajemy. Jest 4 rano , ale nam wcale nie chce się spać . Pokój
duży i wysoki min. na 5 metrów. Łóżko wygodne , łazienka w marmurach ze
szklanymi drzwiami do kabiny prysznicowej ,telewizor (TV Polonia,TELE 5,TVN),
minibar ,sejf , piekny taras z leżakami i widokiem na zatoczkę... Za chwile
pukanie do drzwi - przyniesiono kolację! Bułki prosto z pieca, drobiowa
szynka,żółty ser,kiwi, obrane pomarańcze ...kolejny dolar w podziękowaniu.
oczywiście zjadamy wszystko.Około 5 rano idziemy spać ,zamiast klimatyzacji
włączamy ogrzewanie. Pierwszy sen ...
Wstajemy o 9.00. Wychodzimy z pokoju - wcale nie jest super ciepło, a
wszystko przez ten wiatr. W drodze do jadalni widzimy piękne kwiaty w
ogrodzie, zatoczki z niesamowitym kolorem wody, mostki ... Na samą myśl ,że
będziemy na to wszystko patrzeć przez dwa tygodnie robi się lekko na sercu.Co
do menu na sniadanie wszystko jest opisane w dziale PC Maniaka.Po sniadaniu,
niemiłosiernie obzarci wracamy do pokoju.Zostawione na poduszce 2 USD
zniknęły i warto je było dać . Potem średnio co dwa dni po dolarze i efekty
sprzątania rewelacyjne. Nawet posciel wymieniano nam codziennie.Przebieramy
sie i idziemy na rekonesans.Można się zgubić , bo obiekt jest ogromny.
Sprawdzamy wodę w morzu - póki co zimna, i w pierwszy dzień rezygnujemy z
plaz głównie z powodu silnego wiatru. W basenie woda podgrzewana, tłoku nie
ma , animator prowadzi akurat gimnastykę. Kelnerzy krążą pośród leżaków , ale
nachalni nie są.Słońce nieco przypieka, temperatura +22.Oprócz podgrzewanego
basenu, jest też"zimny", w którym rozgrywane są mecze wodnej siatkówki.
Oczywiściewięcej w tym wszystkim zabawy niż umiejętności, swoja drogą miło
jest popatrzeć jak w jednym basenie bawią się Niemcy ,Anglicy ,Francuzi,
Polacy, Rosjanie i Włosi naraz.
Plaża . Hotel ma kilka plaż , na każdej sa leżaki, parasole witrochrony i
punkty wydawania ręczników. Na największej tzw.Zeytuna Beach jest centrum
nurkowania , a takze ok. 200 metrowy pomost prowadzący wgłąb morza ,
bezpośrednio na rafę.Rafa super ,ale jej piekno odkryłem dopiero pod koniec
wyjazdu, kiedy nareszcie przestało wiać i woda niezmącona falami była
przejrzysta.Oprócz tego pierwsze 5 dni miałem wyłączone , ponieważ już w
pierwszy dzień nabawiłem się kataru,który przerodził się w zapalenie gardła.
Apteka i leki.
W zwiazku z moją chorobą wybrałem się do apteki, bo oprócz nifuroxazydu nie
zabrałem żadnych leków z Polski. Pani w aptece bardzo miła,ale możliwości ma
ograniczone. Zadnego sprayu do gardła, może mi dać antybiotyk, ale wolę nie
ryzykować. Pomimo mojej znajomości chemicznych nazw leków zbyt wiele nie
udaje mi się kupić. Syrop na kaszel o nazwie Juviex (skuteczny), tabletki do
ssania o składzie przypominający Coldrex LaryPlus, krple do nosa Otrivin
(znajoma nazwa!) oraz paracetamol pod nazwą Abimol. Leki nie są drogie np. 20
tabl. Paracetamolu kosztuje ok. 1,20 PLN. To o wiele taniej niż w Polsce, a
lek jest firmowany przez Glaxo, także nie jakieś tam byle co. Generalnie
rzecz biorąc radziłbym być mądrzejszym ode mnie i zaopatrzyć się w zapas
leków w kraju.
Downtown.
Centrum handlowe El Gouny to tzw. Downtown. Można sie tu dostać busikami
jeżdzacymi co kilkanaście minut spod każdego hotelu.Oprócz apteki jest tu
dyskoteka, poczta, restauracje,pub z ogromnym telewizorem na którym ogląda
się piłkę nożną oraz sklepy (sportowe ,spożywcze)Cen na produktach nie
ma ,ale nie ma też wolnej amerykanki.Kupowałem średnio co trzy dni piwo
Sakara w jednym ze sklepów. sprzedawali mi je różni sprzedawcy , ale cena
zawsze była jedna - 1 USD lub 6,50 LE.
Pieniądze.
Oprócz funtów niejednokrotnie wyglądajacych jak zuzyty papier toaletowy, w
obiegu jest też dolar amerykański. I to nie tylko duze nominały - w sklepach
przyjmują nawet jednodolarówki, a w przypadku gdy macie zapłacić 3 USD a
najmniejszy nominał jaki macie to 10 USD, bez obawy , wydadzą wam resztę w
dolarach. Oczywiście w El Gounie.W innych miejscach wydaja funty i to po
kiepskim kursie, lub starają się nie wydać wcale udając Greka, lub wciskając
wam w ramach reszty jakiś badziewny towar.
C.d.n.