Rozmowy zza kierownicy :)

02.03.02, 01:04
Jechaliśmy już dość długo. Pogoda była obrzydliwa, padało i zaczynało się
ściemniać.
- Wyłączyłabyś radio i pogadała ze mną trochę, mruknął.
- Sie robi. O czym pogadamy?
- No właśnie. Z tobą się trudno rozmawia, bo na niczym się nie znasz, stwierdził
- A powinnam? Po co mi to? Przecież sam wiesz, co robić, a jak coś Ci jest, to
jedziemy do specjalisty. Usiłowałam go uspokoić, bo wydawał się nieco rozżalony.
- Niby tak, ale pogadałbym chętnie o tej ślicznej renouweczce, co jedzie z
przeciwka, o tym fordzie, co właśnie mnie, cholera jasna, ochlapał! Gdzie masz
oczy, baranie!!! Ale ty i tak nic z tego nie zrozumiesz, więc co mam sobie
silnik strzępić...
- Prawda, zgodziłam się pokornie. To może jednak włączę radio, posłuchamy
wiadomości, co?
- Niech będą wiadomości, westchnął ciężko, zrezygnowany.
Jechaliśmy dalej słuchając radia.
Zrobiło mi przykro. Bo to przecież ON pracuje, ON moknie, JEMU wiatr w oczy,
a ja go tak instrumentalnie traktuję. Nawet pogadać ze mną nie ma o czym, bo
się nie znam...

Czy Wasze autka też takie gadatliwe, czy tylko mnie trafił się wyjątkowy
egzemplarz?
smutno pozdrawiam


    • rubin Ech! - życie!! 02.03.02, 04:13


      Ale przecież godzinę później było lepiej. Nie?!
      Dużo lepiej!!
      Wspaniale!!!

      Pozdrawiam
      Weselej

      Rubin

    • jasam Re: Rozmowy zza kierownicy :) 02.03.02, 12:16
      Kropko
      Mam pytanie.
      Czy jak rano podchodzisz do szafy to mówicie sobie np.
      - Dzień Dobry.
      - Cześć. Jak się dzisiaj spało ?
      - Kiepsko, bo dywan całą noc opowiadał nocnej lamce, jak go wczoraj
      potraktowano trzepaczką.
      - No to rzeczywiście kiepsko, ale proszę sobie coś ode mnie wziąść.
      - Dziękuję. .... No muszę lecieć. Do wieczora pani Szafo.
      - Miłego dnia.
      itd ... pożegnanie z drzwiami, powitanie bramy, pomachanie jej chusteczką
      odjeżdżając do pracy, ........

      pozdr.
      Zapomniałem o gorącym powitaniu rano z czajnikiem.

      • vladip Re: Rozmowy zza kierownicy :) 02.03.02, 12:31
        :)) a ja znam jednen czajnik (jednego czajnika?) który nazywa się Kazio...
        bardzo miło gadało się z nim o kawce...
        pzdr
        vladip
      • kropka. Re: Rozmowy zza kierownicy :) 03.03.02, 21:21
        Jasam, z szafą nie mam takich silnych więzów uczuciowych, bo mam z nią jedynie
        chwilowe kontakty: coś wkładam do niej, wyjmuję - moment i już. Zresztą szafa
        jest zamknięta (w sobie) i nie zawracamy sobie wzajemnie głowy. Natomiast w
        samochodzie spędzam dość dużo czasu, wiele godzin spędzamy sam na sam, chroni
        mnie przed zimnem, deszczem i takimi różnymi nieprzyjemnościami, stąd też
        zupełnie inne relacje między nami. A i gadatliwy bardziej. :)
        pozdrawiam
    • Gość: kostas Re: Rozmowy zza kierownicy :) IP: *.toya.net.pl / 10.0.212.* 02.03.02, 13:15
      a ja Cię Kropko rozumiem. też czasem na trasie lubię sobie z moim Honeckerem
      (imię nadane na cześć jego rodaka) pogadać, ale (całe szczęście) obaj sobie
      lubimy radia posłuchać. jak rozmawiamy, to głównie o motoryzacji i przeważnie
      się rozumiemy :-),a jeśli nam komunikacja zaczyna kuleć, to mamy takiego
      znajomego (z warsztatem), który zawsze wie o co Honeckerowi chodzi.

      PS
      jak nazywacie swoje maszyny? :-)
      • tulka Re: Rozmowy zza kierownicy :) 02.03.02, 13:56
        Nasz pierwszy rodzinny Samochód (trochę na wyrost to określenie, ale należy mu
        się- za liczne zasługi) maluch w kolorze rdzawym, nazywał się Barnaba. Kolejny
        otrzymał to samo imię na jego cześć. Przy późniejszych, większych samochodach,
        jakoś ten zwyczaj poszedł w zapomnienie :-(
        A mój obecny wehikuł jest płci żeńskiej i nosi imię pochodzące od nazwy
        modelu :-)
        • michal.ch Re: Rozmowy zza kierownicy :) 02.03.02, 18:41
          Eh, jeden z samochodów, którego wykorzystuję (ekhm... nie miałem innego słowa
          pod ręką :) nie ma imienia (jakoś tak wyszło, choć obiecuję, że w najbliższym
          czasie coś wymyślę), natomiast drugi, z racji swojego wieku (Syrena Bosto na
          chodzie) nazywam "Babcia" (lub bardziej zdrobniale "Babunia").

          W związku z coraz trudniejszą walką z warsztatami diagnostycznymi i
          urzędnikami, którzy najchętniej już dawno by ten samochód wywalili na złom, a
          także ze względu na brak części zamiennych (jak to dobrze, że istnieje taki
          zawód jak kowal i ślusarz) moja rodzinka będzie musiała rozstać się z Babcią.
          Ostatnio zaczęła rdzewieć od spodu. Starość nie radość.

          Nigdy nie zapomnę, jak wiele ten samochód dla nas zrobił. Kupiony został na
          giełdzie na początku lat '90 z myślą o zachowaniu dla potomnych, a także jako
          tani samochodzik dostawczy. W drugiej poł. minionego właśnie dziesięciolecia
          przeszedł remont generalny z wymianą całego oblachowania przedniej części i
          dokładnego czyszczenia silnika. Do tej pory można tym "czołgiem", jak niektórzy
          nazywają złośliwie ten samochód, rozpędzić się do "zawrotnej" szybkości 110km/h.
          Jeździliśmy Babcią nawet na krańce Polski i ani razu w trasie nas nie zawiodła.

    • Gość: kasiaprim Re: Rozmowy zza kierownicy :) IP: 62.233.181.* 02.03.02, 18:43
      kropka. napisał(a): > Czy Wasze autka też takie gadatliwe, czy tylko mnie trafił
      się wyjątkowy egzemplarz?

      U mnie jeszcze gorzej - bo ja mam do czynienia z babą- Ibizą...
      • michal.ch Re: Rozmowy zza kierownicy :) 02.03.02, 18:46
        Powiedz jej tak: "Kurde, kobito przestań mielić tym ozorem bo w pysk
        dostaniesz! Jeszcze jedno słowo! No!"

        P.S.
        Ktoś pewnie zaraz powie, że jestem brutal i damski bokser. :-)
    • gabi1 Re: Rozmowy zza kierownicy :) 02.03.02, 23:30
      Z moim Romkiem to jak z kobietą (wiec czemu Romek???) raz trzeba łagodnie z
      miłością, raz przywalić mu z grubej rury.Najlepiej "jutro jedziemy do mechanika"
      i wtedy skutkuje.
      Ale by dyktował mi co mam robić za kółkiem, mówić do niego lub radia słuchać to
      juz przesada.
      Kropko!!
      Rozpuściłaś go jak dziadowski bicz!!!
      Więcej kija, mniej marchewki!!
      • michal.ch Re: Rozmowy zza kierownicy :) 03.03.02, 16:20
        Jeżeli nie chce mi odpalić to mówię mu, że jak go pierd...nę to zaraz mu
        przejdzie! Czasami skutkuje, a jak nie skutkuje to wyciągam młotek i przywalam
        w mocowanie przewodów rozrusznika i działa. Odrobina perswazji. :-)
    • por_borewicz Re: Rozmowy zza kierownicy :) 03.03.02, 18:55
      Oj to milo kiedy autko takie gadatliwe... 8-). Moj Peugeocik (bezimienny, chc
      aktualnie jedyny w moim zyciu) nie mowi zbyt wiele, a ja do niego najczesciej
      mowie "przepraszam", glaszczac go po kierownicy, kiedy wpakuje sie
      nieopatrznie w jakas przepasc w asfalcie... a przepasci takich w Lodzi nie
      brakuje... 8-(
      Czasem tez sobie zamienimy pare slow kiedy ruszamy zima spod domu i obu jest
      nam bardzo zimno, smutno i zle..., i obu nam nie chce sie jechac... najchetniej
      ja bym wrocil do domu a on do garazu 8-)

      Pozdrawiam

      Por. B.
    • biala_almera Re: Rozmowy zza kierownicy :) 03.03.02, 20:47
      Słuchaj no Kropko.
      Czy ktoś upoważnił cię do wyjawiania na forum naszych rozmów w czasie jazdy.
      A dlaczego nie pochwaliłaś mnie, że cierpliwie wysłuchuje twojego mamrotania,
      gdy jesteś wkurzona. Czasem aż wstyd mi za to co słyszę, ale rozumię, np. gdy
      inny samochód zajeżdża nam drogę i muszę cię ratować przed problemami w
      warsztatach samochodowych.
      Ale nie rozumiem, że piszesz o mnie w rodzaju męskim. JA JESTEM ALMERA.
      Ten Samochód, ta Almera - tak jak ten człowiek, ta Kropka.
      Ale przyznam się, że i tak jestem dumna, że przeszłam do historii tego
      zwariowanego forum (czytałam o jeżach - dziwne osobniki to pisały).

      Pozdrawiam wszystkich właścicieli samochodów.
      Rozmawiajcie z nami, pogłaskać też nie zawadzi, a jeszcze należy pamiętac o
      myciu i sprzątaniu !!!!
      Biała Almera
      • grover Re: Rozmowy zza kierownicy :) 03.03.02, 21:16
        No nie, do czego już doszło, że już samochody zaczęły pisywać do forum:)))))
        Toż to jakaś paranoja:)
        Grover i jego ukochnay Frord Escort:)
        • biala_almera Re: Rozmowy zza kierownicy :) 04.03.02, 15:20
          grover napisał(a):

          > No nie, do czego już doszło, że już samochody zaczęły pisywać do forum:)))))
          > Toż to jakaś paranoja:)
          > Grover i jego ukochnay Frord Escort:)

          No właśnie zamiast Frorda kup sobie Forda, bo to jakaś paranoja jeździć Frordem.
          hi, hi, hi, hi :-P
          Mamy komputerki pokładowe ? Ładują w nas różnorodne systemy ABS, GPS, "może
          podgrzać fotel pod dupcią", "a może trochę wiaterku na pyszczek". Ale dziwią się
          że na Forum pisujemy. Jeżeli autko ma inteligentnie służyć właścicielowi to ok. A
          jak wykazuje się na zewnątrz inteligencją to PARANOJA. Ty Grover - nie bądź taki
          Grover.

          Miło czytać, że wielu piszących tak miło mówi o swoich autkach. A Makowinka jak
          ładnie napisała. Szkoda, że nie porozmawiała ze swoim autkiem.
          A ciekawe jakie ocieplenie miały tamte opony na zimę. Kropka takich nie zakłada,
          a guma nie chroni od zimna. Moze to były jakieś kożuszkowe opony ?
          Kropka na mnie nakrzyczała i straszy zimną wodą. Rozmawiałam na parkingu z piękną
          Tigrą, to ona jeździ do myjni z cieplutką wodą. A i szampon dla niej specjalnie
          kupują, a nie płyn do mycia naczyń (jak ostatnio).
          A nie lubię, gdy ktoś mówi "babski samochód" bo wiadomo, że auto takie samo jak
          ta baba za kierownicą. A przy dobrym kierowcy to i na rajd mogłabym jechać.
          A muszę też naskarżyć, że Kropka używa w samochodzie niecenzuralnych słów. Tak,
          tak, Jak ją wkurzą przechodnie lub inni kierowcy, to ....... lepiej nie pisać co
          się dzieje. Ale i ja wtedy mogę jechać bardziej sportowo. Zdecydowanie lepiej
          naciska wtedy na gaz.

          Ale dość - aby nie stresować czytających i nie wprowadzać paranoichnych zachowań
          żegnam Was. Idę na inne wątki.
          Prostych, połatanych dróg. I nie wjeżdżajcie na wysokie krawężniki, bo później
          felgi przez długi czas są obolałe.
          Samotna Biała Almera
      • kropka. Re: Rozmowy zza kierownicy :) 03.03.02, 21:52
        Aleś ty maruda! Teraz ci nie odpowiada, że mówię o tobie w rodzaju męskim!
        A kto mnie zwymyślał, jak mówiłam o tobie "babski samochód"? Aż się krztusić
        zaczęłaś i trzeba było do specjalisty jechać! No to się zdecyduj wreszcie!
        Chłop czy baba? A przeczytałaś, że jesteś rozpuszczona jak dziadowski bicz?!
        To zapamiętaj!
        A z tym sprzątaniem - nie przesadzaj. Chcesz, żeby cię w takie zimnisko wodą
        polewać? Proszę bardzo. Powiem bachorom i nie ma sprawy. Ja tam wolałabym do
        wiosny poczekać, ale jak chcesz...
    • p8 Re: Rozmowy zza kierownicy :) 03.03.02, 21:22
      Wasze samochody mówią??:), do mnie mówią wszystkie przedmioty i roślinki i
      zwierzątka, zewsząd słyszę głosy....:)?????

      panBozia


      ps.Ale ja się leczę:)))))
      • Gość: kostas Re: Rozmowy zza kierownicy :) IP: *.toya.net.pl / 10.0.212.* 03.03.02, 23:12
        p8 napisał(a):

        > ps.Ale ja się leczę:)))))

        próbowałem, ale prozak jest strasznie gadatliwy - można z nim rozmawiać o
        wszystkim, ale... żeby on, sorry - On się na czymś znał... poza tym dosyć mocno
        mu dykcja nawalała. lepiej P8 rzuć to leczenie i gadaj zdrów z czym popadnie :-))

    • makowinka. Re: Rozmowy zza kierownicy :) 04.03.02, 11:24
      kropka. napisał(a):

      > Czy Wasze autka też takie gadatliwe, czy tylko mnie trafił się wyjątkowy
      > egzemplarz?
      > smutno pozdrawiam


      Nie ma go od półtora roku ale ciągle bardzo za nim tęsknię. Tworzyliśmy razem
      bardzo zgrany zespół. To prawda że trzymałam go twardą ręką i kazałam robić
      wszystko pod swoje dyktando ale beze mnie byłby tylko bezczynna kupą złomu.
      Podziwiałam w nim to, że dzielnie wykonywał moje rozkazy i spełniał wszelkie
      zachcianki, nigdy się nie skarżąc i nie przeciwstawiając mi, choć za kierownicą
      wykazywałam zawsze ognisty temperament i ułańską fantazję. Dostawał w zamian
      wszystko, co było mu potrzebne do zachowania wyśmienitej formy: smary, oleje,
      filtry powietrza i paliwa, świece, nowe ogumienie (na zimę ocieplane) i klocki.
      Kiedyś nawet dostał pokrowiec na kierownicę.
      Głos miał cichy i melodyjny ale praktycznie nigdy ze sobą nie rozmawialiśmy,
      wszak rozumieliśmy się bez słów.
      Mam nadzieję, że ma jeszcze przyklejone na tylnej szybie to małe, czerwone
      serduszko, które ode mnie dostał.

      Z melancholijnym pozdrowieniem
      Mak
Inne wątki na temat:
Pełna wersja