profesorufo
28.11.11, 22:45
W teorii wszystko ładnie i pięknie. A jak wygląda praktyka? Jak ktoś chce się dowiedzieć może zajrzeć na oddział chorób rozrostowych i zobaczyć. Najpierw o godz. 8.00 trzeba stanąć w kolejce do laboratorium. Następnie o godz. 10.30 w izbie przyjęć sprawdzić czy jesteś na liście osób do przyjęcia. Następnie na drugie piętro gdzie widzisz ciżbę ludzi czekających aż przyjdą wyniki badań krwi i podjęta zostanie decyzja czy można podać "chemię". Jeśli tak, to czekamy aż przywiozą "flaszki" z apteki i już ok. godz. 13.00 zaczyna się podawanie chemii na krzesełku w ...sali szpitalnej /pomiędzy łóżkami/ albo zejście na parter do ambulatorium, w którym nie ma oczywiście lekarza. No i skierowania. Oczywiście skierowanie na tomograf komputerowy to do innego szpitala, bo tu nie ma miejsc. Na USG - do innego szpitala. Bardzo chciałbym, aby leczenie odbywało się "po ludzku". Być może, gdy skończy się remont budynku coś się poprawi. Ale jak może być lepiej, jeśli już się planuje, że w wyremontowanym budynku będą trzy oddziały - czyli pod względem lokalowym nic się nie zmieni. Może chociaż lekarze będą mieli jakieś gabinety i przestaną z chorymi rozmawiać na korytarzu. Co z tego, że będą takie cuda jak nie będzie można z nich skorzystać. Takie rzeczy jak w artykule może pisać ktoś, kto tam nigdy nie był i nie widział upodlenia pacjentów. A przecież tam się jeździ co trzy tygodnie, a czasami i co tydzień.
Bardzo się cieszę, że onkologia wreszcie się rozwija - ale przy takiej liczbie pacjentów - to kropla w morzu potrzeb. jeśli "chemia" i "rozrosty" nie dostana wzmocnienia etatowego i "swojego" sprzętu w postaci USG i tomografu to i tak nic się nie poprawi. Ale jak bardzo chciałbym się mylić to wiem tylko ja.
Pozdrawiam