big_news
10.12.09, 19:58
Otóż:
Pan Tomasz Lis, jak piszą w Wikipedii - polski dziennikarz telewizyjny,
publicysta, prowadzący i reporter -, uhonorowany został dzisiaj tytułem
Dziennikarza Roku (trzeci już raz, zresztą). Zadecydowały o tym głosy kolegiów
redakcyjnych polskich mediów.
- Co w tym dziwnego - gotów spytać ktoś - i co to ma z Łodzią wspólnego?
Już śpieszę się tłumaczyć.
- Pan T. Lis to dżentelmen -, chciałoby się zakrzyknąć przy takiej okazji - i
to w każdym calu! -.
Hm.
No, nie bardzo, niestety. Kto chciał ten już dawno zapoznał się z krążącym w
necie materiałem, który obnażył go jako zwykłego chama.
- Pan T. Lis to wielce obiektywny dziennikarz! -, wyrwałby się ten i ów.
A gdzie tam.
Jak mu się przyjrzeć i go posłuchać, to jest to osobnik wielce stronniczy i do
bólu przewidywalny.
Mnie ten pan bardzo przypomina naszego krajana Stefana Konstantego
Myszkiewicza-Niesiołowskiego. Obaj są nieobiektywni, obaj potrafią pleść,
delikatnie mówiąc, androny (kto chce niech posłucha Lisa w TOK FM w piątki z
rana czy w poniedziałkowe wieczory w TVP2, a Stefana N. zawsze kiedy tylko
udziela wywiadu, znaleźć przy tych okazjach przykładów można bez liku), obaj
bez pamięci miłują się w B. Wałęsie, obaj są hołubieni przez tzw. Salon, obaj
utopiliby J. Kaczyńskiego (a i L. Kaczyńskiego także) w łyżce wody (wcześniej,
dla pewności, dodaliby do niej gwałtownej trucizny). Łączy ich jeszcze coś, a
są to dwa miasta - Zielona Góra i Warszawa. Pierwszy się w stolicy okręgu
lubuskiego urodził, drugi startował tam w ostatnich wyborach parlamentarnych,
teraz obaj większość czasu spędzają w grodzie z Kolumną Zygmunta.
Ponieważ jednak marszałek Stefan N. nieodmiennie kojarzony jest z Łodzią (a to
jest niebagatelne w tym miejscu, przyzna bez wątpienia każdy), więc pozwoliłem
sobie z tego powodu założyć ten gratulacyjny wątek.
Zatem winszuję Panu Tomaszowi Lisowi... fajnego TWA. TWA, które nagradza
zawsze i wyłącznie swoich i nigdy ich nie opuszcza.
Przy okazji dygresja:
trochę szkoda, że zamilkło forumowe TWA.
Wiem wiem, życie nie znosi próżni, toczy się dalej i temu podobne, ale co
zrobić, kiedy człowiekowi czasem ckni się do zaszłości, choćby i niezupełnie
świetlanej? Starłoby się jak ongi bywało, zdarło parę lisów, tfu!, kotów i nie
tylko...
;)