Dodaj do ulubionych

"Jonatan" da pracę i wyszkoli trudną młodzież

IP: 188.33.30.* 13.05.10, 20:34
super sprawa
Obserwuj wątek
    • Gość: JUSTUS Łódź: Indesit - 10 lat wyzysku cz.1. IP: 217.76.112.* 14.05.10, 17:25
      W miniony weekend łódzka fabryka sprzętu AGD, należąca do włoskiej
      firmy Indesit hucznie obchodziła dziesięciolecie działalności. Z
      tej okazji Antonio Melone, prezes zarządu polskiej filii Indesitu,
      wyraził swoje zadowolenie z dotychczasowej obecności swej firmy w
      naszym mieście, obiecując przy okazji rychłe powstanie w Łodzi
      centrum badawczo – rozwojowego Indesitu.
      Lokalna „Gazeta Wyborcza” uczciła dziesięciolecie firmy, dołączając
      do sobotniego wydania specjalną wkładkę, poświęconą historii
      polskiej filii Indesitu, pełną peanów na cześć włoskiego inwestora,
      który łaskawie daje pracę około 3000 osób, w większości
      zatrudnionych w fabrykach firmy w Łodzi i Radomsku. Osobną fetę na
      cześć inwestora zorganizowały też władze miasta.
      Niestety, wśród rocznicowych tekstów próżno by szukać najmniejszej
      choćby wzmianki o tym, że jeszcze niedawno łódzka fabryka Indesitu
      była areną największego konfliktu pracodawca – pracownicy, jaki
      miał miejsce w naszym mieście po roku 1989, a fatalne warunki pracy
      i brutalny wyzysk we włoskich zakładach kosztowały życie młodego
      robotnika. Autorzy rocznicowych tekstów zapomnieli też jakoś
      wspomnieć o trwającym od trzech lat procesie sądowym czterech osób
      z kierownictwa zakładów, którym za niedopełnienie obowiązków, w
      wyniku którego zginął młody Łodzianin, grożą kary do pięciu lat
      więzienia.
      Tragiczne wydarzenie, które doprowadziło w konsekwencji do
      ujawnienia warunków pracy i skali wyzysku w łódzkiej fabryce
      Indesitu miało miejsce prawie dokładnie 4 lata temu, 5 września
      2005 roku. 21 – letni brygadzista Tomasz Jochan obsługiwał prasę do
      wytłaczania drzwi lodówek. W pewnym momencie, gdy robotnik
      znajdował się w pobliżu ruchomych części prasy, urządzenie nagle
      ruszyło miażdżąc mu głowę. Tomasz zginął na miejscu.
      Zaraz po wypadku rozpoczęło się śledztwo prokuratury i osobne
      dochodzenie, prowadzone przez Państwową Inspekcję Pracy. Ich wyniki
      były zbieżne: bezpośrednią przyczyną wypadku było usunięcie
      bezpieczników, odcinających dopływ prądu i unieruchamiających prasę
      gdy w pobliżu jej ruchomych elementów znajdował się któryś z
      pracowników obsługi. Niezgodne z przepisami BHP i narażające
      pracowników firmy na śmierć lub ciężkie obrażenia wyłączenie
      bezpieczników miało na celu przyspieszenie tempa pracy na taśmie
      produkcyjnej, pozwalało bowiem na usuwanie drobnych defektów i
      regulację prasy bez konieczności wstrzymywania produkcji.
      Dochodzenia wykazało także inne, rażące naruszenia praw
      pracowniczych w Indesicie. PIP przeanalizowała dokumentację 50
      losowo wybranych robotników. W ponad połowie przypadków stwierdzono
      nieprawidłowości. Przede wszystkim pracownicy mieli zbyt wiele
      nadgodzin. Np. tragicznie zmarły Tomasz przepracował w sierpniu 82
      godziny ponad normę. Robotnicy nie mieli zapewnionej obowiązującej
      11-godzinnej przerwy w ciągu doby i 24-godzinnej przerwy
      weekendowej, co w praktyce oznaczało, że pracowali ponad 13 godzin
      na dobę. Według samych zatrudnionych, w wielu przypadkach zmuszani
      byli oni do pracy po 18 godzin. Ponadto pracodawca nie płacił
      właściwie za nadgodziny, zaniżając ich wartość. Nieprawidłowo
      naliczał też dni wolne od pracy – skracając w ten sposób urlopy. za
      zwolnienie lekarskie powyżej jednego dnia pracownikom groziła
      utrata premii, podobnie jak za dwukrotne upomnienie albo jedną
      naganę. Spóźnienie powyżej pół godziny traktowane było w Indesicie
      jako całodniowa nieobecność.
      Pracownicy, obsługujący zagrażające ich życiu maszyny nie byli
      przeszkoleni do jej obsługi. Indesit łamał prawo, nie prowadząc
      odpowiednich szkoleń, w praktyce nowi pracownicy uczyli się obsługi
      pras od starszych kolegów, już bezpośrednio przy taśmie
      produkcyjnej.
      W efekcie śledztwa w czerwcu 2006 roku prokuratorskie zarzuty
      niedopełnienia obowiązków w zakresie BHP, którego skutkiem była
      śmierć robotnika usłyszało pięciu wysokich rangą członków
      kierownictwa Indesitu: dyrektor fabryki lodówek Indesit Company
      Polska w Łodzi Włoch Antonio S., trzech kierowników zmiany w
      zakładzie i jego dyrektor do spraw produkcji. Wszystkim grożą kary
      do pięciu lat więzienia. Podejrzani nie zorganizowali pracownikom
      zatrudnionym przy obsłudze pras stanowisk pracy zgodnych z zasadami
      BHP i nie przestrzegali zasad bezpieczeństwa. Dwaj kierownicy
      niedostatecznie przeszkolili też pracowników - wskutek tego
      narazili oni 20 pracowników na bezpośrednie niebezpieczeństwo
      utraty życia, a także nieumyślnie spowodowali śmierć Tomasza
      Jochana. Proces całej piątki ruszył jednak na dobre dopiero w marcu
      2007 roku, a kluczowy dla sprawy świadek, Rafał F. złożył zeznania
      dopiero w kwietniu 2008 roku. Wynikało z nich, że kierownictwo
      firmy, w tym oskarżony Włoch, doskonale wiedziało o usunięciu
      zabezpieczeń z maszyn na linii produkującej lodówki, a oskarżeni
      kierownicy, w tym także dyrektor Antonio S. codziennie odwiedzali
      halę produkcyjną i nie reagowali, widząc nieprawidłowości. Okazało
      się również, że Rafał F. nie przeszedł pełnego szkolenia na
      maszynie, przy której pracował, jak ją obsługiwać uczył się w
      trakcie pracy, podpowiadali mu operatorzy.
      Kierownictwo firmy zapewniało podczas procesu, że nieprawidłowości
      w łódzkim zakładzie zostały wyeliminowane, w firmie działają
      związki zawodowe, zaś warunki pracy i płacy znacznie się poprawiły.
      Jednak już na początku lipca 2007 roku media doniosły o kolejnym
      skandalu w Indesicie: pracownicy, którzy doznali wypadków podczas
      pracy w firmie byli zmuszani, by zgłaszając się na pogotowie
      zatajać, że do wypadku doszło w pracy. Firmowe statystyki wypadków
      były przy tym nagminnie fałszowane, w czerwcu tego roku odnotowano
      tylko 5 lekkich skaleczeń, podczas gdy na pogotowie zgłosiło się
      około 20 poszkodowanych pracowników Indesitu. Wliczając w to
      pracowników agencyjnych zatrudnionych w firmie i tych, którzy w
      obawie przed zwolnieniem z pracy ukryli fakt, że do wypadku doszło
      w Indesicie. Pracownicy pogotowia w Łodzi oszacowali, że we
      włoskiej fabryce dochodzi miesięcznie do około 60 wypadków, co
      czyni z niej najbardziej niebezpieczny zakład w Łodzi. Zdaniem
      dyrektora łódzkiego pogotowia, przyczyna podobnych praktyk jest
      oczywista: każdy wypadek trzeba zgłosić do ZUS, który wypłaca
      odszkodowanie, ale jednocześnie podnosi pracodawcy składkę
      wypadkową. A więc w interesie pracodawcy jest nie ujawnianie
      wypadków.
      • Gość: JUSTUS Re: Łódź: Indesit - 10 lat wyzysku cz.2. IP: 217.76.112.* 14.05.10, 17:28
        Również i tym razem kierownictwo Indesitu nabrało wody w usta, zaś
        informacje pogotowia uznało za element prowadzonej przez tajemnicze
        siły kampanii wymierzonej w ich firmę.
        Proces sądowy i medialne oskarżenia o łamanie prawa nie były jednak
        jedynymi problemami kierownictwa łódzkiego Indesitu w minionym
        dziesięcioleciu. Wkrótce po wypadku, w którym zginął Tomasz Jochan,
        pracownicy zakładu, słusznie przeczuwając, że znalezienie i
        ukaranie sprawców jego śmierci przez wymiar sprawiedliwości będzie
        trwało latami postanowili wziąć sprawy w swoje ręce. W dzień przed
        pogrzebem zabitego robotnika na wracającego z zakrapianej imprezy
        kierownika W. zaczaiło się czterech mężczyzn. Kierownik został
        powalony na ziemię, gdy wysiadał z windy, następnie brzytwą pocięto
        mu twarz. Sprawcy napaści nigdy nie zostali odnalezieni. W.
        nazywany przez pracowników Indesitu esesmanem, został napadnięty
        już poraz drugi. Kilka dni wcześniej inny znienawidzony menedżer z
        zakładu został pobity przez jego pracowników wprost na hali
        produkcyjnej. Jeszcze innemu podpalono samochód. Na internetowym
        formum pracowników Indesitu, nazywanego przez nich gułagiem,
        powstał wkrótce ranking „białych kołnierzyków” zasługujących na
        podobne potraktowanie, do kolejnych pobić jednak nie doszło. Mimo
        to, menedżerowie Indesitu jeszcze długo po tym obawiali się, że
        pracownicy „podziękują” im w podobny sposób za panujące w firmie
        warunki.
        Antonio Melone, wówczas dyrektor do spraw produkcji w Indesit
        Polska, który dziś tak chwali sobie pracę w łódzkich zakładach
        komentował wtedy informacje o konflikcie w fabryce: - Czujemy, że
        ktoś chce nas zdyskredytować. Jeśli uwierzymy przekłamaniom, to
        wystawimy na śmieszność wielki europejski koncern
        Wraz z początkiem kryzysu gospodarczego łódzkie media z „Gazetą
        Wyborczą” na czele, relacjonujące tak szczegółowo konflikt w
        łódzkim Indesicie i przebieg procesu przeciwko kierownictwu firmy
        straciły wyraźnie zainteresowanie dla problemów zakładu. Cóż,
        papier jest cierpliwy, akcjonariusze medialnych koncernów zaś –
        niekoniecznie. Gdy spadają nakłady i zyski z dywidend krytykowanie
        potężnego inwestora i hojnego reklamodawcy byłoby sprzeczne z
        redakcyjną polityką (o czym przekonał się zresztą jeden z naszych
        znajomych, próbując zainteresować łódzką „Wyborczą” łamaniem praw
        pracowniczych w lokalnym Tesco). Trudno się więc dziwić, że w
        rocznicowej laurce, jaką wydrukowała łódzka „Wyborcza” włoskiej
        korporacji nie ma słowa ani o toczącym się procesie, ani o
        warunkach pracy rodem z „Ziemi obiecanej” panujących do niedawna w
        łódzkich zakładach Indesitu. Równie łatwo zrozumieć, dlaczego
        ociekające wazeliną rocznicowe teksty są podpisane „redakcja”
        (jeden zaś inicjałami RD). Widocznie nawet dziennikarze „Gazety
        Wyborczej” wstydzą się własnego serwilizmu i naginania faktów na
        życzenie potężnego sponsora. W tej sytuacji wszystkie ich „zasługi”
        spływają na niejaką Agnieszkę Danowską, która figuruje jako
        redaktor rocznicowej gadzinówki. Zapamiętajmy więc to nazwisko i
        to, do czego mogą się posunąć korporacyjne media by zadowolić swych
        kapitalistycznych mocodawców.
        za: www.czarny-sztandar.pl

Popularne wątki

Nie pamiętasz hasła

lub ?

 

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się

Nakarm Pajacyka