"Kair - najgłośniejsze miasto świata"

03.05.08, 21:05
Mieszkańcy stolicy Egiptu mówią, że coraz trudniej jest być
słyszanym i dojść do głosu, ale nie chodzi im o politykę.
Przynajmniej nie tylko o nią. Mówią, a raczej wrzeszczą na temat
hałasu, niesamowitych dźwięków miasta, które ma 18 milionów
mieszkańców i miliony kierowców nadużywających klaksonu.
Gdy zaczynam coś do kogoś mówić, zawsze mnie pytają "czemu
krzyczysz?"- krzyczy Salah Abdul Hamid, 56-letni fryzjer, którego
salon z miejscami dla dwóch klientów mieści się na rogu ruchliwej
ulicy w północnej części miasta.

W Rhode al Farag, typowej dzielnicy Kairu, pełnej ludzi, sklepików,
samochodów, ciężarówek, autobusów i zaprzęgów wybija godzina 16. Do
salonu fryzjerskiego dobiega cały chór głosów ludzi zarabiających na
życie i próbujących pokazać, że coś znaczą w mieście - i kraju - w
którym często czują się niewidzialni.
Hałas - straszliwy, nieustanny, grzmiący hałas -stanowi denerwujące
tło dla napiętej sytuacji w Egipcie, gdzie z powodu inflacji i
niskich zarobków ludzie martwią się o przeżycie, co z kolei skłania
ich do strajków i protestów. To nie jest zwykły miejski hałas.
Miejscowi naukowcy porównują go raczej do życia w fabryce.

- Nie można od tego zwariować, ale to bardzo męczące - mówi Essam
Muhammad Hussein, siedząc na połamanym plastikowym krześle przed
sklepikiem spożywczym prowadzonym przez jego rodzinę od 50 lat. Gdy
opowiada o hałasie, krzyczy, choć zdaje się tego nie zauważać.

Czy można z tym coś zrobić?
Deficyt ciszy

To nie Londyn czy Nowy Jork, czy nawet Teheran, inna bliskowschodnia
stolica pełna samochodów. Tu ludzie dosłownie żyją jakby każdego
dnia tuż obok nich pracowała kosiarka do trawy, opisują sytuację
naukowcy z krajowego centrum badawczego. Przez 5 lat badali oni
poziom hałasu w mieście i sporządzili raport, z którego wynika, że
przeciętny poziom hałasu od 7 rano do 10 wieczorem to 85 decybeli. -
To nieco więcej niż odgłos pociągu towarowego przejeżdżającego 4
metry od nas - mówi Mustafa el Sayyid, inżynier, który przeprowadzał
badania.

- Te 85 decybeli, czyli poziom "zdecydowanie nie do zaakceptowania"
to tylko średnia dzienna dla miasta. W niektórych miejscach jest
jednak dużo gorzej - dodaje. Na placu Tahrir czy placu Ramzesa albo
przy drodze prowadzącej do piramid poziom dźwięku sięga 95 decybeli,
co jest wynikiem tylko nieznacznie niższym od poziomu hałasu
wytwarzanego przez wiertarkę udarową.

- Między 7 rano a 10 wieczorem na całym obszarze Wielkiego Kairu
poziom hałasu jest nie do zaakceptowania - mówi Sayyid.

Dla porównania, normalna rozmowa to 45-60 decybeli, piła łańcuchowa
to 100 decybeli, a dźwięk wystrzału 140. Ponieważ decybel to
logarytmiczna jednostka miary, każde 10 decybeli jest równe
dziesięciokrotnemu wzrostowi nasilenia dźwięku.

Hałas na typowym dla Kairu poziomie ma wpływ na organizm. Może
powodować wzrost ciśnienia i inne choroby wywoływane przez stres.
Może mieć wpływ na sen, co z kolei niemal zawsze sprawia, że ludzie
są bardziej drażliwi. - Ludzie muszą móc się wyspać i myśleć w ciszy-
mówi dr Nagat Amer, lekarz i badacz z krajowego centrum.

Cisza jest jednak dobrem deficytowym, szczególnie w gęsto
zaludnionych dzielnicach, jak Rhode al Farag, gdzie ulice żyją 24
godziny na dobę, a ludzie walczą ze sobą, aby związać koniec z
końcem. W ciągu ostatnich sześciu tygodni 11 osób zostało zabitych w
kolejkach po tani, dotowany chleb, który jest często jedynym
pożywieniem dla całej rodziny.

Tych wybuchów agresji nie uzasadnia się hałasem, ale tak naprawdę to
on sprawia, że trudności wydają się jeszcze większe niż w
rzeczywistości, mówią ludzie na ulicy.

- Hałas mnie denerwuje i denerwuje innych - mówi Abdel Khaleq,
kierowca zdezelowanej biało-czarnej taksówki przerywając naciskanie
klaksonu, żeby zabrać pasażerów.

- Dlaczego więc to robisz? - zapytaliśmy.

- Cóż, żeby wam powiedzieć, że tu jestem - mówi. - W tym kraju słowo
logika nie istnieje - dodaje, po czym odjeżdża, trąbiąc klaksonem.

Hałas oznacza, że miasto wymyka się spod kontroli, zatłoczone ponad
granice swoich możliwości, twierdzą badacze. Głównymi winowajcami są
dwa miliony pojazdów i ich kierowcy, którzy korkują drogi każdego
dnia.

Życie z hałasem w tle

Egipcjanie lubią głośne życie i wolą być w grupie niż w prywatnej
przestrzeni. Opłakują zmarłych i wiwatują na cześć nowożeńców robiąc
przy tym dużo hałasu. Nawoływania muezinów do modlitwy słychać w
głośnikach minaretów tysięcy meczetów w mieście. Problem polega na
tym, że ludzi ciągle przybywa, rośnie konkurencja wśród sprzedawców
i trzeba się ostrzej wykłócać o miejsce na drodze. Wiąże się z tym
mniejsza troska o sąsiada czy osobę stojącą tuż obok - dodają
komentatorzy społeczni.

- Lubimy żyć wśród ludzi - tu nie ma prywatności - mówi Ahmed El-
Kholei, profesor planowania przestrzeni miejskiej z Uniwersytetu
Monufiya w Delcie Nilu, na północ od miasta. - To samo w sobie nie
jest złe, niewłaściwy jest tylko sposób wyrażania. Wcześniej, gdy
ktoś organizował pogrzeb sąsiedzi przekładali wesele, żeby nie
przeszkadzać. Dziś dźwięki pogrzebów i wesel mieszają się ze sobą na
każdym kroku.


Egipcjanie jednak na ogół nie skarżą się na hałas.

- Jaki hałas? - pyta Madbouly Omran, od 1970 r. właściciel stoiska z
orzechami przy ulicy Rhode al Farag.

Gdy to mówi, obok przetaczają się ciężarówki, kierowca furgonetki
naciska klakson, a taksówkarze trąbią.

Mustafa Abdel Aleem, pracujący razem z Omranem mówi: - Hałas to nie
jest coś, co mi się podoba, ale nic z tym nie mogę zrobić, jestem
zmuszony w nim żyć. Po chwili włącza radio w poszukiwaniu ulubionej
piosenki i oczywiście robi głośniej.

W kraju, gdzie 40 proc. ludności żyje za ok. 2 dolary dziennie
ludzie rozumieją, co to znaczy walczyć by wyżywić rodzinę. W Rhode
al Farag mężczyźni pracują na samochodach na ulicy, kroją mięso na
ulicy, słuchając przy tym głośno radia i oglądając telewizję. Jak
cierpiący na nerwicę frontową weterani wojenni, mieszkańcy siedzą na
ulicy popijając herbatę i nie zwracają uwagi na kakofonię wokoło.

Gdy hałas zawładnął sklepem Mahmouda Faheema, ludzie nie narzekali.
Faheem wynajmuje koncertowe głośniki i wystawił je na pokaz na
ulicy, serwując jednocześnie całej okolicy niekończący się łomot
muzyki tanecznej. - Niech ma na chleb - mówi Atef Ali, 45-letni
właściciel sklepu obok, wyjaśniając dlaczego się nie skarży, choć
muzyka mu się nie podoba.

Ludzie w Kairze krzyczą i wzruszają ramionami.

Krzyczą, aby być słyszanym i wzruszają ramionami, bo nie mogą zrobić
nic więcej jak tylko się przyłączyć do tego trąbienia, tłuczenia,
krzyków i wydawania innych dźwięków potrzebnych, aby przeżyć kolejny
dzień albo dojechać do kolejnego skrzyżowania. Hałas jest przyczyną
i reakcją, mówią.

- Życie takie jest - mówi Ahmed Muhammad, 23-latek zarabiający na
życie dostarczaniem metalowych zbiorników z propanem do domów.
Wiesza cztery zbiorniki na ramie zardzewiałego roweru i jedzie z
jedną ręką na kierownicy, a drugą uderzając kluczem francuskim o
metal, aby oznajmić swoje przybycie. - Zarabianie pieniędzy takie
jest - mówi. - Co mam zrobić? Tak to już jest.


Źródło: New York Times


wiadomosci.gazeta.pl/Wiadomosci/1,80281,5156736.html
Pełna wersja