Dodaj do ulubionych

Sąd Najwyższy rozstrzygnie spór w Dalikowie?

IP: *.toya.net.pl / *.toya.net.pl 10.02.04, 14:54
A PROBOSZCZ RŻNIE GŁUPA I WRAZ Z TRZÓDKĄ ZAPOWIADA "OBRONĘ CZĘSTOCHOWY" -
PRAWO TYLKO DLA CYWILÓW ???
Obserwuj wątek
    • Gość: Witold Sąd Najwyższy rozstrzygnie spór w Dalikowie? IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 10.02.04, 15:07
      Jeżeli dobrze rozumię "schemat organizacyjny" Kościoła Rzymsko -
      Katolickiego to jednostka pt. Parafia, nie jest jego wyodrębnioną,
      niezależną i w pełni autonomiczną częścią, lecz stanowi zlepek
      organizacyjny. I tak są to dekanaty, diecezje itd. Moje zdziwienie bierze
      się stąd, że w przypadku tejże nadbudowy nie ma żadnego zainteresowania
      problemem proboszcza (czyt. podwładnego) z podległej jednostki. Czyżby
      taktyka strusia, czy też może bierzecie na przetrzymanie i "zmiękczenie"
      poszkodowanej dziewczynki lub jej rodziców. Już dzisiaj wyrażam im
      współczucie, gdyż zdaję sobie sprawę z wpływów krk na zachowania znacznej
      części naszego (dalikowskiego) społeczeństwa. Hej!!! Purpuraci, wyjmijcie
      głowy z piasku i zainteresujcie się naprawieniem uczynionej krzywdy,
      Pokażcie, że za Waszymi naukami (wiarą) idą też uczynki, a nie tylko puste
      słowa.
      • Gość: jerbor Re: Sprzedac katedre Sw. Jana w Warszawie IP: 193.111.144.* 10.02.04, 15:24
        Krytykom proponuję rozważyć następujący problem. Nie oni płacą za utrzymanie
        kościoła, cmentarza i w takiej sytuacji winni być chowani jak "wykluczeni ze
        społeczności parafialnej". Nie powinni mieć więc prawa do pochówku na cmentarzu
        parafialnym, ale gdzieś na komunalnym. Nie powinni wymagać żadnej posługi
        duszpasterskiej, bo nie może być tak, że chcą tylko raz ślubu za niewielkie
        pieniądze, a inni mają utrzymywać kościół, cmentarz - często wnosząc składki
        przez całe życie. Tacy "uczciwi" winni więc przy pisaniu podobnych głupot
        składać oświadczenie w urzędzie, że nie będą domagać się, żeby być pogrzebanym
        na cmentarzu parafialnym.
    • Gość: Swiety Kapucy Sąd Najwyższy rozstrzygnie spór w Dalikowie? IP: 82.160.29.* 10.02.04, 15:11
      Znowu mamy "niezawislosc" sadu i naginanie przepisow do polskich swietych krow
      (doslownie). Brawo, niech zwycieza czarna mafia religijna, ktora ma w Polsce
      same przywileje, specjalne przepisy i bezkarnosc. Chcieliscie pasozytow , to
      sobie macie - od nich jeszcze nikt nic nie dostal, a wrecz odwrotnie - wszystko
      idzie dla nich. Wspolczuje dziewczynce, bo sie nigduy nie doczeka pozytywnego
      rozwiazania , dopoki istnieje w Polsce taki kosciol i stronnicze sdy. Na
      szczescie istnieje Strassburg:))
    • badlydrawnboy "Świętości" 10.02.04, 15:49
      Nie wdając się w niuanse dotyczące sposobu wykładni przepisu, na który powołuje
      się sąd i komornik mający prowadzić egzekucję, chciałbym tylko zaproponować
      dokładniejszą lekturę art. 829 pkt 6 kpc. Przepis ten obok "przedmiotów
      służących do wykonywania praktyk religijnych" wymienia również jako nie
      podlegające egzekucji np. "przedmioty niezbędne do nauki". Idąc torem organów
      egzekucyjnych, np. nie można byłoby prowadzić budynku, w którym odbywają się
      kursy kroju i szycia, bo to przecież są przedmioty niezbędne do nauki. Jetem
      prawnikiem i zdaję sobie sprawę, że orzeczenie Sądu Najwyższego jest dla
      sędziów "świętością", ale przecież należy mieć na względzie interes
      wierzyciela, w tym przypadku tej młodej, poszkodowanej dziewczyny.
    • Gość: Cezary PLUS RATIO QUAM VIS wiecej racji niz uczuc IP: *.24-151.libero.it 10.02.04, 16:08
      ZAMIAST UCZUCIOWO UPRZEDZAC SIE DO KOSCIOLA, PRZECZTAJCIE:

      Kto widział Agnieszkę M.?
      Ks. Artur Stopka


      Mieszkańcy Dalikowa mówią, że jak plebania zostanie zlicytowana, to ksiądz
      będzie mógł dojeżdżać z Poddębic. Agnieszka, na którą ponad sześć lat temu
      spadł konar drzewa, unika dziennikarzy i twierdzi, że to Kościół nagłaśnia całą
      sprawę.

      10 w skali Beauforta
      Wichura była wtedy potężna. W porywach osiągała 10 stopni w skali Beauforta.
      Jak można przeczytać w notatce przygotowanej przez mecenasa Jerzego Zielaka,
      który reprezentował podczas procesu stronę kościelną, w trakcie takiej
      pogody „czternastoletnia wówczas Agnieszka M. przywieziona wraz ze starszą
      swoją siostrą przez ich ojca na cmentarz w Dalikowie, uległa urazowi kręgosłupa
      wskutek uderzenia przez odłamany wichurą konar akacji”. Prokuratura Rejonowa w
      Poddębicach podjęła dochodzenie w tej sprawie, ale umorzyła postępowanie „wobec
      niestwierdzenia przestępstwa”.



      Dzisiaj tej akacji już nie ma na dalikowskim cmentarzu. Została wycięta,
      podobnie jak kilka innych drzew. Na pewno nie wyciął jej proboszcz, któremu ani
      przed wypadkiem Agnieszki, ani po nim nie udało się uzyskać zezwolenia
      odpowiedniego urzędu na usunięcie niebezpiecznego drzewa. Na temat tego, kto je
      wyciął i dlaczego, istnieje kilka wersji.

      W centrum cmentarza stoi duża kaplica. Na zewnętrznej ścianie budynku, z boku,
      widnieje tylko jedna tablica, informująca, że w kaplicy znajduje się grób
      rodziny Wardęskich. To właśnie ta rodzina była właścicielami gruntu, na którym
      stanął na początku XX wieku neogotycki kościół św. Mateusza.



      Jak opowiada matka Agnieszki, Teresa M., dziewczynka przeszła dwie bardzo
      poważne operacje i długotrwałą rehabilitację. Ona sama na siedem miesięcy
      musiała zrezygnować z pracy, aby zająć się chorą córką. Mówi, że Agnieszka już
      nigdy nie będzie normalnie chodzić, że nie potrafi stać o własnych siłach.
      Pytana o to, kto jej zasugerował wystąpienie o odszkodowanie do kurii, jest
      niemile zdumiona. Uważa, że to oczywiste: skoro miał miejsce wypadek, należy
      się odszkodowanie, a to, że chodzi o roszczenie wobec Kościoła, nie ma
      znaczenia. Gdyby nieszczęście miało miejsce gdzie indziej, także by wystąpiła o
      odszkodowanie.



      Wyrok
      Z powództwem wystąpiła w lipcu 1998 roku. Oczekiwała zasądzenia na rzecz córki
      kwoty 172 868 złotych oraz renty po 800 złotych miesięcznie. Sąd Okręgowy w
      Łodzi 13 kwietnia 2001 roku uznał, że to nie Kuria Archidiecezji Łódzkiej jest
      adresatem roszczeń, lecz rzymskokatolicka parafia św. Mateusza w Dalikowie.
      Zgodnie z wyrokiem parafia powinna wypłacić Agnieszce 120 tys. złotych z
      odsetkami, liczonym od kwietnia 1999 r., tytułem zadośćuczynienia, 6935 złotych
      (z takimi samymi odsetkami) za koszty leczenia i zakup przyrządów do ćwiczeń
      oraz za rehabilitację. To nie wszystko. W punkcie trzecim wyroku jest mowa o
      rencie „na zwiększone potrzeby”. Padają tu rozmaite sumy dotyczące różnych
      okresów, które upłynęły od wypadku. W punkcie „d” wymieniono kwotę „1450
      złotych miesięcznie płatną do 10 dnia każdego miesiąca z ustawowymi odsetkami
      od uchybienia terminowi płatności rat poczynając od 1 maja 2001 r. i na
      bieżąco”. Jest to o 650 złotych więcej niż wnioskowała mama Agnieszki. Wyrok
      jest już prawomocny.



      Ksiądz może dojeżdżać
      Całą gminę Dalików zamieszkuje 3900 osób. Jej stolicą jest właśnie Dalików,
      który istniał jako wieś szlachecka już w XV wieku. Parafia św. Mateusza według
      opublikowanego w roku 2003 wykazu polskich parafii liczy 1730 wiernych.
      Jest piątek, 23 stycznia br., krótko po południu. Na parkingu przed kościołem,
      koło pomnika ofiar powstania styczniowego, przybywa samochodów. O 13.30 ma się
      odbyć pogrzeb parafianina. W kościele jest zimno. Przy otwartej trumnie rodzina
      żegna się ze zmarłym.



      Plebania jest po prawej stronie kościoła, odgrodzona płotem. Ksiądz proboszcz
      Stanisław Wojtyra widząc chodzących wokół budynku obcych, z których jeden jest
      w koloratce, wychodzi z kościoła. Czeka na jakiegoś księdza. Wizyta
      dziennikarzy z „Gościa” jest mu niezbyt na rękę z powodu pogrzebu, ale na
      chwilę zaprasza do środka. Proponuje herbatę, kawałek ciasta. W jadalni jest
      tak samo zimno jak na zewnątrz. Kaloryfer nie grzeje. Nalewając wodę z termosu,
      ksiądz proboszcz mówi z troską: „Proszę nie zdejmować kurtki”.



      Nie chce rozmawiać o sprawie. Żali się na dziennikarzy. „Co ja tu przeżyłem” -
      mówi z wyraźnym smutkiem w głosie. Wygląda na kogoś, kto jest raczej bezradny
      wobec natłoku wydarzeń. Opowiada o tym, jak w czasach PRL-u budowana była
      plebania. Jest proboszczem w Dalikowie od 23 lat. Mówi, że wczoraj był na
      kolędzie u jednej z babć Agnieszki. Druga babcia też tu mieszka.

      Nie tylko z zewnątrz plebania świadczy o ubóstwie księdza. Parafia też nie jest
      bogata. Na stronach Kurii Archidiecezji Łódzkiej można przeczytać, że utrzymuje
      ją 250 osób. Pani w gminnej świetlicy, mieszczącej się naprzeciwko kościoła,
      mówi, że w kościele jest zimno, bo nie ma pieniędzy na ogrzewanie piecami
      akumulatorowymi. „Właśnie dzisiaj chodził inkasent, na pewno przyniósł
      proboszczowi spory rachunek” - dodaje.

      Opowiada, że w Dalikowie większość ludzi żyje z rolnictwa. Jest też filia
      Wojtexu. Uprawia się tu głównie żyto i ziemniaki, hoduje bydło i trzodę
      chlewną. W jednym z dwóch sklepów spożywczych jakaś młoda kobieta tłumaczy
      stojącemu w kolejce mężczyźnie, że aby jakoś wyjść na swoje, trzeba mieć
      minimum piętnaście krów. „Inaczej lepiej w ogóle sobie nie zawracać głowy”.



      Pani ze świetlicy mówi, że mieszkańcy Dalikowa jeżdżą do pracy do Poddębic i do
      Łodzi. Na przystanku busa czeka kilka osób. Na pytanie o jakąś restaurację,
      gdzie można by coś zjeść, wskazują bar gastronomiczny „Bajbus”, przy ulicy
      Wschodniej, prowadzącej na cmentarz. „Może tam będzie coś do jedzenia” - mówi z
      powątpiewaniem kobieta. „U nas restauracji nie ma, za daleko od głównej drogi,
      ale za to jest sensacja” - dodaje kobieta. Nie wie, że rozmawia z
      dziennikarzem. Tak reaguje na widok obcego.
      - I co zrobicie, jak plebanię zlicytują i ksiądz proboszcz nie będzie miał
      gdzie mieszkać? - No to będzie ksiądz z Poddębic dojeżdżał - pada odpowiedź. To
      chyba nie jest żart. Oni napra-
      wdę tak myślą.



      - Ten wasz proboszcz nie wygląda na bogatego...
      - No bo nie jest. On nigdy do pieniędzy nie przywiązywał wagi. U nas są
      pogrzeby ludzi z Łodzi, bo ksiądz mało bierze - mówi ktoś z boku. - A sam
      ksiądz to chyba starą faworitką jeździ.

      Podobno Agnieszka bywa w Dalikowie, ponoć sama przyjeżdża do swoich krewnych
      samochodem, ale nikt z zebranych na przystanku jej osobiście nie widział. Jedna
      z lokalnych gazet napisała, że „Dalików jest wkurzony na proboszcza, który ani
      wspomniał, że szykują się kłopoty”. Ci spotkani na przystanku na wkurzonych nie
      wyglądają. Raczej na rozczarowanych, że z całego tego zamieszania Dalików nie
      ma żadnych korzyści. Tak jakby strata, którą może ponieść parafia w rezultacie
      egzekucji wyroku sądowego, ich bezpośrednio nie dotyczyła.



      W Trzech Króli samobójstwo popełnił związany od czterdziestu lat z parafią
      organista. „Niektórzy mówią, że tak się przejął tą całą sprawą, ale to chyba
      jednak z innej przyczyny”. Organistówka jest jednym z budynków, którymi
      interesował się komornik. Obecnie nikt w niej nie mieszka, bo organista
      wybudował dom, w którym mieszka jego rodzina. Podjeżdża bus. „To problem
      Kościoła, a nie Dalikowa” - rzuca ktoś i wszyscy wsiadają do pojazdu, który
      zmierza do Poddębic.



      Agnieszka M. to ja
      W Aleksandrowie Łódzkim na terenie parafii Zesłania Ducha Świętego budynki
      oznaczone są widocznymi z daleka napisami: „Bl 15”, „Bl 10”. Tu mieszka mama
      A
      • Gość: wierny obserwator Re: PLUS RATIO QUAM VIS wiecej racji niz uczuc IP: *.bredband.skanova.com 10.02.04, 16:44
        W to ze ksiezulo z Dalikowa nie ma duzo pieniedzy, moge bez trudu uwierzyc.
        Biedni ludzie to i parafia wielkich kroci nie przynosi. U biskupa laskawosci
        proboszcz tez nie jest w stanie sobie zaskarbic. A zreszta jak mi wiadomo
        instytucja koscielna jest bardzo lasa na pieniadze, aczkolwiek kontroluja je
        glownie ci ktorzy stoja w hierarchii najwyzej czyli biskupi, Nikt tego
        talatajstwa nie rozlicza. Podatkow od osobistych dochodow uczciwie nie placa.
        Obracaja pieniedzmi bez wiedzy urzedow skarbowych. Po prostu okradaja
        spoleczenstwo i zadna wladza nie ma odwagi tego procederu ukrocic. Te obmierzle
        za przeproszeniem spasluchy okazuja czasem wieksza znieczulice wobec swoich
        podwladnych niz okupanci wobec podbitych narodow w czasie ostatniej wojny.
        Solidarnosc uwidocznila sie jedynie w czasie afery pedofilskiej, kiedy gotowi
        byli placic miliony dolarow, aby zamknac ujadaczki ofiarom seksualnych
        skandali. Dla mnie postawa kosciola w sprawie poszkodowanej dziewczyny z
        Dalikowa to grzech wolajacy o pomste do nieba. Szczyt hipokryzji i zaklamania.
        Plama na honorze tych dla ktorych rzekomo on cos znaczyc powinien. Pfu.
    • Gość: Cezary PLUS RATIO QUAM VIS wiecej racji niz uczuc cz. 2 IP: *.24-151.libero.it 10.02.04, 16:13
      Ks. Artur Stopka c.d.


      Agnieszka M. to ja
      W Aleksandrowie Łódzkim na terenie parafii Zesłania Ducha Świętego budynki
      oznaczone są widocznymi z daleka napisami: „Bl 15”, „Bl 10”. Tu mieszka mama
      Agnieszki. Mieszkanie na czwartym, najwyższym piętrze. Drzwi otwiera
      sympatyczna dziewczyna.
      - Szukamy Agnieszki M.
      - To ja - odpowiada niepewnie. Dzięki przypadkowi nie rozmawiamy za
      pośrednictwem domofonu, lecz od razu twarzą w twarz. Proszę, żeby mnie wpuściła
      do środka, a powiem, kim jestem. Niezbyt chętnie otwiera szerzej drzwi. Rozmowa
      toczy się w przedpokoju. Pojawia się jakiś młody mężczyzna, który na pytanie,
      kim jest, odpowiada: „Mniejsza z tym”.



      Na wiadomość, że rozmawia z dziennikarzem, w dodatku z księdzem, Agnieszka
      sprawia wrażenie przestraszonej. Prosi, żeby wyjść. Mówi, że nie chce mieć nic
      wspólnego z mediami i nie chce się wypowiadać.



      - To dlaczego dopuściła pani do nagłośnienia całej sprawy? - pytam.
      - To nie ja. To Kościół nagłośnił. - odpowiada.
      - A jaka jest prawda? Jest pani chora czy nie? - nie ustępuję.
      - Jestem chora. Jak jest naprawdę, wiedzą moi najbliżsi, przyjaciele, i to
      wystarczy. Nie chcę rozmawiać z dziennikarzami - irytuje się. Potwierdza, że
      jestem jedynym dziennikarzem, który ją widział.



      Przez cały czas krótkiej rozmowy stoi tuż przy drzwiach, najprawdopodobniej się
      o nie lekko opiera. Wyjaśnia, że myślała, iż to ktoś z administracji. W
      przeciwnym razie nie otworzyłaby drzwi. Agnieszka nie pozwala sobie zrobić
      zdjęcia. Chętnie podaje numer telefonu, aby dalszą rozmowę prowadzić z jej
      mamą. Uprzejmie, chociaż z naciskiem, prosi, aby opuścić mieszkanie.



      Byłam katoliczką
      Proboszcz parafii Zesłania Ducha Świętego w Aleksandrowie Łódzkim, ks. Piotr
      Bratek, nie chce odpowiedzieć na pytanie, czy na przykład w tym roku rodzina
      Agnieszki wpuściła księdza z odwiedzinami duszpasterskimi. Mówi, że to
      tajemnica. Wspomina, że po wypadku przeprowadzono przed kościołem dwie zbiórki
      pieniężne. W sumie zebrano 15 tysięcy. Według mamy Agnieszki te pieniądze
      zebrali w Szkole Podstawowej nr 1 koledzy i koleżanki jej córki.



      Mama Agnieszki w rozmowie telefonicznej dziwi się, że komuś chciało się jechać
      taki kawał drogi do Aleksandrowa i do Dalikowa. Podniesionym głosem wypowiada
      pretensje, że jak Agnieszka była w szpitalu, to się żaden ksiądz nie
      pofatygował do szpitala, „nikt nie zapytał, czy nie trzeba pomocy”. Zarzuca, że
      odwiedzając jej córkę, wtargnęliśmy do mieszkania. Mówi, że księża i
      Kościół „przekłamują”. To nie ona nagłośniła sprawę. „To Kościół”.



      Mówi tonem osoby, która nie zamierza zrezygnować z tego, co uważa, że się jej
      słusznie należy. Rozmowa z nią jest trudna, mówi dużo, powtarza obiegowe
      zarzuty pod adresem Kościoła. Mówi, że ostatnio nie wpuszczała kolędy, bo
      zwykle była wtedy w pracy. Nie chce podać numeru telefonu do swojego adwokata.
      Nie chce odpowiedzieć na pytanie o siostrę Agnieszki. Według niej wszyscy
      księża kłamią. Zapisuje moje imię i nazwisko. Straszy, że jak coś
      w „Gościu” „przekłamiemy”, to odda sprawę do sądu. Pytana, czy jest katoliczką,
      odpowiada: „Byłam”.



      Na sugestię, że parafii w Dalikowie po prostu nie stać na zapłacenie
      odszkodowania, mówi, że przecież parafia ma dochody, bo się odbywają pogrzeby,
      śluby, a za darmo tego ksiądz nie robi. A poza tym parafia jest częścią
      wielkiej instytucji, której nie brak pieniędzy. Na pytanie, dlaczego nie
      posłała Agnieszki po odbiór 100 tysięcy złotych, które udało się po
      nagłośnieniu całej sprawy zebrać łódzkiej kurii, odpowiada, że przecież
      dziewczyna była w samochodzie i nikt nie chciał się z nią spotykać. Natomiast
      ks. dr Andrzej Dąbrowski, kanclerz Kurii Archidiecezji Łódzkiej, twierdzi, że
      od razu sprawa została postawiona jasno - zgromadzone pieniądze może odebrać
      tylko Agnieszka, ponieważ jest osobą pełnoletnią.



      To był dziwny proces
      W łódzkiej kurii jest czysto i schludnie. Pomiędzy piętrami w przeszklonym
      szybie kursuje nowoczesna winda. Na stolikach sporo tytułów prasy katolickiej.
      Na jednej ze ścian tablica upamiętniająca wizytę w budynku Ojca Świętego Jana
      Pawła II.
      Ksiądz kanclerz Andrzej Dąbrowski przynosi teczkę z dokumentacją sprawy.
      Pokazuje, w którym miejscu w czasie rozmowy siedziała mama Agnieszki, na którym
      krześle pani adwokat. Opowiada o staraniach podjętych przez Kościół w związku z
      wypadkiem. O wizycie delegacji parafii dalikowskiej, w której między innymi
      znalazł się potomek rodziny Wardęskich, z pomysłem, że on wystąpi z
      roszczeniami wobec parafii, aby uchronić dobra kościelne przed zlicytowaniem.
      Przypomina propozycję wysłania dziewczyny do któregoś ze znanych ośrodków
      rehabilitacyjnych w Polsce, mówi o stu tysiącach, które udało się zebrać. Sam
      Agnieszki nigdy nie widział. Sugeruje, że pod adresem zamieszkania jej mamy
      dziewczyna raczej się nie pojawia. Zwraca uwagę na to, że do poszkodowanej nie
      dotarł dotychczas żaden dziennikarz.



      O roli mediów w całej sprawie mówi z zakłopotaniem. To na pewno nie kuria ją
      nagłośniła. Przypuszcza, że to ktoś z rodziny Agnieszki zawiadomił
      dziennikarzy, ale nie jest tego pewien. Opowiada o agresywności niektórych
      dziennikarzy przy równocześnie faktycznej nieznajomości istoty problemu. Nie
      byli nastawieni na szukanie prawdy, lecz na sensację i „dołożenie” Kościołowi.
      Z drugiej strony ksiądz kanclerz ma świadomość, że powinien z mediami
      rozmawiać. Doradza przeczytanie artykułu w „Naszym Dzienniku”, zawierającego
      opinię lekarza, prof. Andrzeja Radka, który twierdzi, że uchronił Agnieszkę
      przed kalectwem i jest ona „osobą całkowicie przystosowaną do życia w
      społeczeństwie i poza drobnymi defektami sprawną fizycznie”. Prof. Radek
      sugeruje wykonanie nowych badań, które pokazałyby aktualny stan zdrowia
      Agnieszki.



      Obecnie ze strony kościelnej sprawę prowadzi Marek Markiewicz. Mówi, że proces
      był dziwny, że za dużo mówiono o drzewach, a za mało o rzeczywistej sytuacji
      Agnieszki i o tym, czy parafia jest w stanie wypełnić wyrok. Zamierza podjąć
      próbę wznowienia sprawy w sądzie. Pojawiły się informacje, że istnieją wyniki
      badań Agnieszki po wypadku, których sąd nie znał, podejmując się prognozowania
      stanu jej zdrowia w przyszłości. To trzeba sprawdzić. Podobnie jak prasowe
      wiadomości o tym, że Agnieszka otrzymała już jakieś odszkodowanie. Matka
      stanowczo zaprzecza, że córka otrzymała jakieś pieniądze. Mecenas Markiewicz
      wystąpił do ZUS i PZU o stosowne dane, ale może je otrzymać tylko sąd. Podobno
      był również świadek wypadku, którego sąd nie uwzględnił.

      Jeżeli nie uda się wznowić sprawy, mecenas Markiewicz zamierza wnieść o nowe
      badania lekarskie, uwzględniające upływ czasu. Chciałby też wyjaśnić, jaką rolę
      w całej sprawie odgrywają różne osoby i komu zależało na nagłośnieniu jej
      właśnie teraz. Nie chce natomiast doprowadzić do anulowania odpowiedzialności
      za nieszczęście, nie zamierza dowodzić, że nic się nie stało. Stało się. Chodzi
      jednak o to, aby sprawie przywrócić właściwą miarę.

    • Gość: Andrzej Re: Sąd Najwyższy rozstrzygnie spór w Dalikowie? IP: *.asystent.polsl.gliwice.pl 10.02.04, 18:01
      Dla mnie cała ta sprawa jest świadectwem na wielką zawiść ludzi. Wiadomo że na cmentarzu podczas wichury złamał się konar i spadł na dziewczynkę. Oczywiście wierzę, że była (jest) to dla niej tragedia.
      Ale moi drodzy, gdzie tu zdrowy rozsądek? Czy taka historia, zupełnie przypadkowa sytuacja, całkowicie poza kontrolą kogokolwiek, powinna doprowadzić do sprzedania kościoła?? To jest po prostu niepoważne! Jaka jest wina proboszcza w tym co się stało? Wg mnie żadna - to po prostu tragiczny zbieg okoliczności. Co skłoniło rodzinę (matkę) do wytoczenia takich armat przeciwko Kościołowi? Nie wiem tego na peno ale myślę, że w pewnym stopniu wykorzystują sytuację aby się "ustawić" kosztem córki. Kolejna dziwna sprawa jest z aktualnym stanem zdrowia Agnieszki, warto chyba to wyjaśnić.
      Zawiść, zawiść...
      Matko Agnieszki, czy zastanawiała się Pani nad tym, że może dostanie pani tyle pieniędzy ile Pani chce, ale czy to da szczęście pani lub córce? Wątpię. Czy zastanawiała się pani, że w trosce o córkę (trosce chyba w cudzysłowiu) pozbawia pani tysiące ludzi ich kościoła? Miejsca gdzie od lat chodzą by się pomodlić? Nie ma pani wrażenia że wyrządza pani jeszcze większe zło?
      Kogoś tu naprawdę zaślepiła żądza pieniądza.
      Nie uważam że nie należy się Agnieszce odszkodowanie... należy się jak najbardziej, ale na Boga, zachowajmy umiar!
      • badlydrawnboy Zbieg okoliczności? 10.02.04, 18:18
        Tym "zbiegiem okoliczności" - jak to nazywasz - zajmowały się już niezawisłe
        sądy, więc już nie powinniśmy kwestionować tych orzeczeń. Każdemu przysługuje
        prawo do sądu, nawet kiedy wystosowuje mocno absurdalne roszczenia. w tym
        wypadku roszczenie musiało być uzasadnione, skoro zostało uwzględnione przez
        sąd. Ani komornik ani sąd w postępowaniu egzekucyjnym nie zajmuje się
        zasadnością tego wyroku, bo jest on prawomocny i wykonalny. Po prostu.

        Do "też prawnika".

        Oczywiście zgadzam się, że magazyn to co innego niż cmentarz. Ale w przepisie,
        o którym jest mowa chodzi o przedmioty bardzo osobiste dłużnikowi a nie innym
        osobom. A co do cmentarzy - jeżeli bym kazał aby pochowano mnie w moim
        ogrodzie, to tym samym zablokowałbym wszelkie egzekucje z tej nieruchomości?
        Myślę, że nie można iść tym tropem. Poza tym, gdzie była kuria i inne
        instytucje kościelne do tej pory?
        • najtis Re: Zbieg okoliczności? 10.02.04, 19:32
          badlydrawnboy napisał:

          >>>>COGITATIONIS POENAM NEMO PATITUR
          Nikogo nie karze się za jego myśli<<<<<<
          ============================================
          Myslisz sie drogi Panie cytujac te maksyme i za mysli sie kaze byc moze nie w
          panstwie prawa ale mnie skazano za to,"ze zamyslalem obalic socjalistyczny
          ustroj panstwa polskiego"na wygnanie i banicje z Ojczyzny.

Nie pamiętasz hasła

lub ?

 

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się

Nakarm Pajacyka