patrykkk
13.10.06, 16:17
we wrześniu wybraliśmy się tam po raz trzeci.
Sharm el Sheikh. Sunrise Island View.
Sharm bardzo się zmieniło: i drożej, i targować się już nie mają ochoty,
a jeśli już, to wychodzą z takiego pułapu, że hejże hola!
Hotel. Rafy. Egipcjanie.
To samo. Nie ich wina. Raczej nasza, że skusiliśmy się na powtórkę z rozrywki.
(Piramidy, Luksory etc. - zaliczone) Co tam można wygrać jeszcze ciekawego?
Prostacy radują się obserwowaniem ryb. I ukwiałów. Ich wybór. Ich pieniądze.
My czuliśmy tylko znużenie. Niczym jacyś satrapi. Aż wstyd nam było. Bo jakże
to tak? Tyle jeszcze atrakcji...
A jednak.
Arabski infantylizm jest nie do przebicia.
I nawet nowy terminal w Sharm nie podbił naszych serc; zgodnie z
przewidywaniem, męska toaleta już osiągnęła drugi stopień upadku, typowe w
tamtym kręgu, niestety.
Tak, zaraz ktoś zarzuci mi rasim. Nie, kochani, wszystko, tylko nie to.
To było po prostu nasze znużenie.
Przesadziliśmy.
I dobrze nam tak.
Egiptowi mówimy już: Koniec.
Za rok, mam nadzieję, kolejny raz Paryż. Nawet porównania nie ma.
I Włochy.
I...
Wszędzie tam, gdzie można przejść się normalnie na spacer po deptaku. Bez
nachalnego zapraszania, nagabywania, "my friend, I have special price for you"
i inne dyrydmały.
Dosyć.
Żegnaj, ziemio faraonów, splugawiona przez arabskie niechlujstwo.