rks1926
05.04.08, 19:07
Żądam odszkodowania za plemniki w basenie
Poznaniacy piszą skargi do biur podróży. Biura skarżą się na
poznaniaków
Dziennikarka "Gazety" odwiedziła przed sezonem poznańskie biura
podróży. Spisała, co pracownicy biur mówią o niektórych
wczasowiczach. Rozmowy były anonimowe, bo biura nie chciały stracić
pozostałych klientów.
Biuro X: - Klient, jakieś 30 lat, wpadł do biura zdenerwowany i
puścił nam film. Wrócił właśnie z wczasów w Tunezji. Film był o tym,
jak klient kąpie swoje półtoraroczne dziecko w wannie, a dziecko
kaprysi, nie chce stać pod prysznicem, wyrywa się, płacze.
Oglądałyśmy z koleżanką i nie wiedziałyśmy, o co chodzi. Film trwał
ze 20 min. Okazało się, że był dowodem w sprawie reklamacji. Klient
zażądał rekompensaty "za straty moralne" poniesione w czasie pobytu
za granicą, ponieważ w hotelowej wannie nie było korka. Zapytałyśmy,
czy poszedł w sprawie korka do recepcji albo do rezydentki. Nie,
korek zdaniem klienta powinien być na miejscu, czyli w wannie.
Inna pani była oburzona, że "w Tunezji w basenie pływają Arabowie".
Uważała, że tubylcy nie powinni być w tym samym hotelu co turyści.
Angielska poprawność
Najczęściej klienci skarżą się na monotonię menu i małe ilości mięsa.
Biuro Y: - Była skarga, że w Egipcie w wersji all inclusive nie było
coli light, chociaż uprzedzaliśmy klientów, że menu all inclusive
składa się z produktów regionalnych, a cola light do nich nie
należy. Inny klient narzekał, że nie było schabowego, chociaż ktoś,
kto wybiera się do krajów muzułmańskich, powinien wiedzieć, że tam
nie hoduje się świń.
Pracownicy biur skarżą się, że Polacy mało interesują się miejscem,
do którego jadą.
Pani z biura X: - Jadą do Grecji i pytają, czy będzie polska
telewizja. Albo potem narzekają, że nie było. Uważają, że hotel
trzygwiazdkowy w Egipcie powinien oferować to samo, co poznański
Novotel, chociaż Novotel to hotel biznesowy w centrum miasta i musi
mieć internet, telefon i kablówkę, a hotel z trzema gwiazdkami przy
plaży służy do wypoczynku i powinien mieć raczej basen i miejsce do
zabaw dla dzieci.
Bo podrywał ją boy
Pracownica biura Z: - Polacy niechętnie dają napiwki. A przecież w
krajach arabskich np. napiwki są traktowane prawie jak jeden z
filarów islamu - jałmużna. Bogaty dzieli się majątkiem z uboższym.
Nie dać napiwku to wstyd, a nasi klienci dają napiwki tylko wtedy,
kiedy ktoś zrobił coś ekstra. Staramy się informować turystów o
miejscowych zwyczajach, nie zawsze odnosi to skutek. Sama widziałam,
jak Polacy w hotelu pięciogwiazdkowym w Tunezji wyszarpywali walizki
od boya hotelowego, żeby nie musieć dawać napiwku. I potem jest
kłopot, bo w hotelach, gdzie już byli Polacy, obsługa jest mniej
wylewna w kontaktach z naszymi rodakami. Panuje tylko "angielska
poprawność". Trudniej załatwić miejsca w takim hotelu.
Biuro Y: - Po powrocie z Grecji jeden z turystów przez półtora roku
pisał do biura reklamacje, że miał wytarte guziki w pilocie do TV.
Domagał się rekompensaty za niski komfort.
Biuro X: - Pani żądała odszkodowania, bo "przeziębiła się w trakcie
lotu do Maroka, ponieważ ktoś złośliwie otworzył okno w samolocie".
W efekcie miała zepsute wakacje.
Biuro Z: - Turystka przyniosła pismo, w którym opisała swoje
niezadowolenie z wakacji w Tunezji i żądała zwrotu kosztów. Była
zakwaterowana na północy Tunezji i pewnego dnia postanowiła wybrać
się na wycieczkę fakultatywną "safari". Safari jest na samym
południu. Jedzie się autokarem dwa dni, 1000 km w obie strony.
Klientka nie doczytała informacji i potem miała pretensje do biura,
że to tak daleko. W tej samej reklamacji napisała oburzona, że
podrywał ją młody boy hotelowy.
Biuro X: - Klienci wykupili wycieczkę do Grecji na przełomie
kwietnia i maja. Mieli pretensje, że trzy dni padało. A przecież
wiadomo, że tam pogoda stabilizuje się dopiero pod koniec maja.
Narzekali, że było im zimno i mieli tylko jeden koc, ale nie poszli
do recepcji po dodatkowy.
Dwa młode małżeństwa po powrocie z Turcji narzekały w biurze, że na
plaży Kleopatry rodzaj piasku nie pozwalał na robienie babek.
Biuro Y: - Pani miała pretensje, że jej córka wróciła z Tunezji w
ciąży. Pytałyśmy, jaka w tym nasza wina, a ona powiedziała, że to z
powodu żywych plemników, które pływały w hotelowym basenie. Tak
napisała w piśmie, które wpłynęło do biura. Była oburzona i żądała
rekompensaty.
Proces o 3 m kw.
Pan z biura podróży Z jest pewien, że na poznańskim rynku działa
grupa naciągaczy: - Już kiedy przeglądają ofertę, zastanawiają się,
na co będą się skarżyć. Mają średnie, a najczęściej wyższe
wykształcenie. Czytając umowę, poszukują w niej luk. Jadą na
wakacje, świetnie się bawią, a po powrocie się skarżą. Mówią, że
łazienka była rozwalona, chociaż tylko kurek był pęknięty. Żądają
zwrotu części kosztów lub rabatu na następny wyjazd i często
zmieniają biura podróży.
- Właśnie mamy taką sprawę - wtrąca pracownica biura Z. - Rezydentka
hotelu w Turcji podczas zakwaterowania turystów powiedziała im, że
taras przy ich pokoju ma 23 m kw. Jedna para pozwała rezydentkę do
sądu, ponieważ "informacje, które podała, były niezgodne z prawdą".
Okazało się, że zmierzyli taras i miał 20 m kw.