luźne zapiski z podróży...

22.10.08, 12:31
Ciemno…8 st. C , deszcz…..Tak wyglądała nasza podróż do Poznania, aż
trudno sobie wyobrazić, że za kilka godzin będziemy przebywać w
temperaturze wyższej o 30 st.
W ogóle nie wyobrażam sobie jak to będzie…..

Czekamy spokojnie na odprawę paszportową popijając gorącą herbatę.
Przy najbliższym stoliku rozgaszcza się wesoła grupa. Szczęka mi
opada, gdy widzę jak z przepastnej torby zaczynają wyciągać
najprawdziwsze ogórki kiszone, kanapki ze smalcem i flaszkę. Chyba
zauważyli nasze głupie miny, bo zaczynają nas częstować
hahahaha……..Okazuje się, że przyjechali z okolic Gdańska. Ponownie
spotykamy się z nimi w samolocie, siedzieli przed nami.

Pierwsze niesamowite odczucia to cudowny wschód słońca widziany
przez okienka samolotu i pustynny krajobraz….ogromna piaskownica aż
po horyzont….No i słynne już na forum pierwsze uderzenie gorącego
powietrza. Hmmmm….spodziewałam się innego zapachu…..a poczułam
zapach piasku wymieszanego z morskim……ono naprawdę pachnie….

Pomimo, że to druga połowa września, jest gorąco, gorąco, gorąco…..
Ciało od razu pokrywa się cienką warstewką potu. Jak ludzie
wytrzymują tu w sierpniu? Jestem pełna podziwu.

Nasz hotel to Dreams Vacation w Shram. El Sheikh. Wybór przemyślany
i skonsultowany z przyjaciółmi. Te wakacje to spełnienie mojego
marzenia, to wyczekiwanie od roku, to zakończenie pewnego etapu w
moim życiu a właściwie nagroda . Nagroda dla mnie i mojej rodziny.
Jestem pod ogromnym wrażeniem. Widziałam hotel na wielu zdjęciach i
filmie dvd , ale rzeczywistość przerasta moje oczekiwania. Tu jest
wspaniale……Szybciutko wskoczyliśmy w stroje kąpielowe i chlup do
wody. Czy ja naprawdę tutaj jestem? Czy to tylko sen?

Prom do Hurghady totalna porażka….Niesamowicie zmarzliśmy. Czułam
się jakbym stała na przystanku autobusowym w Polsce, zimą w cienkim
płaszczyku. I tak przez trzy godziny. Wciskam się w męża a córka we
mnie, żeby się trochę rozgrzać. Ale ten mróz chyba nas uratował, bo
90 % pasażerów poddało się chorobie morskiej. Zarzygane było
wszystko….przejścia między siedzeniami, ściany przy toaletach i
pewnie niektóre walizki umieszczone na półkach przy toaletach. To
była masakra i smród nie do wytrzymania.
Wypakowywanie naszych bagaży też wyglądało ciekawie. Rzucali
walizkami na beton jakby to były worki z ziemniakami. Niejedna w tym
momencie została uszkodzona. Później szukanie ich po ciemku wśród
tłumu arabów i innych pasażerów. Mieliśmy przyczepione spore żółte
breloczki i to był dobry pomysł, bo bardzo szybko je
zlokalizowaliśmy. Jeszcze przejście przez bardzo ruchliwą ulicę do
autokaru i już czujemy się bezpieczni. Jedziemy do hotelu Aqua Blue.

W Hurghadzie za 3 $ w jedną stronę wynajęliśmy taksówkę.
Pojechaliśmy w pobliże hotelu Alladyn przy KFC. Tam jest spora aleja
ze sklepami. Stałe ceny są w sklepach Hurghada Star i Ramstore. Tam
mogliśmy zorientować się co ile kosztuje, bo tam ceny są stałe i w
miarę rozsądne. To był punkt odniesienia do targowania się w dalszej
podróży.

    • nehti Re: luźne zapiski z podróży... 22.10.08, 12:32
      Wczesna pobudka i jedziemy zwiedzać Dolinę Królów. Nie będę opisywać
      tego co czułam widząc wszystkie te skarby…Każdy ma swoje własne
      przemyślenia, wrażenia, gęsią skórkę na ciele….

      Zakwaterowanie na statku Diamond Boat i pierwszy wieczór spędzony w
      Luxorze.

      To był spontan. Późny wieczór. Skrzyknęliśmy się w sześć osób plus
      dziecko. Idziemy zwiedzać Luxor, przy okazji kupić wodę do picia.
      Już przy zejściu ze statku przyczepił się jakiś arab i pomimo
      zdecydowanego la-a, la-a (nie, nie) on i tak wlókł się za nami.
      Koniecznie chciał nas zaprowadzić na bazar. W końcu ulegliśmy trochę
      dla świętego spokoju a trochę chyba z ciekawości. Prowadził nas
      jakimiś uliczkami….najpierw były dorożki i dwóch szarpiących się na
      środku ulicy facetów a później śpiące w kartonach po coca coli małe
      dzieci. Był i bazar. Kolorowy, błyszczący z przeróżnym towarem.
      Jednak muszę się przyznać że mieliśmy trochę cykora. Dookoła sami
      tubylcy żadnych turystów. Wzbudziliśmy małą sensację. Wszyscy nas
      obstąpili. Mała dziewczynka zaczepiała moją córkę i cały czas
      chichotała. Dlaczego nie wzięłam cukierków do plecaka? Dlaczego nie
      wzięłam aparatu?
      Byliśmy bez paszportów więc rozsądniej było zawrócić. Uliczki
      zapełnione były trąbiącymi bez powodu kierowcami. Trudno przez nie
      przejść nawet przy zapalonym zielonym świetle .
      Nie było wyjścia walimy przez środek sporego skrzyżowania. Policjant
      widząc nasze manewry zatrzymał dla nas ruch. Ryk klaksonów dodał nam
      energii w nogach , nie chcemy tamować ruchu nie chcemy przeszkadzać.
      A policjant krzyczy za nami i pokazuje nam że chce mieć zrobione
      zdjęcie…..Czujecie to? Ruch zatrzymany, kierowcy wściekli a ten chce
      zdjęcie……..Wyobrażacie sobie taką sytuację w Polsce? 

      Wycieczka statkiem to był strzał w dziesiątkę. Chwała temu, kto
      wymyślił właśnie taki sposób zwiedzania. Codziennie mijamy kolejne
      bajkowe miejsca. Widzimy jak ludzie pracują w polu, kobiety piorą
      ubrania w rzece. Mężczyźni jeżdżą na osiołkach, wożą swoje plony z
      pola. Dzieci kąpią się i machają do nas. Sielski
      obrazek….zastanawiam się tylko co oni o nas sobie myślą…?

      Niesamowici są „kamikadze” na łodziach przy śluzie w Esnie.
      Podpływają pod rozpędzony statek i przytwierdzają się małymi
      kotwicami do burty. Mała łódeczka podrywa się i płynie jak
      motorówka. A oni zaczynają handlować swoim towarem. Statek ma
      kilkanaście metrów wysokości, a tubylcy ze swoich małych łupinek
      rzucają towar na górny pokład i krzyczą „Madame, ten dolar!!!”. Są
      na pewno mistrzami świata w rzucaniu. W Chinach na olimpiadzie
      dostaliby złote medale. Żal zrobiło mi się jednego z handlujących.
      Ktoś przywłaszczył sobie woreczek z galabiją. Tak prosił żeby mu
      oddać…..Moja córka jest niezwykle wrażliwa. Przeszukała cały pokład
      kilkakrotnie: „mamusiu ten woreczek pewnie wpadł pod leżak” Niczym
      jeszcze nie skażona wiara dziesięciolatki i araba w uczciwość tego
      świata rozwaliła mnie całkowicie……….

      Około 23.00 zawinęliśmy do portu w Edfu. Tym razem wyjście było
      bardziej przemyślane. Cukierki w plecaku. Córka została w kajucie
      (smacznie spała sobie wtulona w swoją ukochaną małpkę). Mąż wziął
      aparat. Z dwiema koleżankami (mama z dorosłą córką) poszliśmy
      obejrzeć to miasto. Tym razem bardziej spokojnie podchodziliśmy do
      każdego straganu. Jak tu jest bajecznie kolorowo, jakoś tak radośnie
      i na luzie. Tubylcy siedzieli przy małych stoliczkach. Pili,
      rozmawiali, grali w szachy lub jakąś podobną grę, oglądali mecz w
      telewizji. Ani jednej kobiety, sami faceci. Tutaj zrobiliśmy małe
      zakupy, pamiątki dla nas i rodziny. Targowanie idzie mi zdecydowanie
      lepiej. Dziewczyny nie mogą się nadziwić, śmieją się i mówią że
      jestem niezłą aparatką. Bo ja nie tylko targuję się, ale przy tym
      stroję miny , uśmiecham się, angażuję się cała w to targowanie.
      Trzeba jednak znać kilka słów angielskich i arabskich ( la-a nie,
      szokran dziękuję, rheli giden bardzo drogo, salam żegnaj).
      • nehti Re: luźne zapiski z podróży... 22.10.08, 12:32
        Oczywiście na każdym straganie jest albo „wszystko za darmo” albo
        za „one dolar”. Moim zdaniem lepiej targować się w funtach. Najpierw
        przeliczyć sobie na dolary ile chce się zapłacić a później przejść
        w targowaniu na funty. Zyskuje się podwójnie. Po pierwsze oni
        przeliczając na inną walutę zaokrąglają na swoją korzyść. Po drugie
        nie wydają reszty.
        Uważam też, że warto mieć nie tylko banknoty jednodolarowe ale
        również jednofuntowe
        (przydadzą się w momencie, gdy trzeba będzie zapłacić za toaletę na
        wycieczkach).

        Widok nocą podświetlonej Świątyni Boga Nilu Sobka w Kom-Ombo jest
        fascynujący…….. Odbijające się jasne kolumny na tle granatowego
        nieba to ……to coś na co warto czekać nie tylko rok, ale całą
        wieczność……Gdy odwrócimy się widzimy oświetloną panoramę miasta i
        Nil z ogromną ilością statków, stateczków… U podnóża Świątyni
        rozgościli się straganiarze, stare kobiety sprzedające bransoletki,
        dzieci z koralikami. Są też tu niezwykle klimatyczne kawiarenki,
        gdzie można się napić herbaty z miętą, soku z limonki, guawy czy
        zapalić shishę. Ściany i podłoga wyłożone są czerwonymi dywanami.
        Siedzimy na małych miękkich poduszeczkach przy niskich stoliczkach.
        Jest chłodno, przytulnie, przyjemnie….Jest też śpiew i muzyka, która
        porywa do tańca. Herbata z miętą pychota!! Dla samej herbaty i soku
        z limonek chciałoby się tu wracać wciąż i wciąż…….Shishy próbowałam,
        zakrztusiłam się, ponoć była jabłkowa ale ja nic nie czułam
        ….hmmmmm……..wolałam delektować się moją herbatą.

        Ludzie tutaj są niezwykle mili, pomocni, zawsze uśmiechnięci. Z
        natury jestem gadułą, więc w ogóle mi nie przeszkadzało ich
        nagabywanie, zaczepianie. Wręcz odwrotnie, z każdym zamieniłam słowo
        dla każdego miałam uśmiech. Mam wrażenie, że my wyrabiamy sobie
        opinię o Egipcjanach na podstawie ludzi z którymi w pierwszej
        kolejności mamy styczność. Straganiarzami, właścicielami dorożek,
        biedakami. Wstąpiliśmy do eleganckiego sklepu żeby rozmienić dolary
        na funty. Właściciel był niezmiernie miły. Dystyngowany, elegancko
        ubrany starszy pan z klasą. Nie namawiał do kupowania swojego
        towaru. Bez problemu zamienił nam banknoty. Udzielił kilka rad w
        sprawie cen złota. W Egipcie są też i tacy ludzie.

        Suk w Asuanie. Chodzimy po nim wieczorem. Wszędzie wąskie uliczki z
        upchaną w nich ogromną ilością różnorakich rzeczy. Zaczynając od
        kolorowych chust po przez galabije, aromatyczne przyprawy kończąc na
        straganach z mięsem. W tych miejscach niestety trzeba było zatykać
        nos. Smród zabijał na miejscu. Targowanie nie sprawia mi problemów,
        właściwie rozsmakowałam się w tym. Nie ustępuję i za każdym razem
        osiągam swój cel. Po skończonej transakcji uśmiecham się podaję
        rękę. Znajomi mówią, że jestem niesamowita, a ja po prostu świetnie
        się bawię. Wracamy z tej wycieczki obładowani pamiątkami i
        prezentami. Nie boimy się już pstrykać zdjęć, bo przecież muszę to
        jeszcze raz zobaczyć i przeżyć, gdy zaczną się długie zimowe dni…..

        Do wioski nubijskiej płyniemy małymi łódkami. Nilowa bryza schładza
        nam twarze. Dookoła cudowny widok soczystej zieleni, pachnących
        kwiatów, śpiew ptaków. Ogromne głazy upodabniają Nil do górskiej
        rzeki. Podwodne wiry powodują, że łódka w tym miejscu płynie
        wolniej. Z zza zakrętu wyłaniają się pierwsze domy, ale jakże inne
        od tych szarych egipskich lepianek. Bo egipskie domy są szare
        betonowe nieotynkowane, niedokończone z wystającymi drutami albo
        schodami do nieba. A domki nubijskie są ślicznie pomalowane na biało
        z kolorowymi obrazkami zwierząt. Na jednym wygrzewa się krokodyl a
        na innym wielbłąd. Jak tutaj ładnie, jak bajkowo…..
        Właściciele zapraszają nas do środka, częstują zimnymi napojami z
        hibiskusa. Pokazują swoje gospodarstwo. Można zaglądnąć do kuchni
        czy pokoju. Nie ma podłogi jest piasek. Domy są ogromne z wieloma
        pomieszczeniami, bo mieszkają tu wielopokoleniowe rodziny. Pomimo
        tego, że jest południe i temperatura sięga 40 st. To w środku jest
        chłodno, a przecież Ci prości ludzie nie mają klimatyzacji. Po
        środku największego pomieszczenia jest niewielki basenik, a w nim
        małe krokodyle. Wzięłam jednego do ręki i bałam się………..bałam się,
        że zrobię mu krzywdę…był tak niezwykle delikatny……zwłaszcza pod
        brzuszkiem…..a serduszko tak szybko mu biło….
        • nehti Re: luźne zapiski z podróży... 22.10.08, 12:33
          Żal było opuszczać statek, tak dobrze nam się płynęło. Towarzystwo
          było wspaniałe. Cały statek zajmowali tylko Polacy z Alfa Star i
          dwóch przewodników, którzy ze sobą współpracowali. Nikt nie
          marudził, nikt się nie spóźniał, nikt nie narzekał. Grupa bardzo
          zdyscyplinowana, życzliwa, wzajemnie sobie pomagaliśmy. Na statku
          jedynym dzieckiem na 150 osób była moja córka. Szybko stała się
          pupilką wszystkich uczestników, a ona sama była zachwycona. Wiele
          osób mówiło mi, że obserwują moją córkę od początku wycieczki i są
          pełni podziwu, że jest taką grzeczną, rezolutną, ułożoną
          dziewczynką. Zawsze uśmiechnięta i ochocza do zabawy. To prawda,
          moja rodzina sprawdziła się w trudach podróży .

          Czekał nas kolejny sprawdzian. Pociąg.

          Byłam doskonale przygotowana. Ciepłe ubrania, skarpety, lekki kocyk
          polarowy i jasiek dla dziecka. Jedziemy pierwszą klasą. Czystość
          pociągu nie różni się niczym od czystości w polskich pociągach.
          Siedzenia dzielone, można rozłożyć i zdrzemnąć się w pozycji
          półleżącej. Przedziały podzielone po sześć osób. Zdziwiło mnie to,
          że nie mają drzwi jak w naszych rodzimych przedziałach.
          Najważniejsze pomieszczenie, czyli toaleta o dziwo jak na te warunki
          była czysta. Jest woda i ręczniczki oraz mydło. Cały nasz wagon to
          ludzie z mojego statku, wszyscy się znamy, zadbaliśmy o to żeby
          czysto było do rana. Mogę śmiało powiedzieć, że nasza podróż
          była „komfortowa”.

          W Kairze nie mieliśmy czasu na odświeżenie się. Prosto ze stacji
          kolejowej autobusem wyruszyliśmy na zwiedzanie dzielnicy
          koptyjskiej, później do Muzeum Narodowego. Śniadanie mieliśmy w
          formie suchego prowiantu i czekało na nas w autokarze.
          Niestety zmęczenie osiągnęło swoje apogeum w muzeum……..Oczy mi się
          lepiły, nie mogłam skupić się na tym co mówił przewodnik. Nadmiar
          tych wszystkich skarbów ….przytłoczył mnie……Muszę tu jeszcze wrócić,
          poświęcić więcej czasu, muszę być wypoczęta……i chłonąć wszystkimi
          swoimi zmysłami …….
          Pośpiech podyktowany był ramadanem. W tym czasie wszystkie muzea i
          świątynie są wcześniej zamykane dla zwiedzających.

          Kair jest dziwnym miastem…..Ogromne, zatłoczone, brudne, biedne i ta
          ogromna ilość szarych domów……Ale też nowoczesność: wieżowce,
          firmowe sklepy, drogi szybkiego ruchu, ogromne ronda, nowoczesne
          samochody. Tutaj widać Egipcjan w garniturach i krawatach a
          Egipcjanki noszące się po europejsku.
          Stoimy w „kilometrowym” korku, droga kilkupasmowa jak w nowoczesnym
          mieście. I nagle jakby wyskoczył z innej bajki i znalazł się
          przypadkiem w XXI wieku pasterz z laską i swoimi kilkoma owieczkami.
          Chce przejść przez środek ruchliwego skrzyżowania na drugą stronę. W
          centrum stolicy !!!! To był tak niezwykły widok, że wszyscy
          przylepiliśmy nosy do szyb. Chcieliśmy zobaczyć jak mu się to uda.
          No i udało się .
          Mało tego, na ogromnym rondzie również w samym centrum miasta są
          zagony z marchewką i innymi warzywami stoi mały domek jak u nas na
          ogródkach działkowych. Jedziemy na obiad, czy ta marchewka
          przypadkiem nie trafia na nasz stół? ;-). A czy wyobrażacie sobie
          np. rondo koło Spodka w Katowicach a na nim zagony z kapustą i
          ziemniakami? To jest chyba możliwe tylko w Egipcie.

          Kair to miasto zaskakujące. Niby są przepisy, znaki drogowe,
          policjanci, a życie życiem, pokazuje że można inaczej, po swojemu ,
          po egipsku, "prawie" zgodnie z przepisami a jednak obok nich, i
          jakoś ten prawie pierwotny chaos działa... funkcjonuje... i tylko
          nam mieszczuchom z "cywilizowanych miast" wydaje się że za chwilę
          nastąpi jakaś nieprawdopodobna katastrofa z ofiarami w ludziach...

          Opuszczamy Kair późnym popołudniem. Wracamy do Sharm…..Koniec
          wielkiej przygody…..Teraz tylko błogie lenistwo…..ale też czas na
          przemyślenia, poukładania sobie wszystkiego, ochłonięcia…..

          Dreams Vacation …….Tu jest naprawdę cudownie…….
          Rankiem wskoczyliśmy w stroje kąpielowe i chlup do wody.
          Czy ja naprawdę tutaj jestem? Czy to tylko sen? .


          • bogna71 Re: luźne zapiski z podróży... 22.10.08, 14:06
            Bardzo Ci dziękuję za ten opis - wybieramy się w styczniu na rejs po
            Nilu z synkiem 7-letnim, co prawda nie z Alfastarem, a z Eximem, ale
            mam nadzieję, że będziemy pod równie wielkim wrażeniem:)
            W Egipcie byliśmy dwa razy, ale dotychczas nie chciało nam się
            ruszać z hotelu na wycieczki - woleliśmy podglądać świat podwodny,
            więc zabytków jeszcze nie widzieliśmy;) Mamy zamiar teraz to
            nadrobić. I dzięki Twojemu opisowi (czytam wszystko na temat rejsów,
            żeby się teoretycznie przygotować) poczułam przedsmak tego, co nas
            czeka:)
            Mąż się trochę obawia, jak Młody da radę, ale ja jestem dobrej
            myśli - zaliczył z nami już sporo i sprawdził się jak podróżnik, a z
            tego co wiem, to zwiedzanie odbywa sie do południa, potem na statku
            chyba można wypocząć? Twoja córka była zainteresowana tym, co
            zwiedza? Jest trochę starsza od Kuby, więc pewnie troche inaczej
            odbiera świat - ja mam zamiar kupić jakiś dobry przewodnik i
            przekazywać Młodemu wiedzę na jego poziomie - mam nadzieję, że nie
            będzie się nudził.
            A tak przy okazji pytanie, tak z ciekawości - co na to szkoła, do
            której uczęszcza córka? Nie było problemu, żeby zabrać ją na wczasy
            w ciągu roku szkolnego? Bo do tej pory nie mieliśmy takiego
            problemu - jeździliśmy na wakacje przed i po sezonie, a z uczniem
            trochę się sprawa komplikuje....
            • nehti Re: bogna71 23.10.08, 07:39
              Zwiedzanie odbywa się nie tylko do południa. Po południu również.
              Żadna wycieczka nie jest obowiązkowa. Jeśli uznacie, że mały jest
              zmęczony, albo znudzony nie musicie uczestniczyć we wszystkich
              imprezach. Najbardziej męczący i forsowny dzień to Dolina Królów,
              Abu Simbel i Kair. Moja córka od dawna ogląda programy w TV nie
              tylko o Egipcie, ale wszelkie historyczne i archeologiczne. Jest to
              odpowiedź na pytanie czy była zainteresowana tym co widziała. Ona
              potrafiła wieczorem opowiedzieć mi co przez cały dzień mówił
              przewodnik. Czwarta klasa to nowi nauczyciele i miesiąc powtórek z
              trzeciej klasy. Mała szybko poradziła sobie z zaległym materiałem, a
              nauczyciele nie zdążyli "zauważyć" jej nieobecności. Jeśli syn
              sprawdził się jako podróżnik to możecie być spokojni. Na statku
              można wypocząć. Jest basen a u nas był tez stół do ping ponga. Można
              też zabrać ze sobą jakąś ulubioną przez dziecko grę. Przewodnik to
              dobry pomysł, uważam że warto poczytać przed zwiedzaniem jakiegoś
              miejsca.
              Bawcie się dobrze.
              Pozdrawiam
              E.
    • elgry Re: luźne zapiski z podróży... 22.10.08, 13:46
      Z przyjemnością przeczytałam. Wróciły wspomnienia... jakbym tam znowu była...
      Dziękuję za te zapiski :)
      ______________________________
      afrykamoja.bloog.pl/
      • meggiiw Re: luźne zapiski z podróży... 22.10.08, 13:52
        Bardzo dziękuję Ci za te piękne słowa. Czułam się jakbym czytała Twoimi oczami...

        Ja wyjeżdzam w listopadzie w opcji 7+7 do Mars Alam. Już naprawdę nie mogę się
        doczekać...

        jeszcze raz bardzo dziękuję, piękne.
    • zuzka9 Re: luźne zapiski z podróży... 22.10.08, 14:12
      Popijając gorącą herbatę na chwilę "przeniosłam" się do Egiptu ... Nie wierzę,że
      już 12 listopada będę tam naprawdę ...
    • derduch-milutki-facio Re: luźne zapiski z podróży... 23.10.08, 10:23
      Cieszę się że wróciłaś zadowolona pomimo wcześniejszych obaw i niepewności, miło
      mi tym bardziej że należę do grupy która tłumaczyła Ci długie godziny jak chłop
      krowie na granicy że będzie super, że obawy są płonne i wszystko jest
      zorganizowane "idiotoodpornie" ;-)
      No to teraz oczekuję(emy) na imienne podziękowania, kwiaty, alkohol itp itd etc.

      No, dalej Elu :-))))
      • nehti Re: luźne zapiski z podróży... 23.10.08, 14:30
        To prawda, że przyjaciele z tego forum doskonale przygotowali mnie
        do pobytu w Egipcie. Opisując swoje wrażenia chciałam w ten sposób
        wyrazić swoją wdzięczność i podziękować.
        E.
    • cameltravel Re: luźne zapiski z podróży... 24.10.08, 06:49
      B
      R
      A
      W
      O


      Elciu podoba mi sie
      Gratulejszons !!

      pozdrawiam z Okęcia dopiero teraz doczytałam :d
      Ewa
      • nehti Re: luźne zapiski z podróży... 24.10.08, 07:28
        Dziękuję Ewcia :-)). Baw się dobrze w tej Turcji i przywieź trochę
        ciepła, bo jakoś mroźno się zrobiło....
        E.
        • nehti Re: luźne zapiski z podróży... 14.11.08, 09:02
          Specjalne podziękowania należą się Seatacowi, który najbardziej mi
          pomógł w przygotowaniu do tej podróży. Jest on niezwykle mądry,
          kompetentny, godny zaufania i zawsze gotowy odpowiedzieć na każde
          nawet najgłupsze pytanie. Wszystkim "pierwszakom" życzę
          takiego "Anioła Stróża".
          T. jestem Ci bardzo wdzięczna......i dziękuję......
          • deoand Re: luźne zapiski z podróży... 14.11.08, 11:33
            Temat winien znajdować sie w przyszpilonych - byłam wróciłam .

            ale cos widze , że rózne standarty panuja na forum i bywają
            równi i równiejsi .

            deoand
          • treenee Do Nethi 14.11.08, 21:06
            Chciałam Ci powiedzieć, że nie jesteś pierwszą, która chwali sobie
            Seataca. Miałam okazję doświadczyć jego pomocy ponad rok temu, na
            forum o ponad 100x mniejszej liczebności piszących, ale o podobnym
            zacietrzewieniu uczestników i nastawieniu na konfrontację i kłótnię.
            Udało mi się w gąszczu inwektyw i pyskówek natrafić na jego
            wypowiedzi, w których pomagał innym, podobnie jak ja
            niedoświadczonym turystom, rzuconym na drugi koniec świata.
            To co zwracało uwagę w jego wypowiedziach to rzeczowość, operowanie
            faktami popartymi własnymi doświadczeniami, spójność treści,
            znajomość realiów i możliwość poparcia obiektywnych opinii,
            odsyłaczami do stron www opisujących dany temat. Niezwykłą rzeczą
            jest to, że on robi to całkowicie bezinteresownie, z pasją i
            entuzjazmem niespotykanymi w dzisiejszych czasach i do tego w
            większości wypadków, zaskakuje znajomością faktów, o które w
            przewodnikach niełatwo.
            I do tego chętnie pozostaje w cieniu, nie dbając o rozgłos i
            poklask. Jeśli więc pomógł Tobie, to znaczy, że miałaś okazję
            zetknąć się z kimś wyjątkowym. Kimś, kto przywraca wiarę... w
            człowieka.
            Z pozdrowieniami dla czytających
            TR
            Tr
    • radioaktywny Re: luźne zapiski z podróży... 14.11.08, 12:15
      Czytając Twoje wspomnienia jak żywe stanęła mi przed oczami moja podróż do
      Egiptu z rejsem Nilem. To podróż życia. Zwłaszcza jeśli zorganizowane
      profesjonalnie.
      Pozdrawiam
      • janusz.amir Re: luźne zapiski z podróży... 14.11.08, 14:35
        Jest to piękna relacja z wycieczki do Egiptu!!
        Naprawdę czytałem to z wielką przyjemnością, gdyż odżyły moje wspomnienia.
        Oby tak dalej. Takie relacje czyta się naprawdę przyjemnie.
        Ale cóż!! Trole to trole!!
        Przebija u nich zazdrość że ktoś wrócił zadowolony i chce się podzielić swoimi
        pozytywnymi refleksjami.
        Popieram takie wątki - a TROLE - na kosz!!
        Tam ich miejsce - w niebycie!!

        Pozdrawiam prawdziwych turystów.

        Janusz
    • kasia_p45 Re: luźne zapiski z podróży... 14.11.08, 21:59
      aleee sie rozmarzylam.... ja chce tam wrocic!!!!!!!
Pełna wersja