loka
31.05.04, 10:13
Przestrzegam wszystkich przed bezkrytycznym uwielbieniem dla tej kobiety i
jej biura. W Hurghadzie jest mnóstwo biur lokalnych, profesjonalnych i
oferujących podobne lub niższe ceny do tych, które ma Sonia. Sama Sonia,
pomimo, że Polka, stosunek do turystów w potrzebie ma taki jak każdy
przeciętny Arab.
My jednak wybraliśmy Sonię (powodowani opiniami na tym forum)i pojechaliśmy
na quady....
Już na pustyni - usadowieni na quadach - musieliśmy czekać ponad 1 godz. w
palącym słońcu na jeszcze jedną grupę, która z niewyjaśnionych przyczyn
spóźniała się, lub, to po nas przyjechano za wcześnie. Tak wymęczeni
ruszyliśmy w pustynię. DOBRA RADA DLA WSZYSTKICH: NIE DAJCIE SIĘ WSADZIĆ WE
DWIE OSOBY NA JEDNOOSOBOWY MOTOR!!! Nam powiedziano, ze to quady dwuosobowe,
tymczasem nie są one wcale przystosowane do przewozu dwóch osób, TO SĄ
JEDYNKI!!!!!!!! Pasażer, który siedzi z tyłu jest narażony na duże
niebezpieczeństwo. Wszystkim się wydaje, że nic nie może się stać, dopóki
właśnie się nie stanie, a w naszej grupie stało się. Kobieta - pasażer spadła
z motoru (pasażer nie ma m-ca na stopy, wystarczy najechać na większy kamień
i o wypadek nie trudno), otwarte złamanie nogi. Kobieta leży i wyje z bólu,
arab wrzeszczy, że to jej wina, bo nie trzymała stóp tam gdzie powinna (a
gdzie do jasnej cholery, pytam się, powinna je trzymać, skoro jest to motor
dla jednaj osoby!!!)Arab jest w coraz większym stresie i drze się coraz
głośniej, bo wczoraj też w jego grupie spadł facet i złamał rękę. Kobieta
leży z otwarta raną i wystającą kością w piachu, mdleje z bólu a oni nie chcą
dzwonić po karetkę. NIE SĄ UBEZPIECZENI!!!!!!, więc nie zadzwonią, bo nie
będą ponosić kosztów!!! Mija 0,5 godz., my-turyści usztywniamy kobiecie nogę
za pomocą prowizorycznego kija i chust. Oni nie mają nawet apteczki. Po około
0,5h nadjeżdża jakiś rozklekotany jeep. Wsadzamy kobietę do środka, na
podłogę, bo siedzenia są za wąskie. Jeep jedzie kilka km, po czym psuje się
całkowicie i już dalej nie rusza. Arab kierowca spokojnie zapala papierosa i
mówi (po ichniemu - nie zna w ogóle ang.), że nie da nam swojego tel.kom.,
żebyśmy mogli gdzieś zadzwonić (swoich tel. nie wzięliśmy, bo mówili, żeby
wszystko zostawić w hotelu, bo się zakurzą). Wyrywamy arabowi tel. i dzwonimy
do naszego rezydenta na m-cu. Pomaga nam tyle, ile może, dowiaduje się o
szpitale....w tym czasie my-turyści naprawiamy samochód własnymi rękami.
Naprawiamy na tyle, że dojeżdża do głównej drogi, tam łapiemy innego jeepa,
jedziemy do szpitala. W dwóch nie chca nas przyjąć, w końcu w trzecim
przyjmują. Kobieta jeździła z otwartą, zanieczyszczoną raną kilka godzin.
Po dotarciu do szpitala dzwonimy do Sonii, a Sonia ma nas w d..., bo właśnie
wraca z Luksoru i nic nie może na to poradzić. Na drugi dzień szybko oddaje
kasę za wycieczkę, ale odszkod. nie chce wypłacić i przeciąga termin do czasu
naszego wyjazdu z Egiptu.
Nie wiem jak skończyła się kwestia odszkod., bo my musieliśmy już wyjeżdżać,
a kobieta została w szpitalu i jest tam do dzisiaj.