Gość: Kamień
IP: 213.17.234.*
14.02.04, 11:02
www.rzeczpospolita.pl/gazeta/wydanie_040214/prawo/prawo_a_1.html
www.rzeczpospolita.pl/gazeta/wydanie_040214/prawo/prawo_a_16.html
Kamienicznik może się bronić
Sąd Najwyższy stanął po stronie właściciela kamienicy, którego prokuratura
oskarżyła o dopuszczenie się gróźb karalnych wobec lokatorów, a sąd I
instancji skazał na rok więzienia w zawieszeniu. Stwierdził, że działania
zdesperowanego właściciela, który chciał zmusić lokatorów do wyprowadzki, nie
są przestępstwem.
Sąd Najwyższy oddalił kasację prokuratury, która była niezadowolona już z
wyroku sądu I instancji. Domagała się wtedy podwyższenia kary oskarżonemu
Bogusławowi Adamczykowi. Tym bardziej więc kwestionowała uniewinniający go
wyrok łódzkiego Sądu Okręgowego.
Bogusław Adamczyk, 42-letni katowiczanin, inżynier prowadzący własną firmę
komputerową, jest współwłaścicielem (po połowie z bratem) okazałej kamienicy
w centrum Łodzi. Jego rodzina nabyła ją w 1948 r. wraz z lokatorami. Budynek
odzyskali kilka lat temu, po 50 latach starań. Bogusław Adamczyk postanowił
zmienić jego dotychczasowy charakter i zdecydował o wyprowadzce lokatorów (30
rodzin). Większość to zrobiła. W kamienicy pozostało jednak kilkanaście
rodzin, które odmówiły wyprowadzki, zalegały natomiast z czynszem. Właściciel
złożył przeciwko nim pozwy o eksmisję. Kolejnym krokiem było zdemontowanie
instalacji gazowej i elektrycznej oraz nieprzedłużenie umowy z
elektrociepłownią. Adamczyk tłumaczył to względami bezpieczeństwa. Kamienica
nie była bowiem remontowana od sześćdziesięciu lat i wymagała nowych
instalacji. Na to zaś nie było go stać przy mizernych czynszach.
Lokatorzy nie pozostali dłużni. Słali na niego skargi, interweniowali u
parlamentarzystów, napisali nawet do prezydenta RP. W efekcie tych działań
prokurator wystąpił z pozwem, a sąd nakazał właścicielowi przywrócić
lokatorom dostęp do prądu i gazu.
Potem prokuratura oskarżyła go o stosowanie gróźb karalnych. Poszło o pismo
rozkolportowane w kamienicy, a zatytułowane: "Do bojówki bolszewicko-
faszystowskiej, zwanej stowarzyszeniem obrony praw i godności najemców
lokali". Adamczyk pisał w nim m.in.: "Wykurzę was z kamienicy w sposób
bezprecedensowy (...) Oświadczam, że każdy lokator, który podjął decyzję o
pozostaniu w kamienicy wbrew mojej woli, sam ponosi pełną odpowiedzialność za
swój los i los swoich bliskich (...), każdy lokator zapłaci cenę za własną
decyzję, żaden sąd ani rząd mu nie pomoże. (...) W związku z nadchodzącym
Nowym Rokiem wszystkim okupantom życzę, by ich piekło pochłonęło".
Po wyroku SN Adamczyk powiedział "Rz", że czarę goryczy przepełniło zwrócenie
się lokatorów o pomoc do prezydenta - stąd pismo. Łódzki Sąd Rejonowy uznał,
że miało ono charakter gróźb karalnych, i skazał Adamczyka na rok więzienia w
zawieszeniu oraz 2 tys. zł grzywny. Ale miejscowy Sąd Okręgowy, uwzględniając
jego apelację, uniewinnił kamienicznika. Zdaniem SO przebieg konfliktu nie
daje podstaw do uznania, że działania właściciela zawierały groźby
pozbawienia życia czy zdrowia lokatorów. Do sprawy - już wtedy jako
przedstawiciel społeczny - przystąpiła Helsińska Fundacja Praw Człowieka.
Według dr. Piotra Kładocznego, jednego z dwóch jej przedstawicieli przed SN,
fundacja od samego początku była przekonana, że Adamczyk działał zgodnie z
prawem, a epitetów i sformułowań zawartych w piśmie nie można traktować jak
poważnych i realnych gróźb.
SN uznał kasację prokuratury za oczywiście bezzasadną. W ustnym uzasadnieniu
stwierdził, że w działaniach Adamczyka nie można dopatrzyć się gróźb, a więc
nie były one przestępstwem. Nie zmienia tej oceny fakt, że dla opinii
publicznej zachowania podsądnego mogą mieć charakter bezwzględny i
bezprecedensowy. Trzeba je jednak widzieć i oceniać na tle całego sporu z
lokatorami. Właściciel wcześniej starał się rozwiązać go polubownie, a
lokatorzy też nie przebierali w środkach. - Lokatorzy - przypomniał SN -
upatrywali swych praw w fakcie zamieszkiwania w kamienicy od pokoleń, dlatego
można im współczuć. Nie znaczy to jednak, że mieszkania te należą się im jak
właścicielom.
Wyrok jest ostateczny.
- Konstytucja chroni zarówno lokatorów, jak i właścicieli - skomentował
sprawę prof. Piotr Winczorek. - Lokatorów prawo chroniło jeszcze przed II
wojną światową, inne państwa także o nich dbają. Jednak jedno dobro nie może
być chronione kosztem drugiego. Wyważenie interesów obu stron trudno
zrealizować w praktyce. Wyjściem jest pomoc państwa: tanie mieszkania (by
ludzie mieli gdzie się przeprowadzić) i na szerszą skalę dopłaty do czynszu.
Renata Krupa-Dąbrowska
Marek Domagalski