l_zaraza_l
25.04.10, 17:35
Muszę się wyżalić.
Na minione Boże Narodzenie kupiłam maleńką, żywą choinkę (taką w doniczce).
Stała sobie u mnie i wciąż usiłowała żyć. Zgubiła wiele igieł ale wypuściła
tez nowe, soczyście zielone pędy.
W ubiegłym tygodniu (poniedziałek, może wtorek) pozytywnie nawiedzeni młodzi
ludzie usiłowali dokonać małego cudu w tym szarym mieście. Pod numerem 17
ulicy Piotrkowskie (tam gdzie Jazzga) skopali ziemię i sadzili krzewy.
Pomyślałam sobie, ze można by dodać tę moją choineczkę a oni się zgodzili i ją
zasadzili.
Cieszyłyśmy się z córą, że nasza choinka będzie miała lepsze szanse na
przeżycie ale już w sobotę rano roślinki nie było. Ktoś ją wyrwał.
Teraz pewnie dogorywa na jakimś śmietniku.
Wybaczcie, że marudzę ale jest mi strasznie przykro. Zupełnie nie umiem
zrozumieć takiego bezmyślnego wandalizmu.