Miasto tłumaczy, dlaczego chce zamknąć akurat t...

IP: *.toya.net.pl 18.12.09, 10:02
"- Proszę spojrzeć na liczby - w przywołanych szkołach na etapie deklaracji
młodzież nie wypełniła żadnej klasy."
Na etapie deklaracji to faktycznie w jednej szkole się klasy "nie uzbiera" a
w bardziej renomowanych chętnych jest na klas dziesięć. Tylko później
przychodzi etap, że coś trzeba zrobić z tymi, którzy do najlepszych szkół się
nie dostali. Ale jak się zamyka rekrutację do "wiadomych" szkół już na
pierwszym etapie to można sobie mówić "- Proszę spojrzeć na liczby -"......
Czesc :/
    • Gość: 123 Miasto tłumaczy, które szkoły chce zamknąć i dl... IP: *.gdynia.mm.pl 18.12.09, 10:36
      ,,Nawet jeśli "jedenastka" wygaśnie, można przenieść tam inną,
      bardziej popularną szkołę" czyli przenosiny dla przenosin. ,,A orlik
      służy całemu osiedlu" - a szkoła całemu miastu :)
    • Gość: Wojtek Co będzie na Pojezierskiej? Supermarket? IP: *.wroclaw.mm.pl 18.12.09, 12:18
      To atrakcyjny teren i na pewno ktoś dostał kasę za jego "przekwalifikowanie".
      Za Kropy jest straszna korupcja w Urzędzie Miasta Łodzi, takiej nigdy
      wcześniej nie było :-(((
    • Gość: J24-1 Re: Miasto tłumaczy, dlaczego chce zamknąć akurat IP: *.internetdsl.tpnet.pl 18.12.09, 14:18
      niech wytłumaczą lepiej co stanie się z budynkami i terenami obecnie zajmowanymi
      przez szkoły.
      • Gość: gość Re: Miasto tłumaczy, dlaczego chce zamknąć akurat IP: *.toya.net.pl 18.12.09, 15:37
        A za 3-4 lata, jak do szkół ruszy wyż, który nadal jeszcze "się rodzi", będą
        40-osobowe klasy, w tych szkołach, które zostaną. BRAWO za krótkowzroczność. Nie
        pierwszy i nie ostatni raz się w naszym regionie objawia.
    • Gość: WRW-Teo Szkoły zamykajcie kase na ŁKS dajcie IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 18.12.09, 16:30
      No właśnie zamykac te szkoły. Po co je utrzymywac. Nasz LKS potrzebuje
      pieniędzy i jeszcze potrzebuje i jeszcze.
      Dajcie dużo kasy na LKS a szkoły zamykać.
    • Gość: WERT Jak się udała "wielka" reforma szkolnictwa? IP: 217.76.112.* 18.12.09, 16:32
      1 września 1999, co to za data? Według polityków, jest to dzień
      wejścia w życie reformy szkolnictwa. Powstanie Gimnazjum i
      skrócenie Szkoły Podstawowej do klas sześciu. A według mnie? Co
      oznacza ta data? Nie mniej, nie więcej, jak upadek szkolnictwa i
      zaniżenie poziomu nauczania!
      Tak się złożyło, że miałam nieszczęście być pierwszym rocznikiem,
      który zamiast 8 klas szkoły podstawowej skończył tylko 6 i poszedł
      do gimnazjum. Właśnie gimnazjum to chyba najgorszy pomysł z
      możliwych, zaraz po nich nowa matura. Kiedy byłam w szóstej klasie
      nauczyciele kładli nam do głowy, że po jej ukończeniu pójdziemy do
      nowe szkoły. Z samego ministerstwa oświaty, dostawaliśmy piękne,
      kolorowe foldery. Teczki z materiałami i inne "bajery". Nie dało
      się nie cieszyć z gimnazjum. Każdy chciał jak najszybciej skończyć
      SP i iść dalej, "w świat". Tak właśnie określali to ludzie, którzy
      szerzyli między nami "wrogą propagandę".
      Jak wyglądał ten lepszy "świat" w praktyce? Dzieciaki, z prawie
      całej gminy w jednej szkole z ósmymi klasami i jedna siódmą. Skąd
      siódma? A no z całej gminy i okolic pozbierali wszystkich, którzy
      nie zaliczyli roku będąc w siódmej klasie i wsadzili do jednej
      klasy. Niestety, ale ta jedna siódma klasa... jej uczniowie raczej
      nie należeli do "aniołków", "fala" w szkole była na porządku
      dziennym. Dołączali do nich również ósmoklasiści, więc życie
      gimnazjalisty należało raczej do ciężkich.
      Poziom nauczania
      Ten raczej nie należał do wysokich. Zbieranina uczniów z różnych
      szkół to nie jest raczej dobry pomysł. Fakt, nowe znajomości i
      przyjaźnie, ale to nie wszystko. To tylko wierzchołek góry lodowej,
      a ta nie jest niestety zbudowana z takich pozytywów. Pierwsze co
      wyszło z tej mieszaniny, to to, że w każdej szkole przerabiano inne
      lektury, mimo jednolitego programu nauczania dla szkół
      podstawowych, każdy polonista wybierał lektury według własnego
      uznania. Tak właśnie zdarzało się nam przerabiać lekturę po raz
      drugi. Nie tylko z językiem polskim były problemy.
      Również z językami obcymi były spore problemy, gdyż na terenie
      gminy w szkołach podstawowych uczono 4 różnych języków. Tak więc
      spora grupa osób uczyła się po raz drugi np. podstaw języka
      niemieckiego. Innym rozwiązaniem było powtarzanie w skrócie
      wiadomości podstawowych z danego języka dla osób, które się nie
      uczyły miała być to forma nauki, a dla tych, którzy się uczyli
      forma przypomnienia. W rezultacie tej "wspaniałomyślności" jedni
      się nudzili jak mopsy, a drudzy nie umieli dalej nic, co odbijało
      się w dalszej nauce języka. Takie różnice w poziomie i różnice
      można by opisywać w nieskończoność.
      Co po Gimnazjum?
      Po opuszczeniu murów "cudownego" gimnazjum, z dumą niesiemy nasze
      świadectwa do szkół średnich. Każdy według uznania. Tutaj znów
      powtarza się sytuacja z gimnazjum. Mianowicie, niektórzy
      przerabiali daną lekturę po raz trzeci! Dlaczego, odpowiedź jest
      prosta. W gimnazjach panuje pod tym względem taka różnorodność, że
      każdy uczy się tam czegoś innego, a nauczyciele, każdy robi co
      uważa za stosowne. Nie winię ich absolutnie, gdyż wierzę, że każdy
      nauczyciel uczy tak, jak wydaje mu się dobrze. Jeden uważa jedną
      lekturę za ważniejszą od innej, a drugi odwrotnie. Za to nie można
      ich winić, jedyna słuszna wina leży po stronie ustawodawcy.
      Języki obce - powtórka z gimnazjum. Po raz trzeci podstawy. I w ten
      sposób, znamy znakomicie podstawy, ale nie mamy czasu na
      rozszerzenie treści o informacje do matury. Efekt? Albo uczysz się
      sam, albo oblewasz maturę! Wracając, to samo dotyczy język
      polskiego. Nauczyciel, nie jest w stanie przeanalizować dokładnie
      wszystkich epok wraz z lekturami, nie ma na to czasu. Efekt? Taki
      sam ja w przypadku języków obcych, trzeba uczyć się samemu!
      Matura
      Matura - chyba najciekawszy element reformy! Zaczyna się niewinnie.
      Każdy zobowiązany jest złożyć deklarację maturalną. Wypełniamy
      kolejno pola. Niby zwykły kwestionariusz, ale tylko postaw kropkę
      nie w tę stronę co trzeba! Kopiowanie deklaracji, bieganie od
      nauczyciela do nauczyciela, szukanie pomocy, ale niestety coraz
      ciężej z pomocą... Wszyscy nauczyciele są zajęci wypełnianiem lub
      pomocą w wypełnianiu deklaracji innym uczniom! Lekcje się nie
      odbywają, każdy nauczyciel pomaga jak może. Kolejki jak te z czasów
      PRL. Jedyna różnica, że nie stoi się w celu kupienia czegokolwiek,
      a w celu uzyskania pomocy. Kiedy po miesiącu paraliżu w szkole
      deklaracje są złożone, przychodzi czas na rozdanie tematów prac
      maturalnych z języka polskiego. Czasami kolejki stoją pod szkołą
      już o 5 rano. Każdy chce mieć jak najlepszy temat, a jeden temat
      tylko dla 3 uczniów, trzeba się zatem spieszyć.
      Na szczęście ta sytuacja nie pojawia się w każdej szkole. Kiedy
      mamy tematy, trzeba napisać pracę maturalną. Mamy na to prawie cały
      rok szkolny, ale tylko w praktyce. Przez połowę tego czasu staramy
      się oddać poprawnie napisane bibliografie. Sytuacja bardzo podobna
      do wypełniania deklaracji. Z jedną różnicą, zajęci są tylko
      poloniści, język polski nie odbywa się, przerw nie mają ani
      uczniowie ani poloniści. Co za tym idzie, dodatkowe opóźnienia
      programowe z zakresu języka polskiego. Kiedy to wszystko
      przejdziemy, zostaje nam napisanie pracy maturalnej i sam egzamin.
      Na egzaminie ustnym z języka polskiego czujemy się prawie jak na
      obronie pracy dyplomowej. Musimy obronić swoje racje zawarte w
      pracy i odpowiedzieć na szereg pytań.
      Język obcy. Bez pracy ale za to 100 pytań do z zakresu słownictwa,
      które tak naprawdę nigdy nam się nie przyda w realnej sytuacji.
      Wiem co mówię, zdawałam maturę z języka niemieckiego, a teraz
      mieszkam w Berlinie. To czego nauczyłam się w szkole na potrzeby
      matury nie przydaje mi się wcale. Egzaminy pisemne idą lepiej.
      Jedynie na języku obcym nie jest tak miło. Słuchanie nagrań w
      języku obcym najczęściej odbywa się w sali, gdzie zdecydowana
      większość zdających słyszy nagranie źle, bądź wcale nie słyszy. Ale
      regulamin określa dokładnie ilość powtórzeń nagrania. No cóż, pech
      jest pech.
      Amnestia maturalna
      Kiedy już udało się ujarzmić reformę i ogarnąć cały powstały
      bałagan, nadszedł czas panowania ministra Romana Giertycha.
      Pomijając inne jego "rewelacyjne" pomysły, skupię się na amnestii
      maturalnej.
      Gdy już przeszłam całą edukację w gimnazjum, szkole średniej i
      zdałam maturę, poszłam na studia. Co mnie bardzo poirytowało, to
      to, że studiowały ze mną osoby, które nie zdały matury. Jakim
      cudem? Spytajcie pana Giertycha, bo ja sama tego nie rozumiem. Ja
      sama uczyłam się sumiennie, aby zdać dobrze maturę. Nie jedna
      impreza mnie ominęła. Nieprzespane noce i dziesiątki przeczytanych
      i przerobionych lektur.
      Politycy!
      Zanim coś uchwalicie, przemyślcie wszystko dokładnie po 10 razy.
      Róbcie wolniej a dokładniej! Trochę wyobraźni! Niczego już chyba
      nie trzeba dodawać, wszyscy wiemy, jak wyglądają rządy w Polsce.
      Przykre ale prawdziwe
    • Gość: WERT Dlaczego ludzie kończą szkołę i nie umieją prawie IP: 217.76.112.* 18.12.09, 16:36
      Dlaczego ludzie kończą szkołę i nie umieją prawie nic?
      Zmiany w systemie oświaty, spotęgowane przemianami obyczajowymi,
      spowodowały pojawienie się skutków ubocznych. Najważniejszym jest
      pozbawienie ucznia samodzielności.
      Nie próbuję podejmować jakiejkolwiek dyskusji ze zwolennikami
      wprowadzanych reform.
      Z nimi „podyskutowało” sobie życie. Wystarczy przypatrzyć się
      efektom. Po 9 latach nauki (szkoła podstawowa i gimnazjum),
      przeciętny uczeń umie o wiele mniej, niż dawniej umiał uczeń po
      ukończeniu 8-letniej szkoły podstawowej.
      Uczeń szkoły średniej ma potem o rok mniej czasu na przygotowanie
      się do matury. Już teraz głosy wykładowców na wyższych
      uczelniach są jednoznaczne: poziom wiedzy maturzystów kilku
      ostatnich latach drastycznie poleciał w dół.
      Świeżo upieczonego studenta trzeba przez pierwszy semestr studiów
      uczyć tego, co powinien znać po szkole średniej. Dawniej
      szkoła uczyła mniej więcej tego, co wymagały wyższe uczelnie. Młody
      człowiek chodził do szkoły, uczył się lepiej lub gorzej, a w
      ostatniej klasie zaczynał myśleć, co dalej: wybierał odpowiedni
      fakultet i brał się za przygotowanie do matury i do egzaminów na
      wyższe uczelnie. Teraz, jeśli myśli poważnie o studiach, musi
      już na początku drugiej klasy LO pomyśleć o wyborze przedmiotów,
      których będzie się szerzej uczył (bo wymaga tego wyższa uczelnia),
      o korepetycjach lub dodatkowej nauce własnej.
      Decyzję o wyborze wyższej uczelni musi podjąć o ponad rok
      wcześniej. Zmiany w systemie oświaty, spotęgowane przemianami
      obyczajowymi, spowodowały pojawienie się skutków ubocznych.
      Najważniejszym jest pozbawienie ucznia samodzielności. Tzw. „prawa
      ucznia” powodują, że jest on psychicznie nieprzygotowany do studiów
      wyższych. Jak sama nazwa wskazuje, nauka polega tu na
      studiowaniu – samodzielnym zgłębianiu wiedzy. Na wyższej
      uczelni nikt nie zapyta, czy wszyscy rozumieją, nie będzie
      powtarzał kilkakrotnie tego, co stwarza problemy studentowi.
      Student ma się nauczyć i zdać odpowiednie egzaminy. Jak – to już
      jego sprawa (są wykłady, literatura).
      Egzaminator nie będzie się bawił w wyjaśnianie, co student
      powiedział dobrze, co źle, i dlaczego wystawia taką właśnie ocenę.
      Nie jest istotne, czy ten czuje się pokrzywdzony, czy też nie.
      Wysłuchuje werdyktu osoby, która umie nieporównanie więcej niż on i
      nie ma żadnych dyskusji. Jest to sytuacja dokładnie odwrotna
      do tej, którą wprowadziły reformy w szkole średniej.
      Kierunek tych reform jest mniej więcej taki:
      „Nauczycielu! Wystawiasz ocenę niedostateczną, a może przyznajesz
      mniej punktów, niż maksimum? Uzasadnij, dlaczego?”.
      Pozycja ucznia jest uprzywilejowana. Czy można się dziwić,
      że człowiek (istota z natury leniwa – gdyby tak nie było, nie
      ułatwiałby sobie życia wynalazkami), korzysta z okazji do
      nieróbstwa?
      Po co ma się ktoś męczyć, starać się zrozumieć, rozwiązywać zadania
      (zamiast dyskoteki), skoro może wymagać: „nie rozumiem, bo mi tego
      dobrze nie wytłumaczono!”?
      Może wymagać i wcale nie musi tego udowadniać. Założenia
      reformatorów są jednoznaczne: uczeń jest istotą, która
      najprawdopodobniej została w procesie nauki szkolnej skrzywdzona –
      takie mamy reformatorskie top-trendy.
      A potem przychodzi matura, którą trzeba zdać samodzielnie.
      A potem przychodzą studia, gdzie trzeba być samodzielnym.
      I młody człowiek jest bezradny, bo nie umie się uczyć!
      Jest przyzwyczajony, że to czy on rozumie, czy też nie, jest
      problemem innych - tych, którzy go uczą. A tu okazuje się, że świat
      jest jednak trochę inaczej urządzony. Nie tak jak go w szkole
      uczono… Dobrymi chęciami jest piekło wspaniale wybrukowane…
      A oni chcieli tak dobrze…żeby się dziecko biedne w szkole nie
      stresowało…
      Więc pytam: a kiedy to biedne dziecko ma się nauczyć walczyć w
      trudnych sytuacjach, których życie nie skąpi?
      Gdy będzie już dorosłym, wychowanym w bezstresowej atmosferze, w
      pełni ukształtowanym człowiekiem?
      Wtedy będzie za późno. Tekst dedykuję wszystkim zwolennikom
      bezstresowej (?) szkoły.
    • spodtablicy Miasto tłumaczy, które szkoły chce zamknąć i dl... 18.12.09, 17:49
      Pan Dyrektor próbuje rozpaczliwie ratować swoją d... i po trosze chronić swojego pryncypała. Dane liczbowe niby obiektywne, ale tak już jest w wielu szkołach, że klasy zapełniają się nie tylko uczniami z tzw. pierwszego wyboru. Jak już powyżej napisano w tzw. renomowanych liceach jest dwa - trzy razy więcej chętnych niż w trochę mniej popularnych. Wszystko klaruje się po ogłoszeniu list. Dopóki trwa rekrutacja elektroniczna wszystko jest przejrzyste, później "zręczne paluszki" panów z Wydz. Edukacji mogą czynić cuda. Zresztą w całym wydziale panuje taki bur..l, że pan dyrektor sam nie wie jak jest naprawdę. Najbardziej perfidne jest to, że zapowiadane wstępnie zmiany miały być konsultowane, uzgadniane itp. Nagle okazuje się, że to już zadecydowane. Poza tym pan Człapiński jest kompletnie niewiarygodny. Jednego dnia spotyka się z dyrektorami i mówi coś tam, a drugiego dnia udziela wywiadu i mówi coś zupełnie innego. Z jednej strony mówi, że o wszystkim przesądzi wiosenny nabór, a teraz oświadcza iż nie będzie klas pierwszych. Co jest w końcu prawdą? Tego chyba sam pan dyrektor nie wie. W ubiegły wtorek dowiedzieliśmy się w szkołach, że mamy normalnie zgłosić się na Targi Edukacyjne, dziś czytamy o wygaszaniu. Drodzy rodzice i uczniowie, nie wierzcie w ten bełkot. Jeśli ktoś jeszcze wierzy, że naszym miastem kierują odpowiedzialni ludzie to mogę tylko współczuć !!!
    • spodtablicy Miasto tłumaczy, które szkoły chce zamknąć i dl... 18.12.09, 18:09
      Tak na prawdę, to urzędnicy nie mają prawie żadnego pomysłu na to co
      zrobić z publicznymi szkołami. Póki co za wszystko odpowiadają
      dyrektorzy szkól i nauczyciele. To oni martwią się o środki na
      remonty i bieżącą działalność, to oni piszą programy dzięki którym
      pozyskiwane są środki z UE. Państwo z UMŁ chętnie się pod nimi
      podpisują, ale sami większymi sukcesami pochwalić się nie mogą.
      Zresztą wystarczy porównać wyniki z ościennych gmin i miasteczek.
      Łódź w porównaniu do nich to ŻENADA. W Zgierzu, Pabianicach,
      Aleksandrowie o szkoły się po prostu dba, a nie traktuje ich jako zła
      koniecznego i nie szuka się na nie haków aby zamknąć jak najwięcej.
      Zadałem sobie wiele trudu i przeczytałem tzw. Strategię Rozwoju
      Edukacji i właściwie to jest strategia likwidacji jak największej
      ilości szkół. Wstawia się tam "głodne kawałki" o konsultacjach
      społecznych, o negocjacjach z zainteresowanymi, a tu co ? Łup z
      grubej rury, postawmy nauczycieli i rodziców przed faktem dokonanym.
      Nawet jeśli wiele z wymienianych szkół ma realne szanse na
      przetrwanie i rozwój, to po takich wywiadach podkopuje się im resztki
      pozycji. Nadzieja w tym, że uczniowie wiedzą swoje i nie będą zważać
      na urzędnicze pogróżki.

    • Gość: jachu Miasto tłumaczy, które szkoły chce zamknąć i dl... IP: *.adsl.inetia.pl 18.12.09, 18:57
      Dyrektor Człapiński zarzuca dyrektorom szkół przewidzianych do likwidacji, że
      nie mają pomysłu na ich funkcjonowanie. Ale przecież ciągłe mówienie i pisanie
      w gazetach, o tym że dana szkoła przewidziana jest do likwidacji jest niczym
      innym jak powolną egzekucją tej szkoły. Kto z uczniów i rodziców wybierze
      liceum, które przewidziane jest do odstrzału.
      Elektroniczny nabór stał się bardzo wygodnym narzędziem do ręcznego sterowania
      przepływem uczniów, tam gdzie Wydział chce, aby otwierano pierwsze klasy. W
      ten sposób można zlikwidować każdą, nawet najlepszą szkołę, a jej budynek
      oddać pod wynajem np. Cocsinusowi lub innej "Sorbonie".
    • Gość: ciekawski Na najemnych kopaczy z całej Polski IP: *.adsl.inetia.pl 18.12.09, 20:13
      zgrupowanych w żebraczym klubie ŁKS ciężkie miliony się znajdują, na
      edukację młodych łodzian - pieniędzy brak.

      Przecież tych kopaczy za rok, dwa w Łodzi już nie będzie, pozostaną
      natomiast niedouczeni młodzi łodzianie

      brawo władze miejskie. Już wiem jak głosować w referendum (do
      niedawna miałem wątpliwości)
    • Gość: ggosc Re: Miasto tłumaczy, dlaczego chce zamknąć akurat IP: *.toya.net.pl 18.12.09, 21:30
      To nie prawda że XLI do klasy wojskowej miało 14 chętnych- po prostu ta klasa została otworzona w XVIII. TO SKANDAL. Widać dyrekcja tamtej szkoły ma lepsze układy w WE. Wypisywanie źle to "antyreklama", kto z młodych ludzi przyjdzie do szkoły, która ma być zamknięta? Ciekawe jaka instytucja ma zakusy na budynek -to bardzo dobra lokalizacja!! Być może nie jest to szkoła, która przyjmuje z liczbą punktów 170 na 200, ale bardzo się stara- a tego i tak nikt nie zauważa. Druga sprawa -nikt nie dba o nauczycieli,.Najlepiej zwolnić kolejne 200 osób w Łodzi-matwcie się sami, WE bardzo żle ich traktuje.
    • Gość: Marcin Część szkół trzeba zamknąć IP: 188.33.64.* 18.12.09, 21:54
      Byłoby zupełnie nielogiczne aby przy spadku ilości uczniów utrzymywać tyle
      samo placówek, a część nauczycieli musi się przekwalifikować. To nie jest
      spowodowane tylko niżem demograficznym lecz ogólnym spadkiem mieszkańców Łodzi
      co skutkuje mniejszą ilością dzieci. Przez ostatnie 20 lat ilość mieszkańców
      zmniejszyła się o ponad 100 tys. osób. Miasto po prostu się wyludnia. I
      liczenie na to, że następny wyż demograficzny będzie skutkował znacznym
      przyrostem uczniów w szkołach nie ma realnych podstaw. Łodzian jest coraz
      mniej, więc potrzeba mniej szkół i nauczycieli.
    • Gość: łodziak Miasto tłumaczy, które szkoły chce zamknąć i dl... IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 18.12.09, 23:00
      Szkół jest rzeczywiście więcej niż uczniów tylko że należy likwidować
      te, do których uczniowie naprawdę nie mają ochoty pójść. Na razie to
      widać, że wizja urzędników niekoniecznie pokrywa się z wyborami
      gimnazjalistów. Po drugie, to często nieformalne układy decydują o
      różnicach w traktowaniu szkół. Jeśli nie rozpędzi się całego
      towarzystwa wzajemnej adoracji pt. Wydział Edukacji na przysłowiowe
      cztery wiatry, to takie układziki będą ważniejsze niż prawdziwa praca
      nauczycieli, wysiłki dyrektorów i wszystko inne. Większość
      "wydziałowców" to byli nauczyciele, szkoda, że tak łatwo zapomina się
      o swoich korzeniach. A może szkoda, że tak trudno się od nich odciąć.
Pełna wersja