kropka.
02.03.02, 01:04
Jechaliśmy już dość długo. Pogoda była obrzydliwa, padało i zaczynało się
ściemniać.
- Wyłączyłabyś radio i pogadała ze mną trochę, mruknął.
- Sie robi. O czym pogadamy?
- No właśnie. Z tobą się trudno rozmawia, bo na niczym się nie znasz, stwierdził
- A powinnam? Po co mi to? Przecież sam wiesz, co robić, a jak coś Ci jest, to
jedziemy do specjalisty. Usiłowałam go uspokoić, bo wydawał się nieco rozżalony.
- Niby tak, ale pogadałbym chętnie o tej ślicznej renouweczce, co jedzie z
przeciwka, o tym fordzie, co właśnie mnie, cholera jasna, ochlapał! Gdzie masz
oczy, baranie!!! Ale ty i tak nic z tego nie zrozumiesz, więc co mam sobie
silnik strzępić...
- Prawda, zgodziłam się pokornie. To może jednak włączę radio, posłuchamy
wiadomości, co?
- Niech będą wiadomości, westchnął ciężko, zrezygnowany.
Jechaliśmy dalej słuchając radia.
Zrobiło mi przykro. Bo to przecież ON pracuje, ON moknie, JEMU wiatr w oczy,
a ja go tak instrumentalnie traktuję. Nawet pogadać ze mną nie ma o czym, bo
się nie znam...
Czy Wasze autka też takie gadatliwe, czy tylko mnie trafił się wyjątkowy
egzemplarz?
smutno pozdrawiam