Czy jakas miła rodzina

21.12.09, 10:08
zaprosi samotną osobę na Wigilję wątpię, skończcie z tą hipokryzją,
nawet niektórzy stawjaja dodatkowy talerz dla przybysza ale i tak
nikogo samotnego nie zaproszą choć wiedzą o nim.
    • big_news Jakiś niezmiernie miły 21.12.09, 10:12
      prowok się objawił.
    • aaa202 Dodatkowy talerz jest dla duchów 21.12.09, 10:27
      albo dusz, jak kto woli, naszych zmarłych.
    • Gość: : Re: Czy jakas miła rodzina IP: *.opera-mini.net 21.12.09, 16:40
      Zasadniczo znakomita wiekszosc katolikow to hipokryci, nic nowego nie odkryles :)
    • Gość: lavinka z nielogu Re: Czy jakas miła rodzina IP: *.warszawa.mm.pl 21.12.09, 16:56
      O n nie jest dla zaproszonego tylko właśnie dla nieproszonego, a na
      przykład strudzonego wędrowca. Takiego gościa z zaskoczenia.
      • aaa202 Jakoś niedawno "Chłopi" w tiwi lecieli, 21.12.09, 17:40
        niezbyt się skupiałam na serialu, a książki tak dokładnie nie
        pamiętam, więc może źle widziałam, ale było z grubsza tak: w
        chałupie trwały przygotowania do świąt, krzątanina, wycinanki,
        rwetes i reszta zabiegów. Wtem rozległo się pukanie do drzwi
        (Jagustynka?). Na to matka Jagny (czy Jagna?): zawrzyjcie lepiej
        drzwi, bo licho wlezie!
        Otóż to wolne nakrycie, o którym między innymi opiewa wątek, nie
        było w polskiej tradycji przeznaczone dla przybysza z zewnątrz.
        Drzwi się nie otwierało, bo licho mogło wejść. Gość nie był mile
        widziany. Wierzono natomiast, że w te dni do domów przychodzą dusze
        naszych zmarłych. Stąd był zwyczaj ustawiania snopków w chacie, pod
        którymi dusze mogły spokojnie się skryć, stąd też, zanim się
        usiadło, trzeba było dłonią omieść stołek, żeby nie usiąść na jakimś
        przodku. Z czasem, kiedy ofiar naszych zrywów narodowych było
        więcej, nie było wiadomo zarżnęli Staśka, czy nie zarżnęli, można
        było czekać albo na Staśka przy życiu, albo na Staśka już w formie
        niematerialnej. Talerz stał i czekał na Staśka, w jakiejkolwiek
        postaci Stasiek raczyłby zajść. I tak też zwyczaj wyewoluował do tej
        bardziej dla nas do przyjęcia postaci.

        Do nas raz przyjechał w okolicach świąt BN wuj. Oświadczył, że jest
        wujem, tekturową teczkę postawił w przedpokoju, uściskał ojca,
        uściskał dziatki i rzekł, że jeszcze rodziny w Łodzi nie miał i
        bardzo się cieszy z faktu. Zdjął buty, ojciec dał mu zupy, czaju,
        wuj zrewanżował się butelczyną siwuchy. Kiedy mama wrociła z pracy,
        wuj już spał. Ojciec mówi: Ciii, przyjechał twój wuj. Matka: Jaki
        wuj? Ojciec: Franciszek, śpi, zmęczony był. Matka przygląda się
        wujowi, przygląda, w końcu stwierdza: Nie znam. Co za wuj? Ojciec:
        No od was, z Wysokiego, czy Dobrego, nie zrozumiałem. Matka: Nie
        kojarzę... no chyba, że z Wysokiego...

        Wuj rano się obudził, zjadł jajecznicę na słoninie podaną mu przez
        mamę (życzliwą, ale jednak trzymającą w pogotowiu gorącą patelnię,
        na wypadek, gdyby wystąpiło jakieś zagrożenie), uronił dwie grube
        jak jaś tyczny łzy, obtarł, założył buty i ruszył dalej w Polskę,
        resztę rodziny wizytować, bo, jak powiedział, chciałby przed
        śmiercią ze wszystkimi się pobratać.
        Dotąd nie udało nam się ustalić, kto to był. Nikogo więcej ze
        znanych nam członków rodziny nie odwiedził, więc albo nie zdołał
        jednak zrealizować planu pobratania, albo też pobratał się nie z
        tymi, co trzeba.
        • aaa202 jeeeny, ale długie. 21.12.09, 17:41
          • aaa202 No. Dlugie i bez pointy. 21.12.09, 17:56
            • aaa202 Point zresztą może być kilka. 21.12.09, 17:57
              • aaa202 Jedna może być taka 21.12.09, 18:00
                że chęć pobratania się nie może być jednostronna. Często jest tak,
                że człowiek jest samotny, bo nie umie sam uregulować swoich spraw,
                przestać chować urazę, wyciągnąć rękę na zgodę do dzieci, do
                rodzeństwa, do rodziców, a swoje położenie będzie tłumaczył tym, że
                wszyscy są podli, wszyscy się od niego odwrócili, zostawili.
                • aaa202 Druga (pointa) może być taka, 21.12.09, 18:05
                  że nie dość, że tradycja tradycją, to jeszcze nie wiadomo do końca,
                  jaka jest w końcu ta tradycja, a jedyny pewnik to bezpieczeństwo i
                  tak zwany mir. Nie wpuszcza się do domu byle kogo, bo każdy ci to
                  powie, kler czarny i biały, że dobre uczynki mają tylko wtedy sens,
                  kiedy tobie nie zagrażają. Ściągając na siebie niebezpieczeństwo,
                  grzeszysz przeciwko Duchowi Świętemu. Albo jakoś tak. Więc nawet w
                  granicach chrześcijańskiej doktryny branie do domu obcego się nie
                  mieści. Zarzutu hipokryzji z tego nie da się uczynić.
                  • Gość: nett1980 Re: Druga (pointa) może być taka, IP: *.toya.net.pl 21.12.09, 20:45
                    Dobra, dobra. A pamietasz historie o Piascie Kolodzieju, przyjal
                    wedrowcow i ci go na wladce namascili. Jest przeciez tez koscielne
                    haselko:Gosc w dom, Bog w dom?

                    A co do odwiedzin stryja, to dzieki tobie wiem jak to moglo z
                    drugiej strony wygladac. Dziadek meza na starosc powzial
                    postanowienie, ze odwiedzi stare katy. Problem byl w tym, ze te
                    stare katy to pod Lwowem byly. Wszyscy sie smiali, ze paszport, ze
                    wizy, ze pieniadze potrzebne. Dziadek sie zawzial, ogarnal, zrobil
                    fotke, obszedl urzedy i pojechal... Mysleli juz, ze nie wroci, ale
                    po miesiacu wnuki widza dziadka z daleka, niesie protoplasta rodu
                    dwie ciezkie torby. Dziatkom radosc, toz to prezenty. Nim doszedl do
                    domu, torby pod drzewem postawil, bo rece mu juz mdlaly(lub jak to
                    sie u nich mowi-milkly). Pognali chlopcy i taszcza pakunki. Tesciowa
                    moja torby rozpakowaly i co ujrzeli? Dziadek z Ukrainy taszczyl dary
                    od rodziny czyli...kabaczki.
                    Wrocil calkiem ukontentowany, a po roku zmarl spokojnie.
                    • aaa202 Dali, co mieli. 21.12.09, 21:43
                      W czasie studiów poznałam dziewczynę, której ojciec był dyrygentem w
                      Kijowie. Borykano się tam wówczas z ciężkim kryzysem (przestano?) i
                      nie wiem, jak to dokładnie było, ale koleżanka mówiła, że jej ojcu
                      płacą w... trumnach. W hrywnach? - dopytuję się, pewna, że źle
                      usłyszałam. - W trumnach. Muzycy dostają trumny i mogą je sobie
                      sprzedać. To i tak lepsze niż gotówka.

                      Ech, kabaczki, lubię kabaczki.
                      • Gość: lavinka z nielogu Re: Dali, co mieli. IP: *.warszawa.mm.pl 23.12.09, 13:09
                        Nie tylko ja o tym słyszałam.Nawet jest wątek na jedynce :) Kochany
                        #flejmwigilijny

                        forum.gazeta.pl/forum/w,88104,104669342,104669342,Ugoscilyscie_kiedys_jakiegos_wedrowca_.html
                • Gość: lavinka z nielogu Widać jestem podła IP: *.warszawa.mm.pl 21.12.09, 18:07
                  Widać jestem podła, bo jedna moja koleżanka mnie zrzuca ostatnio z
                  komórki. To jak ja mam jej cholewa,życzenia świąteczne złożyć? Wierszyk
                  na naszą-klasę podesłać? Fak. Ona nie ma tam konta... no to koniec
                  ;)))
                • pluskotka Re: Jedna może być taka 21.12.09, 18:07
                  aaa202 napisała:
                  >Trzeba było dłonią omieść stołek, żeby nie usiąść na jakimś
                  >przodku.
                  To już wiem skąd u mnie odruch omiatania krzeseł w tramwaju...
                  • aaa202 Pies też ma odruch 21.12.09, 18:20
                    kręcenia się dookoła, zanim się położy. Jedni mówią, że to po to,
                    żeby trawę udeptać i wygonić jaszczurki i gryzonie. Inni, że chodzi
                    o to, żeby się na Jezusie nie położyć.
        • Gość: lavinka z nielogu Re: Jakoś niedawno "Chłopi" w tiwi lecieli, IP: *.warszawa.mm.pl 21.12.09, 18:05
          Widać my w miastach mieliśmy inne zwyczaje ;)
          Inne tłumaczenie,to to że dla Jezusa.
          O tym lichu to nie zapamiętałam dokładnie z filmu(książkę czytałam
          tylko we fragmentach),ale to chodziło bardziej o to,by jałmużny
          "dziadom" nie dawać. Bo na Święta po prośbie wówczas chadzali. Nie
          licho,jeno pusta kieszeń straszyła ;)
          • aaa202 To w Warszawie Jezus przylata na kapustę z grochem 21.12.09, 18:16
            Kurczę, do Łodzi to nawet Schwarzenegger się nie pokwapi.

            Pamiętać należy, że całe to święto, że jego pora przypadająca w
            przesilenie, została zaanektowana (ok, przyswojona) przez
            chrześcijaństwo. Święto było duuużo wcześniej, zanim Jezus do
            Warszawy zaczął przylatywać.
            • pluskotka Re: To w Warszawie Jezus przylata na kapustę z gr 21.12.09, 18:31
              Świadkowie Jehowy uznają, że Jezus się 2 kwietnia urodził. To by nam się Boże
              Narodzenie z Wielkanocą połączyło i nikt by się o wyższość jednego nad drugim
              nie kłócił.
              • lavinka Re: To w Warszawie Jezus przylata na kapustę z gr 21.12.09, 18:35
                Ja tam wolę Gwiazdkę(nie Bożego Narodzenia,żeby było jasne, Wielkanoc
                traktuję po słowiańsku jako Święto nadejścia wiosny),ale nie widzę
                powodu by się o to kłócić. Do kłócenia się znam całą masę lepszych
                powodów :)
            • lavinka Re: To w Warszawie Jezus przylata na kapustę z gr 21.12.09, 18:34
              U mnie w rodzinie było z tym "wędrowcem", ja niekatoliczka, rodzina
              takoż. Ale spotkałam się z takim opisem o Jezusie u innych ludzi. Z
              lichem nie,ale może dlatego że nie mam zbyt wielu znajomych z małych
              miejscowości,którzy by tę tradycję pielęgnowali.
              Takoż nigdy się nie spotkałam,by kogoś obcego specjalnie zapraszać.
              Osoby specjalne zaproszone miały nakrycie zawsze. To było puste, na
              wypadek gdyby przyszedł "ktoś jeszcze" co nawet było logiczne. Było
              dla niezaplanowanego gościa.
              • aaa202 Chodzi nie tyle o małe miejscowości co o wieś. 21.12.09, 18:52
                Wieś jest przetrwalnikiem tradycji, fantastycznej mozaiki religii
                chrześcijańskiej i starych wierzeń, języka, stosunków międzyludzkich
                etc.
                • Gość: lavinka z nielogu Re: Chodzi nie tyle o małe miejscowości co o wieś IP: *.warszawa.mm.pl 23.12.09, 13:14
                  Wieś nie jest jednorodna,pamiętaj. My mieliśmy wieś o bardzo różnych
                  obyczajach. Ślązacy mają zupełnie inne niż na Mazowszu,jeszcze
                  inaczej było na Litwie i Wołyniu,jeszcze inaczej na Kurpiach, jeszcze
                  inaczej na Kaszubach, jeszcze inaczej wśród Górali,bardziej
                  zbliżonych do tradycji czeskiej czy słowackiej. Co ciekawe - polska
                  wieś wcale nie była taka "patriotyczna" i tradycyjna w naszym
                  rozumieniu. Bardziej polskiej(narodowej) tradycji schlebiała
                  szlachta. Wieś miała swoją tradycję,niekoniecznie "polską",raczej
                  rodzimą(starosłowiańską,ale też niejednorodną bogrup Słowian było
                  bardzo wiele, a każda miała inny język i inną tradycję).
                  Pamiętajmy,że naród polski wytworzył się odgórnie,nie oddolnie.

                  Weźmy takich Łemków na przykład. Co oni mieli wspólnego z "Polanami"?
                  Niewiele.

                  forum.gazeta.pl/forum/w,88104,104669342,104669342,Ugoscilyscie_kiedys_jakiegos_wedrowca_.html
    • Gość: kmtrzy Zakichani etnografowie! IP: *.xdsl.centertel.pl 24.12.09, 15:47
      Nie pomyśleliście o zaproszeniu kogoś do domu a nie snujecie
      opowieści wydumane!
    • protz Re: Czy jakas miła rodzina 24.12.09, 21:54
      Ja nie jestem hipokryta, nie stawiamy dodatkowego talerza bo nie zyczymy sobie
      zadnych niezapowiedzianych gosci.
Inne wątki na temat:
Pełna wersja