Gość: łażej
IP: *.retsat1.com.pl
03.06.04, 15:25
www.lodz.naszemiasto.pl/wydarzenia/371181.html
"Jedenastu łodzian, którzy ukończyli kurs przewodników po swoim mieście, nie
może zdawać państwowego egzaminu. Powód? Przed komisją egzaminacyjną Urzędu
Wojewódzkiego musi stanąć... piętnastu zdających.
– Cały rok chodzenia na kurs okazał się stratą czasu – mówi Ewa Oziemska. –
Nikt z nas nie wiedział, że niezbędnym wymogiem formalnym jest
piętnastoosobowa grupa zdających – dodaje Radomir Dziubich.
Kilku kursantów wycofało już opłatę za egzamin. – Wypłaciłem dwieście złotych
z konta Urzędu Wojewódzkiego. Nie wiem, czy dojdzie do tego egzaminu. A
pieniądze są mi potrzebne – mówi Justyna Walisiak.
Pomimo pertraktacji i próśb niedoszłych przewodników, Urząd Wojewódzki nie
może ominąć sztywnych przepisów ustawy o usługach turystycznych. – Tylko
wtedy zorganizujemy egzamin, kiedy piętnastu uczestników kursu wpłaci
pieniądze na konto urzędu – informuje Zbigniew Szerszeń, kierownik wydziału
rozwoju regionalnego w Urzędzie Wojewódzkim.
W Łodzi jest 40 czynnych przewodników. – Przy spadającej liczbie wycieczek
krajowych i zagranicznych, które odwiedzają Łódź, to wystarczająca liczba –
uważa Ryszard Bonisławski, dyrektor Centrum Informacji Turystycznej."
Bardzo mi się to nie podoba. I bardzo mnie dziwi postawa Pana Bonisławskiego.
Po pierwsze od dwóch-trzech lat mam wrażenie, że po Piotrkowskiej kręci się
więcej turystów niż to było dawniej. Może ogólna liczba obcokrajowców
przyjeżdżających w rejon Łodzi spada, ale to może mieć związek z relacjami
naszych wschodnich sąsiadów z targowiskami w Tuszynie i Rzgowie.
Po drugie - nawet gdyby obecnie liczba przewodników była wystarczająca, to
ktoś kto chce zostać przewodnikiem inwestując w to swoje pieniądze, powinien
mieć taką możliwość! Zwiększenie liczby przewodników po Łodzi może być
bodźcem dla rozwoju turystyki w mieście. Ponadto ludzie mogą promować Łódź i
jej walory nie tylko pracując zawodowo jako przewodnicy, ale przy różnorakich
innych okazjach. Do takiego działania nie trzeba mieć zdanego egzaminu
końcowewego kursu - fakt. Ale brak możliwości podejścia do egzaminu może
zniechęcić inne osoby chętne do pojęcia kursu. A to nie jest w interesie
miasta.
Prawdę powiedziawszy odniosłem wrażenie (nie wiem czy słuszne), że chroniona
jest pozycja osób mających już uprawnienia przewodników.
ps. Gdzie można zrobić taki kurs?