Egipt nie taki straszny jak wmawiają nam to BP.

16.10.07, 16:51
Właśnie wróciłem z Egiptu. Spędziłem w tym kraju trzy tygodnie.
Ponieważ leciałem tam pierwszy raz nie dokońca wiedziałem czego się
tam spodziewać. Wiedziałem tylko jedno muszę zwiedzić Egipt na
własną rekę, bez żadnych fakultetów.

Po przylocie do Hurgady (VIVA TOURS), wsiadłem do autobusu
rozwożącego turystów do Hoteli i poprosiłem rezudentkę (przez litość
nie wspomę imienia) o podwiezienie do Daharu. Zdziwienie pełne -nie
mogła zrozumiec, że mój pobyt hotelu zaczyna się dopiero za 2
tygodnie a teraz po prostu chcę sobie sam zorganizować mój czas. Po
kupieniu biletów na autobus do Kairu (19 00), poszedłem do
najblizszego sklepu po jakieś napoje i cos do jedzenia. I tak 3
godziny po wylondowaniu w Hurgadzie wraz z żoną i znajomym
jechaliśmy już autobusem (EL GUNA -50LE) do Kairu.

DO stolicy dotarliśmy bez przeszkód o 1 w nocy. Na taksówkę
czekaliśmy 10 sekund. Kierowca zawiózł nas do hotelu New Garden
Palace, a że nie jestem wybredny i cena w normie postanowiłem
zostać. Główny plus hotelu to lokalicacja - 5 minut spacerkiem do
Muzeum Kairskiego i stacji Metra Saddat. Po załatwieniu wszelkich
formalności w hotelu poszliśmy spać. Tak minęło nam pierwsze pół
dnia w Egipcie. ŻADNYCH PROBLEMÓW.

C.D.N.
    • derduch Pisz dalej nie... 16.10.07, 17:05
      Zacząłeś fajnie, dawaj dalej bo ciekawość zżera.
    • cameltravel Re: Egipt nie taki straszny jak wmawiają nam to B 16.10.07, 21:04
      i napisz kto wmawiał że taki straszny :D

      czekam na ciąg dalszy :):D

      Ewa
    • platynka.iw Re: Egipt nie taki straszny jak wmawiają nam to B 17.10.07, 08:45
      No w koncu zaczyna sie dziac cos ciekawego na forum... pisz, pisz dalej!! ze szczegolami i duzo!! :-)
      Pozdrawiam, Iw
    • 78dario Re: Egipt nie taki straszny jak wmawiają nam to B 17.10.07, 12:55
      Mimo tego, że położyliśmy się spać dosyć późno wstaliśmy o godzinie
      6 nad wyraz dobrze wyspani. Nawet nie przeszkadzały mi klaksony
      samochodów, które w Kairze nie cichną nawet na chwilę. Nasz pierwszy
      cały dzień. Postanowilismy wykorzystać go na zwiedzenie obszaru
      piramid w Gizie. Po drodze do metra już zdążył się przyplątać
      samozwańczy przewodnik, który doradił jak tam najlepiej dotrzeć.
      Ponieważ postanowiliśmy nie jechać taksówką, a lokalnymi środkami
      transportu, posłuchaliśmy go. Kawałek przejechaliśmy metrem (1LE),
      póżniej autobusem (0,5LE). W końcu zobaczyliśmy piramidy. Pierwsze
      wrażenie piorunujące. Postanowiliśmy nigdze się nie śpieszyć, więc
      bez pośpiechu okrążyliśmy cały teren oglądając piramidy pod różnymi
      kątami. Wejściówka na teren piramid to koszt 50LE. Bilety do
      piramidy Cheopsa miały być sprzedawane dopiero za godzinę, więc
      postanowiliśmy odwiedzić jedną z piramid królowych. Mała przyjemna,
      prawdziwy przedsmak, tego co nas miało czekać. Wejścia do Cheopsa są
      limitowane, ale nie miało to dla nas znaczenia, gdyż i tak byliśmy
      pierwsi przy kasie (100LE). Wnętrze piramidy dokładnie takie jak to
      sobie wyobrażałem -rewelacyjne, niestety kamerę musiałem zostawić
      przed wejściem. Następny punkt piramida Chefrena (20LE) -zejście
      nieco trudniejsze, ale wewnątrz również całkiem nieżle. Niestety
      Mykeranos był zamknięty, ale trzy piramidy na pierwszy dzień to i
      tak nieżle. Kolejne kroki skierowaliśmy do muzeum barki. Tam również
      nam się podobało, stateczek robi wrażenie. Po kolejnym okrążeniu
      całego obszaru poszliśmy zobaczyć Sfinksa, z bliska robi niezłe
      wrażenie. Tu dowiedzieliśmy się, że obszar piramid zostanie
      zamknięty o godzinie 15 00 (Ramadan), więc nie mieliśmy zbyt wiele
      czasu na napawanie się tym pięknym widokiem. Nim się obejrzeliśmy
      pół dnia mineło. Muszę w tym miejscu wspomnieć, że w Gizie
      przeszliśmy bardzo intensywny kurs egipskich realiów. Poznaliśmy:
      naganiaczy, lipnych kontrolerów, samozwańczych przeodników, darmowe
      upominki, dobre ceny, wyjątkowe okazje, magów, zklinaczy, códowne
      bilety do wszystkich obiektów, panów z wielbłądami, końmi, osłami,
      itd... uff trzeba zapalić sziszę.

      Zostało nam jeszcze pół dnia na zwiedzanie ale w ramadanie godzina
      15 00 to w większości przypadków gilotyna, a na całowanie klamek nie
      miałem ochoty. Postanowiliśmy więc złapać nieco oddechu przed
      następnym dniem i zobaczyć jak wyglądają egipskie kawiarnie.

      Szisza nienajgorsza, choć prawie wszędzie jabłkowa. Soki owocowe
      pyszne. Na późny obiad udaliśmy się do hotelowej restauracji na
      taracie, z którego rozciągał sie niezły widok na hotel Hilton.
      Zamówiłem sobie koftę z frytkami. co prawda musiałem czekać 40 minut
      ale warto było.

      Następnego dnia postanowiliśmy zobaczyć nieco Kairu. Na początek
      dwie wyspy. Na pierwszą pojechaliśmy metrem (SADDAT - OPERA).
      Postanowiliśmy wjechać na Cairo Tower i zobaczyć panoramę miasta.
      Tutaj niestety rozczarowanie -remont. Musieliśmy zadowolić sie więc
      widokiem samej wieży. Skoro wieża odpadła to postanowilismy sobie to
      jakoś odbić i poszliśmy do pobliskiego parku. Wejściówka 10LE.
      Okazało się jednak, że za kamerę trzeba było zapłacić kolejne 10LE.
      Trudno, idziemy. Park ładny z widokiem na Nil. Gdy mieliśmy przejść
      do następnej części, przybiegł do nas jakiś kolo i oznajmił, że aby
      dalej wejść z kamerą, trzeba zapłacić kolejne 30LE! Tym razem miarka
      się przebrała i żona mogła wypróbować świeżo wyuczone arabskie
      przekleństwa. Pan dowiedział się że jest GAZMA i poszliśmy dalej.
      Gdy się odwróciłem już przy wejściu, zobaczyłem jak jeden kontroler
      tarmosi tego pana. Cóż następnym razem muszą ustalić jednolitą
      stawkę! Po parku poszliśmy zobaczyć budynek opery i otaczający ją
      obszar. Muszę przyznać, że jest to bardzo piekny zakątek Kairu.

      Kolejny raz stacja metra i jedziemy do dzielnicy koptyjskiej. Cały
      obszar niewielki ale bardzo malowniczy, kościoły, synagoga Ben Ezry,
      muzeum koptyjskie i cmentarz bardzo piękne. Do synagogi i muzeum nie
      mogłem wejść z kamerą, poza tym nie było żadnych ograniczeń. Już na
      starcie wita nas pozostałość rzymskiej wieży, która zrobiła na mnie
      większe wrażenie niż kościoły. Ludzie są tu bardzo przyjaźnie
      nastawieni i chętnie pozują do zdjęć. Na zwiedzanie dzielnicy
      koptyjskiej zeszło nam ze trzy godziny.

      Po jej opuszczeniu uadliśmy się pieszo do najstarszego meczetu w
      Kairze Amira Ibn al -asa. Zanim doszliśmy do wejścia okrążyliśmy
      cały meczet dookoła. Widoki, które rozpościerały się naokoło murów
      porażały, głównie zmysł węchu. Jedno wielkie wysypisko, na którym
      żerowały kotki i pieski. Ludzie nieco zdziwieni naszym widokiem
      odnosili się do nas przyjaźnie, nawet kobiety w czerni do nas
      machały, co w innych dzielnicach raczej się nie zdarzało. Sam meczet
      jest piękny, ludzie wewnątrz głównie spali, i mało przejmowali się
      naszą obecnością.

      Po opuszczeniu meczetu pojechalismy zobaczyć Nilometr na następnej
      wyspie. Ta bardzo ciekawa konstrukcja, jest raczej omijana nawet
      przez turystów, którzy podróżują na własną rękę, a szkoda. Udało się
      nam zejść na samo dno. Było fajnie. Piękny jest również widok na nil
      z południowego skrawka tej wyspy.

      Po nilometrze pojechaliśmy na chwilę do hotelu ponieważ karta
      pamięci w aparacie była już pełna i trzeba było szybko zgrać zdjęcia
      na laptopa, by mieć miejsce na kolejne.

      Gdy się juz z tym wszystkim uporaliśmy była już godzina 16 30 więc
      większość obiektów była juz pozamykana. Pojechaliśmy więc w rejon
      meczetu Ibn Tuluna zobaczyć tą część miasta. Po drodze taksówkarz
      oznajmił nam, że co prawda sam meczet jest juz zamknięty, ale pomoże
      się nam dostać do Madrasy przy meczecie. Jak obiecał tak zrobił i po
      chwili byliśmy juz w madrasie. Po kolejnym bakszyszu weszliśmy na
      szczyt minaretu z kąd po raz pierwszy mogliśmy zobaczyć panoramę
      Kairu. Rewelacyjnie preaentował się Meczet Ibn Tuluna tuż obok,
      dalej rysowały się minarety Al- Azhar, Cytadela i inne zabytki.
      Wspaniale. Po tym wypadzie pozostało nam się delektować sziszą i
      miejscowymi potrawami w hotelowej restauracji.

      Mimo wieczorowej pory wciąż jednak było nam mało. Pojechaliśmy więc
      zobaczyć meczet Al -Azhar nocą. Był przepięknie oświetlony i robił
      ogromne wrażenie. A skoro bylismy juz tak bliski bazaru Khan el -
      Khalili -więc poszliśmy na zakupy. Był to nasz drugi dzień pobytu w
      Kairze, więc zakupy na tym bazarze okazały sie droooogie, ale i tak
      się nam podobało. Stragany ciągneły się w nieskończoność a ilość
      bocznych uliczek była nie do zliczenia.

      Po dwóch godzinach pobytu na bazarze miałem ochotę jedynie na powrót
      do hotelu, bo jeszcze 30 minut a został bym w samych spodenkach :-).

      Po tak emocjonującym dniu spało mi się znakomicie, nawet samochody
      były jakby cichsze.

      -----------------------------------

      Taksówkami jeździliśmy za 20 - 5 LE w zależności od celu i pory dnia.

      Szisza w hotelu kosztowała 5 LE, na mieścia 2 - 3LE

      Napoje: woda -2 LE na straganach, Pepsi 2L 4 -5 LE.

      Do prawdziwego sklepu z cenami trafiliśmy dopiero dwa dni poźniej.


      c.d.n.
      • pc_maniac Hehe, witaj w "klubie". 17.10.07, 13:22
        Czy mi się zdaje, czy nasza paczka podróżników po Egipcie na własną
        rękę dobija do setki?!

        W tym roku jakiś wysyp glob-trotuarów jest czy co?! ;o)
    • imka.allegro Re: Egipt nie taki straszny jak wmawiają nam to B 19.10.07, 10:32
      Podbijam wątek - dopominając się o ciąg dalszy opisu zwiedzania na własną rekę.
      Bo chyba na samym Kairze nie skończyłeś? ;)

      Imka
    • 78dario Re: Egipt nie taki straszny jak wmawiają nam to B 19.10.07, 12:41
      Poza Kairem zwiedziłem również Aleksandrię, Klasztory w Wadi al-
      Natrun, Gizę, Sakkarę, Dahszur, Mit Rahinę, Liszt, Abu Sir, Medum,
      Abydos, Denderę, Luksor, Edfu, Kom Ombo, Asuan i Abu Simbel.
      Odpoczywałem w Hurgadzie. Zobaczyłem również Safagę.

      Ale nie wszystko na raz. Niestety mam teraz mocno ograniczony czas,
      ale juz wkrótce napiszę więcej. Narazie kolejny dzień w Wielkim
      Mieście.

      Trzeci dzień postanowiłem przeznaczyć wyłącznie na Kair.

      Punkt pierwszy to Muzeum, do którego oczywiście kamery wnosić nie
      wolno. W samym muzeum najbardziej spodobała mi się sala mumii i ta
      poświącona faraonowi Ehnatonowi. Ale uważam, że każdy znajdzie tu
      coś dla siebie. Nie przegapcie gęsi z Medum! Na zwiedzanie muzeum
      zeszło nam ponad dwie godziny. Następnym celem była cytadela.
      Zrobiła na mnie niesamowite wrażenie. Panorama rozciągająca się z
      tego miejsca jest niesamowita. Meczet Muhamada Alego również niczego
      sobie. Odwiedziłem również meczet Muhamada an -Nasira, który choć
      bardziej surowy również bardzo mi się spodobał. W każdym odwiedzanym
      meczecie zostawialiśmy jakieś mniej lub bardziej drobne datki.
      Ostatnim punktem zwiedzania Cytadeli było Muzeum Wojskowe -wrażenie
      średnie, ale skoro już tam byłem...

      Z Cytadeli widać dwie niezwykłe budowle meczety Hassana i Rifa`iego.
      To był nasz punkt obowiązkowy w zwiedzaniu Kairu. Obie budowle są
      warte każdego funta, które tam zapłaciłem. Przepięknie zdobione,
      miały specyficzny klimat, którego nie doświadczyłem w meczecie
      alabastrowym. Może było to spowodowane faktem, że w meczecie
      Rifa`iego znajduje się grobowiec króla Faruka i jego rodziny, jak
      również ostatniego szacha Iranu. Meczet Hassana również urokliwy,
      ale już bez tego klimatu, posiada wspaniałą marmurową posadzkę.

      Po wyjściu z Meczetów -bilety do obu budowli kupuje się w tym samym
      miejscu- postanowiliśmy pokręcić się trochę po okolicy w
      poszukiwaniu jakiejś fajnej knajpki. Po 20 minutach jednak sobie
      odpusciliśmy, gdyż miasto dosłowinie kipiało, korki, ogłuszający ryk
      samochodów, emisja gazów ponad wszelkie normy, a i ludzie byli tu
      jacyś nerwowi. Szczególnie jeden, którt z lacika zaatakował autobus,
      który zajechał drogę jego fiacikowi. Złapaliśmy taksówkę (w tym
      rejonie sa tańsze) i pojechaliśmy do centrum, gdzie poszliśmy do MD.
      Może to i mało Egipskie, ale nie mieliśmy już ochoty na
      poszukiwania.

      Po małej przerwie w hotelu postanowiliśmy zrealizować kolejny
      stalowy punkt programu -nocy spacer nad Nilem. Złapaliśmy taksówkę,
      która zawiozła nas pod hotel Marriott, skąd rozpczęliśmy spacer. Z
      wyspy, przez most aż do hotelu. Było naprawdę pięknie.

      c.d.n.
    • usenet_user Re: Egipt nie taki straszny jak wmawiają nam to B 19.10.07, 15:55
      A ja sie troszke rozczarowalem Egiptem a wlasciwie ludzmi.
      Nie jedno krotnie probowano nas oszukac, naciagnac lub po prostu
      okrasc tak bylo w taxowce pomaranczowej w Hurghadzie gdy taxowkarz
      podmienil banknot w ciemnosci i stracilismy ok 50 LE... lub w
      markecie gdy doliczono nam na 25Le cos czego nie kupilismy na
      szczescie jak Kuba Bogu(Allachowi) tak Allach... i za duzo nam wydal
      reszty;)
      W samym Egipcie mialem wrazenie ze Ci ludzie zupelnie nie maja nic
      wspolnego z tym miejscem... ze to nie oni budowali ten mityczny kraj
      ze to zwykli no wlasnie.. Araby:)
      Generalnie kraj pelen kontrastow i milo wspominam wakacje.
      • derduch Re: Egipt nie taki straszny jak wmawiają nam to B 19.10.07, 16:16
        usenet_user napisał:

        > W samym Egipcie mialem wrazenie ze Ci ludzie zupelnie nie maja nic
        > wspolnego z tym miejscem... ze to nie oni budowali ten mityczny kraj
        > ze to zwykli no wlasnie.. Araby:)

        I masz 100% słuszne wrażenie, to nie Arabowie są "prawdziwymi" Egipcjanami, oni
        ten lud podbili, potomkami tamtych Egipcjan są Koptowie, będący w obecnych
        czasach zdecydowaną mniejszością.

        • janusz.amir Re: Egipt nie taki straszny jak wmawiają nam to B 19.10.07, 16:42
          No może nie tak do końca!!!!
          Koptowie to też arabowie!!
          Prawdziwych egipcjan już nie ma!!!!
          Tak jak w piosence Rodowicz o Cyganach!!
          Czesi mówią : To se ne wrati!
          I coś w tym jest!!
          Janusz
          • derduch Re: Egipt nie taki straszny jak wmawiają nam to B 19.10.07, 17:23
            Chyba się mylisz, za Wikipedią:

            Koptowie używają języka arabskiego (jednak językiem liturgicznym do dziś jest
            koptyjski egipski), choć nie pochodzą od Arabów - są potomkami rdzennych
            mieszkańców Egiptu, zamieszkujących ten kraj jeszcze przed muzułmańskim
            podbojem. Od całkowitej asymilacji uchronił Koptów system władzy publicznej
            imperium osmańskiego, w którym rządzili się własnymi prawami jako odrębna grupa
            wyznaniowa. Od czasów pojawienia się w niepodległym Egipcie fundamentalistów
            muzułmańskich Koptowie podlegają prześladowaniom, których szczyt, jak się
            wydaje, przypadał na lata 70. XX wieku.
            • janusz.amir Re: Egipt nie taki straszny jak wmawiają nam to B 19.10.07, 17:39
              W zasadzie masz rację.
              Pisząc o Koptach miałem na myśli ich mentalność, która jest bliska arabskiej i
              nie brałem pod uwagę ich korzeni.
              Trochę już zatracili - niestety!!
              Oczywiście są wyjątki!!!!
              Często poza tatuażem na ręce niewiele ich odróżnia od arabów.
              No może poza tym że mają skłonności do spożywania tego co my!!
              Chyba wiesz co mam na myśli!!!!
              Janusz
              • 78dario Re: Egipt nie taki straszny jak wmawiają nam to B 21.10.07, 14:02
                Czwarty dzień zaczął się dosyć wcześnie. Już o godzinie 6 00 byliśmy
                na nogach. Wieczorem dzie poprzedniego, kiedy spacerowaliśmy w
                okolicach Muzeum Kairskiego podszedł do nas kierowca taksówki i
                zaproponował wycieczkę do Dahszur i Sakkary. Oczywiście byliśmy
                zainteresowni tymi miejscami, ale najpierw woleliśmy pojechać do
                Medum i Liszt. Kierowca nieco zdziwiony powiedział, że co prawda to
                dosyć daleko, ale da się zrobić. Ustaliliśmy więc cenę na 260 LE za
                cały dzień pracy i godzinę wyjazdu na 7 00. Zgodnie z planem
                wyjechaliśmy o godzinie 7 00. Najpierw udaliśmy się do Medum, Liszt
                zostawiając na drogę powrotną. Sama piramida Snofru inaczej niż
                piramidy w Gizie naprawdę znajduje się na odludziu, otoczonym przez
                piaski pustyni i dalej przez uprawne poletka. Z piramidy rozciągał
                się widok, który przebijał wszystko co dotychczas widziałem.
                Piramidę wraz z uzbrojonym strażnikiem okrążyliśmy ze dwa razy.
                Zwiedziliśmy ją również wewnątrz. Następnym celem w Medum była
                Mastaba 17, ponoć największa w całym Egipcie. Wejście do niej było
                trudniejsze (przez to fajniejsze) niż do jakiejkolwiek piramidy,
                którą zwiedziłem. W pewnych momentach trzeba było się czągać.
                Wewnątrz zastaliśmy sarkofak, który został okradziony juź w
                strarożytności. Bilet wstępu na obszar Medum to 30 LE i naprawdę
                warto się tam wybrać. Poza nami nhie było tam zupełnie nikogo. Gdy
                już oddalaliśmy się od piramidy, minął nas jeden autokar
                turystyczny. Następny cel to piramidy w Liszt. Tu nie było żadnych
                kas biletowych i policji turystycznej. Była zato uboga wioska
                egipska, która pachniała mango. Gdy przemieżaliśmy uliczki tej
                wioski stanowiliśmy większa atrakcję niż położona nieopodal
                piramida. Amenhotepa I i nieco dalej Sesostrisa I. Eskorta nie
                ustępowała przez całą drogę, zmieniała się tylko ilość osób idących
                za nami. Przed piramidą natknęliśmy się na sporych rozmiarów
                cmentarz muzułmański. Tuż za nim wznosiła się piramida, która w
                obecnym stanie bardziej przypomina naturalne wzniesienie niż dzieło
                ludzkich rąk. Oczywiście wspieliśmy się na szczyt by obejżeć
                panoramę. Była piękna, a w oddali ukazała się następna piramida,
                bardzo podobna do tej, na której staliśmy. W drodze do taksówki
                okoliczna dzieciarnia stawała się coraz bardziej uciążliwa, żona
                rozdała już wszyskie mazaki, gwizdki i pluszaki, ja pozbyłem się
                wszelkich drobnych, ale to tylko rozgrzało okolicę. Tak więc mimo iż
                miejsce jest bardzo malownicze z ulgą się z tąd oddalaliśmy. W
                drodze powrotnej do Kairu zatrzymalismy się w restauracji Sakkara,
                pewnie nasz kierowca miał tam jakiś procent. Jedzenie było niezłe,
                ale ceny.... . Po dotarciu do Kairu rozliczylismy się z naszym
                kierowcą. Umówilismy się na dzień następny na wycieczkę do Abu Sir,
                Dahszur i Mit Rahiny, a w samym Kairze na mały rekonesans miasta
                umarłych. Następnie udaliśmy się do hotelu na małe conieco i na
                chwilę wytchnienia. Około godziny 16 30, postanowiliśmy ponownie
                ruszyć w miasto. Po szybkim namyśle wybraliśmy dwa cele: Park
                Azkabija i Katedra Koptyjska. Udaliśmy się więc do stacji metra
                Saddat i pojechaliśmy na stację ATABA. Z tej stacji do parku było
                kilka kroków. Wejściówka kosztowała 2 LE. Ale sam park mnie
                rozczarował mimo, iż większy niż ten na Zamaliku, był mniej zadbany.
                Fontanny bez wody i sporo śmieci. W parku odpoczywało sporo
                Kairczyków. Po pół godziny udaliśmy się na poszukiwanie Katedry.
                Akuratzbliżała się pora ramadanowego posiłku i całe miasto biegało z
                miseczkami z jedzeniem. Ulice zamieniały się w jeden wieki bufet.
                Stoły ciągneły się czasem ze sto metrów. Naprawdę wyglądało to
                bardzo sympatycznie. Do wielu z nich byliśmy zapraszani. W ogóle od
                godziny 6 wieczorem całe miasto zmieniało wygląd. Czasem nie
                poznawałem ulic, którymi chodziłem rano. Całe miasto budziło się do
                życia. Wszystkie sklepiki otwierały podwoje, w kawiarniach robiło
                się pełno, naprawdę ciekawie. Nie wiem czy to tylko na okoliczność
                ramadanu, czy tak jest na codzień, ale niemal szystkie meczety
                rozbłyskiwały od tysięcy światełek i lampek, tak jak nasze choinki w
                grudniu. W końcu po dość długim błądzeniu trafiliśmy na obeznanego z
                terenem człowieka, który zaprowadził nas do Katedry. Katedra była
                raczej schowana, niż wyeksponowana, ale i tak robiła niezłe
                wrażenie. Uprzejmy pan otwożył specjalnie dla nas wejście byśmy
                mogli ją podziwiać wewnątrz. Odtąd gdzeikolwiek się udawaliśmy
                staraliśmy się odwiedzać katedry (Aleksandria, Asuan) dla równowagi
                w stosunku do meczetów. Przy Katedrze znajdował się sklep z
                dewocjonaliami. Asortyment typowy, ale naszą uwagę zwróciła półka z
                mszalnymi winami, cena 20 LE z butelkę. Skuśliśmy się na jedno. Na
                butelce wizerunek świętego tratującego smoka. W smaku jednak to
                wielkie nieporozumienie, ale na bezrybiu.... Katedra była ostatnim
                punktem zwiedzania dzisiejszego wieczoru, udaliśmy się więc na
                sziszę do hotelu. Tym razem zamówiliśmy bananową, gdyż jabłko nam
                się nieco znudziło. No problem usłyszeliśmy od kelnera, którego
                poproślimy również o wodę. Jednak po około 40 minutach zacząłem sie
                nieco niepokoić, ileż można szykować sziszę. Poszedłem do baru i
                pytam się kiedy będzie ta szisza, bo robię się nieco zmęczony, a
                jutro rano kolejny intensywny dzień zwiedzania. W odpowiedzi
                usłyszałem, że jak tylko kelner wróci z bazaru z tytoniem bananowym
                to natychmiast nam przygotują. W tym momencie nie wiedziałem co
                powiedzieć -zamurowało mnie. Jednak po chwili zacząłem się śmiać i
                powiedziałem, żeby zrobili jabłkową, a banan jak znajdze jutro
                będzie jak znalazł. Tym razem czekaliśmy 10 minut. Po sziszy
                pozostało nam już tylko wskoczyć do łóżek i zregenerować siły przed
                następnym dniem.

                c.d.n.

                Co do rozważań nad arabami i koptami, to uważam, że wszystko zależy
                od charakteru poszczególnych osób. Znam chciwych i nieuczciwych
                koptów jak również naprawdę uczciwych i pomocnych arabów. Jednak
                Koptowie mimo jak już wspomniałem występowania czarnych owiec
                generalnie są ulepieni z innej gliny. Można to spostrzec w dzielnicy
                koptyjskiej, w klasztorach i w wielu innych miejscach. Koptowie
                sporadycznie domagali się bakszysu, nie ciągali mnie nasiłę po
                sklepach z perfumami i ceny w ich sklepach nie były wzięte z
                kosmosu. Ale jeszcze raz mówię -nie należy w tej sprawie
                generalizować. Co do kwestii relacji wzajemnych to już zupełnie inna
                historia, na zupełnie inny wątek.

                Pozdrawam Dario.
                • wojtek37k Re: Egipt nie taki straszny jak wmawiają nam to B 21.10.07, 15:35
                  Po wspomnieniach Platynki i teraz twoich , nie mam wyjścia i zmuszę
                  żonę na wyjazd do Kairu na własną rękę , przy najbliższej okazji
                  uszczkniemy trochę czasu przeznaczonego na nury , kurczę w zasadzie
                  przez ostatnie trzy pobyty nic innego tam nierobiliśmy . Trzeba to
                  zmienić i koniec .

                  Pozdrawiam Wojtek
    • 78dario Re: Egipt nie taki straszny jak wmawiają nam to B 25.10.07, 07:10
      Piąty dzień również rozpoczął się dosyć wcześnie. Około godziny
      siódmej dojechaliśmy do Abu Sir. Rejon ten choć widoczny z Sakkary
      jest niemal zapomniany przez turystów. Znajdują się tam piramidy
      faraonów z V dynastii, całkiem nieźle zachowane świątynie i
      malowidła. Byliśmy jedynymi turystami w Abu Sir. Udało się nam
      zwiedzić piramidę Sahurę wewnątrz. Strażnik nie mogąc sobie
      poradzić z otwarciem kłódki, rozbił ją kamieniem! Widoki naprawde
      warte były zachodu, szczególnie ze szczytu piramidy Nyusserre.
      Następny punkt to Dahszur. Niesamowite miejsce. Podobało mi się tam
      dużo bardziej niż w Gizie. Zwiedziłem obie piramidy faraona Snofru.
      Większe wrażenie zrobiła na mnie piramida Łamana, która zachowała
      dużą część oryginalnej białej licówki. Jednak najlepsze zaczęło się
      gdy wszedłem do piramidy. Może nie każdy lubi wchodzić wgłąb
      zamkniętej dla turystów piramidy pod drzwiami, i iść w zupełnych
      ciemnościach wgłąb 70 metrowego szybu, by na samym dole usłyszeć
      nietoperze, ale dla mnie bomba. Jedyne wątłe światło zapewniała
      podczerwień w kamerze. po tej atrakcji skierowaliśmy się do
      piramidy Czarnej, na którą oczywiście się wdrapałem by podziwiać
      wspaniałą panoramę Dahszur. Najbardziej niesamowite było
      przemierzanie pustyni bez akompaniamentu naganiaczy, przewodników i
      innych turystów. Tylko my -pustynia i piramidy. Bilet wstępu na
      cału obszar piramid to zaledwie 25 LE. Po Dahszur pojechaliśmy do
      Mit Rahiny oghlądać pozostałości po Memfis. Niewiele tego było, ale
      posąg ramzesa -niezły. Tam turystów było bezliku. W drodze
      powrotnej ponownie zatrzymaliśmy się w restauracji Sakkara. Po
      posiłku pojechaliśmy do Kairu. Chcieliśmy zobaczyć miasto umarłych.
      Głównąatrakcją tego wypadu było mauzoleum Muhamada Alego. Bilet
      wstępu 15 LE. Poza twórcą współczesnego Egipty spoczywała tam
      również jego rodzina. Naprawdę warto się tam wybrać. Po wyjściu
      otoczyła nas spora grupka dzieciaków w różnym wieku, która tym
      razem nie miała ochoty zadowolić się drobnymi funtami i mazakami,
      musieliśmy więc się ewakułować, bo wyszlibyśmy z tej okolicy nago.
      Osobiścieuważam, że zwiedzanie miasta umarłych nie jest najlepszym
      pomysłem. Osobiście widok tej ogromnej biedy mocno mną wstrząsnął i
      do wieczora jakoś nie potrafiłem się uśmiechać i cieszyć z pobytu w
      tym Mieście. Z drugiej jednak strony cieszyłem się, że zwiedzałem
      ten kraj sam, bez biura podróży, gdyż w ten sposób wszystkie
      wydawane pieniądze trafiały do egipcjan a nie do kieszeni osób
      organizujących fakultety.

      Wieczorem postanowiliśmy pojechać na ostatnią stację metra
      (czerwona linia) czyli El Mag. Z czystej ciekawości, chcieliśmy
      zobaczyć co tam będzie, a że było niewiele do oglądania, szybko
      wróciliśmy spowrotem. Wysiedliśmy na stacji Nasser, gdzie
      odkryliśmy fajną knajpkę tuż obok stacji. Tam spędziliśmy resztę
      wieczoru. Ciesząc się już na dzień jutrzejszy i zarazem ostatni
      dzień w Kairze.

      c.d.n.
    • 78dario Re: Egipt nie taki straszny jak wmawiają nam to B 26.10.07, 15:50
      Ostatni dzień w Kairze zaczął się o godzinie 7. Pierwszym celem był
      Meczet Ibn Tuluna, który do tej pory oglądałem tylko z zewnątrz. W
      środku robi równie niesamowite wrażenie. Zachował on swój
      średniowieczny klimat. Obeszliśmy cały meczet dookoła, na deset
      zostawiając sobie minaret, z którego po raz kolejny oglądaliśmy
      panoramę miasta. Po zwiedzeniu Ibn Tuluna, pojechaliśmy zwiedzić
      meczet Al -Ahzar. Jest jednocześnie uniwersytet, w którym kształci
      się przyszłe kadry immamów. W tym meczecie spędziliśmy około 20
      minut.

      Po islamskim wstępie przyszedł czas na starożytność. Wynajętą na
      cały dzień taksówką pojechaliśmy do Sakkary. Bilet wstępu 50 LE.
      Obejmował on teren piramid i mastab oraz muzeum Imhotepa. Samo
      muzeum było dla mnie zaskoczeniem, gdyż nic wcześniej o nim nie
      słyszałem, a lekcje odrobiłem dokładnie. W Sakkarze można podziwiać
      kilka piramid: Unisa, Tetiego czy Unserkafa. Jednak główną atrakcją
      jest najstarsza w Egipcie Piramida Schodkowa. Z daleka prezentuje
      się znacznie lepiej niż z bliska. Po północnej stronie wznoszą się
      obecnie rusztowania i trwają prace renowacyjne. Ciekawym miejscem
      jest serdab gdzie można zerknąć na faraona Dżesera!

      Jednak w Sakkarze nastawiłem się głównie na zwiedzanie mastab.
      Wykupiłem więc dodatkowy bilet do nowych grobowców (zobaczyłem 2
      grobowce). Szczególnie jeden miał najpiękniejsze malowidła jakie
      widziałem w Sakkarze. Muszę sprawdzić nazwę. Przez następne 3
      godziny zdążyłem zwiedzić mastaby ulokowane przy piramidzie
      Dżesera, mastaby Meruki, Kagemi, Ti, Pathhotepa i krąg filozofów.
      Niestety ku mojej wielkiej rozpaczy Serapeum było w remoncie. W
      mastabach obowiązuje zakaz filmowania i robienia zdjęć. Jedak tym
      razem wysupłałem drobny bakszysz i sfilmowałem sobie kilka mastab
      na pamiątkę.

      Po powrocie do Kairu chcieliśmy spędzić ostatnie popołudnie i
      wieczór w tym mieście w jakimś fajnym miejscu. Postanowiliśmy
      zatrzymać się w parku Al -Ahzar. Miejsce jest naprawdę urocze.
      Rozciąga się z tąd piękny widok na Miasto Umarłych i Cytadelę.
      Postanowiliśmy zjeść tam obiad i cieszyć się widokami aż do zachodu
      słońca. Bilet wstępu 5LE.

      c.d.n.
    • 78dario Re: Egipt nie taki straszny jak wmawiają nam to B 30.10.07, 11:00
      Czytając dzisiaj post Janusza dotyczący biur podróży, uznałem, że
      lepiej nie będę komentował postawy VIVA TOUR w Egipcie aby nie
      zaciemniać sytuacji i po prostu napiszę jak spędziłem kolejny dzień
      w Egipcie, bez biura.

      Kair opuszczaliśmy o godzinie 5 rano. Naszym celem była Aleksandria
      a po drodze Klasztory Koptyjskie Wadi al-Natrun. Jechaliśmy z tym
      samym taksówkarzem. Był sympatyczny i kontaktowy, ale jego fiacik
      nie przekraczał 100 więc podróż upływała leniwie. Gdy słonko mocno
      już przyświecało dojechaliśmy do pierwszego klasztoru. Dajr al-
      Baramus jest otwierany dla zwiedzających o 9. Tyle informacji z
      przewodnika, nie wiem czy to za pośrednictwem kierowcy kopta, czy z
      gościnności braciszków zostaliśmy wpuszczeni do środka kilka minut
      po 8. W Klasztorze było bardzo spokojnie i sennie. Udało mi się
      tutaj zobaczyć koptyjskie rytuały kościelne. Braciszkowie łypali
      nieco z pod oka ale nikt nas nie wyprosił. I dobrze bo widok był
      niecodzienny. Po zwiedzeniu klasztoru udaliśmy się do Anba Biszoj,
      którego zabudowania przypominają scenerię z Gwiezdnych Wojen.
      Atmosfera panująca w klasztorach była bardzo sympatyczna. Zupełnie
      jakbym wjechał do innego kraju. Czysto, ludzie nie nachalni, ceny
      niskie, żadnych opłat, itd. W tych miejscach z przyjemnością się
      chodziło. Ostatnim, ale równiez bardzo urokliwym klasztorem, który
      zwiedziłem był Dajr as-Surjan. Wszystkie klasztory udostępnione
      turystom, znajdują się blisko siebie, Jedyne niezbyt miłe
      wspomnienie z tego miejsca wiązało sie z niezwykle aktywnymi
      moskitami.

      Po opuszczeniu klasztorów pojechaliśmy w kierunku Aleksandrii. Na
      przedmieściach zatrzymaliśmy się na obiad, który był prawdziwą
      egipską ucztą, składajacą się z kilku dań. Aleksandria od razu
      zrobiła na mnie dobre wrażenie. Po znalezieniu hotelu (New Swiss
      Cottage), udaliśmy się nad morze. Szliśmy nadmorską promenadą,
      która jest pięknie udekorowana z każdej strony. Na miejsce kąpieli
      wybraliśmy plażę publiczną -płatną 5LE, w pobliżu pięknego mostu
      (niestety nie znam nazwy). Po relaksie w Morzu Śródziemnym,
      pojechaliśmy na dworzec kolejowy kupić bilety na pociąg do Luksoru
      na następną noc. Niestety okazało się, że pociągi sypialne kursują
      tylko od Kairu, a z Aleksandrii jedynie 1 klasa. Trudno, nie
      będziemy przecież wracać do Kairu. Wieczorem poszliśmy na długi
      spacer nadmorską promenadą, który zakończył się w kawiarni
      nieopodal hotelu.

      c.d.n.
Pełna wersja