Gość: Plath
IP: *.ipartners.pl / *.ipartners.pl
09.06.04, 16:15
Miniserstwo Edukacji Narodowej zafundowało uczniom drugich klas szkół
ponadgimnazjalnych niepowetowaną przyjemność pisania próbnej matury w rok
przed egzaminem. Teoretycznie to absurdalne przedsięwzięcie miało charakter
nieobligatoryjny. W praktyce jednak rezygnacja z ów wątpliwej przyjemności
byłaby odczytana jako brak taktu, swoistego rodzaju faux-pas, bądź po prostu
jako niepoważne traktowanie niezwykle poważnej instytucji, jaką jest szkoła.
Pierwszego dnia odbyła się matura z języka polskiego. Po przeczytaniu
eseju na temat tolerancji i rozwiązaniu znajdujących się pod nim
zadań,nadszedł czas na wypracowanie. Wybrałam temat pierwszy i przystapiłam
do pisania. Pozwoliłam moim myślom frunąć. Słowa z wdzięcznością łabędzia
wyłaniały się spod pióra i płynęły kaskadami. Język giętki "przeleciał
wszystko ducha szkrzydłem". Czułam dumę i zadowolenie młodego
twórcy.
Następny ranek przyniósł jednak gorzkie rozczarowanie. Codzienny rytuał
czytania "Gazety Wyborczej" podczas podróży tramwajem, tym razem stanowił
źródło silnych emocji, niestety nadwyraz negatywnych. Moja praca, wychodząca
trescią poza ramy tradycyjnych interpretacji, nie odpowiadała w pełni
zamieszczonemu schematowi odpowiedzi. Poczułam się oszukana przez nowy system
oceniania, który godzi w indywidualność. Nowa matura wymaga od nas
jednakowego sposobu myślenia, odziera odbiorcę z jego roli w interpretacji
utworu. Następnym razem będę pamiętała, iż temar pracy nie stanowi źródła
inspiracji, lecz narzuca sposób postrzegania świata. I gdzie tu miejsce na
kreatywność?