Egipt-Izrael 7+7 teraz ja troche przynudzę...

19.07.05, 09:08
Tym razem moja przygoda z Egiptem i „okolicą” rozpoczęła się 22 czerwca na
Okęciu. Miałam lecieć na wycieczkę do Izraela i Egiptu już w kwietniu, no ale
jak to w życiu bywa, plany trzeba było dopasować do rzeczywistości (która
często „skrzeczy”). Koniec końców udało się… Po odbiorze vouchera na
stanowisku Triady i check-in oraz odprawie paszportowej strefa na horyzoncie.
Tam przypominam sobie, że nie włożyłam do torebki… grzebienia. Okazuje się,
że na całym MDL jest towar deficytowy. Po prostu nie ma. Cuda wianki są, a
takiego drobiazgu nie uświadczysz, grrr…

Planowo rozpoczyna się boarding, odlatujemy z ok. 20-minutowym opóźnieniem,
więc wszystko w porządku. Hurgada przed nami wyleciała z prawie 2-godzinnym
poślizgiem – AMC. My lecimy Air Cairo. Samolot jak samolot, dziewczyny z
obsługi trochę za poważne, w ogóle się nie uśmiechają a szkoda. Dostajemy
najpierw zimne napoje, łyk zimnego soku z guawy dobrze nastraja )) Potem
podają posiłek – repertuar jest chyba niezmienny, bo pojawia się zimny i
ciepły groszek, wołowina z makaronem, pieczywo, serek i ciasteczko. Potem
jeszcze kawa i właściwie podróż się kończy. Lecieliśmy trochę dziwnie, bo ja
dotąd latałam do Egiptu nad Turcją, a tym razem polecieliśmy na wysokości
Kavali i wysp greckich. W którymś momencie bardzo dobrze było widać Kretę po
prawej stronie. W końcu pojawia się wybrzeże Egiptu, nad Kairem pozostawiając
w dole wyraźnie widoczne piramidy, skręcamy na wschód i po pół godzinie
schodzimy do lądowania. Jak zwykle ostre zejście i siadamy w Sharmie. Egipt
wita bardzo przyjazna temperaturą, bo jest dość silny wiatr, dzięki czemu
jest bardzo przyjemnie. W hali przylotów małe zamieszanie, bo trzeba ustalić
czy najpierw objazd czy pobyt, jak z wizami itd. Uzyskuję informację, że
najpierw jedziemy do Izraela. Zatem na wniosku ląduje adnotacja Sinai only.
Po wyjściu z hali odbierają nas ludzie z Triady i kierują do busów. Ja ląduję
w busie nr 3, poznaję naszego pilota na Izrael, Marka. Sprawia miłe wrażenie,
co potem znajdzie potwierdzenie na trasie.

Oczywiście wynika małe zamieszanie, bo zawsze musi się znaleźć ktoś kto
pomyli autokar, ale ostatecznie ruszamy w drogę. Ok. 16 docieramy do Nuweiby,
do hotelu Regina Style. Po drodze widać akurat wychodzący z portu
(punktualnie!!!) prom do Akaby. W okolicy mnóstwo szwędających się luzem
wielbłądów.

Hotel ciut wysłużony i zakurzony, ale mamy tu spędzić tylko jedną noc wiec
chyba da się przeżyć. Widok z balkonu piękny – mam pod nosem może i góry
Arabii Saudyjskiej po drugiej stronie morza. W nocy przy pełni księżyca
wyglądać to będzie wręcz magicznie. Okazuje się że nie ma ręczników – dostaję
je w końcu po 3 godzinach i 2 interwencjach w recepcji.

Plaża ładna, choć zaczyna się odpływ i trzeba bardzo uważać z przepływaniem
nad rafą, żeby się nie pokaleczyć. Poza tym wysyp galaretek, ale to sezon.
Rafa ładna, choć daleko od brzegu, sporo rybek, wreszcie mogę sobie z bliska
poobserwować „rybkę Nemo”, bawiącą się pomiędzy koralami  Niestety załatwiam
przy okazji aparat fotograficzny, bo gdzieś nie docisnęłam obudowy i woda się
dostała do środka. Przed samą kolacją robię jeszcze dodatkowo kilka rundek w
basenie.

Jedzenie w Reginie przeciętne, czystość pozostawia nieco do życzenia, ale
desery rekompensują z nawiązką wszelkie niedogodności. Jedyna mało
sympatyczna jak dla mnie rzecz (co jest zapewne wynikiem uprzednich
doświadczeń obsługi hotelu, niestety) to fakt, że strasznie pilnują i wręcz
nieprzyjemnie dopominają się o zapłacenie za napoje do kolacji (dla mnie jest
to sprawa oczywista i nie lubię jak ktoś mi wisi nad głową i nie daje w
spokoju cieszyć się jedzeniem, no ale rozumiem, z czego może to wynikać –
vide relacja Scorpia).

Noc mija spokojnie, rano przed śniadaniem jeszcze idę popływać. O 10 mamy
wyruszyć już na granicę w Tabie – oczywiście okazuje się, że znowu ktoś
pomylił autokary. Pani z naszej grupy z małżonkiem ulokowali się w autokarze
do Jordanii )) W końcu tylko niewielka różnica….

W końcu ruszamy w drogę. Po drodze cieszymy się widokami wybrzeża i w końcu
docieramy do Taby. Widać Hiltona, w którym odbudowują zniszczone w zamachu
skrzydło. Egipska odprawa przebiega szybko i sprawnie, potem krótka przerwa w
strefie niczyjej na zakupy wolnocłowe dla chętnych i stajemy oko w oko z
Izraelczykami. Najpierw cała grupa odpowiada na pytania, a potem kierują nas
do różnych rodzajów kontroli. Generalnie nie-pary i nie-rodziny idą na pełną
kontrolę. Mnie nie otwierają walizki, ale na odmianę dziewczyna sprawdza mi
torebkę i paszport na obecność materiałów wybuchowych i prochu. Jednej z pań
ciągle coś dzwoni na bramce, więc trafia do kontroli osobistej. W pewnej
chwili mała konsternacja na prześwietlarce. Wybebeszają chłopakowi walizkę i
wyciągają … pas do masażu. Wygląda, hmmm, jak pas z ładunkiem wybuchowym. W
końcu wszyscy przechodzimy do Izraela i siadamy do naszego autokaru. Naszym
pilotem jest Palestyńczyk, Billy, bardzo miły, ale pełny ciężar opowiadania i
oprowadzania przejmuje Marek. W pozostałych dwóch autokarach rolę od pilotek
przejmują izraelskie przewodniczki, Aviva i druga, nie pamiętam jej imienia.

Wyruszamy w drogę. Przejeżdżamy przez Eilat, akurat siada na lotnisku
samolot – fajny widok, bo lotnisko w Elacie jest w środku miasta. Lecimy
drogą nr 90 na północ. Po drodze robimy postój w kibucu Yotfata, słynącym z
wyrobów mleczarskich. Przerwa na lunch, większość grupy kupuje lody –
rzeczywiście wspaniałe. Wkrótce zaczynamy zjeżdżać w depresję i docieramy na
wybrzeże Morza Martwego. Po drodze mijamy Ein Gedi i Ein Bokek, potem Masadę,
Qumran i skręcamy na zachód do Jerozolimy. Krajobraz się zmienia, wjeżdżamy
we wzgórza Pustyni Judzkiej i zaczynamy się wspinać – z minus 400 na prawie
600 m n.p.m. Ok. 17 jesteśmy na miejscu. Okazuje się, że jesteśmy dość daleko
od centrum, w Beit Hanina, hotel nazywa się Claridge. Okolica mało
zachęcająca, do tego okazuje się, że klimatyzacja działa wyjątkowo mało
efektywnie. Na szczęście można otworzyć okno i to załatwia sprawę, bo
wieczorem robi się dość chłodno.

Ze względu na układ dni Marek informuje o zmianie kolejności zwiedzania.
Jutro wieczorem zaczyna się szabat, więc na przedpołudnie planuje żydowską
Jerozolimę, Ein Karem, Yad Vashem oraz Betlejem. W sobotę dla chętnych Morze
Martwe a ci, co nie jadą na wycieczkę mają „dzień wolny”. Na niedzielę idzie
Galilea, a w poniedziałek idziemy na cały dzień w starą Jerozolimę. We wtorek
czeka nas droga powrotna do Nuweiby.

Pada propozycja fakultatywnego wypadu na Stare Miasto wieczorem (koszt 20
USD). Wyjeżdżamy o 20 i wracamy o północy. Najpierw Góra Oliwna o zmierzchu,
dmucha dość mocno, więc nie żałuję zabranego swetra. Potem zjeżdżamy w dół i
na piechotę idziemy na Stare Miasto – wchodzimy od Bramy Jaffy, koło pięknie
oświetlonej Cytadeli, przez dzielnicę armeńską przez opustoszałe zaułki, do
dzielnicy żydowskiej – dalej Cardo, Ramban, Stary Mur i schodzimy na plac
przed Kotelem. Pod Ścianą dużo ludzi, zwłaszcza po „damskiej” stronie
tłoczno, chwilkę trzeba zaczekać, żaby móc choć dotknąć tych gładkich białych
kamieni…. Atmosfera niesamowita, gdzieś się wyrywa samoistnie „Ani ba-Bait”
(Jestem w domu!). Aż się nie chce wracać do autokaru.

W końcu ruszamy dalej – autokar odbiera nas poniżej Bramy Gnojnej i jedziemy
pod Kneset a potem do Zachodniej Jerozolimy. Mały spacer po Ben-Yehuda i
wreszcie spać.

Następnego dnia (piątek) pobudka rano i jedziemy znowu na Stare Miasto, pod
Ścianę Płaczu. Przechodzimy oczywiście przez bramki z wykrywaczem metali – od
strony Bramy Gnojnej jest oddzielne wejście dla kobiet i mężczyzn. Jes
    • miriam_73 Egipt-Izrael 7+7 teraz ja troche przynudzę... c.d. 19.07.05, 09:10
      Jest trochę czasu wolnego, można wszystko obejść, obejrzeć, zrobić zdjęcia,
      podejść pod Ścianę i pomodlić się. Mnóstwo ludzi, zwłaszcza ortodoksów w
      tradycyjnych chałatach, z całymi rodzinami. Nie należy robić im zdjęć, nie
      lubią tego. Oba wejścia, stare i nowe na Har HaBait (Wzgórze Świątynne)
      zamknięte. Z jakichś powodów od 2 tygodni Palestyńczycy nie wpuszczają na
      górę „niewiernych”. Wejścia boczne, od Via Dolorosa i bazaru są otwarte, ale
      policja izraelska nie pozwala wejść. Nie wiadomo, czy uda się nam wejść za 2
      dni w ramach zwiedzania Starego Miasta, niestety.

      Po powrocie do autokaru jedziemy do Ein Karem, miejsca urodzenia św. Jana.
      Akurat (jest 24 czerwca) trwa uroczysta liturgia, bo to właśnie kościelne
      święto Św. Jana. Możliwość wejścia do kościoła ograniczona, ojcowie przy
      wejściu wpuszczają po kilka osób, które przemykają bokiem do kaplicy. Ponieważ
      trwa to dość długo to w zasadzie zostajemy na całej Mszy Św. Potem idziemy do
      drugiego kościoła (Nawiedzenia), na wzniesieniu. W górnym kościele też trwa
      nabożeństwo, więc nie za bardzo możemy wejść, nie wypada przeszkadzać. Wokół
      cisza spokój, mnóstwo kwiatów niesamowity zapach sosen. Aż się nie chce wracać.

      W końcu wracam do busa i jedziemy do Yad Vashem. Nie ma tego w programie w
      katalogu, ale piloci zgodnie doszli do wniosku, że trzeba to włączyć do
      programu, całkiem słusznie.

      Najpierw idziemy na początek Alei Sprawiedliwych (główny dziedziniec jest w
      remoncie), gdzie rosną najstarsze drzewka, mnóstwo polskich nazwisk, mijamy tez
      drzewko Schindlerów. Potem idziemy pod górę pod pomnik straconych pokoleń i do
      Children’s Memorial.

      Mamy mało czasu, bo w piątek zamykają o 14, ale udaje się spędzić tutaj choć
      trochę czasu. Chodzę w koło po ciemnej rampie, widzę migoczące świece, z
      głośnika padają kolejne imiona, miejsca pochodzenia, wiek dzieci. W gardle
      ściska…

      Potem jeszcze Pomnik Bohaterów, Sala Pamięci z wiecznym ogniem. Wracamy do
      autokaru.

      Jedziemy do Betlejem. Marek wspomina coś o jakiejś niespodziance, którą dla nas
      szykuje. Najpierw idziemy na obiad (dla chętnych), potem zaliczamy
      jeszcze „zaprzyjaźniony” sklep z pamiątkami i wreszcie idziemy do Bazyliki
      Narodzenia. Wychodzimy na Plac Żłóbka. Pierwsze zaskoczenie. W 2000 r. plac
      tętnił życiem, było mnóstwo ludzi. Teraz pusto, jesteśmy w zasadzie jedyną
      grupą. Podobnie jest w Bazylice, choć na dole przy grocie Narodzenia robi się
      mała przepychanka, bo włazi nam na głowy jakaś hiszpańskojęzyczna grupa. Jakby
      nie można było chwile poczekać. Wchodzimy jeszcze do kościoła Św. Katarzyny.
      Marek rozgląda się za którymś z „naszych” franciszkanów, ale żadnego akurat nie
      ma w pobliżu (ludzie prosili go o zaaranżowanie ewentualnego poświęcenia
      kupionych dewocjonaliów – różańców, medalików itp.). Szmer zawodu, więc Marek
      zdradza, jaka czeka nas niespodzianka, o której wcześniej wspomniał – w
      poniedziałek o 19.00 mamy umówioną Mszę św. w Bazylice Grobu – zadzwonił tam i
      uzgodnił to z polskimi Ojcami, którzy tam „stacjonują”.

      Późnym popołudniem wracamy do hotelu. Kolacja i spaaaać. Są oczywiście chętni
      na wieczorną eskapadę do miasta. Z hotelu – jak się okazuje - jest łatwy
      dojazd – trzeba zejść tylko w dół do drogi do check-pointu i stamtąd bez
      kłopotu złapie się mikrobus do centrum (nr 74, pasuje też przelotowy 78 – ok.
      15. min jazdy). Powrót do hotelu też jest prosty, bo na wprost Bramy
      Damasceńskiej, jakieś 100 m ulicą od niej jest teraz nowy duży terminal dla
      tych lokalnych busów i tam bez kłopotu można złapać powrotny transport i
      poprosić o wysadzenie zaraz za check-pointem w Beit Hanina. Koszt w jedną
      stronę 3,5 szekla.

      W sobotę wstajemy wcześniej i jedziemy na fakultet. W drodze do Izraela Marek
      wspomniał, że możliwe że Nazarene Tours zmieni program i że wycieczka będzie
      tańsza, ale „odchudzona” o Masadę (co byłoby kompletnie bez sensu), ale okazało
      się na szczęście, że wszystko jest bez zmian. Zatem najpierw pojechaliśmy na
      Masadę – projekcja filmu, potem wjazd kolejką linową, zwiedzanie wykopalisk,
      czas na zdjęcia i zjazd na dół. Widoki niesamowite, widoczność niezła a
      wiaterek powodował, że słońce było całkiem znośne. Na koniec chwila czasu, że
      można się jeszcze napić czegoś zimnego. Wlewam w siebie pół litra soku
      cytrynowego z lodem, mniam.

      Potem przejazd na północ do Qumran – znowu projekcja filmu, a potem zwiedzanie
      terenu wykopalisk. Następnie dostajemy godzinę czasu, większość grupy wraca do
      budynku wejściowego do sklepu z pamiątkami i kosmetykami, my w 4 osoby idziemy
      jeszcze szlakiem do innych jaskiń, w górę. W połowie drogi muszę zrezygnować,
      bo nie mam odpowiednich butów. Wracam na dół, przy okazji kupuje kilka
      kosmetyków Ahavy. Wreszcie po odpoczynku jedziemy nad wodę. Trafiamy na plażę w
      północnej części – Marek i Billy zostają przy naszych rzeczach a my szturmem
      idziemy udawać spławiki. Na plaży jest dostępne błotko, więc wszyscy się
      smarują, pozują do zdjęć, chlapią w gęstej od soli wodzie. Miła zabawa i relaks
      na całe popołudnie. Niektórzy na koniec biorą błoto „na wynos”. Wracamy
      wieczorem do Jerozolimy.

      W niedzielę znowu wczesna pobudka, bo czeka nas rzeczywiście długi dzień.
      Jedziemy autostradą w kierunku Tel-Avivu, potem na północ mijając m. in.
      Meggido do Nazaretu. Pogoda ładna, choć na niebie pojawiło się trochę chmurek.
      W Nazarecie idziemy najpierw do dolnego kościoła. Na dole jest pusto, słychać
      śpiew z górnego kościoła. Obchodzimy Bazylikę dookoła przy dźwięku dzwonów. Na
      górze okazuje się że znowu nici ze zwiedzania wnętrz, bo jest niedziela i trwa
      nabożeństwo, jakieś zresztą dość uroczyste, bo są biskupi. Idziemy więc do domu
      św. Józefa – na murze obok kościoła małe polonicum – tablica z 1944 Szkoły
      Młodszych Ochotniczek PSK.
    • miriam_73 Egipt-Izrael 7+7 teraz ja troche przynudzę...c.d. 19.07.05, 09:10
      Wracamy do autokaru i jedziemy dalej. Zatrzymujemy się na krótko w Kanie
      Galilejskiej. Postój zaplanowany na pół godziny przeciąga się do godziny bo po
      drodze następuje degustacja i zakupy wina. Potem wreszcie zjeżdżamy nad Jezioro
      Galilejskie. Mijamy Magdalę i docieramy do kibucu, w którym wsiadamy na łódź.
      Okazuje się, że zrobimy tylko rundkę i wrócimy w to samo miejsce. Najpierw mamy
      mały akcent patriotyczny. Na maszt obok flagi izraelskiej przy dźwiękach
      Mazurka Dąbrowskiego wjeżdża polska flaga. Oglądamy panoramę wzgórz Golan po
      jednej i Tyberiady po drugiej stronie Jeziora. Po godzinie wracamy na brzeg do
      przyjemnie chłodnego autokaru. Po południu powietrze staje się ciężkie – jest
      gorąco i panuje duża wilgotność. Robimy przerwę na lunch a potem jedziemy do
      Tabha – miejsca cudu rozmnożenia chleba i ryb. Niestety najważniejsza mozaika
      jest ogrodzona jakimś żelastwem.

      Podjeżdżamy pod Górę Błogosławieństw, ale okazuje się, że przedłużyli przerwę.
      Zjeżdżamy więc w dół, nad brzeg jeziora do kościoła Prymatu Św. Piotra. Trawa
      koło kościoła jest gęsta i miękka jak dywan. Chciałabym sobie poleżeć dłużej w
      cieniu, ale niestety szybko ruszamy dalej, do Kafarnaum. Oglądamy ruiny domostw
      i białej marmurowej synagogi. Udaje się też wejść do miejscowego kościoła. Na
      koniec obowiązkowo pamiątkowa fotka ze Św. Piotrem. Potem ta samą drogą
      wjeżdżamy na Górę Błogosławieństw. Jest niesamowicie cicho, jesteśmy jedyną
      grupą. Wspaniale utrzymana zieleń, jakaś taka błogość i spokój wiszą w
      powietrzu. Wspaniała panorama Kinneretu, zwłaszcza spod kościelnych arkad.

      Zostaje nam już tylko Yardenit. Nie ma już grup pielgrzymkowych, bo te zwykle
      przyjeżdżają wcześniej. Schodzimy nad rzekę, potem można jeszcze oczywiście
      zahaczyć o miejscowy sklepik. Wreszcie kupuję miód daktylowy i charoset. Zaraz
      za mostem mijamy najstarszy kibuc w Izraelu – Deganię Alef. Wracamy wzdłuż
      Jordanu i w Jerozolimie jesteśmy przed 21.

      W poniedziałek wstajemy troszkę później i jedziemy do starej Jerozolimy.
      Najpierw podjeżdżamy na Górę Oliwną (niektóre grupy mają noclegi w hotelu Seven
      Arches, właśnie tam). Najpierw idziemy do kościoła Pater Noster, potem wracamy
      na taras widokowy i podziwiamy panoramę Starego Miasta. Dalej ja „spadam”,
      czyli już idę w miasto na własną rękę. Schodzę niżej obok cmentarza
      żydowskiego i dalej do kaplicy Dominus Flevit, a następnie już do Gethsemane i
      Kościoła Narodów. Z dołu fantastyczny widok na Złota Bramę, zamurowaną do czasu
      nadejścia Mesjasza. Schodzę zupełnie w dół, aby lepiej spojrzeć na dolinę
      Kidronu a potem wracam pod górę pod mury, odbijając na chwilę w bok do
      greckiego kościoła Zaśnięcia NMP. Potem przez Bramę Lwów wchodzę do Starego
      Miasta. W 1967 r. weszli tędy do miasta Izraelczycy.

      Wchodzę najpierw na chwilę na teren kościoła św. Anny, do sadzawki Bethesda.
      Potem dochodzę do pierwszych stacji Drogi Krzyżowej, przechodzę pod łukiem Ecce
      Homo i dalej idę już Via Dolorosa, kolejnymi stacjami aż do Bazyliki Grobu.
      Wszystkie kaplice po drodze otwarte! Przy III stacji kolejny ślad po
      żołnierzach Andersa – na kopule w kaplicy jest namalowany orzełek.

      W środku Bazyliki jest pustawo, do samej kaplicy grobowej w ogóle nie ma
      kolejki, nie licząc kilku rozgorączkowanych Japończyków, których szybko
      pacyfikuje pilnujący porządku grecki mnich. Cisza i spokój, tu i ówdzie kiwa
      się jakiś mnich w modlitwie, kręci się kilku franciszkanów. Wieczorem wrócimy
      tu całą grupa na Mszę Św.

      Wychodzę z terenu Bazyliki, zaglądam jeszcze po sąsiedzku do kościoła
      niemieckiego i uliczkami arabskiego bazaru idę na chwilę pod Bramę Damasceńską
      zrobić parę zdjęć. Potem przez całą długość Starego Miasta idę na przeciwległy
      koniec pod Ścianę Płaczu, żeby jeszcze chwilę posiedzieć tam sobie, a potem
      wspinam się schodami w górę do dzielnicy żydowskiej. Oglądam za dnia na
      spokojnie Spalony Dom, Wysoki Mur, synagogi Ramban i Hurva, rzymskie Cardo,
      krążę zaułkami to tu, to tam. Przerwa na falafel i soczek. Potem wreszcie
      zbieram się do Cytadeli. Na chwilę wychodzę poza mury pod Cytadelą, żeby
      obejrzeć niewielki, ukryty wśród zieleni pomnik rycerza - krzyżowca walczącego
      z arabskim wojownikiem. Wreszcie też z tarasu pod bramą Jaffy lokalizuję
      dzielnicę Yemin Moshe i charakterystyczny wiatrak Montefiore. Wracam do bramy
      Cytadeli i wchodzę do środka. Wstęp kosztuje 30 szekli. W środku jest świetne
      multimedialne muzeum historii miasta. Z tarasu wspaniały widok na starą
      Jerozolimę i Górę Oliwną, a w drugą stronę za zachodnią, żydowską część miasta.
      W końcu pomimo zmęczenia tuptam jeszcze w kierunku bramy Syjońskiej, bardzo
      poranionej kulami w czasie walk o miasto. Najpierw idę do katolickiej Bazyliki
      Zaśnięcia NPM, potem schodzę na chwilę na dół, ale cmentarz katolicki, gdzie
      pochowany jest m. in. Oskar Schindler jest zamknięty na wielką kłódę. Wracam na
      wzgórze do Holocaust Chamber i do grobu Króla Dawida, a na koniec wchodzę do
      Wieczernika. Jestem tam zupełnie sama. Niesamowite wrażenie.

      Ponownie przez uliczki Starego Miasta wędruję w kierunku Bramy Damasceńskiej i
      łapię bus do hotelu. Chwila odpoczynku i o 18 wyjeżdżamy prawie w komplecie na
      nabożeństwo. Na miejscu dołącza do nas druga grupa. Jak wychodzimy z kaplicy
      po mszy, jesteśmy chyba jedynymi ludźmi w Bazylice. Na zewnątrz ciepły spokojny
      wieczór, fasada Bazyliki jest pięknie oświetlona. Wracamy do autokaru po drodze
      podziwiając jeszcze raz pięknie oświetlone mury, Cytadelę i bramę Jaffy.

      Rano wyjeżdżamy w drogę powrotną do Egiptu. Po drodze robimy małą ściepę dla
      kierowcy i jedziemy jeszcze w bok do meczetu, gdzie jak utrzymują muzułmanie
      jest pochowany Mojżesz. Potem już depresja i wybrzeże Morza Soli. Niestety nie
      mamy czasu zatrzymać się choć na chwilę w Ein Bokeq, stajemy tylko na krótko w
      Yotfatah na lunch i lody. Większość ludzi wyzbywa się resztek szekli.

      Na granicy izraelskiej tym razem szybko i sprawnie, bez żadnych kontroli
      bagażu, po drodze strefa i już lądujemy w hali przyjazdowej egipskiej.
      Uprzednio pilot zebrał kasę na wizy, ja jednak powiedziałam Markowi, że nie
      chcę „pełnej” wizy tylko „synajkę” i że jeśli mnie nie puszczą, to najwyżej się
      cofnę i kupię znaczki sama. Oczywiście Triada kasuje 18 USD. Nie zważając na
      nawoływania przedstawiciela Eagle Tours - kooperanta Triady idę z wypełnionym
      wnioskiem od razu do okienka i pytam czy mogę dostać Sinai Only, bo mam zamiar
      być tylko w Sharmie. Pan się uśmiecha, chwile myśli i przybija pieczątkę.
      Następni za mną niestety są już stopowani, bo Eagle zwietrzył problem i
      rozmówił się z pogranicznikiem. Robi się nieprzyjemnie, bo parę osób jest
      (zupełnie zasadnie) mocno wkurzonych z tego powodu. Do tego za chwilę dochodzi
      jeszcze kwestia opłaty drogowej w wysokości 30 funtów, o której
      Triada „zapomniała” poinformować, nie ujętej w katalogu. Dostaje się „za
      całokształt” Bogu ducha winnemu pilotowi.
      W końcu jedziemy do hotelu – nocujemy znowu w Regina Style. Jesteśmy dość
      wcześnie, więc jest sporo czasu na opalanie się i snurkowanie. Woda generalnie
      ciepła, ale trzeba uważać na zimne prądy z głębi zatoki. Przed samym
      zakwaterowaniem Marek podaje przydział hoteli na pobyt od jutra. Większość 4*
      trafia do jakiegoś hotelu Zouara. Słabo mi się kojarzy z Forum Hotele, po
      przejrzeniu katalogu zaczynam się coraz bardziej niepokoić, że chyba nie będzie
      już tak dobrze i bez zgrzytów jak na objeździe. Niestety następnego dnia
      (środa) okazuje się że przeczucia mnie nie myliły. Opis tego wynalazku na Forum
      Hotele.
    • miriam_73 Egipt-Izrael 7+7 teraz ja troche przynudzę...c.d. 19.07.05, 09:11
      Po południu po przyjeździe jeszcze robię mały kontrolny wypad na plażę – grrrr…
      Zero rafy, płycizna z trawą morką na co najmniej 2 km od brzegu, tak, że
      pływaniu też można zapomnieć, a do tego wszystkiego zepsuty prysznic ze słodką
      wodą. Z głośnika zawodzi Amr.

      Wieczorem, po przebrnięciu przez wszystkie sprawy zakwaterowania i spotkanie z
      rezydentką (gatunek „a co ja mogę – nic nie mogę”), która potrafi jedynie
      sprzedać wycieczki i po kolacji jadę do Sharm i pierwsze kroki kieruję do biura
      Luna Rossa, z którym w ub. roku jeździłam już na wycieczki. Okazuje się
      oczywiście, że ceny są o 30% niższe niż to, co oferuje rezydent. Na moje
      pytanie czy odbiorą mnie z hotelu „gdzie wrony zawracają” Hanka się śmieje i
      pyta współczująco „Zouara, tak???” Decyduję się na rejsy i powtórkę z Abu
      Galoum, wpłacam zaliczki i idę ukoić nerwy małą sziszą jabłkową i dobrym
      soczkiem. Kupuję tez trochę piwa i drinków w wolnocłówce na resztę pobytu.

      Rano, w czwartek płynę na Ras Muhammad. Odbiór punktualnie, po drodze jeszcze
      bierzemy ludzi z innych hoteli i ok. 9 docieramy do portu. Pogoda ładna, nie
      za gorąco, ale też wiatr nie jest na szczęście zbyt silny. Łódź niewielka, nie
      za dużo ludzi. Rejsik bardzo udany, długie, godzinne zejścia do wody, na
      szczęście nie ma zbyt dużo Włochów, którzy generalnie słabo pływają, więc grupa
      porusza się sprawnie i ludzie nie włażą sobie na głowy. Jestem wściekła, że nie
      mam aparatu do zdjęć w wodzie, bo trafiają się piękne okazy. Dwa razy mamy
      nawet okazję podziwiać małe rekiny, oczywiście na odpowiedni dystans. Woda,
      zwłaszcza za cyplem i Mangrove Channel miejscami bardzo zimna i są silne prądy,
      ale widoki niesamowite. Kolory i kształty korali bajeczne, masa ryb i rybek.
      Tym razem niestety nie udaje się nam spotkać delfinów. Oczywiście na łodzi, po
      drugim snurkowaniu, jest lunch, a przez cały rejs są zimne i ciepłe napoje.

      Wieczorem hop w busa i jazda do Naama. Idę na Peace Road i łapię busik do
      Downtown (za 1 funta – cena urzędowa). Mam ochotę na zimny sok z trzciny
      cukrowej i mam nadzieję trafić do jedynego miejsca na Old Markecie, gdzie wiem,
      że można go dostać. Uff, trafiony – zatopiony. Kupuję trochę owoców i wracam do
      Naamy na sziszę.

      Następny dzień (piątek) spędzam na miejscu, najpierw przy basenie a po krótkim
      odpoczynku i lunczyku na tarasie popołudnie na plaży. Ponieważ przyjechali
      Włosi to wreszcie udało się naprawić prysznic.

      Po południu kolejny zgrzyt na recepcji, bo na moja prośbę o lunch box na rano
      uzyskuję informację, że skoro nie jadę na wycieczkę z Triadą to nie dostanę.
      Dyskusja z naszą gwiazdą – rezydentką nic nie daje, poza tym, że jeszcze
      dodatkowo dookoła zostaje zapodana informacja, że nie obowiązuje na takie
      wyjazdy również ubezpiecznie (co jest kompletną bzdurą). Wieczorkiem, na
      poprawę humoru spacerek po Naama, szisze na Old Markecie – jedna kupiona, na
      wynos do użytku domowego i wypalona druga, na miejscu )).

      Rano w sobotę wstaję wcześniej, bo mają mnie odebrać na Abu Galoum o 6.40. Na
      recepcji spotykam ludzi z grupy – mama z córą, obie uzbrojone w lunch box-y
      (przez przeoczenie im przygotowano, bo rezydentka nie dopatrzyła swojego
      zakazu). O żesz ty… Rezydentka ma z mojego powodu wczesną pobudkę i otrzymuje
      ode mnie klarowny feedback na temat firmy, w której pracuje. Po chwili dyskusji
      na recepcji miły chłopak dyskretnie przynosi mi śniadanie, prosząc tylko, żebym
      nie mówiła o tym rezydentce, bo będzie miał nieprzyjemności.

      Na szczęście potem możemy się już cieszyć urokami safari. Po króciutkim postoju
      na stacji benzynowej, gdzie doładowujemy napoje ruszamy jeepami w kierunku na
      Dahab, przez góry. Wielbłądy luzem łażą. Mijamy wielką piaszczystą diunę, potem
      odbijamy od asfaltu na polną drogę między górami. Stajemy na małą herbatkę u
      Beduinów i potem dalej ruszamy wąwozem do wybrzeża. Mały postój na sesję foto
      na tle Arabii Saudyjskiej i docieramy wzdłuż plaży do wioski w Abu Galoum.
      Przerwa na pochlapanie się w wodzie (bardzo uważać na jeżowce – jest ich bardzo
      dużo!!!) i potem lunch. Po lunchu załadunek ze wszystkimi tobołami na
      wielbłądy. Oczywiście musiałam trafić na ambitną kreaturę, która chce
      prowadzić, więc się trzy czworonogi pchają na raz na czołówkę. Nasze nogi nie
      mają znaczenia. Człapiemy wzdłuż wybrzeża, widoki są wspaniałe, w którymś
      momencie udaje mi się skłonić moja gadzinę do nieco szybszego truchtu. Fajnie
      jest, tylko siodło trochę niewygodne. Jedziemy ok. godziny, potem kawałeczek
      pokonujemy na piechotę prowadząc wielbłąda za sobą, potem znowu kawałek jazdy i
      koniec. Ostatni odcinek pod górę pokonujemy już na piechotę – w dole wreszcie
      widać Blue Hole. Lokujemy się z gratami w jednym miejscu i hop do wody. Nie ma
      dużo ludzi. Woda trochę zimna. Rafa jak zwykle piękna, ryb dużo, ale głownie
      pospolita, kolorowa drobnica. Widać tu i ówdzie, że sporo nurków siedzi
      głębiej. Na koniec jedziemy jeszcze na godzinkę do Dahab. Spacerek promenadą,
      kupuję na następny dzień soki i wodę oraz porządny, wielki kawał baklavy.
      Ocieka miodem, jest zimna, obrzydliwe słodka i pyyyyyyyszna. Po powrocie do
      hotelu prysznic, kolacja i w bety.

      Następnego dnia (niedziela) znowu rejs, tym razem na Tiran. Łódź większa, ale
      nie ma dużo ludzi, więc jest luz i sporo miejsca. Rozmawiam z jakimś
      Egipcjaninem, który jest tu z całą rodziną – okazuje się, że jego żona jest
      Polką a oboje mieszkają na stałe w NYC. Kobitka ma okazje troszkę pogadać po
      polsku 

      Znowu nie udaje się zobaczyć delfinów, niestety. Snurkowania przyjemne, woda
      wokół Tiranu trochę cieplejsza niż na Ras Muhammad. Najpierw stajemy na
      lagunie, potem w drugim miejscu bliżej wyspy, a po lunchu i dłużej przerwie
      jeszcze koło Ras um El Sid. W którymś momencie trzeba wiać przed olbrzymią
      barrakudą, ale poza tym bez większych zagrożeń. Gdzieniegdzie pływają lion
      fishe, ale na ogół trzymają się z daleka od ludzi. Późnym popołudniem wracamy
      do portu i potem rozwożenie do poszczególnych hoteli.

      Wieczorkiem po kolacji wypad do miasta, zbieram po lokalnych biurach ulotki
      informacyjne, żeby mieć pod ręką. Poza tym stały repertuar atrakcji – Internet,
      szisza, soczek cytrynowy.
      Pozostałe dwa dni spędzam bycząc się na plaży i przy basenie i wieczorem
      jeżdżąc do Sharmu i na Old Market.

      We wtorek po plażowaniu przed południem z grubsza przygotowuję rzeczy do
      pakowania a potem idę spać na 4 godziny. Wstaję przed kolacją, pakuję graty a
      po jedzeniu jadę się pożegnać z Sharmem na czas bliżej nieokreślony. Kupuję
      jeszcze trochę chałwy, tahinę i trochę ziół. Po powrocie do hotelu jeszcze na
      godzinkę do łóżka i trzeba się zbierać na lotnisko. Zbiórkę mamy na 2.45, o 2
      przychodzi chłopak z recepcji po walizkę. Oczywiście mamy opóźnienie, bo jakże
      by inaczej – parę osób na ostatnią chwilę przychodzi na recepcję, nie ma
      uregulowanych wcześniej rachunków, coś się nie zgadza. Jakby nie można było
      tego załatwić wcześniej. Niektórym z tych, którzy byli punktualnie, trochę
      puszczają nerwy, rezydentka jeszcze swoim zachowaniem zaognia sytuację. W
      końcu, w bardzo nieprzyjemnej atmosferze, po brzydkiej pyskówce odjeżdżamy na
      lotnisko. Na miejscu szybko i sprawnie check – in i czekamy na samolot. W
      strefie wolnocłowej otworzyli sklepik ze świeżymi arabskimi słodyczami, więc
      kupuję na do widzenia duży box z ciachami dla rodziny. Odlatujemy punktualnie,
      wkrótce po starcie podziwiamy wschód słońca nad Synajem i lecimy do domu. Do
      zobaczenia w Egipcie następnym razem.
      • Gość: Jarek Re: Egipt-Izrael 7+7 teraz ja troche przynudzę... IP: *.szczecin.mm.pl 19.07.05, 20:03
        Fajny opis. Ja na taką samą wycieczkę jadę we wrześniu. Czekam jeszcze na last
        minute. Czy w tej Zouarze naprawde tak źle jest??
        • miriam_73 Jarku, nie chcę straszyć,ale 19.07.05, 20:22
          moim zdaniem nawet gorzej niż źle. Chcesz parę ciekawych fotek?
      • czesia1980 Re: Egipt-Izrael 7+7 teraz ja troche przynudzę... 20.07.05, 10:44
        Super opis!
        Ja jade na ta imprezke 31.08.Mam kilka pytan:
        1. Jaki jest dodatkowy koszt w Izraelu płacony pilotowi + opłaty wjazdowe?
        Ostatnio wyliczyłam i wyszło mi ok 180 usd !! - sporo...
        2. Czy zdaza sie zamiana wczesniej zarezerwowanego hotelu? Wybrałam Holiday Inn
        Amphoras i nie wyobrazam sobie innego
        3. Czytałam ze na objezdzie sa 2 hotele czy jest jakis "magiczny" sposob na
        załatwienie lepszego:) ? i czy on jest faktycznie lepszy od Reginy?
        4. Czy dobra opcja jest wykupienie kolacji w Triadzie czy na wlasna reke
        jedzenie na miescie?

        Narazie tyle, dzisiaj ide zapłacic całosc pieniążkow. Napewno pojawia sie
        kolejne pytanka. Widze, ze jestes doswiadczonym podroznikiem licze wiec na
        podpowiedzi :)
        pozdrawiam!
        • miriam_73 Re: Egipt-Izrael 7+7 teraz ja troche przynudzę... 20.07.05, 11:09
          Zgodnie z taką uloteczką którą dostałam w biurze i informacją w katalogu kwota
          do zapłaty pilotowi, przeznaczona na wstepy, opłaty, przewodników itp. wynosi
          104 USD. I tyle płaciłam. Do tego ewentualnie wiza za 15 (a nie jak bezczelnie
          wciska Triada) 18 USD, no chyba że się uprzesz i uda ci się załatwić SInai Only
          w obie strony oraz - nie wymieniona w katalogu ani ulotce - opłata drogowa przy
          powrocie do Egiptu - 30 funtów.
          Opłata wyjazdowa z Izraela jest uwzględniona w tych 104 USD, nie ma natomiast
          obecnie czegoś takiego (a było w starym wariancie katalogu), że wiza do Izraela
          10 USD, bo po pierwsze do Izraela nie ma wiz (jako takich) oraz nie pobierają
          na wjeździe żadnych opłat.

          Na objeździe trafiasz tam gdzie cała grupa. W przypadku gdy jest więcej niż 1
          autokar (na moim "turnusie" były 3) sa lokowane w różnych hotelach w
          Jerozolimie. Na miejscu w Izraelu nie masz na to żadnego wpływu, jedziesz tam,
          gdzie grupa. Nie sądzę byś tutaj w Polsce w biurze cokolwiek wskórała, ale
          możesz spróbowac zapytać o hotel w Jerozolimie.

          Przy transferze w obie strony, w Nuweibie, jest tylko jeden hotel i wszystkie
          grupy, zarówno objazdówka Izrael jak i Jordania nocują w Reginie. Nie słyszałam
          ani nie widziałam by był jakikolwiek inny hotel w tym zakresie. Zresztą ja na
          Regina Style zdecydowanie nie narzekam.

          Co do kolacji na objeździe - moim zdaniem lepiej wykupić, bo nie jest to duży
          koszt (250 PLN) a np. w Nuweibie nie ma możliwości znalezienia czegoś poza
          hotelem, ponieważ do centrum starej Nuweiby jest daleko. W Jerozlimie - nie ma
          problemu, zwłaszcza jeśli trafi się hotel na Górze Oliwnej lub na Skopusie, bo
          wtedy na Stare Miasto jest na piechotę blisko (a np. w dzielnicy żydowskiej,
          np. na placyku koło synagogi Ramban jest sporo sympatycznych knajpek, w
          Zachodniej Jerozolimie w rejonie Melech George V czy Ben Yehuda także, ze
          Skopusa jest też blisko do American Colony gdzie mają naprawdę super
          restaurację i taras), ale - tak jak pisałam - z Claridge'a tez jest dobry
          dojazd więc nie ma problemu, żeby zostać dłużej w mieście czy zaopatrzyć sie w
          jakieś wiktuały "na wynos" na arabskim bazarze w okolicach Bramy Damasceńskiej
          albo wieczorem pojechac do centrum np. na kolację. Łatwiej zrezygnować z
          kolacji "przysługującej" czy ewentualnie "dojeść" coś na mieście we własnym
          zakresie niz zostać w ogóle bez posiłku. Tym bardziej, że w Claridge'u jedzenie
          było skromne ale smaczne. Zawsze sporo sałatek do wyboru, gorąca zupa i drugie
          danie, jakieś owoce na deser a wodę do kolacji podawali w dzbankach bezpłatnie.

          Co do zmian hoteli - nie słyszałam o takim przypadku, ale nigdy nic nie wiadomo
          na 100%.
    • miriam_73 Re: Egipt-Izrael 7+7 teraz ja troche przynudzę... 19.07.05, 09:14
      link do hotelu:
      forum.gazeta.pl/forum/72,2.html?f=14938&w=14533192
      w stopcje jest link do zdjęć, które powoli selekcjonuję i zaczynam przerzucać
      na sieć.
      Jeśli byłyby jakiekolwiek pytania o te wycieczkę, to oczywiście służę wszelką
      pomocą (w miarę możliwości:)))
      • puma1 Re: Egipt-Izrael 7+7 teraz ja troche przynudzę... 19.07.05, 09:33
        Fajnie się czyta.
      • Gość: aga Re: Egipt-Izrael 7+7 teraz ja troche przynudzę... IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 19.07.05, 11:17
        Super opis - czułam sie jakbym to ja tam była ;-))
    • scorpio1956 Re: Egipt-Izrael 7+7 teraz ja troche przynudzę... 19.07.05, 22:39
      Przeczytałem Twój fajny opis z miłym wzruszeniem.Bo i impreza zrobiła na mnie
      wrażenie.Coć minęły juz dwa miesiące ciągle do niej wracam.A właściwie ten
      tydzień w Izraelu.Było warto mimo wpadek Triady.A tak dużo nie trzeba,aby
      Triada wyciągnęła wnioski i zrobiła imprezę na 6tkę.
      A do tych co się wybierają dopiero ,mała podpowiedź.Nie wybierajcie w Triadzie
      hoteli na "chybił trafił".Traficie albo źle,albo gorzej.Wiem miram,że Ty
      takiego wyboru nie miałaś,ale ci co jeszcze mają,niech nie żałują tych
      100,200zł.I niech nikt tu nie pisze,że hotel nie ważny,że tu się tylko śpi.
      • miriam_73 Re: Egipt-Izrael 7+7 teraz ja troche przynudzę... 20.07.05, 11:17
        Podpisuję się pod tym co napisałeś. Niestety fatalny hotel może zepsuć sporo
        przyjemności wypoczynku, zwłaszcza jeśli jedzie się z nastawieniem korzystania
        z uroków zarówno przyrodniczych (rafy, morze) jak i "ludzkich" Sharmu.

        Pamiętajcie też (Triada średnio chętnie o tym sama informuje), że o ile w
        przypadku ofert promocyjnych typu np. Traf przy płatnościach kartą Raiffeisena
        jest zniżka 5% to przy wyborze katalogowym rabat wynosi 18%. Efektywnie może
        się więc okazać że różnica w cenie wcale nie będzie duża, albo nawet żadna, a
        będziecie spać spokojnie co do lokalizacji na pobycie.
      • Gość: ajamaja Re: Egipt-Izrael 7+7 teraz ja troche przynudzę... IP: *.internetdsl.tpnet.pl 22.07.05, 20:06
        niestety ale w biurze pani poinformowala mnie ze jezeli wybieram sie sama to
        gdybym chciala miec konkretny hotel to musialabym doplacic za jedynke a to juz
        jest znaczna roznica w cenie bo 600zl. gdy wybierasz opcje traf to placisz tylko
        15% wartosci imprezy ktore to po powrocie bedzie zwrocone gdy sie okaze ze
        zostalo sie dokwaterowanym..wyboru wiec za duzego nie mialam i musialam wybrac
        opcje traf
        jade we wrzesniu..mam nadzieje ze bedzie ..
        • miriam_73 Re: Egipt-Izrael 7+7 teraz ja troche przynudzę... 22.07.05, 20:50
          Powiedz mi prosze po co piszesz rzeczy oczywiste i to nie tylko tutaj?

          Czytaj uważniej - chciałam dopłacić, powiedziano mi że nie ma takiej
          mozliwości, bo w hotelu który chciałam nie mają już miejsc.

          Gość portalu: ajamaja napisał(a):

          > niestety ale w biurze pani poinformowala mnie ze jezeli wybieram sie sama to
          > gdybym chciala miec konkretny hotel to musialabym doplacic za jedynke a to juz
          > jest znaczna roznica w cenie bo 600zl. gdy wybierasz opcje traf to placisz
          tylk
          > o
          > 15% wartosci imprezy ktore to po powrocie bedzie zwrocone gdy sie okaze ze
          > zostalo sie dokwaterowanym..wyboru wiec za duzego nie mialam i musialam wybrac
          > opcje traf
          > jade we wrzesniu..mam nadzieje ze bedzie ..
    • imonate Re: Egipt-Izrael 7+7 teraz ja troche przynudzę... 19.07.05, 23:22
      Miriam, poprostu SUPER :]
      • Gość: mariusz Re: Egipt-Izrael 7+7 teraz ja troche przynudzę... IP: 195.205.73.* 20.07.05, 14:26
        ja na wszelki wypadek wzialem w egipcie 5* na trafil i bylo super
    • Gość: Brzoza51 Re: Egipt-Izrael 7+7 teraz ja troche przynudzę... IP: *.osp.org.pl / *.internetdsl.tpnet.pl 20.07.05, 09:43
      Jestem pod wielkim wrażeniem. Gratulujemy.
      Ewa i Ala
      • czesia1980 Re: Egipt-Izrael 7+7 teraz ja troche przynudzę... 20.07.05, 14:42
        Ufff jade juz na 100%.Umowa spisana, złapałam ostatnie miejsca na termin 31.08.
        MIRIAM dziekuje za odpowiedz, napewno bede miała jeszcze kilka pytan...
    • miriam_73 Re: Egipt-Izrael 7+7 teraz ja troche przynudzę... 22.07.05, 14:29
      jeszcze kilka linków do bieżących informacji:

      wycieczki: forum.gazeta.pl/forum/72,2.html?f=622&w=26071052&v=2&s=0
      komunikacja w Sharmie: forum.gazeta.pl/forum/72,2.html?
      f=622&w=26166092&a=26166092

      Świeże informacje za 3 tygodnie.
    • eb_13 Re: Egipt-Izrael 7+7 teraz ja troche przynudzę... 22.07.05, 20:54
      Swietnie napisane, aż chce się jechać... :))) Pozdrawiam!!!
Pełna wersja