Gość: AniulaK
IP: 80.51.198.*
12.04.05, 15:40
Kochani!
Wróciłam niedawno z Sharmu. Było cudownie z małymi wyjątkami, związanymi z firmą Alfastar. Postanowiłam więc krótko opisać co się działo. Z uwagi na ograniczone fundusze wybraliśmy z mężem Alfastar, udało nam się znaleźć last minute w hotelu El Diwan. Na lotnisku na Okęciu odprawiono nas bardzo sprawnie, lot Centralwings – samolot Lotowski - bez zakłóceń. W Sharmie cudowna pogoda, gorąco. Na lotnisku żadnych problemów poza małym zgrzytem przy autobusie, gdzie czepliwy Arab, wkładający walizki do autobusu, chciał 5 dolarów (!) za swą pracę od każdego. Ładowanie do autobusu dość długo trwało ale po jakiejś godzinie pojechaliśmy. El Diwan jest bardzo blisko lotniska, w sumie może z 10 minut jazdy autobusem. Wypakowano nasze rzeczy, dostaliśmy pokój z widokiem na placyk przed hotelem. Pokój czysty, obsługa bardzo miła. Nic nie zapowiadało problemów. Tydzień pobytu przebiegł błyskawicznie. Byliśmy rok temu w Hurgadzie i zwiedzaliśmy sporo – poza Kairem, teraz więc chcieliśmy pojeździć tylko po półwyspie Synaj i zaliczyć ten Kair a głównie popływać przy rafie. Ta hotelowa jest bardzo fajna – mimo że do plaży się jedzie - i nie ma sensu płynąć na Ras Mohamad żeby zobaczyć coś innego. Znajomi z hotelu którzy pojechali mocno żałowali, bo widoki pod wodą bardzo podobne. Ale wracając do początku – rozejrzeliśmy się po hotelu, ceny wycieczek u rezydenta – wiadomo – wyższe niż w mieście. Pierwszego dnia pojechaliśmy wieczorem do Naama Bay i tam kupiliśmy wycieczkę do Klasztoru Św. Katarzyny oraz do Kairu na jeden dzień w lokalnym biurze gdzie pracuje jakaś Polka.. Przy kolacji opowiedzieliśmy grupie ludzi, z którymi się poznaliśmy w samolocie o tym i w sumie następnego dnia mieliśmy Kair. Mąż poprosił o suchy prowiant na drogę i tu zaczęła się ta mniej przyjemna część pobytu.
Najpierw człowiek w recepcji stwierdził , że suchego prowiantu w ogóle nie dają. Po dłuższej chwili zmienił zeznania i zaczął mówić, że to zależy od zgody jakiejś rezydentki, której nie widzieliśmy na oczy. Nazywała się Lucyna Witaj albo Wita. Zadzwoniliśmy do niej i przeżyliśmy szok – kobieta była bardzo wulgarna, i powiedziała nam że mamy się „odpier...ić” bo ona nic nam nie pomoże, że trzeba było kupić wycieczkę u niej. W sumie mało nas interesował ten prowiant, bo ostatecznie kupiliśmy sobie coś na drogę w sklepie, ale zachowanie tej kobiety nas po prostu zbulwersowało. Dopiero pod sam koniec pobytu spotkaliśmy grupę osób, które były tu już tydzień i miały ten sam problem. Ale w końcu to są wakacje, więc sprawę zostawiliśmy i zwiedzaliśmy. Kair w jeden dzień to dość męcząca wyprawa ale było warto. Pierwszy raz widziałam na oczy piramidy! Wizyta w perfumerii oraz instytucie papirusu była stratą czasu. Muzeum Kairskie mnie zachwyciło – to bogactwo, ilość artefaktów. Poraża. Tylko sposób prezentacji pozostawia wiele do życzenia. Ale wycieczka była bardzo udana, pani przewodniczka – Polka – sama przyjemność. Zmęczeni wróciliśmy do hotelu i następnego dnia mieliśmy Klasztor Św. Katarzyny. Przepięknie położony, warto zobaczyć. My byliśmy zmęczeni po Kairze, ale widoki i wrażenia zrekompensowały nam wszystko. Wracając z Klasztoru zatrzymaliśmy się w Dahabie, gdzie było przepiękne morze i mnóstwo sklepików. Tam zrobiliśmy większe zakupy, w tym dywaniki z wełny wielbłądziej – polecam. Można je kupić po 25-50 funtów (ceny zaczynają od 120 funtów ale targować trzeba ostro). Perfumerie były dwie – jedna bardzo droga (2 funty za gram), jedna średnio droga (1 funt za gram) – w tej tańszej bardzo nieuprzejma obsługa, nie warto.
No a poza tym rafy, rafy, rafy. W Sharmie jest pod tym względem cudownie. Pozostały czas spędzaliśmy na plaży i w Naama Bay gdzie mieliśmy ulubioną knajpkę. Podsumowując – udane wakacje, bardzo niemiłe wrażenie zrobiła na nas tylko ta rezydentka, oraz po powrocie reakcja firmy Alfastar, gdzie dzwoniłam opowiedzieć o wydarzeniu. Pani, która odebrała, bardzo bagatelizowała sprawę a w końcu się rozłączyła bez podawania nazwiska. Dziwne zwyczaje. Egipt bardzo nam się podoba i pojedziemy na pewno znowu. Tylko już z inną firmą. I na koniec rada – Sharm El Shaik to oaza komercji. Jest tam bardzo drogo jak na Egipt, a Arabowie nie chcą się nawet za bardzo targować, tak ich rozleniwili Rosjanie i Włosi. Więc jeśli chcecie poznać prawdziwy Egipt, to Hurgada i wypady do Abu Simbel, Asuanu, Luxoru i Minii są zdecydowanie lepsze.
Powrót do Warszawy był bardzo spokojny, lecieliśmy o 3 rano, w Warszawie około 7. Centralwings bardzo.