Nefretete A z Exim Tours - quasi relacja...

08.03.07, 10:20
Witam.

Kilka dni temu wróciłem z wycieczki objazdowej organizowanej przez Exim Tours
- program Nefretete A, 3* HB. Postaram się napisać coś w stylu relacji z
podróży - dość skrótowej, więc jeśli ktoś ma jakieś bardziej szczegółowe
pytania to proszę bez krępacji...
Dokładny program wycieczki tutaj:
www.eximtours.pl/hotels/read/hotel/137/term/HGNE3A070406
No więc zaczynamy.
Dzień pierwszy:

Odlot z lotniska w Katowicach o godzinie 9:15. Leciałem Egipskimi liniami AMC.
Samolot - nowiutki Boeing 737-800 odleciał punktualnie. Sam lot całkiem
przyjemny - miałem miejsce przy wyjściu awaryjnym, więc było naprawdę dużo
miejsca na nogi. Choć i na innych miejscach nie było z tym źle. Podczas lotu
podano posiłek - makaron z sosem, mięso i jakieś warzywa. W sumie zjadliwe...
Po wylądowaniu na lotnisku w Hurghadzie (godzina 14:00 lokalnego czasu)
powitał nas pracownik biura i skierował do odprawy. Obok było kilka okienek
bankowych gdzie na 15$ kupiłem znaczki wizowe. Odprawa poszła sprawnie,
później jednak dłuuuugo czekałem na bagaż - moja walizka wyjechała jako jedna
z ostatnich :-(. Po wyjściu z terminalu zostaliśmy przez kolejnego pracownika
Eximu skierowani do właściwego autobusu, gdzie rezydentka poinformowała nas do
jakich hoteli zostaniemy skierowani i jak wypełnić kartę meldunkową. W sumie -
wszystko poszło bardzo sprawnie i bez problemów dotarłem do mojego hotelu
którym okazał się Marlin Inn. Zakwaterowanie w pokojach, informacja, że
spotkanie z rezydentka jest następnego dnia o 11:00. I oficjalnie - JESTEM W
EGIPCIE!

Klika słów o samym hotelu: Marlin Inn ma kategorie lokalną 4* Pokoje są
całkiem w porządku. Trochę zastrzeżeń można mieć do odpadającej farby ze ścian
w łazience, ale to drobiazg. Sam hotel wygląda jakby przydał mu się lekki
remont, ale naprawdę jest OK. Hotel ma basen - niestety bez podgrzewanej wody,
ale kto by chciał pływać w basenie, jeśli hotelowa plaża jest bardzo
przyjemna? Jedzenie - super! Bardzo różnorodne i smaczne. Miałem wersję HB,
ale naprawdę nie byłem głodny - raczej wprost przeciwnie. Za napoje do kolacji
trzeba było płacić osobno, ale tuż obok hotelu jest market Abu Ashra gdzie
można kupić jedzenie i napoje. Sam hotel leży na jednym z głównych deptaków
Hurghady. W koło jest mnóstwo sklepów, barów, restauracji itp.

cdn...
    • ptor123 Re: Nefretete A z Exim Tours - quasi relacja... 08.03.07, 10:47
      Dzień drugi:

      Rezydentka pojawiła się punktualnie - o godzinie 11:00. Okazała się nią pani Ela
      - przemiła osoba nawiasem mówiąc. Mówiła o ogólnych sprawach organizacyjnych,
      zachwalała wycieczki fakultatywne. O dziwo - według tej pani historie jakoby
      nawet do mycia zębów należało używać wody mineralnej, bo przełknięcie nawet
      kilku kropel wody z kranu to murowany faraon, to zupełna bujda. Podobno woda w
      hotelach jest zupełnie bezpieczna. No cóż - przynajmniej jeśli chodzi o Hurghadę
      okazało się to prawdą. Podobnie z jedzeniem - jadłem i piłem to na co miałem
      ochotę i nie miałem najmniejszych problemów z żołądkiem. Problemy pojawiły się
      dopiero w SSH, ale o tym później.
      W samej Hurghadzie poza leżeniem na plaży lub łażeniem po
      mieście/zakupach/przesiadywaniu w jednym z wielu barów i pubów nie bardzo jest
      co robić, więc przejdę może od razu do kolejnego dnia...

      Trzeci dzień w Egipcie - u rezydentki wykupiłem wycieczkę na wyspę Giftun
      połączona ze snurkowaniem na rafach. Cena - 25$. Rezydentka ostrzegała nas przed
      lokalnymi biurami, ale z tego co wiem, niektóre osoby wykupiły tam wycieczki i
      też byli zadowoleni... Ja kupiłem u rezydentki, ponieważ cena była taka sama jak
      w lokalnych biurach...
      Czekałem na transport - pracownik lokalnego biura (z którym najwyraźniej Exim ma
      umowę) przyszedł po mnie lekko spóźniony i zaprowadził mnie do busika którym
      miałem jechać do portu. Towarzystwo było międzynarodowe - Polacy, Czesi,
      Rosjanie. Po dojechaniu do portu pobraliśmy płetwy, maski i rurki (należy wpisać
      swoje nazwisko na listę i podpisać przy zdawaniu sprzętu). Wsiedliśmy na łódź i
      popłynęliśmy...
      Samą wycieczkę wspominać będę bardzo miło, jednak chociaż w programie pisze " 2x
      godzinny postój na rafach" - w rzeczywistości zatrzymywaliśmy się na - na oko -
      nie dłużej niż 20 minut. Sama załoga łodzi mówiła tylko po angielsku. Dla mnie
      to nie był problem, ale jeśli ktoś nie zna tego języka może mieć problemy z
      porozumieniem się. Również podczas wybierania masek radziłbym dokładnie je
      sprawdzić - moja paskudnie przepuszczała wodę i gdyby nie udało mi się pożyczyć
      innej od jednego z wycieczkowiczów nie zobaczyłbym nic... Samo morze jest tak
      zasolone, że nawet dla osób słabo pływających nie stanowi problemu utrzymanie
      się na powierzchni - wystarczy się położyć a wodzie i człowiek się unosi...
      Rafy wyglądają pięknie - mnóstwo kolorowych ryb o pływających na wyciągnięcie
      ręki, korale o fantastycznych kształtach...
      Jedna rada: wodoodporne kremy z filtrem nie są wodoodporne, a słońce nad wodą
      błyskawicznie opala - aż za błyskawicznie. Dość mocno mnie poparzyło... W czasie
      rejsu dostaliśmy obiad (smaczny)i mogliśmy przez kilkadziesiąt minut poleżeć na
      plaży na wyspie Giftun (dość twardy piasek ze zdarzającymi się czasami ostrymi
      kawałkami koralowca - trzeba uważać na stopy). Podczas powrotu zaczęło bardzo
      mocno wiać i zrobiło się chłodno. Wróciłem do hotelu około godziny 16:00.
      Następnego dnia cała grupa miała wyjechać do Asuanu w konwoju autobusów...
      • ptor123 Re: Nefretete A z Exim Tours - quasi relacja... 12.03.07, 09:22
        Kolejny dzień - pobudka o 4:00 i wyjazd do Asuanu autobusem. Z hotelu dostaliśmy
        tzw. breakfast box czyli pudełko ze śniadaniem. Autobus pojechał na duży plac,
        gdzie formował sie konwój. Z tego co mówiła nam poznana właśnie przewodniczka -
        Natalia, podróże w konwojach nie mają już na celu ochrony turystów przed
        ewentualnymi zamachami (utworzono je po zamachach w roku 1997), a jedynie
        uporządkowanie ruchu turystycznego w Egipcie. W trakcie przejazdu można
        podziwiać niezwykły widok gór czerwonych - autobusy jadą drogą wijącą się
        wąwozem wśród nagich skał. Dookoła żadnej roślinności, nie widać żadnych
        zwierząt - po prostu pustynia. Później konwój wjeżdża na rolnicze obszary
        nawadniane kanałami doprowadzającymi wodę z Nilu. Wreszcie można obejrzeć jak
        wygląda prawdziwy Egipt, jak naprawdę żyją tam ludzie. Konwój przejeżdża przez
        miasta, dookoła widać ludzi pracujących na polach uprawnych ich domy itp...
        Widoki - przyznam - dość egzotyczne :-) Właśnie był czas zbioru trzciny cukrowej
        i drogą jeździło mnóstwo pojazdów wyładowanych tą rośliną. Natalia cały czas
        opowiadała o życiu w Egipcie, o zwyczajach tam panujących, zwracała uwagę na
        mijane właśnie ciekawe rzeczy. DO Asuanu dojechaliśmy około godziny (jeśli
        dobrze sobie przypominam) 16:00. Zatrzymaliśmy się w kamieniołomie, gdzie grupa
        poszła oglądać niedokończony obelisk. Gdyby udało się go ukończyć byłby
        największy w Egipcie. Rzeczywiście - robi wrażenie. Później pojechaliśmy na
        statek który miał nas przewieźć do Luksoru - M/S Crocodillo.
        Sam statek był według planu wycieczki 5-gwiazdkowy. Nie wiem, czy tak było w
        istocie, ale kabiny były naprawdę wygodne. Jednak tu nastąpił pierwszy zgrzyt -
        dostałem kabinę na samym tyle statku. I tu moja rada - jeśli dostaniecie takową
        zróbcie co tylko się da, żeby ją zmienić. Nie chodzi mi bynajmniej o to, że
        zamiast dużego okna z drzwiami balkonowymi w tych kabinach są tylko małe
        okienka, ale o hałas i wibracje silnika znajdującego się bezpośrednio pod
        kabinami. Jeśli - tak jak ja - żeby się wyspać potrzebujecie ciszy, nie
        wypoczniecie. Już w czasie postoju dźwięk silnika jest bardzo dokuczliwy, a w
        czasie rejsu jest jeszcze gorzej. Hałas i wibracje bardzo utrudniają zaśnięcie.
        Ja próbowałem załatwić przez Natalię (przewodniczkę) zmianę kabiny - dostałem
        jedynie wzruszenie ramionami i odpowiedź, że w jej kabinie jest jeszcze
        głośniej. Bez komentarza...
        Ciekawa rzecz - w kabinach na dziobie statku zakwaterowani byli Anglicy, Niemcy
        i Holendrzy. Polacy mieli w większości kabiny na rufie.
        O 19:30 kolacja - jedzenie dobre, choć po Hurghadzie wszystkie inne hotele
        wydają sie mieć gorsze jedzenie :-) Jedynie kelnerzy poruszali się mniej więcej
        z prędkością dryfu kontynentalnego - ale już następnego dnia było OK - może po
        prostu mieli gorszy dzień...
        W każdym razie po wykupieniu fakultatywnej wycieczki do Abu Simbel (65$)
        postanowiłem pójść wcześniej spać - następnego dnia pobudka miała być o 3:30 :-(

        cdn...
        • ptor123 Re: Nefretete A z Exim Tours - quasi relacja... 14.03.07, 14:29
          Kolejny dzień to pobudka o godzinie 3:30. W recepcji czekały już breakfast boxy,
          a na nabrzeżu autobus, którym grupa wyjechała do Abu Simbel. Trudno mi
          powiedzieć, dlaczego musieliśmy wyjechać aż tak wcześnie. Nasza przewodniczka
          twierdziła, że to i tak najpóźniejszy konwój zmierzający do Abu Simbel,
          aczkolwiek w drodze powrotnej około godziny 13:00 widzieliśmy inny konwój jadący
          w przeciwnym kierunku, więc można tam dojechać nie wstając w środku nocy.
          W każdym razie świątynie są warte wczesnej pobudki. Najpierw Natalia
          opowiedziała nam o ich historii, oraz o całym procesie ich przenoszenia na wyżej
          położony teren, aby uchronić je przed zalaniem przez podnoszące się wody jeziora
          Nasera. Później mieliśmy około godziny na zwiedzanie świątyń na własną rękę.
          Same wnętrza świątyń są naprawdę przepiękne, niestety fotografowanie wewnątrz
          jest surowo zabronione.
          Podczas drogi powrotnej mieliśmy okazję oglądać fatamorganę - wyglądało to tak,
          jakby na horyzoncie było ogromne jezioro. Niestety na zdjęciach nie wyszła :-(
          Mieliśmy też okazję wyjść na zewnątrz i pochodzić po pustyni - jeden z autokarów
          firmy która nas wiozła zepsuł się i nasz również się zatrzymał. Zaskoczeniem dla
          mnie było, że na piaszczystej pustyni piasek wcale nie jest - jak można by się
          było spodziewać - miękki i sypki. to raczej twarda skorupa którą trudno rozbić
          butem... Ot, ciekawostka.
          Ciekawy był również widok jednego z kanałów projektu Toshka - Egipcjanie kopią
          kanały nawadniające prowadzące na pustynię próbując stworzyć sztuczne oazy w
          których będzie można uprawiać ziemię dzięki wodzie z jeziora Nasera. Wzdłuż
          drogi można obserwować doświadczalne poletka na których prowadzone są próbne
          uprawy w celu sprawdzenia jakie rośliny dadzą najlepsze plony w tych warunkach -
          podobno rezultaty są bardzo obiecujące.
          Po powrocie na statek około godziny 15:00 poszliśmy na obiad. Część grupy
          pojechała na wycieczki fakultatywne: zwiedzanie wielkiej tamy, oraz do wioski
          nubijskiej. Ja sobie darowałem. Popołudnie spędziłem spacerując po Asuanie.
          Po kolacji statek wypłynął do Kom Ombo.

          cdn..
          • ptor123 Re: Nefretete A z Exim Tours - quasi relacja... 14.03.07, 14:48
            Szósty dzień wycieczki zacząłem o godzinie 6:00 zwiedzaniem świątyni Sobka -
            boga z głową krokodyla w Kom Ombo. Świątynia była o tyle interesująca, że była
            jakby podwójna - jedna część była poświęcona Sobkowi, druga - patronowi lekarzy.
            Sama świątynia - choć bardzo zrujnowana - była ciekawa, ale zwiedzanie nie
            trwało długo. Potem poszliśmy na śniadanie, a statek tymczasem wyruszył do Edfu.

            Do Edfu dotarliśmy po obiedzie. Na nabrzeżu czekały już na nas dorożki - do
            każdej załadowano po 4 osoby co mnie - obdarzonemu dość długimi nogami sprawiło
            trochę problemów. Po prostu było baaardzo ciasno. Na szczęście przejazd to tylko
            15 minut.
            Sama świątynia w Edfu to najlepiej zachowana świątynia w całym Egipcie. Dotrwała
            do naszych czasów w stanie prawie nienaruszonym dlatego, że była dosłownie
            przysypana śmieciami - na jej terenie przez całe wieki było wysypisko odpadków
            które uchroniło bydowlę przed dewastacją. Jak widać - czasem nawet śmieci mogą
            być przydatne :-)
            Świątynia poświęcona jest Horusowi i jest naprawdę imponująca. Wewnątrz można
            podziwiać piękne malowidła. W jednym z pylonów jest korytarz przechodzący przez
            cały pylon na wylot. Jeśli się stanie w tym korytarzu i owieje człowieka wiatr,
            to znaczy że tchnął na Ciebie bóg Horus i będzie się mieć szczęście w życiu. Ja
            musiałem trochę poczekać, ale w końcu Horus dał się ubłagać i stwierdził, że
            trochę szczęścia mi się przyda :-)
            Po powrocie na statek mieliśmy czas wolny. Po kolacji statek wypłynął do Luksoru
            przechodząc przez śluzę w Eśnie - bardzo ciekawy widok - statek jest opuszczany
            o około 6 metrów.

            cdn...
            • megan67 Re: Nefretete A z Exim Tours - quasi relacja... 14.03.07, 18:54
              wielkie dzieki za relacje!
              Fajnie, ze sa tacy jak Ty, co dziela sie swoimi spostrzezeniami, pomagajac innym
              w podjeciu decyzji.
              pzdr
              • ptor123 Re: Nefretete A z Exim Tours - quasi relacja... 15.03.07, 09:16
                Wielkie dzięki za odpowiedź. Już myślałem, że nikt nie czyta tych moich wypocin. :-)

                No to lecimy dalej:

                Dzień siódmy wycieczki był ostatnim na statku. Po śniadaniu musieliśmy się
                wykwaterować z naszych kabin i wystawić bagaże do recepcji. Bagaż podręczny
                można było złożyć w kilku wyznaczonych kabinach (m.in. tej którą zajmowałem :-)
                ). Po przepłynięciu motorówką na drugi brzeg Nilu pojechaliśmy autokarem do
                doliny królów. Na miejscu dostaliśmy bilety uprawniające nas do wejścia do
                trzech grobowców (za wyjątkiem grobowca Tutenchamona który był dodatkowo
                płatny). Ja poszedłem za radą przewodniczki i zwiedziłem grobowce Tutmozisa III
                i Ramzesów I i III. W grobowcach jest bardzo duszno - po kilku minutach byłem
                zlany potem, więc jeśli ktoś wybiera się tam latem - serdecznie mu współczuję.
                :-) Jednak piękne dekoracje grobowców (szczególnie w grobowcu Ramzesa I) z
                idealnie zachowanymi kolorami są warte tych niewygód.
                Niestety na całą dolinę królów mieliśmy niespełna godzinę czasu - o wiele za
                mało. Ostatni grobowiec musiałem oglądać w nieco przyspieszonym tempie...
                Bilet - jak już wspomniałem - uprawnia do wejścia do trzech grobowców. Przy
                wejściu strażnik odrywa jeden z rogów biletu oznaczając tym ile już zwiedziłeś.
                W grobowcach jest absolutny zakaz fotografowania i filmowania. Podobno zakaz ten
                można "obejść" za pomocą hojnego bakszysza - mnie się nie udało...

                Następny punkt programu to świątynia Hatszepsut - kobiety faraona. Świątynia
                została zniszczona przez jej następcę - Totmesa III. Jest ona rekonstruowana -
                między innymi przez polskich archeologów. Jest ona znana również z innego powodu
                - to właśnie tam miał w 1997 roku miejsce zamach w trakcie którego islamscy
                fanatycy zabili ponad 50 zagranicznych turystów.
                Sama świątynia - jak już wspomniałem - jest rekonstruowana. Widziana z daleka
                nie robi takiego wrażenia - praktycznie ginie wśród otaczających ją skał -
                dopiero z bliska widać jej wielkość. Schody prowadzą na trzy kolejne tarasy aż
                do właściwej świątyni leżącej na samej górze. Ta właśnie część jest
                rekonstruowana przez polaków. Ponad świątynią jest miejsce gdzie polski zespół
                prowadzi prace przy ogromnej skale wiszącej nad świątynią. Skała ta na skutek
                wietrzenia może się oberwać i runąć w dół niszcząc budowlę. Sam widok z
                najwyższego tarasu jest wspaniały - widać płynący w dali Nil, pustynię
                przechodzącą w pola uprawne. Dookoła w skałach otaczających dolinę widać wejścia
                do grobowców dostojników. Ciekawy był również widok wioski która została
                zbudowana bezpośrednio na grobowcach - ludzie praktycznie w nich mieszkali.
                Dopiero niedawno zaczęto ich stamtąd wysiedlać. Wioska ma zostać zburzona, a do
                grobowców wejdą ekipy archeologów.
                Jeśli wybieracie się tam - radzę zabrać ciemne okulary. Blask słońca odbitego od
                piasku i skał jest trudny do zniesienia. Również temperatura powietrza była
                bardzo wysoka - ponad 30 stopni (koniec lutego). W lipcu może być nawet 60
                stopni - podobno ludzie którzy tu przyjeżdżają latem, często nawet nie wysiadają
                z autokarów tylko oglądają świątynię z daleka...

                Ostatnim punktem wycieczki na zachodni brzeg Nilu były odwiedziny w manufakturze
                alabastru. tu - w odróżnieniu od wizyt w zabytkach - mieliśmy na oglądanie tyle
                czasu ile chcieliśmy. Normalka... :-) Inna sprawa, że do oglądania jest tam
                niewiele - ot tandeta dla turystów jakiej pełno na każdym bazarze. Oczywiście
                przewodniczka dała nam wykład, że "tylko tutaj kupicie Państwo prawdziwy
                alabaster - gdzie indziej same podróbki. I tylko tutaj dla Państwa są specjalne
                ceny..." Co do oryginalności alabastru - oglądałem niektóre figurki i wątpię,
                żeby prawdziwy alabaster dało się zarysować paznokciem :-) Również ceny były
                niezbyt zachęcające...
                Później jeszcze tylko kolosy Memnona (5 minut na zrobienie zdjęć) i oglądane z
                okien autokaru mijane właśnie Ramesseum i powrót na statek na obiad.

                cdn...
                • ptor123 Re: Nefretete A z Exim Tours - quasi relacja... 15.03.07, 10:31
                  Po obiedzie pojechaliśmy na zwiedzanie wschodniego brzegu Nilu - konkretnie
                  świątyni w Karnaku. Sama świątynia to największy zachowany kompleks w Egipcie.
                  Pierwsze budowle na tym terenie powstały 4500 lat temu, a sama świątynia była
                  rozbudowywana i przebudowywana przez prawie 2000 lat. Wielkie wrażenie robi
                  szczególnie sala hypostylowa z lasem ogromnych kolumn podtrzymujących niegdyś
                  strop. Zachowały się tam również dwa obeliski - w tym jeden postawiony przez
                  królową Hatszepsut - będący najwyższym obeliskiem w historii. Wyższy od niego
                  byłby dopiero obelisk który do dziś leży nieukończony w kamieniołomie w Asuanie.
                  Samo obelisk nosi ślady przeróbek wykonanych przez Totmesa - następcę Hatszepsut
                  który rozkazał usunąć z niego imię swojej poprzedniczki i zastąpić je swoim.
                  Reszta z ponad trzydziestu obelisków które niegdyś stały w świątyni stoi teraz
                  na placach Rzymu, Paryża czy Londynu.

                  Po powrocie ze zwiedzania pozostaliśmy na statku i po kolacji ruszyliśmy na
                  dworzec żeby złapać pociąg do Kairu. Co do samego pociągu - grupa która
                  przyjechała na statek z Kairu właśnie, opowiadała straszna historie o tym, jak
                  to w egipskich pociągach jest. W rzeczywistości nie było źle. Jechaliśmy
                  pierwszą klasą w przedziałach z siedzeniami które można było lekko wysunąć. Sam
                  przedział był dużo większy niż te w naszych pociągach - osoby siedzące naprzeciw
                  siebie mogły spokojnie wyciągnąć nogi. Po wagonach chodzi osoba sprzedająca
                  herbatę, kawę i przekąski. Ciekawostka - przedziały nie maja drzwi. Jedyną
                  niedogodnością tak naprawdę jest brud który panuje w pociągu. Ale naprawdę nie
                  jest źle. Zwłaszcza po tym, jak zobaczyłem jak wygląda klasa druga - plastikowe
                  siedzenia jak w naszych pociągach podmiejskich, brak okien i wszechobecny brud.
                  W porównaniu z tym, jechaliśmy luksusowo... Nawet toalety były - szczerze mówiąc
                  - lepsze niż w naszym PKP :-)
                  O dziwo - pociąg dotarł na dworzec w Kairze sporo przed czasem (ewenement według
                  Natalii - zwykle sie spóźnia). W czasie przejazdu do hotelu po raz pierwszy
                  zobaczyłem na własne oczy piramidę. I to jak! Był wczesny ranek, mgła albo smog.
                  Natalia powiedziała w pewnym momencie: "na lewo widza państwo piramidę"
                  Spojrzałem spodziewając się zobaczyć na horyzoncie charakterystyczny trójkątny
                  kształt i... nie zobaczyłem nic. Dopiero po paru sekundach dotarło do mnie, że
                  ten ogromny cień majaczący we mgle to piramida Chufu. Wrażenie było niesamowite
                  - spodziewałem się malutkiej sylwetki na horyzoncie, a ujrzałem kolosa
                  zajmującego swoim ogromem całe pole widzenia.

                  Hotel do którego przyjechaliśmy - Oasis był hotelem 4-gwiazdkowym. Zakwaterowano
                  nas w bungalowach leżących w rozległym ogrodzie. Muszę powiedzieć, że w
                  porównaniu z tym hotelem rzekomo 5 gwiazdkowy statek wydawał się bardzo skromny.
                  Pokoje były naprawdę bardzo ładne i wygodnie urządzone. Po szybkim prysznicu,
                  śniadaniu - jedzenie znów pyszne, prawie jak w Hurghadzie - pojechaliśmy
                  zobaczyć to, co już od dawna jest symbolem tego kraju - piramidy!

                  cdn...
                  • wrocycu Re: Nefretete A z Exim Tours - quasi relacja... 15.03.07, 11:18
                    Super,ze ktos ma checi na tak dokladna relacje. Zastanawialismy sie z zona czy
                    poplynac w taki rejs ale po tych opisach, wiemu juz, ze TAK.
                    • capilo Re: Nefretete A z Exim Tours - quasi relacja... 15.03.07, 13:08
                      Witam,byłam na tym rejsie równiż z eximem i też gorąco polecam!Warto,bo to
                      niezapomniane przeżycia.A relację czytam,bo czuję się jakbym tam znowu była:)
                      pozdrawiam.
                  • ptor123 Re: Nefretete A z Exim Tours - quasi relacja... 15.03.07, 19:27
                    Kolejna część mojej relacji - piszę ją drugi raz, bo za pierwszym razem chyba
                    się nie wysłało...

                    Ósmy dzień mojej wycieczki zaczął się - jak już wspomniałem - przyjazdem na
                    dworzec w Kairze i zakwaterowaniem w hotelu. Po szybkim prysznicu i śniadaniu
                    pojechaliśmy oglądać piramidy.
                    Na początku autokar zatrzymał się w pewnej odległości od piramid w punkcie
                    widokowym, z którego mogliśmy zrobić zdjęcia wszystkim trzem budowlom. Pogoda
                    nie była najlepsza, w powietrzu wisiała mgła, ale widoczność była na tyle dobra,
                    że zdjęcia wyszły. Natalia opowiadała nam o historii i budowie piramid.
                    Ciekawa była historia budowy piramidy Menkaure - otóż po śmierci faraona budowę
                    przerwano z powodu braku funduszy. Wtedy jedna z małżonek faraona aby zebrać
                    pieniądze na budowę grobowca zatrudniła się w domu publicznym. Ceną za jej
                    "usługi" była równowartość jednego kamiennego bloku z których piramida jest
                    zbudowana. Efekt? No cóż - piramida została ukończona :-)

                    Po zrobieniu zdjęć autokar przejechał na parking pod piramidami i dostaliśmy jak
                    zwykle czas na zwiedzanie. Do piramid można wejść, ale niestety w przypadku
                    wielkiej piramidy ilość osób wchodzących jest ograniczona - wpuszczają określoną
                    liczbę zwiedzających (chyba 150) dwa razy dziennie.
                    Same piramidy - cóż można o nich powiedzieć? Ogromne, niesamowite, potężne,
                    powalające... Nie sposób nie podziwiać ludzi którzy 45 wieków temu potrafili
                    wznieść budowle które nawet i dziś ciężko byłoby zbudować. Nie sposób nie
                    podziwiać potęgi człowieka, który potrafił skłonić swój lud do takiego wysiłku.
                    Nie można nie pochylić czoła przed mistrzostwem budowniczych piramid - przez
                    4500 lat ich budowle osiadły w ziemi na zaledwie kilka centymetrów.
                    Jak już wspomniałem do piramid można wchodzić, ale jako że mieliśmy mało czasu,
                    wolałem obejrzeć coś innego: muzeum barki solarnej.

                    Barka ta - ceremonialna łódź faraona Chufu odkryta została w roku 1954 w skalnej
                    niszy opodal wielkiej piramidy. Ponad 10 lat trwało jej składanie z ponad 1200
                    fragmentów oraz konserwacja. Efekt jest niezwykły - łódź zachowała się w tak
                    doskonałym stanie, jakby zbudowano ją zaledwie wczoraj... Wejście do muzeum
                    kosztuje - o ile mnie pamięć nie myli - 10LE. W środku trzeba założyć dość
                    komicznie wyglądające filcowe osłony na buty. Sama barka ma długość ponad 40
                    metrów i stoi w samym środku muzeum. Kolejne kondygnacje otaczają ją, więc można
                    obejrzeć łódź z naprawdę bliska i naprawdę dokładnie. Wystawiane są także
                    przedmioty znalezione razem z nią - liny, fragmenty osprzętu itp. Na najniższym
                    poziomie można obejrzeć wykutą w skale niszę przykrytą ogromnymi kamiennymi
                    blokami w której barka spoczywała przez 4,5 tysiąca lat. Jest też sporo zdjęć
                    przedstawiających odkrycie i konserwację łodzi. Ogólnie - bardzo ciekawa rzecz.
                    Szczerze polecam.

                    Później podjechaliśmy kawałek, aby obejrzeć sfinksa. Kiedy go pierwszy raz
                    zobaczyłem jego twarz obsiadły czarne ptaki, przez co oblicze faraona wyglądało
                    jak piegowate :-)
                    Sam sfinks jaki jest - każdy widzi. Niestety coraz bardziej realna staje się
                    groźba, że już niedługo nie będzie czego oglądać. Na skutek zanieczyszczenia
                    powietrza skała z której wykonano posąg wietrzeje i kruszy się w bardzo szybkim
                    tempie. Podejmowane próby zabezpieczenia sfinksa przed wpływem warunków
                    atmosferycznych jak dotąd nie przynoszą rezultatów.
                    Natalia pokazała nam miejsce, gdzie można sobie zrobić zdjęcie podobne do tego,
                    które jakiś czas temu wygrało konkurs na najlepsze zdjęcie z wakacji na jednym z
                    portali turystycznych. Otóż - można tak stanąć, że człowiek będzie wyglądał
                    jakby dawał sfinksowi buziaka :-)

                    Po obejrzeniu sfinksa pojechaliśmy do wytwórni perfum (o, przepraszam -
                    esencji). Tu zdarzyła się najbardziej nieprzyjemna rzecz w czasie całego mojego
                    pobytu. Kiedy grupa szła do tejże wytwórni, podeszła do nas mała dziewczynka
                    sprzedająca pocztówki. Takich dzieci można spotkać sporo w każdym miejscu gdzie
                    jest dużo turystów. Ta jednak z jakiegoś powodu upodobała sobie moją skromną
                    osobę. Zaczęła za mną iść, ja szedłem dalej sądząc, że po paru metrach da spokój
                    i sobie pójdzie. Jednak ona dalej za mną szła uczepiwszy się mojej koszuli. Ja
                    nie bardzo wiedziałem co robić, inni wycieczkowicze żartowali sobie, że
                    znalazłem sobie adoratorkę w Egipcie. Po jakimś czasie podszedł do nas jakiś
                    mężczyzna (sądziłem, że to jej ojciec lub jakiś opiekun) i zabrał ją ode mnie.
                    Wchodziliśmy już do wytwórni perfum, więc straciłem małą z oczu. Dopiero dużo
                    później osoby które szły za mną powiedziały mi, że ten człowiek odprowadził
                    dziewczynkę na drugą stronę ulicy i tam zaczął ją bić - nie wiem dlaczego. Do
                    dziś strasznie mi żal tego dziecka. Gdybym wiedział, że tak się to skończy
                    kupiłbym od niej te pocztówki. Miałem przez to zepsuty humor na resztę dnia...

                    Wytwórnia perfum - zostaliśmy poczęstowani kawą i herbatą, dawano nam do
                    powąchania różne zapachy i oczywiście podobnie jak w manufakturze alabastru i
                    wytwórni papirusu w Luksorze (o której zapomniałem wspomnieć w poprzedniej
                    części relacji) standard: "specjalne ceny tylko dla Państwa, jedyne i oryginalne
                    esencje zapachowe, nie kupujcie gdzie indziej bo inne to podróbki" i tak dalej.
                    Mnie osobiście niespecjalnie to interesowało...

                    Po wytwórni perfum, kolej przyszła na muzeum egipskie. Niestety trudno tu mówić
                    o zwiedzaniu - mieliśmy na to tylko 2 godziny, a żeby zobaczyć wszystko potrzeba
                    by kilku dni. Natalia pokazała nam najważniejsze eksponaty (paleta Nermera -
                    najstarszy eksponat w muzeum liczący sobie ponad 5 tysięcy lat - przedmioty z
                    grobowca Tutenchamona, posągi kilku faraonów) potem dostaliśmy trochę czasu dla
                    siebie. Kusiło mnie żeby zobaczyć mumie władców, ale cena wejścia do sali - 70LE
                    - była dla mnie trochę za wysoka. Kończyły mi się już pieniądze. Zamiast tego
                    obejrzałem mumie zwierząt wystawiane nieopodal, oraz dokładniej wyposażenie
                    grobowca Tutenchamona. Kiedy pojadę do Egiptu następny raz, będę musiał
                    poświecić dzień lub dwa na samo muzeum...

                    Po opuszczeniu muzeum wróciliśmy do hotelu. Wykupiłem u Natalii wycieczkę
                    "Imhotep" na następny dzień obejmującą Piramidę schodkową w Sakkarze, dzielnicę
                    koptyjską, meczet alabastrowy i bazar Khan El Khalili. Wycieczka w cenniku
                    kosztowała 55$, ale jeśli ktoś był w Abu Simbel, dostawał 5$ rabatu.
                    Po kolacji położyłem się spać - nocna podróż pociągiem i całodzienne zwiedzanie
                    dały o sobie w końcu znać.

                    cdn...

                    • ptor123 Re: Nefretete A z Exim Tours - quasi relacja... 16.03.07, 09:13
                      Kolejny dzień to wycieczka fakultatywna "Imhotep" obejmująca Piramidę schodkową
                      w Sakkarze, Meczet alabastrowy, dzielnicę koptyjską i bazar Khan El Khalili.
                      Właściwie z tych wszystkich rzeczy interesowała mnie jedynie Sakkara, a
                      dodatkowo chciałem zobaczyć również piramidy w Dachszur - niestety żadna z
                      wycieczek nie obejmowała Sakkary i Dachszur jednocześnie.
                      Piramida w Sakkarze była pierwszą tego typu budowlą w Egipcie - została
                      zbudowana dla faraona Dżesera około 2650 roku p.n.e. Jej budowniczym był
                      genialny architekt Imhotep który zaczął od formy mastaby (budynku o nachylonych
                      do wewnątrz ścaianach i płaskim dachu) następnie na tejże mastabie postawił dwie
                      następne, a widząc że konstrukcja bez problemu wytrzymuje swój ciężar dołożył
                      jeszcze trzy kolejne, coraz mniejsze mastaby. Tak powstała pierwsza piramida
                      schodkowa. Z okolic piramidy można przy dobrej pogodzie ujrzeć piramidę łamaną w
                      Dachszur - niestety kiedy tam przyjechałem pogoda nie była niestety dobra...

                      W drodze powrotnej wstąpiliśmy do wytwórni dywanów (Sakkara słynie z wyrobu
                      tychże) gdzie zatrudnieni są uczniowie którzy pracowicie wiążą węzełki (od 80 do
                      nawet 140 na centymetr kwadratowy) tworząc z nich naprawdę piękne dywany.
                      Obserwowanie ich przy pracy było - nie powiem - ciekawe. Dzieciaki wiązały te
                      supełki z taką szybkością, że trudno było za nimi nadążyć wzrokiem... Same
                      dywany były również piękne, ale ceny dość zaporowe - nawet kilka tysięcy euro za
                      duży dywan... Poza tym ciężko byłoby wnieść coś takiego na pokład samolotu :-)

                      Następny punkt wycieczki to Kair koptyjski - widzieliśmy dwa kościoły: tak zwany
                      kościół zawieszony nazywany tak ponieważ nie ma on własnych fundamentów - jest
                      zbudowany na ruinach rzymskiej twierdzy Babilon i jego podłoga jest w
                      rzeczywistości stropem jednego z pięter twierdzy. Można to zresztą zobaczyć - w
                      jednym miejscu w podłodze jest otwór przez który można ujrzeć to, co znajduje
                      się pod świątynią. Sam kościół bardzo przypomina cerkwie prawosławne, na
                      przodzie świątyni znajduje się ikonostas z ikonami przedstawiającymi świętych.
                      Dzięki swojej specyficznej budowie, kościół zachował się w doskonałym stanie, w
                      odróżnieniu od następnej świątyni którą oglądaliśmy - kościoła pod wezwaniem Św.
                      Sergiusza który wciąż jest niszczona przez wilgoć z wód gruntowych. W kościele
                      tym, znajduje się krypta zbudowana w miejscu w którym - według tradycji -
                      zatrzymała się święta rodzina podczas ucieczki do Egiptu. Krypta ta, była
                      regularnie zalewana przez podnoszące się wody gruntowe, do czasu remontu
                      świątyni w roku 2000 kiedy kościół został zabezpieczony przed wilgocią. Niestety
                      zabezpieczenie to nie na wiele się zdało - dziś ściany kościoła znów noszą ślady
                      wody przesiąkającej z gruntu pod świątynią.
                      Kolejnym punktem programu była synagoga Ben Ezry - obecnie już nieużywana jako
                      że w Egipcie osób wyznania mojżeszowego już prawie nie ma. Jednak dzięki
                      pieniądzom gmin żydowskich z USA, została wyremontowana i można ją podziwiać - a
                      jest naprawdę piękna.
                      Po wyjściu z synagogi podjechaliśmy pod "zaprzyjaźniony sklepik" (jak to
                      określiła Natalia) żeby kupić sobie coś do jedzenia i picia. Niestety sklepik
                      może i był zaprzyjaźniony, ale na pewno nie był przyjazny. Kiedy próbowałem się
                      targować jak w każdym innym sklepie, sprzedawca po prostu wyrwał mi z ręki moje
                      zakupy i wyprosił ze sklepu. Trudno - nie to nie...
                      Później pojechaliśmy na obiad w restauracji "Fridays" na statku zacumowanym na
                      Nilu. Jedzenie było nawet smaczne, ale za colę do obiadu zapłaciłem więcej niż
                      za piwo do kolacji w 4 gwiazdkowym hotelu...
                      Później autokar zawiózł nas na bazar Khan El Khalili. Dostaliśmy czas wolny, a
                      autokar pojechał po resztę naszej grupy do hotelu. Nasze bagaże były już w
                      autobusie - wymeldowaliśmy się z hotelu już rano. Natomiast reszta grupy została
                      w hotelu i wymeldowywała się właśnie teraz. Sam bazar - podobno najstarszy w
                      Kairze - podobny do każdego innego bazaru który widziałem w Egipcie. Ruch, gwar,
                      sprzedawcy próbujący Ci wcisnąć przysłowiowe mydło i powidło. :-)
                      Po przyjeździe autobusu pożegnaliśmy Natalię która była naszą przewodniczka
                      przez ostatnie dni i pojechaliśmy do Sharm El Sheikh.

                      cdn...
                      • ptor123 Re: Nefretete A z Exim Tours - quasi relacja... 16.03.07, 11:08
                        Poprzednia część mojej relacji zakończyłem wyjazdem z Kairu do ostatniego
                        miejsca pobytu w Egipcie na tej wycieczce - Sharm El Sheikh.

                        Podróż przebiegła sprawnie. Co prawda załoga autobusu mówiła tylko po angielsku,
                        ale w sumie to drobiazg. Po dojechaniu do SSH autokar zatrzymał sie przy jakims
                        hotelu, do autobusu wszedł milczący człowiek z jakimiś papierami. Podchodził do
                        każdego i ledwie zrozumiałą angielszczyzną pytał każdego o nazwisko, a następnie
                        mówił w którym hotelu zostaniemy zakwaterowani i że spotkanie z rezydentką jest
                        następnego dnia. Hotel przy którym sie zatrzymaliśmy - Amar Sina to hotel w
                        którym miałem mieszkać przez następne trzy dni. Stwierdziłem to dopiero kiedy
                        wysiadłem na chwile z autobusu - gość z Eximu nawet słowem nie wspomniał, że
                        powinienem wysiąść bo stoimy przed moim hotelem. Zresztą bardzo szybko gdzieś
                        zniknął i wszystkiego musiałem się dowiadywać na własną rękę. Pewnie gdybym nie
                        wysiadł pojechałbym dalej... Ogólnie dla oddziału Eximu z SSH dwója za
                        organizację... W pokojach hotelowych czekała na nas kolacja (bułki, wędlina,
                        ser, owoce) wszystko fajnie, ale nikt nie pomyślał, że te bułki trzeba by jakoś
                        pokroić i masłem posmarować - nie było sztućców. Drobiazg, ale denerwujący. Było
                        juz po północy, więc darowałem sobie kolację i poszedłem spać.
                        Rano poszedłem na śniadanie i obejrzałem sobie hotel. W sumie przyjemny - został
                        zbudowany w formie arabskiej wioski z ładnymi pokojami i niezłym basenem.
                        Śniadanie też było w porządku, niestety trzeba uważać na talerze na których się
                        je - niektóre były po prostu tłuste, niedomyte... Ogólnie ten hotel miał chyba
                        problemy z czystością - niektórzy ludzie zgłaszali że w ich pokojach na podłodze
                        jest sporo piasku, pościel była nie pierwszej świeżości. Jednym słowem -
                        najgorszy z hoteli w których dotąd byłem. Co wcale nie znaczy, że zupełnie do
                        bani... Przy hotelu nie ma plaży, ale można dojść na plażę publiczną (wstęp
                        10LE) lub pojechać busikiem kursującym kilka razy dziennie na plażę hotelową
                        zlokalizowaną kilka kilometrów dalej. W hotelu jest kafejka internetowa (10LE za
                        pół i 15 za całą godzinę), niewielki sklep spożywczy (towary na półkach z
                        podanymi cenami), kilka sklepów z pamiątkami. Wieczorem kursuje również bus do
                        centrum w Naama Bay (2,5 LE). W hotelu jest całkiem niezły basen, bar,
                        pizzeria... Gdyby nie problemy z czystością byłoby bardzo dobrze.
                        O godzinie 11:00 przyszła rezydentka - znów osoba dość niekomunikatywna. Nie
                        dość, że mówiła tak cicho, że trzeba było siedzieć tuż przy niej, żeby w ogóle
                        coś usłyszeć, to jeszcze cała jej "przemowa" to było "Witam państwa w SSH,
                        będziecie tu do 27.02, informacje dotyczące wylotu będą wywieszone na tablicy,
                        kto chce kupić wycieczkę do Jerozolimy?" I to wszystko. W porównaniu z panią Elą
                        w Hurghadzie to naprawdę było mizernie...
                        Niektóre osoby z mojej grupy wykupiły wycieczkę do Jerozolimy na następny dzień
                        (100$ chyba). Ja niestety nie miałem już dostatecznej ilości pieniędzy, więc
                        stwierdziłem, że te 2 dni w Egipcie które mi pozostały spędzę na plażowaniu.
                        Hotelowym busikiem pojechałem na plażę - nie była ona duża, ale piaszczysta.
                        Niestety dno morza było dość kamieniste, więc niezbyt przyjemnie się do niego
                        wchodziło. Na plaży były leżaki, można było kupić coś do jedzenia i picia - dało
                        się żyć :-) Woda w morzu chyba cieplejsza niż w Hurghadzie, ale były spore fale
                        utrudniające pływanie.
                        Wieczorem pojechałem jeszcze do Naama Bay, ale dość szybko stamtąd wróciłem -
                        jeśli ktoś lubi chodzić po sklepach, przesiadywać w barach czy szaleć na
                        dyskotekach znajdzie tam wiele rozrywek. Ja po prostu przespacerowałem się i
                        wróciłem taksówką do hotelu.
                        W nocy obudził mnie ból brzucha - no tak - faraon który dotychczas traktował
                        mnie łagodnie postanowił w końcu wywrzeć na mnie swoja zemstę. To chyba efekt
                        tutejszego jedzenia lub wody. Przez cały pobyt nie pilnowałem się specjalnie,
                        myłem zęby w wodzie z kranu, jadłem wszystko i nie miałem najmniejszych
                        problemów. Po przyjeździe do SSH - od razu faraon. Kilka innych osób z naszej
                        grupy, także zakwaterowanych w innych hotelach miało podobne problemy.
                        Rano kupiłem w aptece Antinal (oczywiście sprzedawca widząc, że jestem chory
                        podniósł cenę do 25LE i za nic nie chciał opuścić). Dzień przeleżałem w łóżku,
                        nazajutrz było już dużo lepiej, choć problemy z żołądkiem całkiem się skończyły
                        dopiero po 3 - 4 dniach.
                        Następnego dnia mieliśmy wrócić do Polski. Pokoje musieliśmy opuścić do godziny
                        10:00, kolejne 5 godzin spędziliśmy robiąc ostatnie zakupy i łapiąc ostatnie
                        promienie egipskiego słońca. O godzinie 15:00 przyjechał po nas autobus, którym
                        pojechaliśmy na lotnisko zbierając po drodze ludzi z innych hoteli. I po raz
                        kolejny Exim się nie popisał - w autobusie był przedstawiciel miejscowego biura
                        mówiący po angielsku tak, że niczego się nie dało zrozumieć. Po przyjeździe na
                        lotnisko po prostu pokazał ręką w którym kierunku mamy iść i zostawił nas. Sami
                        musieliśmy sie dowiadywać gdzie należy sie odprawić, jak wypełnić kartę
                        wyjazdową (i że w ogóle należy ją pobrać). Wylot nota bene został przesunięty z
                        godziny 18:15 na 20:00 o czym dowiedzieliśmy się dopiero na lotnisku.
                        Samolot wyleciał o czasie. Na lotnisko w Katowicach przylecieliśmy o godzinie 23:30.

                        Podsumowując. Wycieczkę uważam za udaną. Exim spisał sie dobrze przez prawie
                        cały czas - za wyjątkiem SSH gdzie rezydenci i organizacja są po prostu do bani.
                        Ale da się przeżyć. Jeśli ktoś mnie syta czy polecam to biuro i tę wycieczkę -
                        odpowiem "tak" zwłaszcza, że od pewnego czasu wzbogacili program o wyjazd do
                        Jerozolimy z SSH (u mnie był to fakultet, teraz jest w cenie) i rejs po Nilu w
                        Kairze... Gdyby jeszcze zmienili obsługę w SSH byłoby prawie idealnie.
                        Jedzenie było bardzo dobre - nawet taki głodomór jak ja, nie musiał dożywiać się
                        na własną rękę pomimo wyżywienia HB. :-) Najlepsze oczywiście było w Hurghadzie
                        - tam śmiało można powiedzieć, że w trzygwiazdkowym Marlin Inn jest
                        pięciogwiazdkowe wyżywienie.

                        Właściwie jedyną rzeczą która mnie denerwowała, był fakt, że wciąż ktoś próbował
                        mnie oszukać przy płaceniu. W banku podczas wymiany pieniędzy, w sklepie, w
                        pubie... Oczywiście nie znaczy to, że wszyscy Egipcjanie to oszuści, ale płacąc
                        gdziekolwiek radzę dokładnie przeliczyć czy wszystko się zgadza i twardo żądać
                        swojego.

                        Do nachalności różnych sprzedawców szybko się przyzwyczaiłem i nauczyłem się ich
                        po prostu ignorować. Do targowania się w sklepach również szybko przywykłem i
                        zacząłem to traktować nawet jak niezłą zabawę. Początkującym radzę przed
                        pójściem na targ dobrze się zastanowić co chce się kupić i trzymać się planu.
                        Targować sie do upadłego - jeśli sprzedawca mimo wszystko nie chce opuścić ceny
                        do poziomu jaki nas interesuje należy po prostu wyjść ze sklepu - podobny towar
                        możemy znaleźć w sąsiednim sklepie, a jego właściciel widząc, że jego sąsiad nic
                        nie wskórał będzie bardziej skłonny do "schodzenia z ceny".

                        Osławiona zemsta faraona - jak można przeczytać powyżej w końcu mnie dopadła.
                        Chyba nie ma reguły na to, czy kogoś trafi czy nie. Jeśłi tak się stanie -
                        Antinal pomaga dość szybko. A i sama przypadłość - choć nieprzyjemna - jest do
                        przeżycia...

                        W każdym razie, ja uważam wycieczkę za bardzo udaną. Było naprawdę wspaniale i
                        wiem jedno:
                        JA TU JESZCZE WRÓCĘ! :-)

                        Pozdrawiam wszystkich którzy dotrwali aż do tego momentu. Wiem, że nie opisałem
                        wszystkiego tak dokładnie jakbym chciał. Gdyby ktoś miał jakieś bardziej
                        szczegółowe pytania - odpowiem w miarę możliwości na wszystkie.
                • imka.allegro Re: Nefretete A z Exim Tours - quasi relacja... 15.03.07, 13:59
                  > Wielkie dzięki za odpowiedź. Już myślałem, że nikt nie czyta tych
                  > moich wypocin. :-)

                  Oczywiście że czytają - i to od ósmego :)
                  Tylko nie chcą się wcinać w połowie wątku i grzecznie czekają na obiecane ciągi dalsze ;)

                  Imka
    • ika5 Re: Nefretete A z Exim Tours - quasi relacja... 15.03.07, 20:41
      Uwielbiam czytac relacje z podróży : kazdy z odwiedzających Egipt widzi ten
      kraj trochę inaczej.
      Twoja relacja jest bardzo rzeczowa- gratuluję.
      • joasiaab Re: Nefretete A z Exim Tours - quasi relacja... 16.03.07, 13:22
        Super relacja z podróży, z wielką przyjemnością ją przeczytałam. Pozdrawiam!!
Pełna wersja