big_news
08.01.10, 10:47
Ta mniejszość, to palacze.
Wedle różnorakich badań, palący w Polsce to obecnie ok. 40% populacji.
Już wkrótce sejm ma uchwalić rygorystyczny zakaz palenia papierosów w bardzo
szerokiej przestrzeni publicznej. Od knajp i restauracji, poprzez przystanki
komunikacji miejskiej i dworce, przez parki i miejsca wypoczynku, także
zakłady pracy, na klatkach schodowych kończąc. Lista jest mocno długaśna,
sprowadza się do tego, że ćmochać bez karnych konsekwencji można będzie
praktycznie wyłącznie w domu. Bo nie przewiduje się umożliwienia tworzenia
stref wydzielonych, wszelki palarnie mają pójść do lamusa.
Od razu coś wyjaśnię:
w pełni zdaję sobie sprawę z faktu, że palenie specjalnie zdrowe nie jest.
No, ale co w tych czasach zdrowe pozostało?
Mało co, lub zgoła nic.
Żarcie jakie jest - każdy wie. Zwłaszcza ci, którzy pamiętają, że kiedyś żeby
zrobić 1 kg szynki należało w tym celu zużyć przynajmniej 1,10 kg mięsa, a
dzisiaj wystarczy do tego celu mieć najwyżej 60 dkg chabaniny i już mamy
szyneczkę jak się patrzy.
Że kiedyś chleb składał się wyłącznie z mąki, wody i drożdży, dzisiaj
zastępuje się te składniki ulepszaczami udającymi naturalne składniki.
Że kiedyś żółty ser to był ser, a nie zakolorowana i przyprawiona solą
parafina, że przestanę wreszcie wyliczać, bo nie zamierzam nikomu odbierać
apetytu.
W każdym razie - żyjemy w państwie, w którym co i rusz różne mniejszości
upominają się o poszanowanie swoich praw. I, najczęściej, spotykają się one
(przynajmniej z tych polit poprawnych środowisk) z przychylnym (to mało
powiedziane, ale już tam) odzewem.
Gazety, telewizornie, radia śmakie i owakie, grzmią o konieczności głaskania a
to tych, a to tamtych. I dobrze.
Wczoraj w stacji WSI24 skonfrontowano panią Czubaszek (palaczkę od 12 roku
życia, która zresztą powzięła noworoczne postanowienie, iż będzie kopcić po
kres dni swoich) oraz pana Cymańskiego, który wziął i rzucił w kąt palenie z
rok temu, a obecnie forsuje najmocniej jak się da te nowe kretyńskie przepisy.
Kto mnie jako tako zna ten wie, że gdy idzie o polityczne zapatrywania to o
wiele bliżej mi do p. Cymańskiego niż do p. Czubaszek. Jednak wczoraj
całkowita moja sympatia była przy pani satyryk, pan poseł wyłącznie mnie
irytował, chętnie trzepnąłbym tego neofitę w ucho.
No dobra, ale o co mi chodzi przede wszystkim, bo już za mocno się rozkręciłem
i większość z moich potencjalnych czytelników już dawno zmieniła kanał.
Otóż:
twierdzi się, że palacze rujnują budżet państwa, bo chorują częściej i ciężej
i to biedne państwo i jego umęczeni obywatele muszą partycypować w leczeniu
palących głupków, przeznaczając na to ciężki szmal.
Nie zgadzam się z tym!
Dlaczego?
To proste.
Obciążenie każdej paczki papierosów stanowi ok. 88% jej ceny. Z 10 zł jakie
płaci palacz, 8,80 zł trafia do budżetu państwa. Co roku z tej okazji ja i moi
towarzysze niedoli, odprowadzamy coś około 8% wszystkich zysków wspólnej kasy.
I teraz tak:
jestem coraz bliższy rzucenia fajek (przede wszystkim z powodów...
ekonomicznych, wyczerpuje się powoli moja cierpliwość, zbyt wyśrubowano ceny
papierosów, za chwilę paczka będzie kosztowała tyle co pół litra gorzały, to
już kuriozum), tym sam Skarb Państwa straci. Straci podwójnie, bo bardzo
prawdopodobne jest, że wskutek tej decyzji dłużej pociągnę na tym łez padole,
ZUS zmuszony będzie w przyszłości dłużej mnie utrzymywać. Niech podobnych mnie
znajdzie się nagle kilkanaście procent nałogowców, braknie mnóstwa szmalu na
wydatki celowe państwa.
Ta decyzja to strzał już nie w stopę, ale w kolano. Rząd, a z nim wszystkie
parlamentarne ugrupowania, robią kuku nie tylko mnie, ale także wszystkim tym,
którzy na palaczy patrzą z odrazą.
Jest jeszcze jeden aspekt tej sprawy, może pomniejszy, ale pokazujący jak się
w świecie przemieściła ośrodki decyzyjne, kto aktualnie ma najwięcej do
gadania. Jeszcze całkiem niedawno byli to min. potentaci tytoniowi, raptem w
rękach dwóch rodzin zgromadzone był praktycznie wszystkie nikotynowe koncerny.
Dzisiaj dyktuje pisanie ustaw lobby farmaceutyczne. Guma Nicorette pokonała
Marlboro, plastry antynikotynowe położyły na łopatki Camele.
A gdzie w tym wszystkim moje mniejszościowe prawa, czy koś się za mną
wstawi? Póki palę mogliby się w mainstreamie o mnie zająknąć, ale chyba nie
mam co na to liczyć, prawda? Pigularze już mnie docisnęli buciorem, czy ktoś
się ze mną jeszcze solidaryzuje?