iova
15.07.12, 22:54
O całą dobę opóźnił się powrót turystów z Hurghady, korzystających z usług biura podróży Mati World Holidays. Widok koczujących na egipskich lotniskach Polaków to codzienność, nawet, jeśli ich turoperator nie zbankrutował
- Nie ma was na liście pasażerów. Całej waszej grupy - cierpliwie tłumaczył Egipcjanin trzydziestoosobowej grupie Polaków, którzy usiłowali wrócić z Hurghady do Warszawy samolotem charterowym OLT Express w piątek wieczorem. W pobliżu krążyła zrozpaczona kobieta z trójką dzieci, z innego biura podróży, która czekała na odlot już od rana. - Dla nas też nie było miejsc. Ostatecznie znalazło się dla mojego męża, ale do innego miasta, niż to, z którego przylecieliśmy. A co będzie z nami? Nie wiem - mówiła.
Rezydentka Mati World w Hurghadzie, Małgorzata M., która - inaczej niż rezydenci innych polskich biur podróży - nie odprowadzała grupy na lotnisko, słała sms-y. "Firma rozmawia z liniami lotniczymi". Ale bezskutecznie, co usiłowała wyjaśnić innym sms-em: "Linie lotnicze przysłały mniejszy samolot".
Egipski kierownik odpraw zdemaskował jednak kłamstwo, mówiąc, że OLT Express przysłał taki sam samolot, jak zawsze, zabierający 180 osób na pokład. A po odprawieniu wszystkich, mających ważne bilety, okazało się, że zostało jeszcze 14 miejsc. Czternastu szczęśliwców poleciało do Polski, około dwudziestu pozostało w Egipcie.
całość artykułu
www.rp.pl/artykul/705167,913928-Podroz-w-egipskich-ciemnosciach.html?p=1