paliwoda
01.04.11, 13:50
Zniesmaczony przeczytałem artykuł i komentarze pod nim:
lodz.gazeta.pl/lodz/1,35153,9355793,Awantura_w_samolocie_o_rozowe_perfumy_Lacoste.html
No chyba redaktor wiol trochę przegięła. Artykuł nosi wszystkie znamiona doniesienia z rubryki kryminalnej, ale nim nie jest. Świadczy o tym ilustracja – czyli logo reklamowanej firmy. Ja, jako abnegat i nihilista nie przykładam uwagi np. do stroju - od wielu lat chodzę w kurtce M 65 nie zwracając uwagi na jej producenta oraz dżinsach dowolnej firmy, (byleby to była firma Levi-Strauss).
Jako meloman uznaję tylko markę B&O. Jednak panience (akwizytorce niezbędnych przecie na pokładzie kosmetyków) marka B&O nie tylko nic nie mówi, ale i nigdy w życiu do niczego się nie przyda.
Dzisiaj marka, logo straciły swoją pierwotną wartość. Obecnie to już tylko pic i ściema dla kategorii ludzików, którą marketingowcy określają wdzięcznym mianem „piszczących nastolatek”. Nie ma żadnego logicznego powodu, dla którego spodnie na których ktoś napisał słowo „diesel” mają być droższe od spodni na których ktoś inny napisał słowo „Pokorny&Pavliček”, zwłaszcza, że te drugie są lepsze i trwalsze. I abstrahuję tu całkiem od faktu, że, że od 150 lat levi-straussy to najlepsze spodnie na świecie i tańsze od spodni dieslowskich. Mnie, melomanowi, jest wszystko jedno, czy na majtach jest napis Lacoste, Coppernicus, czy Ukulele, byleby nie piły.
W samolocie, dla stewardessy, czyli panienki uprawiającej tam proceder marketingu bezpośredniego flakonik z pachnidłem jest bezcennym, kultowym bożkiem. Z powodu jego utraty gotowa jest sprowokować awanturę i wzywać na lotnisko antyterrorystów. Dla pomówionych facetów prawdopodobnie dużo cenniejsza od tego pachnidła jest puszka Guinessa. I każdy ma prawo wkur… się na maxa, kiedy imputuje mu się kradzież, a kiedy to się nie wypali to można wyprowadzić frajera z równowagi i poszczuć na niego psiarnię, bo za panienką stoi koncern lotniczy a za pasażerem, czyli szmaciarzem – nikt.
Bardzo bym chciał, żeby się jednak okazało, że za tymi pomówionymi i znieważonymi przez machinę lotniczo-antyterrorytyczną pasażerami stoi jednak bezwzględna kancelaria, która udowodni w sądzie, że jej klienci zostali sprowokowani, sponiewierani i doprowadzeni do stanu rozstroju nerwowego i tylko zadośćuczynienie w postaci dożywotnich darmowych przelotów na koszt linii lotniczej może ukoić ich gniew i rozgoryczenie. Albo też milionik. Do rączki.
Byłoby to wszystko bardzo fajne, gdyby nie fakt, że nic takiego się nie wydarzyło, bo to tylko reklama firmy Lacoste…