mariuszgr
23.08.06, 21:53
Witam,
kiedy pojawila sie ta oferta z biura podrozy Triada od razy bylem nia
zainteresowany.Oczywiscie dlatego ze bardzo lubie spedzac wakacje w Egipcie a
dodatkowo mozna zwiedzic nowe kraje, takie jak Jordania i Syria.
Na poczatku lipca dokonalem rezerwacji i z niecierpliowscia czekalem na termin
wyjazdu.
Juz kilka dni wczesniej kontaktujac sie z biurem uslyszalem 2 wiadomosci.Zla i
dobra.Ta pierwsza byla informacja iz pierwszy biedzie wypoczynek a druga to iz
bede zakwaterowany w hotelu Sharm Cliff /jedyne czego nie chcialem to trafic
do Zouary w ktorej bylem rok temu i Country Clubu o ktorym slyszalem niezbyt
pochlebne opinie/.
Wreszcie nastal upragniony 8 sierpien i zaczelo sie.
Lotnisko w Katowicach, planowy wylot o 22.30, linie Fischer Air.Lalo prawie
przez caly dzien a w godzine wylotu nastapila kulminacja opadow deszczu.Przez
szyby patrzylismy jak lotnisko zamienia sie w ogromna kaluze wody.Wylot
nastapil z niewielkim opoznieniem, wszystko w granicach normy.Boeing 757 mial
dosyc ciasno upchane fotele a ze trafilem do ostatniego rzedu mialem kolana
prawie przy samej brodzie.
Ale po kilku godzinach lotu wreszcie widze znajome swiatla na lotnisku w
Sharm.Wychodzimy z samolotu, czuje uderzenie goracego, egipskiego powietrza.To
jest to, czego brakowalo mi przez ostatnie miesiace.
Jedziemy do hotelu, rezydentka informuje iz osoby ktore wykupily pobyt w Sea
Life z powodu remontu zostana przeniesione do innego hotelu.Ale to mnie raczej
nie interesuje, wraz z kilkoma osobami laduje w Sharm Cliff.Jest 4.30 nad
ranem i za bardzo nie moge ocenic hotelu z zewnatrz.W recepcji rozmawiam z
obsluga i usmiechajac sie prosze o dobry pokoj, o dziwo moja prosba zostaje
spelniona...
Nastepne dni spedzam w tym hotelu i powiem iz jestem dosc mile
zaskoczony.Sharm Cliff ma dosc duze pokoje i balkony, przyzwoity basem i
REWELACYJNE usytuowanie.Do Naama Bay dojscie spacerkiem, a wlasciwie zejscie
ze skarpy zajmuje ok 5 minut.Co zasluguje na uwage, mimo tak bliskiego
polozenia centrum, w hotelu nie slychac zadnych odglosow tetniacego zyciem
Naama.Podobnie rzecz sie ma z plaza.Do hotelu nalezy ta majaca nazwe
Valentino.Jest dosc mala ale niezbyt zatloczona.Niestety nie ma tam rafy, bo
za nia nie mozna uznac cos co ma kilka metrow dlugosci i zadnych uskokow.Ale
calkiem przyjemna rafa znajduje sie w niedalekiej odleglosci.
Wracajac do hotelu jego plusami jest tez mozliwosc podziwiania cudownego
zachodu slonca, dobrze widocznego z duzego tarasu polozonego z przodu hotelu i
zatoki.Widoki te tez sa dostepne ze stolowki i jest to jej najwiekszy
plus...Niestety jedzenie psuje opis calosci: bardzo monotonne, praktycznie bez
zadnych zmnian.Oczywiscie nikt nie wyjdzie ze stolowki glodny, ale mogloby byc
zdecydowanie lepiej.Poza tym, bardzo duza czesc osob dostawala zemste
faraona.Niby czysto, schludnie, ale cos musialo w tym jedzeniu byc...Kolejna
rzecza ktora psuje wizerunek calosci jest ciagnaca sie po obu stronach hotelu
budowa.Coz, nic nie jest doskonale.Jesli chodzi o obsluge to ta jak na warunki
egipskie dziala bardzo sprawnie.Pokoje codziennie sa sprzatane, nie ma
problemu z wymiana recznikow itp.
Generalnie hotel zasluguje na 3* z mocnym plusem.Wiec jak na TRAFA jestem
zadowolony.
Podczas pobytu z miejscowego biura korzystam z dwoch wycieczek fakultatywnych:
jest to Gora Mojzesza z klasztorem sw.Katarzyny i nurkowanie.
Co do pierwszej wycieczki to powiem wprost.Wedlug mnie jest ona nieco
przereklamowa.Oczywiscie kazdy, kto bedzie odnajdywal przyjemnosc w nocnej
wspinaczce bedzie nia zachwycony.Calosc dopelni niezapomniany wschod slonca i
poranne zwiedzanie Klasztotu, ale jednak czegoc mi tam brakowalo.Bylo dobrze,
ale spodziewalem sie troszke wiecej.
Nurkowanie przy rafach wyspy Tiran bede pamietal bardzo dlugo.Do tej pory
tylko snurkowalem gdzie popadnie.Ale tam, wreszcie pierwszy raz zszedlem pod
wode z butla.Co prawda bylo to intro, ale juz w Polsce poszukam kursu ktory da
mi licencje.
Podsumowujac, pierwszy tydzien pobytu zszedl bardzo szybko.Calosc dopelnilo
mile towarzystwo w ktorym czas mknal zdecydowanie za szybko.Sczegolnie
pozdrawiam Mirka i jego syna Lukasza.Bede pamietal nasze dlugie pogawedki o
Egipcie bo spotkalem prawdziwego milosnika tego kraju, a ja tez sie do nich
zaliczam.
Coz, przyszedl czas pakowania i druga czesc wakacji w postaci objazdowki po
Jordanii i Syrii.
Pierwszy dzien podrozy konczymy w Nuweibie.Jak ja "kocham" to miejsce.Kilka
budynkow hotelowych polozonych na komletnym odludziu.Calosc ratuje jedynie
widok na gory Arabii Saudyjskiej i ladna rafa.
Nastepnego dnia o 10 wyruszamy na granice z Izraelem.Drugi autokar z osobami
na objazd po Izraelu wyrusza poltorej godziny po nas, poniewaz maja krotsza
trase do przejechnia.Ale zycie nie po raz pierwszy pokazalo ze nie zawsze
pierwsi dojada, a wlasciewie przejada jako pierwsi...
Na granicy, sytuacja do ktorej bylem przygotowany i ktora znam sprzed
roku.Czyli: otwieranie walizek, zadawanie ciagle tych samych pytan o bron,
paczki od innych osob itp.Trwa to ok poltorej godziny.Po przejsciu pierwszej
bramki sytuacja o ktorej mowil nam pilot, czyli upieranie sie celnikow ze
musza nam wbic pieczatki do paszportow, pozniej telefon do ministerstwa i
oczekiwanie na zgode iz pieczatek jednak byc nie musi.Po pol godzinie wraca i
pilot i ... tym razem takiej zgody nie ma!!!Od dwoch tygodni obowiazuje nowe
prawo wojenne i kazdy musi miec wbite pieczatki do paszportu.Dopiero
wymienilem paszport by nie miec tych okropnych pieczatek a tu z bolem serca
patrze jak pani w okienku na moje ciche "moze jednak nie trzeba wbijac" z
usmiechem mowi "NIE DA RADY!!!'No niezle, wizja zwiedzanie Syrii zdecydowanie
sie nam oddala.Trwaja jeszcze rozmowy z kontrahntem po stronie syryjskiej.Ten
informuje iz rozmawial w dwiema osobami i jedna z nich stwierdzila ze
wjedziemy do Syrii a duga ze nie.Coz zostaje czekac.W miedzyczasie mija nas
grupa jadaca do Izraela, oni juz sa szczesliwi i zaczynaja zwiedzanie...
My jedziemy przez Eilat do przejscia z Jordania.Tam czekamy 3 godziny.Wszyscy
sa juz wykonczeni.Kiedy udaje nam sie wreszcie pokonac to przeszkode, jedziemy
do hotelu w Ammanie. O zwiedzaniu zamku Karak nie ma mowy, jest za pozno.Na
samych granicach tracimy 7 godzin!!!
Nastepnego dnia z programu wypada tez zwiedzanie Jerash, jedziemy na granice z
Syria.Osobiscie nie wierze ze ja przekroczymy, do tej pory nie znalem
przypadkow zeby wpuszczali osoby z wizami izraelskimi.Zreszta po rozmowie z
pilotem dowiedzialem sie ze juz jest ulozony plan zwiedzania tylko na
Jordanie.Nasz autokar staje na granicy, do budynkow odpraw po wczesniejszym
zebraniu naszych paszportow udaje sie polski i syryjski pilot...czekamy na
decyzje, mija jedna godzina potem druga.
cdn