Studenci szukali pracy na targach

IP: *.lodz.mm.pl 04.03.10, 18:27
jasne ze jest praca

za 1000zl
    • Gość: witkov Re: Studenci szukali pracy na targach IP: 109.243.229.* 04.03.10, 19:56
      Czy są jeszcze w Łodzi firmy, które aktualnie oferują umowy na czas
      nieokreślony?
    • Gość: iii Dni Kariery 2010. Studenci szukali pracy na tar... IP: *.toya.net.pl 05.03.10, 01:11
      trochę fotek z Dni Kariery Dni Kariery
      2010
    • jazzman1979 Dni Kariery 2010. Studenci szukali pracy na tar... 05.03.10, 09:21
      Ciekawe czy córka Sobiesiaka tez szukała pracy na targach pracy ?
    • Gość: WERT O stosunku pracodawców do pracowników. IP: 217.76.112.* 05.03.10, 17:13
      Stosunku zupełnie chorym, pasującym raczej do mrocznych fabryk z
      dziewiętnastowiecznej Anglii niż do nowoczesnej, skomputeryzowanej
      (aczkolwiek nadal lekko upośledzonej w stosunku do Zachodu) Polski.

      Ja - jako student czy niestudent, jako specjalista czy szacowny
      robol - nie ubiegam się o pracę u ciebie, przedsiębiorco, ponieważ
      mi imponujesz, czy dlatego, że chcę mieć wkład w rozpoczęte przez
      ciebie dzieło. Potrzebuję pieniędzy. To wszystko. Szkoda, że na
      rozmowach kwalifikacyjnych jestem zmuszony kłamać. Gwarantuję wam,
      mości pracodawcy, że ŻADEN z waszych zatrudnionych, choćby
      wytatuował sobie nazwę firmy na czole, nie kieruje się motywami
      innymi niż potrzeba zdobycia grosza na jutrzejszy obiad. Mówił
      inaczej? Widocznie był do tego zmuszony. Przez was i wasze chore
      myślenie, które sprawia, że nawet stojąc na kasie w markecie musimy
      udawać, że doświadczamy spełnienia. Czujecie się dzięki temu
      lepiej? Czy wasze sumienie jest spokojniejsze, gdy zamęczany
      pracownik mówi, że jest zadowolony?

      Ale niech wam będzie. Skłamię, skoro to was dowartościuje i
      przekona, że jestem lepszy niż konkurencja (bo przecież
      kwalifikacje nie liczą się, jeżeli mnie nie polubicie). Tylko niech
      nasze stosunki zawodowe przypominają stosunki zawodowe, a nie
      stosunki na linii pan-niewolnik. Wyjaśnijmy sobie jedno: wy nie
      dajecie mi pracy w odruchu serca; nie rzucacie wielkodusznie chleba
      prostaczkowi spoza kasty dyrektorów. Przeciwnie; to ja wychodzę z
      inicjatywą. Udostępniam wam swój czas, siłę, umiejętności. Beze
      mnie nie możecie istnieć. Jesteście ode mnie zależni tak samo, jak
      ja od was. Oferuję wam swoje usługi. Ale nie w zamian za wasze
      pieniądze. To ja wam płacę za przelew gotówki - pracą.

      Jeżeli nadal nie widzicie, że między nami można postawić znak
      równości, to macie poważny problem z postrzeganiem rzeczywistości.
      Ale wcale mnie to nie dziwi, bo jesteście jak ta głupia lama, która
      nie zareaguje, dopóki nie będzie za późno. My zaś musimy męczyć
      się, by naprowadzać was na właściwą drogę. Robimy to, ponieważ bez
      was nie przetrwamy, tak jak wy bez nas. Szkoda, że tylko jedna
      strona dostrzega tę zależność.
Inne wątki na temat:
Pełna wersja