[DŁ] Wyrok na stuletnią wypożyczalnię

21.01.10, 10:52
www.dzienniklodzki.pl/kultura/kochamlodz/209661,ld-wyrok-na-stuletni-wypo-zyczalni,id,t.html
"Przetrwała zaborców, dwie wojny i cenzurę PRL. Nie dalej niż za kilka
miesięcy przestanie istnieć. Ostatnia w Łodzi prywatna wypożyczalnia książek.W
1953 roku przed likwidacją uratował ją Julian Tuwim, jej najwierniejszy
czytelnik w dziecięcych latach. Ocalmy ważną część łódzkiej historii i kultury.
W podwórzu przy ulicy Piotrkowskiej, pod numerem 82 wypożyczalnię książek z
tradycjami, przypominającą dawny charakter Pietryny, prowadzi 77-letnia Danuta
Burska. Ostatnią taką w Łodzi, starszą niż wszystkie miejskie biblioteki. Z
niej to mały Tuwim przyniósł do domu tomik francuskich wierszy, zarzucił
chemiczne eksperymenty, dzięki czemu mieszkania jego rodziny nie strawił
pożar, a my zyskaliśmy ''wielkiego, choć nie wybitnego'', tragicznego poetę.

Gdy w sierpniu 1953 r. władze PRL zdecydowały o zamknięciu wypożyczalni, Tuwim
wiedział jak zagrać na uczuciach wysoko postawionych urzędników i wysłał
poruszający list do Wydziału Kultury i Sztuki. Tego samego dnia Tuwim napisał
do pani Felicji: ''natychmiast napisałem [...] żarliwą epistołę z prośba o
pozostawienie Pani w lokalu i umożliwienie dalszego prowadzenia Wypożyczalni.
Wierzę, że list mój da pozytywne wyniki. [...] Bardzo proszę o wiadomość, gdy
tylko czynniki decydujące odezwą się do Pani. A nie wątpię, że to uczynią''.

List i kopertę 77-letnia pani Danuta z pietyzmem obraca w palcach.

Wypożyczalnię otworzyły w 1898 r. w składzie materiałów piśmiennych na ul.
Dzielnej 3 (dziś Narutowicza) Janina Kaplińska i Klaudyna Szopska. Prawie ze
stuprocentową pewnością można dziś stwierdzić, iż działały na zlecenie
małżeństwa Bronisława i Katarzyny Rogowskich, związanych w Warszawie z
krzewiącymi oświatę bezpłatnymi czytelniami Towarzystwa Dobroczynności oraz z
wydawcami ''Poradnika dla Samouków''.

Planowali oni podobną działalność prowadzić w fabrycznej Łodzi, ale Bronisław,
zesłaniec z Tambowa, powiązany z PPS Lewica, nie miał szans na otrzymanie
odpowiednich zezwoleń. Wypożyczalnię zarejestrowano na jego 23-letnią siostrę,
Helenę. W październiku 1899 r. przeprowadzono się na parter kamienicy przy ul.
Andrzeja. Zorganizowana na wzór placówek warszawskich i wzorowo prowadzona
przez żonę i siostry Rogowskiego Łódzka Wypożyczalnia Książek szybko zyskała
miano ''Pierwszej''.

Wyjeżdżając z miasta w 1907 r. Rogowscy odstąpili interes Felicji i Halinie
Pieńkowskim z Towarzystwa Krzewienia Oświaty. Władze obserwowały działalność
sióstr, podejrzewając polityczną nieprawomyślność. Felicja spędziła nawet trzy
miesiące w więzieniu przy ul. Długiej 13 (Gdańska).

Katalog ''Pierwszej'' obejmował obszerne zbiory poezji i książek dla dzieci,
wszelkie nowości beletrystyczne i naukowe. (1/3 stanowiły książki
popularno-naukowe, połowę literatura piękna). Wszystkie miały czarne oprawy z
płóciennymi grzbietami, na których złotą farbą olejną stemplowano numery. W
dniu wyjazdu Rogowskich liczył on 11 tys. egzemplarzy, w 1929 r. - 30 tys.- w
przeddzień wybuchu II wojny światowej - ok. 25 tys. (część pożarła rządowa
cenzura).

Okupacja zmusiła siostry do zamknięcia wypożyczalni. Zbiory wywieziono, część
pozostała w rękach abonentów. Lokal zajęła niemiecka rodzina. Halina zginęła
11 listopada 1939 r. potrącona przez niemiecki samochód. Felicję wysiedlono.
Po wojnie udało się jej otrzymać przydział na dawny lokal, próbowała odtworzyć
księgozbiór. 70-latka zawarła spółkę z młodszą, energiczną Domicelą
Iwasieczko. W maju 1945 r. ''Pierwsza'' otworzyła swe podwoje. Dysponowała
zaledwie 5 tys. książek. Część oddali przedwojenni abonenci, reszta przepadła.

W latach 50. i później księgozbiór wielokrotnie cenzurowano. Pani Danuta
wyjmuje kwity Samodzielnego Referatu Bibliotek Wydziału Oświaty. Czasem
zajmowano po 60 pozycji.

- Zawsze najmilszymi klientami byli ci podstawieni. A ja wyrywałam strony w
książkach, które pokazywały życie przedwojennej arystokracji - wspomina. - To
nie był świat, o którym należało ludziom opowiadać. Inne, jak Pawła Jasienicę,
chowałam u znajomych. Tylko sprawdzeni klienci mieli do nich dostęp.

Po interwencji i rychłej śmierci Tuwima biblioteka ocalała, ale musiała
dzielić pomieszczenie ze spółdzielnią sprzątaczek ''Czystość''.

W 1957 r. zmarła pani Felicja. W 1964 r., bezdzietnie, pani Domicela,
pozostawiając w spadku bibliotekę siostrzenicy - obecnej właścicielce.

- W 2005 r. odnalazł się właściciel kamienicy przy Struga. Nałożył zbyt wysoki
dla mnie czynsz. Z lokali, które zaproponowało miasto, naiwnie wybrałam ten -
mówi pani Danuta, która bardzo przeżyła przenosiny. - To był dla ''Pierwszej''
wyrok. Parkingów tu brak, cały handel na Pietrynie dogorywa.

Nie chodzi o sam handel, ale i o to, że czytelnictwo w ogóle przeżywa głęboki
kryzys.

U pani Danuty jest Szekspir, Wyspiański, wszystkie utwory Lema i wiele białych
kruków. Zachowały się najstarsze w księgozbiorze, XIX-wieczne, kieszonkowe
wydania Mickiewicza i Orzeszkowej. Wiele jest zwykłych ''czytadeł'', ale iluż
czytelników odchodziło od nich ku literaturze pięknej, dziękując pani Danucie
za wykształcenie literackiego smaku. Ale likwidacja liczącego 40 tys.
egzemplarzy zbioru postępuje. Głównie przez internetowe aukcje. Uzyskane
fundusze mają stanowić zabezpieczenie dla córki, pracującej w ŁWK na pół etatu.

- Niegdyś nie było czasu zjeść kanapki, w ciągu sześciu godzin potrafiło
przewinąć się stu sześćdziesięciu klientów. Dziś miesięcznych abonentów mam
raptem ponad trzydziestu. Z renty nie uda mi się finansować wypożyczalni.
Zresztą, przestałam już być idealistką... - ze smutkiem przyznaje pani Danuta.
- Gdy przejmowałam wypożyczalnię nigdy nie sądziłam, że ja będę ją zamykać.

Czy dziś ktoś sercem dorówna Tuwimowi? Pani Danuta wielokrotnie próbowała
zainteresować swoją sytuacją miasto. Najczęściej jedynie rozkładano ręce.
Wreszcie w 2009 r. umorzono czynsz za dwa kwartały.

- Prawo uniemożliwia nam finansową pomoc prywatnemu przedsiębiorcy - stwierdza
Grażyna Bolimowska p.o. dyrektora w Wydziale Kultury Urzędu Miasta Łodzi. -
Gdyby pani Danuta założyła fundację lub stowarzyszenie, wykazała, że prowadzi
działalność kulturalną, np. spotkania autorskie, sprawa byłaby prostsza.

Ale co to za spotkania, jeśli w słabo ogrzewanym, w całości wypełnionym
regałami pomieszczeniu z trudem mieści się pięć osób. Natomiast utworzeniem w
lokalu swojej filii mogłaby być zainteresowana Biblioteka Łódź-Śródmieście.

- Zbiory należałoby oczywiście zinwentaryzować, przeprowadzić selekcję i
odrzucić to, co nieaktualne, wprowadzić katalog komputerowy, być może
odremontować pomieszczenie. Takie są dziś normy - mówi Elżbieta Urbanowicz,
dyrektor biblioteki. - Gdyby miasto nam w tym pomogło...

Prywatna wypożyczalnia książek to dziś rzadkość w skali kraju, przyznają z
kolei dyrektorzy Wojewódzkiej i Miejskiej Biblioteki Publicznej w Łodzi.
Drugiej, z którą wiązałaby się taka historia i która świadczyłaby w takim
stopniu o tożsamości miasta, chyba nie ma.

Przewodnicząca sejmowej komisji kultury Iwona Śledzińska-Katarasińska apeluje:
- Miasto powinno potraktować tę działalność jako niekomercyjną i koniecznie
zaopiekować się ŁWK. Nawet przy pomocy spec-uchwały przedłożonej radzie,
zaoferować pani Danucie wszelką konieczną pomoc prawną. O tradycje miasta
trzeba dbać. Tak ważne miejsce powinno być wręcz wskazywane w przewodnikach.
Może rozwiązaniem byłoby utworzenie salonu, kawiarni, w lokalu który
umożliwiałby taką działalność.

Czy zatem siedzący nie opodal Artur Rubinstein naprawdę musi zagrać dla
wypożyczalni pani Danuty marsz pogrzebowy?"

Ludziska, do książek! Trza jakoś pomóc ratować ten przybytek.
    • lew_konia Re: [DŁ] Wyrok na stuletnią wypożyczalnię 21.01.10, 11:34
      @brite- masz bardzo dobre kontakty w NGOsach. Trzeba pomóc kobitkom
      założyć stowarzyszenie lub fundację (na fundusz fundacji łodzianie
      moga zrobić zrzutkę). NGOsy mają takie doświadczenie za sobą i
      wiedzą jak napisać statut i zarejestrować stowarzyszenie bądź
      fundację.
      Forowicze GŁ na pewno zrzucą się na fundusz założycielski.
      • brite Re: [DŁ] Wyrok na stuletnią wypożyczalnię 21.01.10, 13:10
        Sprawą zainteresował się menadżer ul. Piotrkowskiej (i nie tylko), jutro będzie
        kolejny artykuł na ten temat w dodatku Kocham Łódź do DŁ.
        • Gość: frieda z daleka Re: [DŁ] Wyrok na stuletnią wypożyczalnię IP: *.pools.arcor-ip.net 21.01.10, 18:28
          Wspomozenie finansowe?:( Nie pomoze na dlugo. Lepiej plan uratowania
          historycznej biblioteki odpowiedni na nasz czas z mlodej glowy;).
          Biblioteki zawsze maja szanse,na calym swiecie,nawet w Lodzi, nawet
          w gettcie. Powodzenia:)
    • staahoo Re: [DŁ] Wyrok na stuletnią wypożyczalnię 21.01.10, 20:09
      O,rety! Kawałek po kawałku i wszystko co stare, ale jeszcze trwające
      zniknie nam w Łodzi. Zostaną straszni kamienicznicy, hipermarkety i
      dziury w jezdniach.

      Na ratunek wypożyczalni !!!
      • Gość: Mól ksiązżkowy Re: [DŁ] Wyrok na stuletnią wypożyczalnię IP: *.wroclaw.mm.pl 28.01.10, 01:51
        "Na ranuek". Zgoda, ładne zawołanie, ale czy od czasu umieszczenia swojego postu
        zrobiłeś coś, by ją uratować?
        Wiem, że Adamiak dogadał się jakoś w właścicielką wypozyczalni, aby na razie nie
        wyprzedawała ksiązek. On zobowiązał się do poszukiwania abonentów, którzy na
        kwartał wykupiliby u tych pań abonament. To dałoby im szansę na przetrwanie
        (czynsz, ogrzewanie - pewni nie małe). A w tym czasie trzeba będzie zrobić
        wszystko co się da, by wypożyczalnia nie zniknęła.
        Może więc zapiszemy się, wszscy tu obecni, na 3 miesiące do najstarszej łódzkiej
        wypożyczalni? 32 zł abonamentu za m-c razy 3 - to nie aż tak dużo,. co?
        (podobniez jacyś urzędnicy z UM już się zapisali)
        • wojtek800 Re: [DŁ] Wyrok na stuletnią wypożyczalnię 28.01.10, 02:17
          Ta, juz widze jak tu wszyscy leca sie zapisywac.

          Smutne to, ale prawdziwe - takie instytucje sa juz niepotrzebne.
          Taka jest rzeczywistosc XXI wieku, w ktorym czyta sie statystycznie 1 lub dwie ksiazki rocznie. Dodadkowo nadchodzi(a moze zapierd.la do nas) era tabletow itp. nowinek technologicznych.
          Lepiej to juz dzis powiedziec Pani wlascicielce, niz utrzymywac trupa przy zyciu przez jakis czas. W najbardziej ohydnym, czyli realnym scenariuszu, do wyborow.
          I pewnie by mozna w podziece za prowadzenie tej instytucji znalezc jakis etat w bibliotece publicznej lub szkolnej or something, ale to juz pewnie przekracza mozliwosci percepcyjne naszych wladcow. Jakze to przeciez ladnie brzmi w gazecie, gdy pani posel Slesinska nawoluje do ratowania instytucji kultury! Nic oczywiscie nie wspominajac o tym, jak to jej partyja ladnie ujeb.la publiczna telewizje(w sensie: dobila rannego, lub nie pomogla powaznie choremu), a teraz sie szykuje do zniszczenia publicznych bibliotek.

          Ale co ja kosztuje kilka wypowiedziec kilka bzdet o kawiarence...

          No i z obowiazku tylko wspomne, jak to miasto teraz lekka reka wydaje 4 banki na jakis kales. Pewnie by starczylo i na 10 lat funkcjonowania tej wypozyczalni, ale co to za elektorat. Kulturalni, jacys tacy krytyczni, myslacy, eeee. Dajcie mi tu jakas trzode co potrafi zygzak na kartce wyborczej postawic!
Pełna wersja