Dodaj do ulubionych

Dla młodych nauczycieli kontakt z rodzicami to ...

IP: *.toya.net.pl 01.06.11, 23:02
Dla starych także!
Natomiast cała ta konferencja, to gadanina na którą znów wymarnowano mnóstwo unijnych pieniędzy bez żadnego pożytku. A tyle fajnych pomocy dydaktycznych można kupić ze środków, które pochlania takie niczemu nie służące spotkanie.
Obserwuj wątek
    • Gość: belfer Dla młodych nauczycieli kontakt z rodzicami to ... IP: *.internetdsl.tpnet.pl 02.06.11, 11:06
      Nie od rzeczy jeden z fraszkopisarzy (S.J. Lec chyba) napisał: Niektórym ludziom powinno sie wymysleć trudniejszy sposób rozmnażania. W belferstwie jestem od 20 lat i to co obserwuję jeży włos na głowie. Do wielu mataczek nie dociera najprostsza forma krytyki ich "najgenialniejsze" dziecko jest kawałem łobuza, odpornego na wiedzę, wagarujacego i rozwalającego każdą lekcję. Niedawno mieliśmy panią. która groziła nam procesem za fałszowanie dziennika, bo było tam pełno nieobecności jej syna. A to przecież takie dobre dziecko, kanapki bierze i co dzień do szkoły wychodzi.
      • Gość: rodzic Re: Dla młodych nauczycieli kontakt z rodzicami t IP: *.ssp.dialog.net.pl 02.06.11, 11:40
        Absolutna prawda ,ale z drugiej strony jak rodzic chce sie zaangażować w proces wychowawczo edukacyjny , to jest traktowany jak intruz. Bo przecież nie ma przygotowania pedagogicznego , bo od 20 lat Pani/Pan nauczyciel tak robi i nie zamierza nic zmieniać, bo pomysły zmienią nawyki i przyzwyczjenia, a wogóle to rodzic jest od tego żeby wyegzekwował od dziecka to czego oczekuje nauczyciel i wpłacił na komitet.Po za tym na niczym się nie zna i niech edukację zostawi fachowcom. Najwieksze przerażenie budzi w szkole nie rodzic "awanturujący się" tylko taki co chce pomóc. Z takim to już całkiem nie wiadomo co zrobić.
        • Gość: belfer Re: Dla młodych nauczycieli kontakt z rodzicami t IP: *.adsl.inetia.pl 02.06.11, 17:47
          Proszę pana/pani, też jestem rodzicem, moi synowie już studiują, ale dobrze pamiętam czasy, gdy sam chodziłem na wywiadówki. Byłem nawet bardzo aktywnym działaczem Rady Rodziców. To nie tak, że wrogiem jest rodzic, który za dużo chce pomóc. Są jednak osoby potrafiące do tego stopnia narzucać swoje pomysły, że w istocie paraliżują działania szkoły. Bardziej odczułem to pracując w RR niż jako nauczyciel. Jest to jednak raczej margines problemów, bardziej odczuwalny w szkołach podstawowych. Ja mam do czynienia z licealistami. Gorzej jest, gdy nadopiekuńczy rodzic neguje wszelkie uwagi dotyczące zachowania dziecka, podważa oceny, wszelkie winy widzi wyłącznie po stronie szkoły i nauczycieli. Nie twierdzę, że każdy nauczyciel to wzór i nie popełnia pomyłek. Zauważyłem jednak, że tzw. roszczeniowość postaw istotnie zaczyna być problemem. Dam przykład. Na miesiąc przed końcem semestru podaje się tzw. zagrożenia. Jedna z uczennic miała "4" z kartkówki zrobionej z dość prostego tematu na początku roku. później były dwa sprawdziany, na których nie była (odnotowane w dzienniku jako nb w rubryce z ocenami), a w dniu zebrania rodziców była trzecia, której jeszcze nie sprawdziłem. W rezultacie okazało się, że mam na koniec semestru owe "4" i o wiele poważniejszą "1" ze sprawdzianu oraz dwie "dziury". Zgodnie z regulaminem oceniania sprawdziany muszą być zaliczone, albo stawia się "1". Uczennica oczywiście nie przyszła niczego zaliczać, bo przecież nie było podanego "zagrożenia". To, że na koniec semestru miała "4" z kartkówki na 5 minut i trzy "pały" ze sprawdzianów nie miało dla niej i co gorsza dla rodziców żadnego znaczenia. Gdybym jednak uznał za zagrożenie sytuację, gdy dzieciak ma gołą "4" na miesiąc przed półroczem, to by uznano mnie za szalonego. Pytam, czy to są odpowiedzialni rodzice, dla których szukanie kruczków regulamin owych jest ważniejsze od rzeczywistej wiedzy dziecka? Niestety takie postawy są coraz częstsze.
          • Gość: ja Re: Dla młodych nauczycieli kontakt z rodzicami t IP: *.ssp.dialog.net.pl 03.06.11, 08:02
            Drogi "Belfrze", alez nadopiekuńczy rodzic również nie jest problemem dla szkoły. Największym problemem dla szkoły jest rodzic któwry chce aby zarówno on , jak i jego dziecko byli w szkole traktowani podmiotowo ,a nie przedmiotowo. Wiekszośc dokumentów szkolnych (statut, regulaminy WSo , PSO) pisane sa przez nauczycieli i "klepane " przez rade szkoły... więc co za problem przestrzegać przepisy i zasady które samemu się ustaliło? Tym bardziej ,ze obowiązków uczniów jest co niemiara,a nauczycieli tyle co kot napłakał. Jezeli uczeń nie wywiązuje sie z obowiazków sa kary. Jezeli nauczyciel to... no własnie nic , ani krzty drobnego zapisu.
            Odniośnie rzeczywistej wiedzy, to uczeń który chce mieć wiedzę , ale w nosie ma oceny i rodzic z podobnym stosunkiem do zdobywania wiedzy. są uwazani za totalne dziwadła i niebezpiecznych anarchistów chąacych rozwalić cudownie działajacy system "kija i marchewki". nauczyciele wprost uwielbiaja"łaszacych się "o wyzsze stopnie uczniów.
            • Gość: belfer Re: Dla młodych nauczycieli kontakt z rodzicami t IP: *.adsl.inetia.pl 03.06.11, 14:04
              Drogi "Gościu", ma pan/pani pełne prawo do wglądu w te wszystkie dokumenty i regulaminy i jak znam życie wielu rodziców i uczniów wyspecjalizowało się w wykorzystywaniu ich do obrony świętego prawa do głupoty i niewiedzy. Co do rzekomych "anarchistów", to proszę mi podać jakiś cudowny sposób docenienia ogromu wiedzy takiego "dziwadła". Jeśli taki "geniusz olewa sprawdziany albo oddaje czyste kartki, nie ma ochoty robić prac domowych, projektów, czy doświadczeń na lekcjach. Często w ogóle na te lekcje nie przychodzi, bo twierdzi (zgodnie z rodzicem), że go to nudzi, to JAK I ZA CO go ocenić? W ostatnich czasach zauważam sytuację wręcz odwrotna do tego co pan pisze. Uczeń zaczyna mieć WYŁĄCZNIE prawa, a nauczyciel obowiązki. Dziwnym trafem owe genialne dzieci padają później na maturze albo wylatują ze studiów po pierwszych kolokwiach. Ale to przecież wina złego systemu i złośliwych nauczycieli, którzy nie mogą "poznać się" na geniuszu. I jeszcze jedno, bo wyjdę na wroga dzieci. Ponad 90% z nich jest po prostu normalna i rozumie, że do jakichkolwiek efektów dochodzi się przez pracę. A co do łaszących się o oceny, to każdy ma do tego prawo, lecz zawsze lepiej ocenię dziecko które ma je za pracę, a nie za lizusostwo.
              • Gość: ja Re: Dla młodych nauczycieli kontakt z rodzicami t IP: *.ssp.dialog.net.pl 03.06.11, 14:54
                I co z tego ,ze mam wgląd w dokumenty. Czy z powodu ich nieprzestrzegania mam składac donosy do kuratorium , bo nauczyciele i dyrekcja zgodnie twierdzą ,ze jest im przykro ,ze nie przestrzegają zasad które sami ustalili i....dalej nie przestrzegają.
                Kopanie sie z koniem nie ma sensu
                Ale ja nie mam ambicji aby ktokolwiek d-oceniał wysokim "stopniem" ucznia który nie przjmuje sie "stopniem" . A niech Pan/ Pani nauczyciel wstawi tę dwójke czy trójke i zrozumie ,ze ktos nie chce wiecej pomimo ,ze moze umie na wiecej.
                Dziwnym trafem z mojej obserwacji , to Ci uczący się bardzo mocno wszystkiego dla kolejnej 6 odpadają najszybciej , gdyz w pewnym momencie albo siada motywacja ( z wiekiem kolejna 6 juz nie cieszy jak dawniej), albo po prostu nie dają rady wybrać rzeczy ważnych ,a na wszystko "tchu juz brak"
                A na koncu proponowałbym jednak oceniać wiadomości, wiedze i umiejetności,a nie... pracę.
                • Gość: normal Re: Dla młodych nauczycieli kontakt z rodzicami t IP: *.adsl.inetia.pl 03.06.11, 15:36
                  Przeczytałem te kilka postów i mam wrażenie, że "dziad swoja i baba swoje". Jakiś "belfer" próbuje pokazać, że sytuacja jest dziwna, bo rodzicom najbardziej zależy, żeby ich dziecięciu za dużo przypadkiem do głowy się nie dostało. Nawiedzony (chyba) rodzic odsądza od czci i wiary całe szkolnictwo, bo pewno jego "genialnemu" dzieciątku ktoś złą ocenę postawił, albo i nawet ktoś jakiś błąd popełnił. Moje osobiste dziecko opowiada, jak to najczęściej jest. Najgłośniej drą japy rodzice nieuka, który olewa wszystko i wszystkich, a potem mamusia czy tatuś pędza z gębą, że "dziecko się krzywdzi". Na wywiadówkach sam często widzę jak zachowują się co niektórzy rodzice. Wstyd siedzieć w klasie. A dziecko? Najczęściej klasowy kretyn!!! Wagary i imprezy, ale na tydzień przed wystawieniem ocen chce zaliczać i poprawiać wszystko. Inne zasuwało przez cały rok, a leń i nieuk ma mieć lepszy stopień, bo takie jego prawo. Głupie prawo!!!!
    • Gość: kwant Dla młodych nauczycieli kontakt z rodzicami to ... IP: *.legnica.vectranet.pl 29.09.12, 17:18
      Dziwny jest ten kraj! Ostatnio przeczytałam artykuł, że to rodzice boją się wywiadówek.
      Cytuję;"Legnicka nauczycielka.....znalazła sposób, by rodzice nie bali się wywiadówek. Praca tej pani znalazła się w wydanej tydzień temu książce – poradniku dla wychowawców szkolnych. .."

      Czy to znaczy ,że w tym kraju wszyscy boją się wszystkich...?
      To żenujące....Ale myślę, że niestety to przykra prawda o naszej kulturze i obyczajowości...
      Z głupotą ludzką człowiek spotyka się codziennie. I tej głupoty nie brakuje niestety nawet u nauczycieli...Piszę tak, choć sama pracuję w tym zawodzie.
      A co z ludzką godnością?
    • angrusz1 Od wielu lat 29.09.12, 20:33
      oświatą rządzą tzw postępaki , czyli ci od " nowoczesnej " , " postępowej " oświaty - mieszanina lewaka i liberała .
      Skutki widać .
      Pora tych postępaków odsunąć od władzy .
    • Gość: Rodzic Zebrania to żenada IP: *.adsl.inetia.pl 29.09.12, 23:58
      Na zebraniach z dużym cierpieniem uświadamiam sobie naocznie z jakimi życiowymi niedojdami mają do czynienia moje dzieci. Nauczyciel to od wielu lat wybór negatywny, idą tam ludzie, którzy nie poradziliby sobie gdzie indziej. OK, zdarzają się NIELICZNE wyjątki, tzw. pasjonaci.
      I na tych zebraniach wychodzi jak bardzo jesteśmy do tyłu za Zachodem. Nie, mamy podobne (!) zarobki, podobne auta, komputery, ALE ORGANIZACYJNIE jesteśmy 20 lat wstecz. I nas każdy rodzic coś musi powiedzieć, najczęściej głupiego, lub przynajmniej niepotrzebnego, tzn, powtórzenie innej wypowiedzi, lub zapytanie o kwestię, która bez pytania została wcześniej wyjaśniona. 90% zagadnień dałoby się przekazać BEZ ZEBRANIA, w formie komunikatu (bez "feedbacku"), np e-mailem. ALE GDZIE TAM! Rodzicom trzeba PRZEDYKTOWAĆ różne bzdury, np plan lekcji (TO MOŻNA OPUBLIKOWAĆ) i na takich pierdołach traci się większość czasu.
      A przy okazji wychodzą cechy osobowościowe nauczyciela i nawet najbardziej nieczuli emocjonalnie rodzice tracą resztki szacunki wobec nieprzygotowanej niedojdy.

      Tak, jestem "menedżerem", mam pod sobą grupę liczebnie porównywalną z klasą, czy rodzicami, mam doświadczenie jako wykładowca akademicki., i ZWYCZAJNIE WIEM, JAK ŁĄTWO SOBIE Z TYM PORADZIĆ. Robię to na codzień.
      Te niedojdy też to robią niejako na codzień, tylko im to nijak nie wychodzi.
      Tak, ja zarabiam kilkakrotnie więcej, ale to nie ich nie tłumaczy, bo to nie od zarobków zależy.
    • Gość: kwant Dla młodych nauczycieli kontakt z rodzicami to ... IP: *.legnica.vectranet.pl 03.10.12, 08:45
      Proszę Państwa! Kilka słów o polskim szkolnictwie...
      Jestem nauczycielem. Brałam udział w szkoleniu na temat dokumentacji , czyli, jak pisać plany wynikowe, konspekty...itd. Szkolenie prowadziła pani nagradzana różnymi nagrodami, m.in. prezydenta miasta itp...Po szkoleniu otrzymujemy na email przykładowe konspekty (wzorcowe), czy też plany wynikowe (jak zwał, tak zwał). Otwieram taki "wzorcowy" konspekt, i co czytam...?
      W pierwszym punkcie.."uczeń zapamiętuje treści", dopiero w następnym "uczeń rozumie..."
      Szkoła w niczym nie zmieniła się od czasów kiedy sama byłam uczennicą. Cała ta "nauka" to przede wszystkim zapamiętywanie, a potem ewentualne zrozumienie treści.
      Kocham Cię POLSKA SZKOŁO!!!
    • Gość: kwant Dla młodych nauczycieli kontakt z rodzicami to ... IP: *.legnica.vectranet.pl 03.10.12, 09:01
      I jeszcze jedna myśl...
      Nauczyciel boryka się ze stertą papierów które musi ciągle wypełniać.
      Przygotowuje konspekty. Na podstawie tych konspektów ma prowadzić lekcję.
      A co w sytuacji, kiedy w klasie pojawia się uczeń twórczy, dociekliwy, zadający masę ciekawych pytań i w konsekwencji sprowadza lekcję na inny tor niż zamierzony w konspekcie?????
      Bardzo często nie rozumiem sensu tej pisaniny (a ostatnio dowiedziałam się na szkoleniu,że należy zaznaczyć np. "przywitanie uczniów i sprawy organizacyjne...2 min." Czy to wszystko nie jest postawione "na głowie"?

Nie pamiętasz hasła

lub ?

 

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się

Nakarm Pajacyka