Dodaj do ulubionych

Egipt-2008. Moje wspomnienie...

29.01.09, 23:12
Lato – 2008
Nie wiem czy da się to ogarnąć w jedna całość. Będzie To raczej
chaotyczny opis mojej (naszej) wyprawy do Egiptu. Jakoś nigdy mnie
tam nie ciągnęło. I To jeszcze w środku lata…
Jakimś jednak cudem padło na Egipt. Zaczęłam coraz bardziej
przyglądać się temu pomysłowi. Wertowałam Internet, czytałam fora i
opnie. Padło na Serenity Makadi ze ScanHoliday..
Stałam się upierdliwa i wręcz uciążliwa na tym forum… wielu mnie
wręcz znienawidziło.
Zadawałam setki pytań… powtarzałam się… wierciłam dziury w brzuchu,
każdemu kto się nawinął..
Ale opłaciło się!..Uzbrojona w całą tę wiedzę ruszamy na podbój
Egiptu… I to w samym środku lata.!
Piątek
Późne popołudnie. Jedziemy do Poznania skąd nastąpi nasz wylot.
Wszystko przebiega zgodnie z planem, bez żadnych niespodzianek….
Wylot troszkę się opóźnił… ale to było bez znaczenia )
Startujemy. Jest godzina po 23-ej. Samolot linii AMC Airlines
wypełniony po brzegi turystami odrywa się od ziemi. Lot przebiega
bez zakłóceń. Na monitorkach śledzimy trasę lotu…
Po kilku godzinach zbliżamy się do wybrzeży Afryki. Jest noc.
Po głowie krąży mi mnóstwo myśli… jak to będzie???
W końcu lądujemy w Hurghadzie.. jest coś ok. 4 nad ranem czasu
egipskiego.
Ciekawa byłam pierwszego zetknięcia z tym lądem, pierwszego wdechu
afrykańskiego powietrza… Czy będzie tak jak opisywali inni… jak
czytałam w książkach czy oglądałam w TV..???
Stało się… wszystko dokładnie tak samo a jednocześnie zupełnie
inaczej. Pomimo tego, że jeszcze jest noc jest bardzo ciepło..ale
nie gorąco… jednak bardzo przyjemnie )
W tym momencie zaczęło wszystko dziać się bardzo szybko.. Jedziemy
jakimś autobusem do hali przylotów. Jeszcze nie zdążyliśmy się
zorientować w sytuacji a już nas wołają pokazując tabliczkę wspólną
dla TUI i ScanHoliday. Zdążyłam tylko zauważyć, że wszyscy tubylcy
byli bardzo uśmiechnięci co wręcz i nam się udzieliło. Przeprawa
przez lotnisko była tak błyskawiczna, że nie zauważyłam kiedy już
siedzieliśmy w busiku, który miał nas zawieźć do celu naszej
podróży. Jeszcze przedstawiciel naszego biura tłumaczył nam co i
jak…, że ładnie nas tam kierowca zawiezie a w ciągu dnia, przed
południem będzie spotkanie z rezydentem, który już nas dalej
poinformuje o wszystkim…
Muszę tu tylko dodać, że w owym busiku było nas tylko troje (czyli
ja, mój mąż i syn) no i kierowca Arab, który miał nas dowieźć w tę
jeszcze noc do hotelu. Do Serenity..
Nie powiem… mieliśmy małego pietra… ale cóż „raz kosie śmierć”..
Pan kierowca spisał się na medal. Całych i zdrowych zawiózł nas na
miejsce (a jechaliśmy jakieś 40 minut). . oczywiście nie obyło się
bez bakszyszu….
Nie zdążyliśmy się obejrzeć a już obsługa hotelowa zajęła się naszym
bagażem. Zameldowanie trwało błyskawicznie i już prowadzą nas do
naszego pokoju. Cały czas jest jeszcze ciemno na dworze wiec nie
możemy zobaczyć w całej okazałości naszego ośrodka. Co mnie uderzyło
w pierwszym momencie… to trochę dziwny zapach powietrza. Maiłam
wrażenie jakbym znalazła się na łące… raczej na pastwisku, na którym
pasły się krowy. Ale to wrażenie trwało tylko przez może pierwszy
dzień pobytu. A spowodowane było tym (przynajmniej tak mi się
wydaje), że codziennie bardzo obficie była podlewana sztucznie
nasadzona tam trawa….
Sobota
Wreszcie w pokoju. Bagaże też już są… przytachane przez kogoś z
obsługi hotelowej… Zaczyna świtać… Zabawne… w ciągu pół godziny robi
się całkowicie widno i nawet widać słonce…
Doprowadzamy się do ładu i składu. ..Wypadałoby coś zjeść? W końcu
to już ranek. Tak więc idziemy na podbój hotelu… a właściwie
hotelowej restauracji. Chyba dadzą nam jeść? Nie mamy jeszcze
hotelowych opasek…. Ale bez problemu… nikt nawet na to nie zwracał
uwagi.
Spotkanie z rezydentką. Wszystko o umówionej godzinie. Osoba bardzo
kompetentna i rzeczowa. Dostajemy rozpiskę z fakultetami, numer
telefonu i na tym się kończy nasze spotkanie. Teraz już będziemy
kontaktować się tylko przez telefon…
Nasz pokój jest dość duży i bardzo przyjemny. Usytuowany w część
głównej hotelu na drugim piętrze. Mamy piękny widok na cały ośrodek
i oczywiście na Morze Czerwone 
Część Główna hotelu jest położona nieco wyżej, jakby na lekkim
wzniesieniu, także idąc w kierunku morza jest lekko „z górki”.
Pierwszy dzień pamiętam jak przez mgłę. Przyjechaliśmy nad ranem i w
ogóle nie spaliśmy. Spędziliśmy go na zwiedzaniu hotelu… itd.

Niedziela
Po dobrze przespanej nocy w bardzo wygodnych i wielkich łóżkach
postanawiamy zaplanować sobie nasz dwutygodniowy pobyt. Do wyboru
mamy sporo propozycji zostawionych przez rezydentkę.
Najpierw postanawiamy pojechać do Hurghady hotelowym autobusem aby
się rozejrzeć, kupić egipski starter do telefonu komórkowego…. I
połazić po mieście. Ponieważ przed wyjazdem na forum przeczytałam
jak ktoś podał dokładny opis jak i gdzie kupić sobie taki starter
więc postanawiam wykorzystać tą wiedzę w praktyce. I rzeczywiście
wszystko odbyło się zgodnie z opisem.
Hotelowy autobus zawiózł nas do centrum miasta. Naprzeciwko KFC miał
być salon Vodafone. Był i owszem  Poszliśmy tam. Miał być tam
gościu, który najpierw daje numerki… był Potem jak twój numerek
wyświetli się na stanowisku obsługi należało tam podejść i załatwić
sprawę. Dobrze, że mój syn świetnie gada po angielsku. Tak więc
kupiliśmy starter. Pan nam go ładnie załadował do telefonu… później
zasilił nam numer za 200 egipskich funtów i już mogliśmy wydzwaniać
po całym Egiptowie no i do Polski też rzecz jasna 
I co śmieszne w tym wszystkim to to, że do tego numeru nie było kodu
pin. Można było wyłączyć i włączyć telefon bez użycia pinu..
Jakieś trzy godziny łaziliśmy po Hurghadzie. Pomimo, że miasto
sprawiało wrażenie jakby wyrosło z gruzowiska czy wysypiska śmieci
miało coś w sobie co urzekało.. Sprawiali to chyba żyjący tam
ludzie. Wszędzie było ich pełno. Nigdzie się nie spieszyli.
Samochody jeździły jak szalone. Co chwile odzywały się klaksony. W
ogóle panowała tam bardzo fajna i wesoła atmosfera. Ruch i gwar. A
do tego było tak cieplutko… nawet jak zapadał zmierzch. Na dzień
dobry kupiliśmy fajny papirus, flakon perfum… i jakieś tam
duperele.. pewnie przepłaciliśmy… ale za to jaką mieliśmy radochę
trochę się targując )
Ponieważ już mieliśmy egipski telefon postanowiliśmy poumawiać się z
rezydentką na jakieś fakultety. Następnego dnia zaplanowaliśmy sobie
wyprawę statkiem po morzu. Krótki telefon i jesteśmy umówieni na
poniedziałek, na wyprawę 
Poniedziałek
Nie muszę chyba nikogo przekonywać jak gorąco jest w Egipcie w
środku lata. No było jakieś 50 stopni Celcjusza, lekki wiaterek od
morza…. wilgotność prawie zerowa więc było całkiem znośnie )
W Polsce pewnie już bym się stopiła w takim upale. A tam wręcz
przeciwnie, jakoś mi to odpowiadało i czułam się całkiem dobrze. Tym
bardziej, że pół dnia można było nie wychodzić z basenów lub morza…
jak kto wolał. I to słońce… nastrajało człowieka bardzo
optymistycznie 
W południe umówieni byliśmy na morską wyprawę statkiem. O umówionej
godzinie podjechał po nas pod hotel taki mini busik z przystojnym
przewodnikiem Arabem w środku. Na szczęście mówił całkiem dobrze po
polsku więc można było sobie porozmawiać . Po drodze do portu w
Hurghadzie zwinęliśmy kilku innych uczestników naszej wycieczki z
innych hoteli.. Tak, że było nas więcej i od razu zrobiło się
weselej. Dojechaliśmy do portu gdzie dołączyła do nas jeszcze jedna
grupka turystów z za wschodniej granicy. Tak więc w tym doborowym
towarzystwie wsiedliśmy na statek. Rozpoczął się nasz kil
Obserwuj wątek
    • kasia_p45 Re: Egipt-2008. Moje wspomnienie... 29.01.09, 23:13
      Rozpoczął się nasz kilku godzinny rejs połączony z różnymi
      atrakcjami. Zabawiał nas „kapitan statku” taki wesoły jegomość. Co
      chwila coś wymyślał śmiesznego. Tak, że było bardzo wesoło i
      sympatycznie. Jak już dopłynęliśmy do rafy, statek zwolnił i
      poproszono wszystkich o zejście pod pokład. Tam przy oszklonych
      bokach statku mogliśmy podziwiać piękna rafę koralową… Oj tego nie
      da się opisać..!Ci co widzieli wiedzą w czym rzecz ….a ci co nie
      widzieli musza tam koniecznie pojechać i to zobaczyć ).. A żeby
      było ciekawej przy podziwianiu rafy nagle ,ni z gruszki ni z
      pietruszki, pojawił się przed naszymi oknami nurek, który zaczął
      stroić do nas miny i wysyłał całuski…. Karmił rybki. Więc było
      naprawdę ciekawie. Później poproszono nas o wejście na wyższy poziom
      statku gdzie miał być podany obiad przy którym miały być jeszcze
      jakieś atrakcje. Tak więc pierwszy raz w życiu zobaczyłam taniec
      derwisza. Wystąpiła też tancerka. Było przesympatycznie. Tancerze
      wciągali turystów do zabawy tak, że chwilami było naprawdę wesoło.
      Pod koniec znów wyszliśmy na górny pokład skąd podziwiać było można
      przepiękne widoki , panoramę Hurghady z daleka… i na sam koniec
      zobaczyliśmy stadko delfinów co było naprawdę miłym uwieńczeniem
      naszej wycieczki… i całego dnia..
      Wtorek i kolejne dni…
      Niektóre dni spędzaliśmy nie wychodząc z ośrodka. Tam naprawdę nie
      można było się nudzić. Obiekt był naprawdę duży. Rano chodziliśmy na
      śniadania do restauracji głównej lub czasami zapisywaliśmy się do
      restauracji na pięterku gdzie obsługiwał nas kelner i podawał do
      stołu. Jedzenia było tyle, że naprawdę nikt nie mógł tam chodzić
      głodny. Nie będę wymieniać potraw bo szkoda na to czasu. Wspomnę
      tylko, że egipskie wypieki, bułki, bułeczki, przeróżne chlebki,
      ciasta… itd. itp. Są po prostu „palce lizać”. Tak samo obiady… od
      wyboru do koloru i do smaku.. komu jak komu ale nam wszystko bardzo
      odpowiadało i codziennie mogliśmy skosztować czegoś innego. To samo
      kolacje… albo w restauracji głównej albo w tematycznej na
      wcześniejsze zapisy..A i zapomniałaby… przy morzu była jeszcze jedna
      restauracja… trochę mniejsza ale tak samo można było z niej
      korzystać. Poza tym przy basenach były bary gdzie pomiędzy posiłkami
      głównymi można było dostać coś do jedzenia. Jak np. pizze, frytki,
      hot-dogi ,spaghetti… itd. O napojach nie wspomnę… bo było tego tyle,
      że już sama nie wiem co tam było. Alkohole też się lały strumieniami
      ) I to wszystko w opcji ALL , a więc full wypas )
      Codziennie korzystaliśmy z basenów. Ten największy w części głównej
      hotelu był ze słodka woda. A właściwie był to taki kompleks jakby
      kilku basenów w jednym. Dwa trochę mniejsze bliżej morza były ze
      słona wodą.. przy każdym basenie był bar. Również nad morzem był
      bar. Tak więc nikt nie chodził głodny i spragniony. Wszystko na
      wyciągnięcie ręki… Normalnie rozpusta 
      Czułam się jak w bajce.. nic dodać nic ująć…!
      Kolejne dni mijały bardzo szybko…. Już nie pamiętam dokładnie co w
      jakim się działo..
      Daliśmy namówić się na przejażdżkę quadami po pustyni za hotelem.
      Było bosko. Czułam się jak w jakimś filmie przygodowym… Na głowach
      arafatki, na oczach okulary… Wyglądaliśmy jak jacyś pustynni bandyci
      zasuwający na tych czworo kołowych motorach. Piach nam wpadał w
      usta, powietrze falowało od gorąca.. a my zasuwamy jak takie
      pustynne diabły. Coś niesamowitego. Dojechaliśmy do pięknego urwiska
      nad Morzem Czerwonym. Piękny widok zapierał nam dech w piersiach…
      ja chce tam wrócić!!!!!
      Następnego dnia braliśmy udział w kolejnym fakultecie o nazwie
      Badaway – pustynna wyprawa. Też były quady.. ale też trochę innych
      atrakcji jak przejażdżka wielbłądem, konno czy gokardami. Przerwa na
      obiad. A później pędziliśmy jee’pami przez pustynie do Wioski
      Beduińskiej. Na koniec występy i późnym wieczorem wracamy do hotelu.
      Jeszcze zdążyliśmy na późną kolację..
      Resztę tygodnia spędzamy na leniuchowaniu na terenie ośrodka. Czas
      poprawić opaleniznę, popływać, pospacerować. Pomądrować się z
      hotelowymi sklepikarzami, którzy chcieli by zedrzeć skórę z
      turystów. Generalnie dzień mija na kąpielach zarówno słonecznych jak
      i wodnych. A wieczory po kolacji na animacjach w amfiteatrze lub
      przy drinku lub piwku w barze…
      Mija tydzień..
      Zaprzyjaźniamy się z panami, którzy codziennie sprzątają nam pokój i
      układają fajne zwierzaczki z ręczników. Są naprawę sympatyczni… za
      każdym razem jak się widzimy mówią do nas : „cześć „ i „jak się
      masz?” Oczywiście odwzajemniamy im się kładąc na łóżku codziennie
      dwa banknoty jedno dolarowe….
      • kasia_p45 Re: Egipt-2008. Moje wspomnienie... 29.01.09, 23:14
        Sobota
        W południe wybieramy się na wycieczkę objazdowa po Hurghadzie..
        Czuje, że dopadł mnie lekki „faraon”… ale jakoś daję rade 
        W miejscowej aptece zaopatrujemy się w kilka opakowań antinalu ..
        tak na wszelki wypadek..… później bardzo się przydał 
        Objeżdżamy Hurghade wzdłuż i wszerz. Zaglądamy do Meczetu. Nie
        możemy tam niestety wejść 
        Nasz przewodnik Arab gada po polsku jak nakręcony. Trzeba dobrze się
        wsłuchać żeby go zrozumieć.
        Odwiedzamy taki duży sklep z papirusami.. a później inny z różnymi
        pierdołkami gdzie kupujemy kilka na pamiątkę.. (jakieś koraliki…
        przyprawy…. Itd. ).. Mamy trochę czasu wolnego i łazimy po mieście…
        Generalnie jest bardzo sympatycznie……… miło spędzamy czas…

        Niedziela
        Dziś jedziemy do Luxoru…
        6-sta rano. Czekamy przed hotelem na transport. W hotelowej recepcji
        dostaliśmy torby śniadaniowe.
        My i parę innych osób zebranych z innych ośrodków jedziemy do Safagi
        gdzie formuje się konwój. Tam przesiadamy się do większego autokaru.
        Jadą z nami Irlandczycy. ..
        Na dworze upał a w autokarze przyjemnie bo działa klima. Jedziemy z
        zawrotna prędkością. Przed nami kilku godzinna podróż. Fajnie to
        wszystko wygląda. Jedziemy w kolumnie bardzo wielu autokarów.
        Niektóre wyprzedzają się wzajemnie. ..
        Za oknami pustynny krajobraz. Ale nie jest to taka rozległa równina
        tylko raczej górzysty teren. Znów czuję się jak na jakiejś
        egzotycznej wyprawie… Po ok. 2 godzinach konwój zatrzymuje się.
        Mamy chwile na rozprostowanie kości i skorzystanie z (płatnej 1
        funta) toalety. Jest także barek… można coś zjeść i wypić kawę.. Ale
        nie ma no to zbyt wiele czasu. Jak spod ziemi wyrosła tu grupka
        tubylców, która próbuje zarobić na turystach parę groszy. A to chcą
        się z tobą fotografować, a to proponują przejażdżkę wielbłądem.. czy
        nawet na osiołku ).. Czy sprzedają jakieś gadżety..
        Życie w tym miejscu toczy się od konwoju do konwoju..
        Koniec przerwy. Konwój rusza dalej. Krajobraz się zmienia. Za oknami
        coraz częściej widać jakieś zabudowania. Czasami trudno rozróżnić
        czy to kurnik czy mieszkanie, w którym mieszkają ludzie..
        Jedziemy wzdłuż jakieś rzeki. Ale nie jest to jeszcze najdłuższa
        rzeka świata Nil..
        Widać, że wzdłuż tej rzeczki toczy się jakieś życie. Co chwilę widać
        jakieś osady, czy wioski.. i większe lub mniejsze grupki ludzi.. Im
        bliżej celu tym osady są większe i większe skupiska ludzi. Zmienia
        się krajobraz na bardziej zielony. Rośnie trawa, jakieś krzaki,
        palmy.. widać pola uprawne..
        A za oknami uśmiechnięci mieszkańcy tej ziemi, którzy machają nam na
        powitanie.. pomimo biedy jaką tam widać na każdym kroku ludzie
        chodzą uśmiechnięci i przyjaźnie nastawieni do świata.
        Zauważyłam też, że na czas konwoju jest zatrzymywany ruch na
        ulicach. Chyba to policja turystyczna czuwa nad bezpieczeństwem
        przejazdu. W ogóle pełno tu co jakiś kawałek punktów kontrolnych. A
        policja jest po zęby uzbrojona..
        Zbliżamy się do celu…. Widać Nil… najdłuższą rzekę świata )
        Jesteśmy w Luxorze. Irlandzka grupa przesiada się do innego
        autokaru….
        Po krótkim instruktarzu naszego przewodnika Araba mówiącego świetnie
        po polsku. Trzeba było jednak słuchać go z uwagą i w skupieniu, żeby
        dobrze go zrozumieć. Ruszamy na podbój egipskich skarbów
        cywilizacji..
        Na pierwszy ogień idzie Zespół Świątynny w Karnaku. Znajduje się on
        jakieś 2,5 km na północ od Luxoru. Znajduje się tam zespół świątyń
        wzniesionych w różnym czasie. A centralne miejsce zajmuje tam
        największa na świecie świątynia z salą kolumnową.
        Musimy wszyscy trzymać się razem, żeby nie pogubić się w tym tłoku
        turystów. Wejście na teren Karnaku jest za okazaniem biletów.
        Dostajemy je od naszego przewodnika. Uzbrojeni w nakrycia głowy,
        okulary, butelki z woda i kamery lub aparaty fotograficzne ruszamy
        na zwiedzanie tej wspaniałej świątyni a właściwie tego co z niej
        zostało. Jest bardzo gorąco. Jeszcze bardziej niż w ośrodkach nad
        morzem. Podobno temperatura dochodziła do 60-ciu stopni. Dziwię się
        tylko, że nie ugotowaliśmy się jak jajka na twardo )..
        Sala kolumnowa sprawia wielkie wrażenie. Kolumny sięgają nieba.
        Wszędzie widać pismo obrazkowe.. i jakieś inne hieroglify..
        Żeby nie gwar turystów można by było przenieść się na chwile w
        czasie i wyobrazić sobie czasy faraonów.. i toczące się tu normalne
        życie..
        Niee no wrażenia są niesamowite. Nie potrafię ich ubrać w słowa. Po
        prostu się nie da… Tam trzeba być, trzeba to zobaczyć … dotknąć tych
        głazów, kolumn… itd.
        Na jednej z kolumn widzimy napis: „K. Wróblewski 1850 rok”. Z tego
        co powiedział nasz przewodnik był to polski archeolog, który
        uczestniczył w pracach renowacyjnych w Karnaku. Nie był to zresztą
        jedyny polski akcent na naszej drodze zwiedzania..
        Pora na obiad. Jedziemy do jakiegoś hotelu położonego nad Nilem.
        Przygotowano tam dla nas obiad.
        Po obiedzie mamy okazje popływać po Nilu… ale nie wpław, tylko
        łodziami motorowymi.
        Wow jaka frajda… pływać po najdłuższej rzece świata )
        Wysiadamy na drugim brzegu gdzie już czeka na nas nasz autokar.
        Jedziemy przywitać się z kolosami Memnona. Jakiś starszy Arab robi
        tam chyba za statystę bo wszędzie pchał się w obiektyw 
        Czas nas goni a jeszcze tyle do zwiedzania. Lądujemy w fabryce
        alabastru. Kto chce może coś kupić. Niektórzy usilnie się targują… i
        kupują alabastrowe figurki, dzbanuszki… itd.
        • kasia_p45 Re: Egipt-2008. Moje wspomnienie... 29.01.09, 23:15
          Jedziemy dalej. Przed nami Świątynia Hatshepsut. Widzimy ją już z
          daleka. Imponujący widok.
          Świątynia ta nazwana została Świątynią Milionów Lat, to egipska
          budowla sakralna zbudowana u stóp gigantycznej ściany skalnej w
          Tebach jako świątynia grobowa królowej Hatszepsut. W dużej części
          wykuta jest w skale…
          Tam jest chyba najbardziej gorąco. Sama nie wiem jak to
          wytrzymujemy? Ledwo wchodzimy na górę po niekończących się schodach..
          I tu znajdujemy polski akcent. Polsko egipskiej misji
          archeologicznej..
          Jeszcze jedno miejsce mamy do zwiedzenia. Jest nim Dolina Królów.
          Jedziemy tam..
          Jest to miejsce spoczynku królów egipskich. Pierwszym faraonem,
          który nakazał wybudować sobie grobowiec w tej dolinie był Totmes I a
          ostatnim Ramzes XI. Grobowce w Dolinie to wykute w skale kompleksy
          grobowe. Niestety już w czasach faraonów niektóre grobowce zostały
          otwarte, ograbione i splądrowane. Dlatego też już w czasach faraonów
          zdarzały się sytuacje przenoszenia mumii w inne miejsce aby nie
          uległy zbezczeszczeniu. Współczesnym badaczom udało się odnaleźć
          tylko jeden nie splądrowany grobowiec, Tutanchamona.
          Na jedną wejściówkę można obejrzeć tylko 3 grobowce. Niestety
          grobowiec Tutanchamona jest dodatkowo płatny. Ale już za mało czasu
          aby wszystko obejrzeć..
          Największe wrażenie wywarły na mnie w tych grobowcach całe ściany w
          pismach obrazkowych. Niesamowite, że przetrwało to do naszych czasów…
          Z wielkim niedosytem, wyczerpani upałem znajdujemy wytchnienie w
          klimatyzowanym autokarze.
          Tak czy owak musze tam wrócić… Choćby nie wiem co!!!
          Do hotelu wracamy późnym wieczorem… Na szczęście udaje nam się
          załapać na późną kolacje.

          Poniedziałek
          Dziś nie robimy nic… tylko się lenimy… wypoczywamy, opalamy się albo
          leżymy w wodzie )..
          W środku nocy mamy kolejny wyjazd… Tym razem Kair!
          Należy dobrze wypocząć, zrelaksować się bo czeka nas ciężka wyprawa…
          istny maraton.
          Później okazuje się, że nie wszystkim dane będzie wziąć w tym
          udział..
          Na kilka godzin przed wyjazdem mojego męża dopada „wściekły faraon”…
          dobrze, ze wcześniej zaopatrzyłam się w antinal
          No cóż, trudno… jedziemy sami.. tzn. ja i mój syn..
          O 1:00 w nocy zaopatrzeni w torby śniadaniowe i kilka butelek wody..
          i inne rzeczy ładujemy się do busika, którym mamy dojechać do El
          Gouny.. gdzie przesiadamy się do właściwego autokaru .
          Tym razem towarzyszą nam Francuzi, którzy później dołączą do swoich
          w Kairze…
          Formuje się konwój.. wszystko dzieje się bardzo sprawnie i szybko.
          Autokary ruszają… jest ciemna noc. Tym razem jedziemy na północ
          wzdłuż Morza Czerwonego. Do Luxoru jechaliśmy na południe Egiptu..
          Krajobraz cały czas taki sam……… bezkresna pustynia.. Z jednej strony
          morze a z drugiej teren pustynno górzysty. Wszystkie drogi w Egipcie
          są chyba jednokierunkowe bo nie zauważyłam nawet mijających się
          pojazdów.. Jedziemy tak do samego rana.. Całe szczęście, że w
          autokarach maja toalety. Nad ranem stajemy na jakimś postoju.. Czas
          na rozprostowanie gnatów i toaletę. Zaczyna świtać..Jest ciepło ale
          wieje wiaterek, który przyjemnie chłodzi..
          Ruszamy dalej. Morza już nie widać… Zmienia się krajobraz…
          • kasia_p45 Re: Egipt-2008. Moje wspomnienie... 29.01.09, 23:16
            Wtorek
            Wjeżdżamy do Kairu.. największego miasta w Egipcie. Imponujące
            wrażenie.. jakby na kupie gruzów wyrastały wielkie nie dokończone
            domy.. Samochody jeżdżą jak chcą i gdzie chcą, i trąbią ile chcą..
            Na wstępie zatrzymujemy się na chwilkę przy jakimś punkcie
            widokowym… skąd widać jak na dłoni panoramę Kairu.. Francuzi
            dołączają do francuskiej wycieczki. Wsiada do nas przewodnik po
            Kairze. Arab, bardzo mądry człowiek. Ma za żonę Polkę, dobrze mówi
            po polsku, z wykształcenia historyk… niestety nie pamiętam jego
            imienia..
            Kair oglądamy przez szyby autokaru, którym podążamy w kierunku Gizy
            do Piramid.. Widać je z daleka..
            Po drodze fajny widok.. W środku Kairu na jakiejś łączce pasą się
            kózki .. To jest możliwe tylko w Afryce 
            Ale nasz wzrok przyciągają już Piramidy… widać je z daleka.. piękne
            i dostojne zapraszają do zwiedzania.
            Stoję pod piramidą.. ale widok  Niesamowite… Dotychczas widziałam
            je na fotografiach, czy w Tv.
            Ponieważ teren z piramidami jest dość rozległy objeżdżamy je w koło
            zatrzymując się co jakiś kawałek aby móc wyjść z autokaru… zobaczyć
            je na spokojnie, zrobić fotki..itd. na koniec robimy sobie
            pamiątkowe grupowe zdjęcie pod Sfinksem.. Jesteśmy pod wielkim
            wrażeniem tych budowli. Tyle tysięcy lat stoją ciągle na tym samym
            miejscu… kto by pomyślał?
            Nasz przewodnik po Kairze jest niesamowity… buzia mu się nie zamyka
            prawie wcale… opowiada jak najęty i to bardzo ciekawie.. Mój syn nie
            odstępuje go na krok… chłonie każde jego słowo.
            Czas tak szybko leci a chciało by się dłużej tu pozostać. Czas na
            obiad. Wszyscy głodni jak wilki.
            Jedziemy nad Nil. Obiad zjemy na statku… Znów czuje jakby chciał
            mnie dopaść „faraon” ale się nie daje, jestem mocniejsza od niego.
            Na wszelki wypadek nie objadam się. Zażywam antinal. Pijemy dużo
            coli, która rzeczywiście ma zbawienny wpływ na organizm… Ale tak się
            dzieje tylko w Egipcie.. Niesamowite wprost..
            Po obiedzie zamawiamy sobie kartusze ze złota z wygrawerowanymi
            imionami ale pismem obrazkowym u naszego przewodnika. Dostajemy je
            pod koniec naszej wycieczki po Kairze.
            Po obiedzie czas na Muzeum Kairskie. Szkoda, że nie można było tam
            robić zdjęć ani filmować I stanowczo za krótko tam byliśmy! Muzeum
            strzeżone lepiej jak niejedna twierdza.. Wszędzie pełno policji i
            tajniaków, którym z za poły marynarki całkiem jawnie wystawały
            giwery. Wyglądało to całkiem zabawnie. Zanim weszliśmy do środka
            trzeba było dwa razy przechodzić przez komorę celną. Najpierw przy
            bramie wejściowej na teren muzeum… a później jak już wchodziło się
            do środka budynku. Strasznie duszno było w środku. Spędziliśmy tam
            chyba ze dwie godziny albo i dłużej. Nasz przewodnik tak nas
            popędził przez te muzeum, że zobaczyliśmy chyba wszystko co tam było
            do zobaczenia.. nawet był czas żeby zajrzeć do dodatkowo płatnej
            Sali z prawdziwymi mumiami.
            Oj czego tam nie było! … Nie będę wymieniać! Ci co byli wiedzą.. a
            ci co nie byli niech jada bo naprawdę warto zobaczyć to wszystko. A
            najbardziej wpadła mi w oko maska Tutanchamona.. cała ze szczerego
            złota ..
            Bardzo wyczerpująca jest ta wizyta w Kairze… ale to jeszcze nie
            koniec. Jedziemy do prawdziwej perfumerii. Trochę czasu na
            wypoczynek. Jakiś gościu zachwala wszystkie zapachy… omawia różne
            perfumy itd.… Nikt go za bardzo nie słucha.. ale jest fajnie.. bo
            Klima i siedzimy wygodnie na kanapach.. Zbliża się wieczór..a
            jeszcze miał być jakiś bazar ale już chyba nikt nie ma na niego
            ochoty. Jednak zatrzymujemy się tam na chwilkę.. później dołączają
            do nas nasi Francuzi..
            Czas wracać.. Oglądamy jeszcze miasto z okien autokaru… robimy
            ostatnie fotki ..
            Żegnaj Kairze! Wrócę tu jeszcze!! Czuje niedosyt..
            Droga powrotna już bez konwoju.. w kilka tylko autokarów..
            zatrzymujemy się w tym samym miejscu co rano.. kupujemy w sklepiku
            za kosmiczna cenę jakieś chipsy i ciastka (bo niczego innego w tym
            sklepiku nie mieli).. a jesteśmy już głodni… tylko wody mamy pod
            dostatkiem..
            Czas się dłuży w tej podróży. Spać się nie da, głowa się kiwa.. W
            końcu dojeżdżamy w środku nocy do El Gouny gdzie czeka na nas nasz
            busik, który powiezie nas do naszego Hotelu..
            Mężu żałuj, że nie byłeś z nami!

            Środa
            Już prawie kończy się nasz czas w Egipcie. Jesteśmy mocno opaleni,
            pełni wrażeń. Już nigdzie nie wyjeżdżamy na żadne fakultety.
            Ostatnie dwa dni spędzamy w ośrodku. W piątek mamy wylot..
            Dziś wieczorem zafundowaliśmy sobie jeszcze kolacje przy świecach w
            restauracji rybnej. Było sympatycznie.. taki wieczór pożegnalny z
            Egiptem.
            Czwartek
            Ostatni dzień. Czas kończyć to opowiadanie… Hotel Serenity Makadi
            Bay, w którym spędziliśmy te dwa tygodnie naszych wakacji będziemy
            zawsze mile wspominać. Jest to naprawdę bardzo śliczny i miły
            resort. Polecam każdemu kto chciałby tam pojechać. Przez cały czas
            nie było chwili abyśmy się tam nudzili. Zawsze działo się coś
            ciekawego.. Spotkaliśmy tam wielu Polaków.. Wbrew opinią na tym
            forum nikt nie siał wiochy.. wszyscy dobrze się bawili i zachowywali
            z kulturą..
            Pomimo dużego upału czułam się tam naprawdę dobrze. Chyba to słońce
            nastrajało mnie tak dobrze i optymistycznie 

            Piątek
            Czas się pakować o 12-stej trzeba zdać pokój.. o 15-stej transfer na
            lotnisko do Hurghady.
            Rano idziemy jeszcze na śniadanie.. O 12-stej zdajemy pokój
            zostawiając jak zwykle dwie dolarówki na poduszce..
            Zostawiamy bagaże pod opieka przy recepcji.. a sami ładujemy się na
            wygodne kanapy w lobby.. Mamy jeszcze trochę czasu do wyjazdu…
            Idziemy na obiad.. Siedzimy trochę dłużej niż zwykle..
            Ostatni rzut oka na cały ośrodek… na morze..
            Mamy transport… jedziemy na lotnisko… po drodze zbieramy jeszcze
            naszych współpasażerów z innych hoteli po drodze..
            Jesteśmy na lotnisku… odprawa… ostatnie zakupy na strefie bezcłowej
            i ładujemy się do samolotu..
            Lot trwa bez zakłóceń… Samolot linii AMC Airlines bezpiecznie
            ląduje w Poznaniu.. Jest już noc..
            Szara, bura rzeczywistość… choć to jeszcze środek lata……….
    • n-att Re: Egipt-2008. Moje wspomnienie... 30.01.09, 00:34
      Oj jak ja uwielbiam takie opisy, teraz nie będe mogła spać, bo za dwa tygodnie ja zacznę piasać dwu-tygodniowy 'dziennik pokładowy'... yh...dzieki. :)
    • imka.allegro Re: Egipt-2008. Moje wspomnienie... 30.01.09, 00:39
      Dzięki Kasiu, bardzo sympatyczna (i ciepła ;) lektura na dobranoc :)

      Imka
      • kasia_p45 Re: Egipt-2008. Moje wspomnienie... 30.01.09, 07:50
        Ciesze sie, ze choc komus sie to podoba :))
        • ropuch-4 Re: Egipt-2008. Moje wspomnienie... 30.01.09, 22:57
          Żartujesz. Rewelacja powinno być więcej takich wspomnień
          przynajmniej widać, że są prawdziwe i tak jak ja, która jadę tam po
          raz pierwszy mogę się przygotować psychicznie na to, co dobre i złe.
          Dzięki. Może też coś naskrobie jak wrócę.Pozdrawiam.
          • kasia_p45 Re: Egipt-2008. Moje wspomnienie... 31.01.09, 10:24
            ropuch-4 napisała:

            > Żartujesz. Rewelacja powinno być więcej takich wspomnień
            > przynajmniej widać, że są prawdziwe i tak jak ja, która jadę tam
            po
            > raz pierwszy mogę się przygotować psychicznie na to, co dobre i
            złe.
            > Dzięki. Może też coś naskrobie jak wrócę.Pozdrawiam.

            No koniecznie :)
      • qkam Re: Egipt-2008. Moje wspomnienie... 06.02.09, 19:12
        hmmm, czy to TA Imka?

        a wiesz, ze Śledzia zawiesili? ;D
        • kasia_p45 Re: Egipt-2008. Moje wspomnienie... 09.02.09, 23:08
          qkam napisała:

          > hmmm, czy to TA Imka?
          >
          > a wiesz, ze Śledzia zawiesili? ;D


          Jakiego śledzia???
    • kasia_p45 Re: Egipt-2008. Moje wspomnienie... 30.01.09, 09:12
      W Egipcie urzekło mnie wiele rzeczy. Przede wszystkim to, że
      poczułam się tam jak w innym świecie. Jak w świecie trochę
      nierzeczywistym,… świecie z bajki.
      Wszystko mnie tam fascynowało. Bezkresna pustynia.. niekoniecznie
      równa tylko pofałdowana a miejscami wręcz górzysta. Jeżdżąc po niej
      quadami czułam się jakbym brała udział w jakimś filmie
      przygodowym. .. Te niedokończone domy w miastach. Prawie wszystkie
      wyglądały jakby w nie piorun strzelił. Z niektórych wystawały jakieś
      pręty. Niektóre kondygnacje wysokich budynków stały jakby nie
      dokończone… jeszcze w stanie surowym… A niektóre szczelnie
      zabudowane z oknami… i mieszkali tam ludzie.. U nas takie coś byłoby
      nie do pomyślenia nawet. Z opowieści przewodników dowiedziałam się,
      że domy buduje się tam wielopokoleniowo. Każde kolejne pokolenie w
      rodzinie dobudowuje sobie wyższe piętro, dlatego też domy te
      wyglądają jakby były ciągle w budowie pomimo, że na niższych
      piętrach mieszkają już ludzie..
      Jest to kraj wielu kontrastów.. Z jednej strony bieda a z drugiej
      bogactwo. Wypasione ośrodki turystyczne, które są własnością jakichś
      bogatych bosów.. Wszystko tam jest na bardzo wysokim poziomie.
      Obsługa dwoi się i troi, żeby turyści byli zadowoleni i miło
      spędzali czas.
      Z innych atrakcji zafascynował mnie taniec derwisza.. Widziałam ich
      kilka. Pierwszy raz na statku, którym pływaliśmy po Morzu
      Czerwonym.. Później na pustynnej wyprawie Badaway.. Innym razem przy
      jakichś animacjach w hotelowym amfiteatrze i na koniec na wieczorze
      przy świecach w rybnej restauracji. Tańczył tam mały chłopiec może
      ok. 7 letni. Była taki słodki z wyglądu a wzrok miał bardzo już
      dorosły. Pomimo tak młodego wieku… tańcem pewnie zarabiał na
      rodzinę… Tak się wszystkim spodobał, że po skończonym tańcu wielu
      podbiegło do niego z drobnym napiwkiem.. My oczywiście też 
      Chodzi mi po głowie jedna myśl odnośnie tańca derwisza..A właściwie
      wirującego derwisza. Za każdym razem jak oglądałam ten taniec… układ
      choreograficzny był taki sam. Zastanawia mnie jedna rzecz… Co
      tancerz chciał przekazać swoim tańcem? Bo nie ulega wątpliwości, że
      tańcem chciał przedstawić jakąś historie. Może ktoś wie i mi odpowie
      na to pytanie?? Byłabym wdzięczna )
      ....
      • n-att Re: Egipt-2008. Moje wspomnienie... 30.01.09, 12:54
        'Mewlewici albo inaczej tańczący derwisze(derwisz: ubogi, żebrak) to zakon założony około 1273 roku w Iranie przez Dżalal-ad-Dina Rumiego, jednego z największych poetów i mistyków perskiego kręgu kultowego.Specjalnością i odrębnością mewlewitów stał się ich taniec. Jako sufici wierzyli oni bowiem, że naśladowanie w tańcu ruchów ciał niebieskich pobudza duszę człowieka do wzmożenia swej miłości do Boga i wprawia ją w stan żywszych poruszeń.' / Wikipedia.

        'Dla derwiszy każdy element tańca ma znaczenie symboliczne. Wirujący ruch jest przypomnieniem ruchu mikrokosmosu i makrokosmosu, a tancerze poruszają się niczym planety w kosmicznej pustce. Prawa ręka uniesiona jest do góry, ku niebu, a lewa skierowana jest w dół, co oznacza, że przekazują boskie błogosławieństwo z nieba na ziemię. Derwisz jest tym samym łącznikiem między dwoma światami.
        Taniec poprzedza śpiew, w którym derwisze odrzucają racjonalne myślenie: „Żegnaj rozumie, żegnaj, żegnaj...”.
        W ciągu minuty potrafią się obrócić 65 razy, osiągając w tym czasie religijną ekstazę: wierzą, że taniec uwalnia ich ducha, który wznosi się wolny do Boga. Niektórzy zaczynają drzeć swoje płaszcze i płaczą, inni, z bractw irackich, tarzają się po rozpalonych węglach i przebijają ciało tak, że nie pokazuje się ani jedna kropla krwi.
        Ważna jest także muzyka, bowiem dźwięk trzcinowego fletu sam Rumi porównał do jęku duszy tęskniącej do Boga. W swym najważniejszym poemacie Rumi pisał o trzcinie wyrwanej z kłącza, z której został zrobiony flet. Jego rzewny dźwięk brzmi tak, jakby opłakiwał wydarcie z kłącza, dzięki któremu żył i rósł. To metafora ludzkiego losu: człowiek – zanim znalazł się na tym świecie – żył w Bogu. Teraz może jedynie zagrać pieśń pełną tęsknoty i smutku.'
        • kasia_p45 Re: Egipt-2008. Moje wspomnienie... 30.01.09, 21:40
          n-att napisała:

          > 'Mewlewici albo inaczej tańczący derwisze(derwisz: ubogi, żebrak)
          to zakon zało
          > żony około 1273 roku w Iranie przez Dżalal-ad-Dina Rumiego,
          jednego z największ
          > ych poetów i mistyków perskiego kręgu kultowego.Specjalnością i
          odrębnością mew
          > lewitów stał się ich taniec. Jako sufici wierzyli oni bowiem, że
          naśladowanie w
          > tańcu ruchów ciał niebieskich pobudza duszę człowieka do
          wzmożenia swej miłośc
          > i do Boga i wprawia ją w stan żywszych poruszeń.' / Wikipedia.
          >
          > 'Dla derwiszy każdy element tańca ma znaczenie symboliczne.
          Wirujący ruch jest
          > przypomnieniem ruchu mikrokosmosu i makrokosmosu, a tancerze
          poruszają się nicz
          > ym planety w kosmicznej pustce. Prawa ręka uniesiona jest do góry,
          ku niebu, a
          > lewa skierowana jest w dół, co oznacza, że przekazują boskie
          błogosławieństwo z
          > nieba na ziemię. Derwisz jest tym samym łącznikiem między dwoma
          światami.
          > Taniec poprzedza śpiew, w którym derwisze odrzucają racjonalne
          myślenie: „
          > ;Żegnaj rozumie, żegnaj, żegnaj...”.
          > W ciągu minuty potrafią się obrócić 65 razy, osiągając w tym
          czasie religijną e
          > kstazę: wierzą, że taniec uwalnia ich ducha, który wznosi się
          wolny do Boga. Ni
          > ektórzy zaczynają drzeć swoje płaszcze i płaczą, inni, z bractw
          irackich, tarza
          > ją się po rozpalonych węglach i przebijają ciało tak, że nie
          pokazuje się ani j
          > edna kropla krwi.
          > Ważna jest także muzyka, bowiem dźwięk trzcinowego fletu sam Rumi
          porównał do j
          > ęku duszy tęskniącej do Boga. W swym najważniejszym poemacie Rumi
          pisał o trzci
          > nie wyrwanej z kłącza, z której został zrobiony flet. Jego rzewny
          dźwięk brzmi
          > tak, jakby opłakiwał wydarcie z kłącza, dzięki któremu żył i rósł.
          To metafora
          > ludzkiego losu: człowiek – zanim znalazł się na tym świecie – żył w
          > Bogu. Teraz może jedynie zagrać pieśń pełną tęsknoty i smutku.'


          Dzieki za te informacje :) Ale moi tancerze opowiadali chyba cos
          innego... A moze ja sie nie znam?
          • n-att Re: Egipt-2008. Moje wspomnienie... 30.01.09, 22:16
            Jade 12 lutego - to zapytam. :D
            • kasia_p45 Re: Egipt-2008. Moje wspomnienie... 30.01.09, 22:18
              n-att napisała:

              > Jade 12 lutego - to zapytam. :D


              ok:)
            • kasia_p45 Re: Egipt-2008. Moje wspomnienie... 14.03.09, 09:00
              I co? Dowiedzialas sie czegos o tym tancu derwiszy?
    • kasia_p45 Badawy 31.01.09, 19:23
      W katalogu Scana napisano, że jest to niezapomniana przygoda na
      pustyni dla dzieci i dorosłych łącząca w sobie wypoczynek i zabawę.
      I rzeczywiście była to niezapomniana przygoda… Był to dzień pełen
      wrażeń…
      Wzięliśmy w tym udział w pierwszy tygodniu naszego pobytu w Egipcie.
      Koszt ok. 50$ od osoby.
      Wyjazd na tę imprezkę mieliśmy zaraz po śniadaniu z naszego hotelu.
      Gdzieś w okolicach Hurghady jest taka jakby wioska, w której się to
      wszystko odbywa. Najpierw wylądowaliśmy jakby na jakimś ranczo,
      gdzie pod wielkim zadaszeniem stało mnóstwo quadów. Ponieważ nasza
      grupka była chyba pierwsza więc musieliśmy poczekać na resztę
      uczestników naszej wycieczki. Siedzieliśmy sobie pod taką fajna
      wiatą (czy jakby wielkim szałasem)pokrytą chyba trzciną. Nawet nie
      myślałam, że takie „pomieszczenia” dają ochłodę od tego wielkiego
      upału jaki panuje w środku lata w Egipcie. Zauważyłam, że pod
      sufitem tego jakby szałasu pozawieszano całe wiązki czosnku..
      Ciekawe po co??
      Dojechali kolejni uczestnicy naszej imprezki. Poproszono nas o
      założenie na głowy arafatek… Jak ktoś nie miał mógł zakupić w
      sklepiku, który się tam znajdował. Ok.. wszyscy gotowi..
      przydzielono nam quady.. Dobrze, że dzień wcześniej mieliśmy już
      mała zaprawę na tych maszynach w naszym hotelu ). Mały instruktarz
      przewodnika i ruszamy gęsiego poza teren tego „rancza”. Jedziemy na
      pustynię. Najpierw kilka rundek w kółko, chyba dla wprawy i po to,
      żeby można było zrobić fotki… a później ruszamy na pustynie. Musimy
      jechać gęsiego… ale jedziemy dość szybko. Na początku i na końcu
      jedzie jakiś przewodnik… pilnują nas żeby nikomu nic się nie stało i
      żeby nikt nie zboczył z trasy. Dopiero by było gdyby się ktoś
      zgubił… ciekawe jakby wrócił? Na pustyni traci się kompletnie
      orientacje w terenie. Wszystko jest takie same, żadnego punktu
      zaczepienia.. przynajmniej dla mnie. Bo miejscowi to już na pewno
      mają swoje sposoby, żeby tam się nie pogubić. Ci co byli na takiej
      przejażdżce wiedza jakie to uczucie gnać na tych maszynach przez
      pustynie w ok. 50-cio stopniowym upale. Ale jest to coś
      niesamowitego i niezapomnianego. Naprawdę warto, jeśli tylko ma się
      dobre zdrowie i trochę chęci przeżycia takiej przygody.. Jedziemy
      tak sobie przez ta pustynię nie wiadomo dokąd. Gdzie tylko spojrzeć
      sam żwirkowaty piach. Teren nie jest wcale równy tylko jakiś lekko
      pagórkowaty. Czas jakby się zatrzymał… mogłabym tak jechać i jechać…
      szkoda tylko, że nie ma tam jakiejś oazy… No ale co to?.. Wracamy
      już do naszego rancza.. Chwila przerwy i wsiadamy do autokaru…
      Jedziemy do jakiegoś innego „rancza”.. trochę mniejszego… jest tam
      trochę więcej takich jakby „szałasów” gdzie można sobie posiedzieć
      na wygodnych siedzeniach i odpocząć od upału. Mamy małą przerwę.
      Można wypić kawę, napełnić butelki wodą mineralną.. skorzystać z
      łazienki. Fajnie to wszystko zorganizowane… Gdzieś z głośników leci
      egipska muzyka… Jest czas nawiązać znajomości z uczestnikami te
      wyprawy.. No ale czekają nas dalsze atrakcje. Wychodzimy poza teren
      tego „gospodarstwa” czy „domostwa”. Tam mamy okazje pojeździć konno
      i na wielbłądach.. porobić sobie fotki. Potem jeszcze jeździmy
      gokartami.. Miło spędzamy czas.. choć upał daje się we znaki.
      Czas na przerwę i obiad. Wracamy do naszych szałasów gdzie piliśmy
      kawkę.. teraz podaja nam obiad.
      Najedzeni po krótkim wypoczynku zapraszają nas do jeepów. Jedziemy
      do wioski Beduińskiej. Po bezkresnej pustyni pędzi kilkanaście
      jeepów. Nie jadą gęsiego ale raczej równolegle w wielkich odstępach.
      Jedziemy ponad 100 km/h. Ale frajda… trochę nas trzęsie… czasami
      podskakujemy na jakimś większym kamyku .. Ale jest naprawę super 
      jedziemy tak ok. pół godziny albo i lekko dłużej. Za nami zostawiamy
      Morze Czerwone a przed nami jakieś góry ale nie znam nazwy. Widok
      jest imponujący. Dojeżdżamy do wioski. Ale nie wygląda mi to na
      wioskę. Tylko raczej przypomina jakiś przystanek kolejowy na pustyni
       Siedzimy sobie pod takimi zadaszeniami… podaja nam jakąś herbatkę.
      Przewodnik coś tam nadaje ale już mi się go nawet słuchać za bardzo
      nie chce. Po jakiejś pół godzince robimy obchód tej niby wioski. A
      jest gdzie chodzić bo teren jest bardzo rozległy. Najpierw idziemy
      do studni. Daleko ta studnia… aż na obrzeżu gór. Nie wygląda na to,
      żeby była tam woda. Ale jakimś cudem naszemu przewodnikowi udaje się
      z niej wyciągnąć trochę wody..Na terenie tej „ wioski” znajduje się
      najmniejszy meczet w Egipcie.. Ale nie wpuszczają nas do środka..
      Jest tam też śmieszny gołębnik i zagroda ze zwierzętami.. Ciekawe
      tylko czym oni karmią te zwierzęta skoro nic tam nie rośnie? ..
      Wchodzimy na taki zadaszony taras, który pełni chyba rolę takiego
      jakby miejsca obserwacyjnego . Jakby punkt centralny wioski.
      Siedzimy tam sobie chwile i odpoczywamy. Na koniec idziemy zobaczyć
      jak wypieka się takie cienkie placuszki. Jakaś Egipcjanka robi to
      bardzo sprawnie. Wałkuje ciasto takim cienkim wałkiem. Później
      kładzie je na rozgrzanym blacie nad paleniskiem. I za chwile
      kosztujemy tego całkiem smacznego „chlebka”..
      Jeepami wracamy do miejsca skąd wyjechaliśmy. Czeka nas jeszcze
      jedna atrakcja. Wieczorne show.
      Zaczyna się ściemniać. W ciągu dosłownie pół godziny robi się
      ciemno. Teraz siedzimy na pufach dookoła okrągłej sceny. Za chwile
      rozpocznie się wieczorne show. Będzie to fakeer show, kobra show,
      taniec derwiszy, i taniec brzucha. Gdzieniegdzie ktoś pali wodna
      fajkę.. Wieczór upływa dość miło. Po występach wracamy do hotelu.
      Jesteśmy cali zakurzeni. Najlepiej by było od razu wrzucić się do
      jakiegoś basenu żeby zmyć ten pustynny pył. Ale idziemy najpierw na
      kolacje. Jesteśmy głodni jak pustynne hieny.. dopiero później kąpiel
      i kładziemy się spać… Dzień był pełen wrażeń. Szybko zasypiamy……….
      • kasia_p45 Re: "Badawaya" miało być 31.01.09, 19:28

    • kasia_p45 Re: Egipt- wpisujcie się 01.02.09, 15:53
      Wpisujcie tu swoje wspomnienia..im więcej tym będzie ciekawiej :))
      • kasia_p45 Re: Egipt- wpisujcie się 05.02.09, 21:25
        Nikt nie ma zadnych wspomnien???
        • janan2 Dobrze odrobiona lekcja.Szkoda 06.02.09, 16:56
          kasia_p45 napisała:
          Ze mało kto korzysta z tego wypracowania
          > Nikt nie ma zadnych wspomnien???
          Każdy jakieś ma,jak był.Ale jak niezgodne z linią i weną skarpetek z sandałami
          to tak wychodzi jak na załączniku.
          • kasia_p45 Re: Dobrze odrobiona lekcja.Szkoda 06.02.09, 17:08
            wygląda na to, że masz racje :)
    • ciekawska_pl Re: Egipt-2008. Moje wspomnienie... 01.02.09, 22:15
      rewelacyjne sprawozdanie,szczerze zazdroszczę:)
      • kasia_p45 Re: Egipt-2008. Moje wspomnienie... 01.02.09, 22:53
        ciekawska_pl napisała:

        > rewelacyjne sprawozdanie,szczerze zazdroszczę:)

        dzieki :)).. jednak nigdy nie dorownam pc_maniac'owi
    • kasia_p45 Re: Egipt-2008. Moje wspomnienie... 02.02.09, 20:57
      fotoforum.gazeta.pl/5,2,kasia_p45.html
    • janan2 Re: Egipt-2008. 03.02.09, 10:36
      Przeczytałem i oglądnąłem.Jestem pod wrażeniem.Gratuluję.Z wiadomych względów
      komentował nie będę.A szkoda.
      • cort-ona Re: Egipt-2008. 03.02.09, 11:53
        Kasiu, z wielka przyjemnoscia przeczytalam Twoje wspomnienia:-)
        Pamietam jak przed wyjazdem denerwowalas sie i na forum zadawalas
        wiele pytan,co niektorych to denerwowalo. Ja jade lada moment tez
        pierwszy raz i dzieki twoim pytaniom znam wiele interesujacych mnie
        odpowiedzi:-)))
        Napisz mi prosze, jak to jest w wiosce beduinskiej z quadami...co z
        dziecmi? czy z 12 latkiem bede mogla wsiasc na jeden quad, czy on na
        mniejszym osobno? przeciez nie pojade ze starszym synem a mlodszego
        nie zostawie...

        wszelkie wspomnienia mile widziane:-))))))
        • kasia_p45 Re: Egipt-2008. 03.02.09, 15:10
          Mniejsze dzieci jada zawsze razem z osobą dorosła na jednym
          quadzie.. A starsze moga jechac samodzielnie... Nie pamietam
          tylko granicy wieku... Ale napewno wszystkich mozesz zabrac na ta
          wycieczke bo to duza atrakcja.. szcegolnie dla
          dzieciakow :))
      • zla_wiedzma Re: Egipt-2008. 03.02.09, 12:56
        janan2 napisał:

        > Przeczytałem i oglądnąłem.Jestem pod wrażeniem.Gratuluję.Z wiadomych względów
        > komentował nie będę.A szkoda.
        no właśnie ja nie wiem ;) to może zdradzisz dlaczego :D
        • janan2 Re: Egipt-2008. 03.02.09, 13:36
          zla_wiedzma napisała:


          > no właśnie ja nie wiem ;) to może zdradzisz dlaczego :D
          Z Tobą akurat nie chcę konfliktów.Ale każdy komentarz czy tam opis który nie
          wyszedł z pod klawiatury jedynie oświeconych,jest natychmiast atakowany w ten
          czy inny sposób.Było to już tu,na tym wątku autorskim.Powycinane,ale mnie wpada
          wszystko jeszcze przed wycięciem.To kilka nicków,więc nie problem.Można
          poczytać.No i się przerazić.A tak w ogóle to szkoda nerwów.Autorka zrobiła i
          puściła zdjęcia pod net.Też przerażona "osobowościami" po ataku na nią w
          styczniu.Wycięte ale u mnie jest.To porażające jak po niej się przejechali.To
          tylko świadczy o tych co atakowali.Dołowanie człowieka znanego lub nie,
          złośliwości i ośmieszanie ze względu na ubiór,tuszę ,urodę czy straszenie
          publikacją nie chcianych foto zadziałało.Każdy tekst też będzie atakowany,były
          już zwiastuny tutaj.No więc po co wpisywać się w takie towarzystwo.Bez urazy
          założycielki wątku.Ta zachowała się z klasą.
          • zla_wiedzma janan2 03.02.09, 13:46
            tak coś pamiętam... Ja pod wpływem, kilku "wspomnień" też zaczęłam pisać
            hahahah swoje ;). Po tym co napisałeś to się zastanawiam po co ;) aa zresztą dla
            potomnych.. nie koniecznie do sieci..
            • janan2 Re: zla wiedzma. 03.02.09, 14:53
              zla_wiedzma napisała:

              Po tym co napisałeś to się zastanawiam po co ;) aa zresztą dl
              > a
              > potomnych.. nie koniecznie do sieci..
              Pisz,pisz.Kobiety mają zawsze lepsze wyczucie,kiedyś,komuś i po coś zawsze się
              może przydać.Same myśli i wspomnienia są ulotne.Ale czy akurat tu,wqwić się lub
              narazić na atak.Polemika odpada.Czasami przypomina to coś w rodzaju drzwi do
              sławojki lub innego WC.A może nie ma czym się przejmować.Pomijać, robiąc
              swoje.Po to ostatecznie jest forum.Nie tylko dla wybrańców i jedynych oświeconych.
              • kasia_p45 Re: zla wiedzma. 03.02.09, 15:05
                dokładnie:)) a ja mysle, ze i tak warto pisac...
                a przejmowac sie juz dawnoo przestalam :)))
                pozdrawiam wszystkich i dziekuje za wpisy :))
                • zla_wiedzma Re: zla wiedzma. 04.02.09, 13:44
                  napisze ale muszę się zebrać w sobie :)
                  • kasia_p45 Re: zla wiedzma. 04.02.09, 20:49
                    zla_wiedzma napisała:

                    > napisze ale muszę się zebrać w sobie :)


                    No koniecznie :))
                • simon_r Re: zla wiedzma. 04.02.09, 15:13
                  Hej wspominacze :)

                  A może chcecie przenieść te swoje wspomnienia w miejsce gdzie nie zginą tak
                  szybko jak na tym tutaj forum???
                  Jeśli byście chcieli to mogę udostępnić Wam kawałek własnej strony gdzie też mam
                  swoje wspominki.
                  Adres w stopce.. a kontakt ewentualny na stronce.
                  • kasia_p45 Re: zla wiedzma. 04.02.09, 15:15
                    simon_r napisał:

                    > Hej wspominacze :)
                    >
                    > A może chcecie przenieść te swoje wspomnienia w miejsce gdzie nie
                    zginą tak
                    > szybko jak na tym tutaj forum???
                    > Jeśli byście chcieli to mogę udostępnić Wam kawałek własnej strony
                    gdzie też ma
                    > m
                    > swoje wspominki.
                    > Adres w stopce.. a kontakt ewentualny na stronce.
                    >
                    nie glupi pomysl.. musialabym tylko to troche uporzadkowac i moze
                    cos dopisac??
          • kasia_p45 Re: Egipt-2008. 03.02.09, 15:21
            janan2 napisał:

            > zla_wiedzma napisała:
            >
            >
            > > no właśnie ja nie wiem ;) to może zdradzisz dlaczego :D
            > Z Tobą akurat nie chcę konfliktów.Ale każdy komentarz czy tam opis
            który nie
            > wyszedł z pod klawiatury jedynie oświeconych,jest natychmiast
            atakowany w ten
            > czy inny sposób.Było to już tu,na tym wątku
            autorskim.Powycinane,ale mnie wpada
            > wszystko jeszcze przed wycięciem.To kilka nicków,więc nie
            problem.Można
            > poczytać.No i się przerazić.A tak w ogóle to szkoda nerwów.Autorka
            zrobiła i
            > puściła zdjęcia pod net.Też przerażona "osobowościami" po ataku na
            nią w
            > styczniu.Wycięte ale u mnie jest.To porażające jak po niej się
            przejechali.To
            > tylko świadczy o tych co atakowali.Dołowanie człowieka znanego lub
            nie,
            > złośliwości i ośmieszanie ze względu na ubiór,tuszę ,urodę czy
            straszenie
            > publikacją nie chcianych foto zadziałało.Każdy tekst też będzie
            atakowany,były
            > już zwiastuny tutaj.No więc po co wpisywać się w takie
            towarzystwo.Bez urazy
            > założycielki wątku.Ta zachowała się z klasą.


            Dzieki za wsparcie :)
            • marianoromano Re: Egipt-2008. 04.02.09, 15:02
              Kasiu 45 dziękuje bardzo za przemiła lekture. Zła wiedżma prosze
              sie zebrac w sobie i opisac swoje wrażenia z Egiptu.Pozdrawiam
              • ula_25 Re: Egipt-2008. 06.02.09, 18:28
                Ehhh :) Czasami trzeba skończyć opracowywanie zdjęć zanim zabierze się człowiek
                do wspomnień, a już w głowie roi się plan następnej wyprawy, jest w końcu tyle
                miejsc do zobaczenia w Egipcie a może w jakimś innym miejscu, że na następny
                miesiąc z haczykiem wystarczy :) I znowu będzie milion zdjęć i tak w kółeczko ;)
                Pozdrowienia dla wszystkich podróżujących :)
                • sia-ra1 do kasia-p45 07.02.09, 22:29
                  Kasiu, mam prosbe, czy moglabys odezwac sie na mojego maila
                  gazetowego.mam do Ciebie pare pytan i bardzo by mi zalezalo na
                  odpowiedzi.

                  pozdrawiam
                  • kasia_p45 Re: do kasia-p45 07.02.09, 22:47
                    sia-ra1 napisała:

                    > Kasiu, mam prosbe, czy moglabys odezwac sie na mojego maila
                    > gazetowego.mam do Ciebie pare pytan i bardzo by mi zalezalo na
                    > odpowiedzi.
                    >
                    > pozdrawiam

                    odezwalam sie :)
                    • sia-ra1 Re: do kasia-p45 07.02.09, 23:25
                      napisalam :-)
                      • kasia_p45 Re: do sia-ra1 08.02.09, 09:29
                        sia-ra1 napisała:

                        > napisalam :-)


                        Sprawdz poczte ...
                  • kasia_p45 Re: do kasia-p45 27.02.09, 20:57
                    I co? Bylas juz w tym Egipcie??
    • kasia_p45 Re: Serenity Makadi Heights - 2008 08.02.09, 10:37

      Wiem, że są jeszcze większe i bardziej okazalsze hotele w Egipcie..
      ale ten jak na mój pierwszy raz i tak wydawał się wielki i jak z
      bajki.
      Od budynku głównego do samego morza jest spory kawałek drogi. Tak
      na „oko” to będzie chyba z pól kilometra (niech mnie ktoś poprawi
      jeśli ocenia to lepiej ode mnie ).
      Przed budynkiem głównym (tez jakieś pół kilometra albo i lepiej)
      zaraz za brama wjazdową gdzie stali strażnicy pilnujący kto wjeżdża
      i wyjeżdża z obiektu znajdowały się budynki Sport również dla
      turystów. Z tego co zdążyłam się zorientować to lokowali tam
      turystów, którzy mieli wykupione wczasy z tych „gorszych” biur
      podróży. Generalnie pokoje były tam takie same jak w całym obiekcie
      z tą różnicą, że nie było ani balkonów ani tarasów. Nie było też tam
      basenów i restauracji. Do części głównej jeździł od wczesnych godzin
      rannych do późnego wieczora hotelowy busik. Tak, że mieszkańcy
      Sportu mogli cały czas korzystać z tej dogodności bo gdyby mieli iść
      piechotką w tym upale to mieli by naprawdę przerąbane )..
      Tak czy owak cały ośrodek zrobił na mnie ogromne wrażenie. Bardzo
      dobrze się tam czułam.
      W budynku głównym znajdowała się recepcja, restauracja główna i
      chyba dwie tematyczne. Był też bar, bilard a na pięterku
      pomieszczenie gdzie wieczorkiem odbywały się dyskoteki. Był tam tez
      mały pasaż handlowy.. a nawet gabinet lekarski. Obok pasażu
      handlowego było też takie miejsce gdzie można było znaleźć
      informacje ze swojego biura podróży i odbywały się tam spotkania z
      rezydentami.
      Obok budynku głównego było takie zadaszone miejsce z poduchami i
      pufami , i tymi fajnymi egipskimi dywanikami gdzie wieczorkiem można
      było odpalić sobie sziszę. Przed restauracją gówną niektórymi
      wieczorami odbywało się barbecue coś w rodzaju przyjęcia na świeżym
      powietrzu. Oj czego tam nie było..! Zamiast iść na kolacje można
      było brać udział w tym przyjęciu. Co kto wolał.. bo kolacja też
      odbywała się normalnie. Oczywiście gdzieś w tle leciała egipska
      muzyka. Było naprawdę bardzo przyjemnie. Można było zakosztować
      bardzo dużo różnych egipskich potraw, wypić egipskie piwo… w ogóle
      przyjemnie spędzić czas. Wieczorem to dopiero zaczynało się tam
      życie towarzyskie. Baseny były pięknie podświetlone.. nawet
      większość palm miała podświetlenie.. Tak, że pomimo egipskich
      ciemności w Serenity można było się czuć jak w jakimś zaczarowanym
      świecie..
      W ogóle czułam się tam iście po królewsku. Obsługa dwoiła się i
      troiła, żeby dogodzić turystom. Zawsze usłużna i przyjaźnie
      nastawiona do wszystkich. Staraliśmy się zawsze jakoś odwzajemniać
      to ich zaangażowanie.. czy drobnym bakszyszem, przede wszystkim
      uśmiechem a i czasem krótka rozmową 
      Wiele osób na forum pisało, że często trzeba było tam walczyć o
      leżaki. Fakt były prawie wszystkie pozajmowane od samego rana. Ale
      my nie widzieliśmy w tym problemu. Codziennie można było wypożyczyć
      ręcznik plażowy. I my kiedy chcieliśmy się trochę poopalać to
      braliśmy te ręczniki i rozkładaliśmy na trawie, która była tak
      miękka i delikatna jak nowy dywan. Zresztą dużo czasu nie
      spędzaliśmy na opalaniu się bo baliśmy się poparzeń. Tak, że
      opalenizna wyszła nam całkiem niezła )
      Plaża w Serenity może nie była zbyt imponująca (trochę mała jak dla
      mnie)… Ele za to była inna niż nasz Bałtyk. Woda cudownie ciepła i
      czysta… i słona jak nie wiem co ).. Mnóstwo kolorowych rybek. Od
      brzegu był spory kawałek gdzie można było brodzić po kolana a
      przeróżne rybki pływały koło nas. Tu zaznaczam, że trzeba było mieć
      specjalne buty do brodzenia, żeby nie pokaleczyć sobie stóp. Żeby
      móc popływać czy posnorkować trzeba było wejść na pomost i dojść do
      końca gdzie było zejście już do głębszej części morza.. Tam dopiero
      było co oglądać snorkując.. Tak, że maska do nurkowania i fajka do
      oddychania obowiązkowo )) . . . . .
      • kasia_p45 Re: Serenity Makadi Heights - 2008 08.02.09, 10:53
        W ciągu dnia , pomimo żaru lejącego się z nieba nie można było się
        nudzić. Basenów było tyle, że praktycznie na każdym kroku był jakiś
        basen dla ochłody ).. Przy największym basenie (ze słodką wodą) był
        większy bar gdzie pomiędzy posiłkami serwowali jakieś jedzenie.. a
        to pizze, a to spaghetti czy hot dogi.. albo jakieś warzywa na
        ciepło (głównie marchewka, brokuły, fasolka..itd). Oczywiście nie
        wspomnę o napojach.. kawa, herbata, cola, piwo… drinki.. itd. itp.…
        lody.. Tak, że można było tam siedzieć cały dzień.. nie wychodząc z
        wody. .. albo z baru ) Bliżej morza były dwa mniejsze baseny ze
        słona woda i mini barkami… gdzie były tylko napoje i robione soki ze
        świeżych owoców.. przy plaży kolejny bar z napojami i alkoholem..
        oraz z boku restauracja gdzie można było korzystać ze wszystkich
        posiłków.. Jak ktoś mieszkał bliżej plaży to nie musiał zasuwać do
        restauracji głównej na posiłki tylko mógł korzystać z tej przy
        plaży..
        • sia-ra1 Re: Serenity Makadi Heights - 2008 08.02.09, 11:54
          masz wiadomosc:-)))
        • kasia_p45 Re: Serenity Makadi Heights - 2008 08.02.09, 14:15
          Na posiłki chodziliśmy do restauracji głównej. Czasem zapisaliśmy
          się do tematycznej… włoskiej czy orientalnej (śniadania lub kolacje)
          wtedy to kelner uwijał się przy tobie. Pilnował, żeby ci niczego nie
          zabrakło.. dolewał wina.. paliły się świece.. było przyjemnie )..
          To przy kolacji. Przy śniadaniach było podobnie tylko oczywiście bez
          wina i świec.. Obiady serwowano tylko w głównej.. Było tyle dań, że
          nie sposób zliczyć. Królowały kasze (kuskusy), ryże i makarony.
          Ziemniaki też były ale w postaci zapiekanej. Dużo warzyw na ciepło:
          marchewka, brokuły, fasolka, groszek.. nadziewane pomidory czy
          papryka.. i jakieś ichnie warzywa, których nazwy nawet nie znam.
          Surowe warzywa pod postacią różnych sałatek też były (ale tego
          staraliśmy się unikać). Również dla mięsożernych było mięsko tylko
          nie wiem z jakiego zwierzaka… może wielbłąda lub jakiegoś osła??
          Czasem trochę twardawe… ale dało się to wszystko zjeść …Oczywiście
          mięsko z kurczaka tez można było dostać.. no i zawsze jakieś dwa
          rodzaje zupy.. Dania raczej się powtarzały codziennie… ale było tego
          tyle, że codziennie można było zrobić sobie inną kompozycje na
          talerzu. Na śniadaniach jeszcze można było dostać przepyszne
          naleśniki smażone na bieżąco przez kucharza. Można je było polać
          jakimś słodkim sosem np. klonowym czy czekoladowym… albo posypać
          jakąś posypką np. kokosową.. Były też gotowane jajka i twarogi…
          gorące mleko i płatki… nawet jakieś wędliny tam widziałam..
          dżemiki , masełka.. jogurty, soki owocowe… oczywiście wszędobylska
          kawa i herbata .. Bułki bułeczki, chlebki różnego rodzaju.. kolacje
          podobne do obiadów.. dodatkowo pełno deserów i ciasta (przy obiedzie
          również)…Oj full wypas… Trzeba było naprawdę uważać żeby się nie
          przejeść i nie złapać z obżarstwa zemsty faraona. Wody do picia czy
          rożnych napojów i soków było zawsze pod dostatkiem z takich
          dystrybutorów… Również piwo i wino bez ograniczeń.. Drinki czy inne
          alkohole w barze obok restauracji albo w barze przy głównym basenie
          lub przy plaży. W sumie w tym upale w ogóle nie chciało się pic
          alkoholi… dopiero wieczorkiem można było sobie cos wypić jak już
          słońce nie dawało się tak we znaki.. Dodatkowo w pokojach były
          czajniki, i na bieżąco uzupełniany zapas kawy, herbaty cukru i
          śmietanki do kawy. W korytarzach stała zawsze świeża woda mineralna
          w takich dystrybutorach.. wiec można było brać sobie do czajnika czy
          po prostu do picia ) . . . . .
          • kasia_p45 Re: Serenity Makadi Heights - 2008 08.02.09, 16:54
            Zapomniałam dodać, że frytki też tam były :))
    • polok87 Re: Egipt-2008. Moje wspomnienie... 08.02.09, 14:04
      Ja ostatnio natrafiłem na fajna galerie, wspomnienia z egiptu powracają ze wzmożoną siłą :)

      picasaweb.google.pl/Egipciok
      • kasia_p45 Re: Egipt-2008. Moje wspomnienie... 08.02.09, 14:20
        polok87 napisał:

        > Ja ostatnio natrafiłem na fajna galerie, wspomnienia z egiptu
        powracają ze wzmo
        > żoną siłą :)
        >
        > picasaweb.google.pl/Egipciok



        No to koniecznie trzeba spisać i tu wrzucić... czekamy z
        niecierpliwością :))
        • iwonapogo Re: Egipt-2008. Moje wspomnienie... 11.02.09, 09:32
          Kasiu, jestem pod wrażeniem Twoich opowieści, ponieważ w połowie
          września przeżyłam dokładnie to samo i czytając Twoją relację z
          pobytu w Serenity czułam się tak, jakby to była moja opowieść! Co
          prawda nie udało mi się dojechać do Kairu i Luxoru (złamałam nogę
          pierwszego dnia pobytu w hotelu), ale wrażenia z Badawaya i samego
          hotelu identyczne!Cieszę się, że są ludzie, którym nie przeszkadzają
          drinki w plastikowych kubeczkach a potrafią cieszyć się szumem palm,
          gorącą wodą i cudownym słońcem!!! Pozdrawiam!
          Aha,gdzie się wybierasz w tym roku-ja Marsa Alam sierpień
          • kasia_p45 Re: Egipt-2008. Moje wspomnienie... 11.02.09, 19:44
            Dziekuje za mile slowa:)). Napisz jak to sie stalo, ze zlamalas
            noge?. Jak uzyslalas pomoc itd.. To tez moze byc wspomnienie :))
            Szczerze mowiac jeszcze nie wiem gdzie pojade w tym roku... wszystko
            przez ten kryzys... ale czekam na ciekawe lasty to wtedy pewnie cos
            wybiore dla siebie :))
            • derduch.milutki.facio [...] 11.02.09, 20:09
              Wiadomość została usunięta ze względu na złamanie prawa lub regulaminu.
            • janan2 Re: Egipt-2008. Moje wspomnienie... 15.02.09, 09:49
              kasia_p45 napisała:

              > Szczerze mowiac jeszcze nie wiem gdzie pojade w tym roku... wszystko
              > przez ten kryzys... ale czekam na ciekawe lasty to wtedy pewnie cos
              > wybiore dla siebie :))
              Jak popatrzeć za okno,to może lepiej powspominać.Będzie cieplej.No i jakieś
              plany? Wspomnienia?Podnoszę bo wszystko przysnęło jak niedzwiedz w gawrze.
              • kasia_p45 Re: Egipt-2008. Moje wspomnienie... 15.02.09, 10:58
                Pewnie.. Tez jestem za tym, zeby powspominac... ale nikt sie jakos
                do tego nie garnie. Czyzby nikt nie mial fajnych wspomnien z
                Egiptu??? A moze ludzie sie boją opisywac swoje wspomnienia?
                Ja tu bylam kiedys wręcz napadnieta za to, ze przed wyjazdem tyle
                pisalam, dopytywalam sie doslownie o wszystko a pozniej nawet nie
                opisalam swoich wrazen. Dlatego tez wezbralam sie w sobie i tak jak
                umialam tak opisalam... Nie wszystkim sie to spodobalo. Ale coz?
                ... Tak czy owak uwazam, ze warto :)))
                • janan2 Re: Egipt-2008. Moje wspomnienie... 15.02.09, 11:59
                  kasia_p45 napisała:

                  Nie wszystkim sie to spodobalo. Ale coz?
                  > ... Tak czy owak uwazam, ze warto :)))
                  To może ja.Opiszę przygodę z jeżowcami.Są ich całe czarne dywany i to blisko
                  brzegu.Znowu popełniłem gafę.Jedna to że tradycyjnie albo płetwy albo boso więc
                  sprowokowałem.Druga rzecz,i to wtórny analfabetyzm,nie doczytałem lub nikt o tym
                  nie pisał.M.Czerwone ma pływy,dosyć znaczne do 70 cm.To dużo.Zawsze kojarzyłem
                  morza z brakiem tego zjawiska,to nie ocean.No i zasadnicza pomyłka.Jak pierwszym
                  razem przy przypływie wszedłem nie sięgałem dna tam gdzie jeżowce.Drugim razem
                  przy odpływie było inaczej.Sięgnąłem-akurat jeżowca.Poczułem łamiące się w mojej
                  stopie kolce z takim chrzęstem i silny ból.Szybko do brzegu.Noga puchła i
                  siniała momentalnie stopa.Można było do szpitala,ale tydzień z głowy.Tak
                  mówili.Ale że takich przypadków jest bardzo dużo,więc są miejscowi
                  znachorzy.Plażowi.Powiedzieli że za parę dolców zrobią mi na miejscu zabieg i za
                  dwa dni będę zdrów.Uwierzyłem.Mieli rację.Ale to była bardziej bolesna operacja
                  niż samo ukłucie.Uprzedzili,że czym bardziej boli tym szybciej leczy.I to z
                  wielką satysfakcją.No przecież chyba niewierny.Dwóch trzymało nogę,a trzeci
                  wrzątkiem gotującym jak to ujął stabilizował jad i miejsce ukłuć.Było kilka.Na
                  wacie wrzątek czy tam gotujący olej i trzymał dosyć długo.Były bąble.Ale nie
                  wiem czy z tego,czy z przypalania zapalniczką miejsc ukłutych.Nie wiedziałem
                  właściwie co bardziej boli.Poparzenie czy ukłucie.Rzekomo innego sposobu nie
                  ma.Noga przestała puchnąć po pewnym czasie,ledwo dowlokłem się do hotelu,ale na
                  drugi dzień już zwiedzałem na pięcie.Na trzeci dzień już można było chodzić.20
                  Euro.Taka plama,i to w pierwszy dzień.Nie byłem jedyny,z tego co zauważyłem.Mają
                  z tego super biznes,co druga osoba ukłuta,głównie mężczyżni,(ale te kobitki
                  ostrożne,w butach)korzystała z ich usług.Nie życzę nikomu tego doświadczenia,to
                  tylko raz można tak wdepnąć.Lepiej siedzieć na plaży niż mieć spotkanie z
                  kolczakiem.Dla tych co jadą,a może ich to spotkać,porada.Nie bać się jak
                  już,tych plażowych.Doskonale wiedzą jak to się robi.Boli,ale innego wyjścia nie ma.
                  • kasia_p45 Re: Egipt-2008. Moje wspomnienie... 15.02.09, 13:13
                    No prosze jaka ciekawa historia :)) Prosimy o wiecej! Rozkreccie w
                    koncu to forum! Bo co to za pisanie kto gdzie kiedy leci? Bez sensu
                    moim zdaniem..
                    • kisiorek Re: Egipt-2008. Moje wspomnienie... 18.02.09, 07:39
                      Kasiu a mogłabys napisac ile Ciebie wyniosly wycieczki
                      fakultatywne?? Lece w tym roku do Hurghady do Grand plaza resort we
                      wrzesniu, i nie wiem ile trzeba przeznaczyc pieniazkow :)
                      A za relacje z wakacji bardzo dziekuje, przyda się napewno
                      pozdrawiam
                      • kasia_p45 Re: Egipt-2008. Moje wspomnienie... 18.02.09, 16:07

                        --
                        Dokładnie to juz nie pamietam...Ale Luxor cos kolo 80$ od osoby ,
                        Kair chyba 85.. Badawaya chyba 50 albo 55$.. Rejs statkiem jakies 45$
                        W każdym badz razie fakultety ze wszystkich biur kosztuja
                        jednakowo.. Gdzies tu ktos juz przytaczal ceny. Moze uda ci sie
                        odszukac w postach?
                        Rowniez pozdrawiam :))

                        <Nie czyń drugiemu co tobie niemiłe>
    • oleander100 Re: Egipt-2008. Moje wspomnienie... 05.03.09, 22:31
      Kasiu, o co chodzi z tym starterem do komórki?
      Naprzeciwko KFC miał być salon Vodafone. Był i owszem  Poszliśmy
      tam. Miał być tam gościu, który najpierw daje numerki… był Potem
      jak twój numerek wyświetli się na stanowisku obsługi należało tam
      podejść i załatwić sprawę. Dobrze, że mój syn świetnie gada po
      angielsku. Tak więc kupiliśmy starter. Pan nam go ładnie załadował
      do telefonu… później zasilił nam numer za 200 egipskich funtów i
      już mogliśmy wydzwaniać po całym Egiptowie no i do Polski też rzecz
      jasna 
      To nasze telefony tam nie działają, czy to kwestia kosztów?
      • kasia_p45 Re: Egipt-2008. Moje wspomnienie... 06.03.09, 05:59
        Nasze telefony owszem jak najbardziej działają. Ale miejscowy
        telefon zawsze wyjdzie duzo taniej :)) Tym bardziej jak sie czesto
        dzwoni np do rezydenta (zeby zamowic fakultety.. lub z jakims
        pytaniem)...A rezydent rzecz jasna ma egipski numer. Więc to sie
        rozumie samo przez sie, ze jest taniej :))
        A i jak dzwonisz do Polski czy wysylasz smsy z egipskiego to nigdy
        nie to samo co z roamingu korzystac.. Gdybym tyle z polskiego
        korzystala co nakorzystalam z egipskiego to sie az boje pomyslec
        jaki mialabym rachunek za telefon.. :)

        <Nie czyń drugiemu co tobie niemiłe>

Nie pamiętasz hasła

lub ?

 

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się

Nakarm Pajacyka