Dodaj do ulubionych

Wątek surrealistyczny

    • cruach C46 20.09.02, 10:40
      Można plagiatować.
      Można plagiatować samego siebie.
      Można nawet robić swoje i po smierci.
      Można ostatecznie www2.gazeta.pl/forum/794674,30353,794652.html?f=63&w=3025034&a=3032249
    • Gość: yavorius ey8 (rozdział 7) - 997 IP: *.smrw.lodz.pl / *.radio-gazeta.pl 20.09.02, 17:25
      ROZDZIAŁ SIÓDMY

      Następnego dnia rano Jowita wyszła do "Bonanzy" po śniadanie dla siebie i
      Czerwonego Kapturka (Jowita zamieszkała u niej). Jowita już chciała przejść
      przez most, gdy spod niego usłyszała głos:
      - Kiedyś dbałem o to, by moje teksty miały doskonałą formę. Widać było po
      nich technikę i znajomość rzeczy.
      - Hej, kim jesteś? - zawołała Jowita pod most.
      - Jestem Podpalaczem z detonatorem w mózgu - odpowiedział ktoś.
      - I co? Podpalisz mnie czy wybuchniesz? - zapytała Jowita, delikatnie się
      wycofując.
      - Co?! Ja??? Ja wybuchnę?! - wybuchnął Podpalacz - Jestem zupełnie spokojny.
      - Zupełnie spokojny? Hmm... - zastanowiła się Jowita - I co? Podpaliłeś już
      kogoś?
      - Taak... - rozmarzył się Podpalacz - Moją planetę. Niestety, powstrzymali
      mnie.
      Jowita jednego była pewna - ten facet to psychol. Zaczęła biec.
      - Nie uciekaj złotko - krzyknął Podpalacz - I tak dogonię cię z mocą Diesla.
      Jowita biegła jak najszybciej przed siebie, nagle poczuła, że o coś
      zawadziła i przewróciła się. Drut kolczasty wrzynał się w jej nogę, która
      krwawiła.
      - Tak właśnie biegnie biały człowiek - pokiwał smutno głową Indianin, który
      nie wiadomo skąd pojawił się przy Jowicie - Gdy biegniesz, musisz wczuć się w
      Naturę, związać się z Nią.
      - Ktoś ty? - zapytała Jowita.
      - Jestem Czerwonym Prorokiem z plemienia Shaw-Nee - odpowiedział Indianin.
      - Co tu robisz?
      Indianin nie odezwał się. Przemienił się w azteckiego boga Tezcatlipoca (to
      od niego właśnie Wilk nauczył się perwersyjnych praktyk seksualnych).
      - Uprawiam voodoo i poszukuję ofiary - wyjaśnił.
      - Taak. Czytałam, że voodoo jest bardzo interesującą religią, zwłaszcza dla
      tych jej członków, którzy już nie żyją... - Nagle uzmysłowiła sobie, co
      powiedział aztecki bóg i obudziła się w niej dusza masochistki - Czy mogę
      zostać twoją ofiarą? - zapytała.
      - Jasne - odpowiedział Podpalacz. Azteckiego boga gdzieś wcięło - Fajny mam
      system maskujący? - zapytał Podpalacz będący teraz Marylin Monroe.
      - Aaaaa! - wrzasnęła Jowita i pokuśtykała w kierunku "Bonanzy" (nie
      zapominajmy o krwawiącej nodze).
      Szła prawie godzinę, Podpalacz jej nie ścigał. Wreszcie stanęła
      przed "Bonanzą".
      - Puk, puk - zapukała ustami, bo nie było drzwi, które właśnie zniknęły.
      - Tu jesteśmy! - odpowiedziały drzwi. Stały za nią i groźnie kłapały.
      - Aaaaa!!! - krzyknęła Jowita najgłośniej jak potrafiła - To jakiś koszmar!
      Nie chcę tu być, nie!!! - odwróciła się i uciekła.
      - Stój! - krzyknął nagle krzak.
      - Zamknij się! - odpowiedziała Jowita - Krzaki nie mówią!
      Zza przydrożnego krzaka wyszedł nagle pluszaty stwór.
      - Nie jestem krzakiem, ale trollem - powiedział.
      - A ja jestem Jowita - Jowita także się przedstawiła - Wiesz, przypominasz mi
      mojego kolegę Grubasa.
      - Znam go! - ożywił się troll - Strasznie niewyraźnie mówi!
      - Tak, to on - przytaknęła Jowita - To twój krewny? Chyba nie, bo ty mówisz
      wyraźnie.
      - Nie, nie krewny. Kiedyś piłem z nim wódkę.
      - Wódkę? - zainteresowała się Jowita - A co to takiego?
      - To taka woda, tylko śmierdzi i piecze - wyjaśnił troll - Po jej wypiciu
      Grubas mówił... nie, bełkotał zupełnie niewyraźnie. A ja go rozumiałem!
      - Ale super - krzyknęła Jowita - Czy ja też mogę się napić? Masz trochę wódki?
      - Pewnie - Troll wyciągnął z sakiewki butelkę i poczęstował Jowitę. Ta
      łyknęła z gwinta. Nagle poczuła przemożną ochotę uderzenia głową w drzewo.
      Drzewo pod wpływem uderzeń zwaliło się, zabijając trolla. Nagle zza mrowiska
      wyturlał się Grubas, obejrzał ścierwo Trolla i zabrał mu naszyjnik oraz złoty
      pierścień.
      - Jowifo, czy zostaniesz moją foną? - zapytał z nadzieją w głosie, wkładając
      jej na palec pierścień.
      - Przecież ty już masz żonę... - Jowita oglądała swoją rękę.
      - Tak Jowifko, nawet tfie.
      - To po co ci trzecia?
      - Piełfaa jest stała i obleśna, a długa to moja łęka/cółka/siosłra/gumowa
      łałka (niepotrzebne skreślić).
      Jowita ożywiła się - A co zrobimy z tymi dwiema? - zapytała.
      - Wyrzucę na śmietnik, bleble twoja mać! - odpowiedział Grubas.
      - Tak po prostu? - zdziwiła się Jowita - A co będzie, jeśli znudzisz się mną?
      Też mnie wyrzucisz?
      - Ty mi fię nigdy nie znuwif - stwierdził Grubas przypominając sobie, jak
      wcześniej mówił to swoim lalkom.
      - A co będzie, jeśli to ty mi się znudzisz? - spytała Jowita. Kiedyś chodziła
      z jednym chłopakiem z jej wsi (Gostynina) dwie godziny, po czym znudziwszy się
      nim, rzuciła go.
      - Wtedy mnie wufisz, a ja będę wufony. Rąbnę o mur, rozpłafczę się i będę
      wyglądał jak ten tłoll.
      - Dobra, zgadzam się - powiedziała Jowita - Jestem twoją żoną.
      - Eftra - ucieszył się Grubas.
      - Rzucam cię - powiedziała stanowczo Jowita - Masz rąbnąć o mur!
      - A noc poflubna??? - Grubas był wyraźnie niepocieszony.
      - Przecież jeszcze jest dzień - zauważyła Jowita.
      Nagle zapadła noc. Grubas wyciągnął swe obleśne łapy w kierunku Jowity,
      złapał ją za kibić i zaczął rozbierać. Biedna dziewczyna szarpała się, ale
      bezskutecznie. I stało się - Grubas po raz kolejny implodował z podniecenia.
      Jowita-wdowa została sama. Położyła się pod drzewem i usnęła.

      * * *

      Obudził ją przeraźliwy jazgot budzika. Spojrzała nań - była 7:00. Za godzinę
      zaczynał się wykład z makrostruktur. Postanowiła jednak zostać w domu.
      Sięgnęła pod łóżko i wyjęła swoje ulubione czasopismo. Zaczęła właśnie czytać
      o kole gospodyń wiejskich z Gostynina, kiedy zadzwonił telefon. Jowita z
      niechęcią przerwała lekturę i podniosła słuchawkę.
      - Słucham - powiedziała.
      - To ja - szepnął namiętny kobiecy głos - Czerwony Kapturek. Czemu wczoraj
      nie wróciłaś?
      - Och... - westchnęła Jowita - To długa historia... Co tam u ciebie? - Jowita
      właśnie przypominała pierwsze namiętne pocałunki z Czerwonym Kapturkiem.
      - Jakoś leci. Jeśli wiesz, co mam na myśli.
      - Czemu dzwonisz? - zapytała Jowita - Chyba nie służę ci jako sex-telefon?
      - Nie, nie... - odpowiedziała zmieszana Czerwony Kapturek - Dzwonię, bo chcę
      byś do mnie przyszła. Tu straszy i boję się być sama.
      - Co straszy? - Jowitę przeszedł dreszcz (na wylot) - Chyba nie troll?
      - Nie wiem, może to on. Chodź tu szybko - niecierpliwiła się Czerwony
      Kapturek.
      - Nie wiem, jak się do ciebie dostać - jęknęła Jowita - Poprzednio... chyba
      spałam, a teraz nie i... nie wiem, gdzie jest twój świat.
      - Wypij butelkę borygo, a wtedy mój świat przyjdzie do ciebie. Na razie -
      Czerwony Kapturek odłożyła słuchawkę.
      Jowita poszła na stację benzynową, kupiła borygo. Poszła do parku i szybko
      osuszyła butelkę. Gdy się ocknęła, była w innym świecie.
      - Czerwony Kapturku! - krzyknęła Jowita - Widzę cię, ale... nie mogę się
      ruszyć!
      - To niedobrze! - zmartwiła się Czerwony Kapturek - Potrzeba ci jeszcze
      wzmocnić zmysły. Masz amfę?
      - Nie... - zmieszała się (z błotem) Jowita - Nie mam.
      - To sobie kup, szybko! - Czerwony Kapturek niecierpliwiła się coraz
      bardziej. Jowita przetoczyła się z parku koło stacji benzynowej do pobliskiej
      speluny. Dojrzała tam dealera.
      - Kupię, sprzedam! - krzyczał dealer - Amfa, Hera, Extasy!!!
      - Dla mnie działkę amfy - szepnęła Jowita.
      - Borygowcom nie sprzedaję - odrzekł (!) dealer stanowczo.
      - Ale ja tylko raz... - sprostowała Jowita.
      - Nie! - wrzasnął dealer - Nie mogę!
      - Ale ja muszę mieć wzmocnione zmysły - chlipnęła Jowita - Muszę!!!
      - To idź do tego gościa - pokazał dealer palcem.
      W kącie speluny siedział facet z ciężkimi okularami na głowie. Machał ręką i
      wrzeszczał coś do mikrofonu umieszczonego przy ustach, odchodzącego od
      słuchawek.
      - Przepraszam... - Jowita próbowała zagadać wskazanego faceta.
      - What the fuck!!! - wrzasnął facet - Nie wiesz, że od tego można
      wypłaszczyć?! - zdjął gogle VR.
      - Wy... co? - spytała Jowita.
      - Wypłaszczyć EEG - wyjaśnił facet - Zajść w stan śmierci klinicznej.
      - Nie wiedziałam - odparła pokornie Jowita - Chciałam tylko wyostrzyć zmysły,
      a dealer nie sprzedał mi amfy i...
      - Dobra, dobra - powiedział facet - Jestem Neuromancer, s
      • yavorius Nieniejszym 20.09.02, 17:40
        Jest mi miło, że zacząłeś drugi tysiąc.
        --
        "Ten, który walczy z potworami, winien uważać, by samemu nie stać się jednym z
        nich... Kiedy spoglądasz w otchłań, ona również patrzy w ciebie..."
        (Friedrich Nietzsche)
        • yavorius do Teufela 21.09.02, 00:53
          Halucynacje, nie halucynacje, witamy na surrealu.

          A o co chodzi w tym wątku? Hm...
          --
          "Ten, który walczy z potworami, winien uważać, by samemu nie stać się jednym z
          nich... Kiedy spoglądasz w otchłań, ona również patrzy w ciebie..."
          (Friedrich Nietzsche)
      • aard Do Snake'a 21.09.02, 15:20
        O dobrą zabawę, Wężu. Witaj wśród nas. Mam nadzieję, że zabawisz dłużej :-))
        --
        Pozdraardwiam,
        mrówkojaard.Vader

        Co masz zrobić dziś, zrób pojutrze - będziesz miał dwa dni na wspinanie.
        • orissa Re: :-)))))) 21.09.02, 16:40
          Nie rozumiem jak mozna czytac ten watek przez dwa dni! Mi to zajelo cztery
          godziny ale moze dlatego szybciej mi poszlo, bo czytalam jednym tchem :-)))
          --
          isk_gd
          Dla jednego kilka miesięcy
          dla drugiego dzień
          każde słowo może być ostatnie...
          • aard Re: :-)))))) 23.09.02, 11:28
            orissa napisała:

            > Nie rozumiem jak mozna czytac ten watek przez dwa dni! Mi to zajelo cztery
            > godziny ale moze dlatego szybciej mi poszlo, bo czytalam jednym tchem :-)))
            Mamy rozumieć, że tak cię podobało? To ekstra! Witaj na surrealu i zaglądaj jak
            najczęściej.
            Redaktor naczelny

            --
            Pozdraardwiam,
            mrówkojaard.Vader

            Co masz zrobić dziś, zrób pojutrze - będziesz miał dwa dni na wspinanie.
    • eyemakk dzis dzien surrealistyczny 21.09.02, 17:52
      dzis mialem surrealistyczny dzien, ktory co ciekawsze nadal trwa. pomijając
      mało istotne szczegóły, napomkne tylko o tym, że przyjezdzam do Łodzi a tu na
      Piotrkowskiej luduuuuuuuuu (a to 9 rano); na placu wolności jakies baby
      śpiewaja i tanczą na modłę (nienawidze tego słowa, acz w tym wypadku pasuje)
      ludową, a 59 nie uswiadcze, bo zamknięty przejazd przez ten caly cyrk. no może
      cyrku nie bylo ale jakiś festyn żywnościowy i bungee.. nie wiem, może liczyli
      że jak ktoś skoczy to zwymiotuje i zgłodnieje przez to? i pojdzie żreć? a może
      odwrotnie, kto wie?

      dziewczyn ładnych to w żadnym innym jednym dniu nie widzialem tyle fajnych jak
      dzisiejszego dnia. chyba z 5 naprawde takich "naj" co sie widuje taką jedną na
      miesiąc. troche przez ten festyn, a troche nie.

      i jeszcze pare takich ale po co to mówić, skoro i tak pozostało mi jeszcze 63
      godziny i nie wiem co z nimi zrobię...?
      --
      ---=== www.robaczkojad.prv.pl/ ===---
    • Gość: Snake * To wszystko ma wyjasnienie naukowe * IP: *.lodz.cvx.ppp.tpnet.pl 21.09.02, 19:19


      Nie wiem, czy to co mowisz jest jednoznaczna odpowiedzia.
      Byc moze, ale jest prostsze rozwiazanie problemu. Sadze, ze wystarczy
      sprowadzic wszystko do wspolnego mianownika, niewiadomą przeniec
      na prawo, pozostala czesc zamknac nawiasem i otworzyc drugi nawias
      kwadratowy. Calosc n elementow do k elementow razy 15, dalej n silnia
      - zamykam drugi nawias - dalej zostaje mi prawa strona, ktora dziele przez
      iloczyn naszej mediany czyli 51 czyli 4, wsparty korelacja rank szeregu
      przestawnego C i tutaj poprzez aproksymacje otrzymuje wynik drugiej
      niewiadomej, z ktorej pierwiastek 3go stopnia wyprowadza mnie
      do dominanty czyli do niewiadomej czyli do wyniku czyli 5. Ot co.
      A Ty cos liczysz i liczysz...

      • eyemakk Re: * To wszystko ma wyjasnienie naukowe * 21.09.02, 20:11
        licze stracone szanse
        licze stracone chwile
        licze dni spedzone w samotnosci
        licze rany na swej duiszy
        licze kase co mi pozostala
        licze kapsle po piwie co leżą na kredensie
        licze komórki mego ciała co sie starzeją
        licze na szczeście, na zmiane, na hosse miast bessy
        ale przede wszystkim licze na siebie...



        wyjątkowo niesurreralistyczne?

























































































        życie to surreal. wiec wszystko jest surrelistyczne, nawet "Ala ma kota."

        --
        ---=== www.robaczkojad.prv.pl/ ===---
        • eyemakk Biała Armia 21.09.02, 20:15
          kocham te piosenke... właśnie sobie leci


          ps. mialo byc "dusza" a nie "diusza" jakby co:)
          --
          ---=== www.robaczkojad.prv.pl/ ===---
      • yavorius aardzie 22.09.02, 20:53
        Pamiętasz o wtorku?

        Oj będzie się działo... :P
        --
        "Ten, który walczy z potworami, winien uważać, by samemu nie stać się jednym z
        nich... Kiedy spoglądasz w otchłań, ona również patrzy w ciebie..."
        (Friedrich Nietzsche)
    • cruach C48 23.09.02, 09:00
      SURRYSZARD SURRYNKOWSKI (allegrosso crom fuckoco)

      Jak płomień żyraf imć Dalego
      Palę się i nie wierzę oczom
      Wykrztuś no z życiem coś surreo
      Nie pędź już bimbru, daj odpocząć

      Życie, życie jest surreo, z Dali której nigdy dosyć
      Wczoraj biały, biały proszek, jutro czarne, czarne glosy
      Życie, życie jest surreo, panzerfaustmefistonogą
      Czasem chcesz się opalić, ale nie masz od kogo

      Każdaard rodzina ric yav orius
      Kłamie się, śmieye, makk ją zmienia
      Ni to stAry mann, ni to Ur-mózg
      Szczypta poczytna, łyk ukrwienia

      Nobel, nobel jest nagrodą, której nigdy nie mam dostać
      Wczoraj biały, biały demon, jutro czarna, czarna postać
      Życie, życie jest Surreo, co ciągnie za rzepa
      Z czasem rzecz urywa, przed czasem człowieka
    • aard Opary nonsensu nad Himalajami absurdu 23.09.02, 11:36
      Świat jest absurdalny. Choćby przez fakt, że chodzę po nim ja. To znaczy nie
      tyle chodzę, ile brodzę po dendryty w zupie życia. Żuję glony i kopię klony. Po
      łydkach i po korzeniach. Razem z moim bratem żółwiem wspinamy się na najwyższe
      gałęzie i uczymy się latać od Mamy i Taty. Choć machamy łapkami z całej siły,
      to jednak te szpacze popisy aeroakrobatyczne ni kija nam nie wychodzą i ciągle
      spadamy do tej zupy. Aż się coś we mnie wtedy gotuje, więc znów włażę na ten
      cholerny czubek drzewa, spadam i tak w kółko. Chyba Rodzice zapomnieli
      powiedzieć mnie i bratu, że jesteśmy adoptowanymi dziećmi.

      --
      Pozdraardwiam,
      mrówkojaard.Vader

      Co masz zrobić dziś, zrób pojutrze - będziesz miał dwa dni na wspinanie.
      • yavorius Re: Opary nonsensu nad Himalajami absurdu 23.09.02, 11:55
        Byłem drzazgą wbitą w Jej palec
        W końcu mnie usunęła
        Teraz plątam się po ziemi
        --
        "Ten, który walczy z potworami, winien uważać, by samemu nie stać się jednym z
        nich... Kiedy spoglądasz w otchłań, ona również patrzy w ciebie..."
        (Friedrich Nietzsche)
        • eyemakk Od nHimay aRenonslnsu: ajpare 23.09.02, 13:48
          Yavorian o tej porze powinien byc w pracy
          aby dla swoich rodzicow calkowicie byc cacy
          bo jak Yavorian do pracy nie pojedzie
          to w straszliwej sie znajdzie biedzie

          i drugą nerke sprzeda
          i nową Nokie sprzeda
          bieda bieda bieda
          biedronka

          --
          ---=== www.robaczkojad.prv.pl/ ===---
    • aard ()statnio czytałem... 24.09.02, 08:22
      Czytałem ostatnio w swojej Księdze Życia. Właściwie nie tyle była to księga, co
      raczej biuletyn - dwadzieścia kilka stron na marnej jakości papierze (takim, na
      jakim kiedyś drukowano "Szaradzistę"), w formacie nieco mniejszym niż B4, każda
      strona podzielona na cztery kolumny. W tym biuletynie każdy dzień z mojego
      życia obejmował przeciętnie jedną do półtorej szpalty. Czytałem go (tzn.
      biuletyn, nie dzień, chociaż dni też) i zastanawiałem się, dlaczego te
      informacje w nim zawarte są tak zdawkowe? "Tego i tego dnia wstał o siódmej,
      pojechał autobusem do pracy, pracował przez 8 godzin, poszedł na zakupy, wrócił
      do domu, czytał książkę, zjadł kolację, poszedł spać." Albo znów innego dnia
      poszedł wieczorem do pubu, jeszcze kiedy indziej przespał się z taką to a taką
      dziewczyną, czy spotkał z kumplami na brydżu. Dosłownie, oprócz nazwisk (które
      przemilczę z oczywistych względów) lub nazw miejsc (też przemilczę, bo to
      nieistotne) nie ma nic więcej! Jak ja w tej sytuacji mogę sobie te wydarzenia
      wyobrazić, skoro nie wiem, jaki to ma być pub, co w nim mam pić, o czym
      rozmawiać, jakie były rozdania w tym brydżu, co jadłem na tę kolację, czy
      wreszcie czy seks był udany, czy nie (nie mówiąc już o jakichkolwiek
      szczegółach samego aktu)?! Jak ja mam wczuć się we własne (podobno)
      doświadczenia, jak wreszcie mam je PRZEŻYĆ?!! Czy moje życie życie rzeczywiście
      jest tak mało istotne, a zarazem puste, że Stwórca nie miał o nim nic
      konkretnego do powiedzenia?

      Powiem Wam coś jeszcze - nie doczytałem do końca. Z tym, że to akurat mnie
      cieszy, bo chyba nie chciałbym zobaczyć tej ostatniej strony...

      --
      mrówkojaard.Vader

      • aard Wstęp do C49 24.09.02, 09:29
        www2.gazeta.pl/forum/794674,30353,794652.html?f=63&w=2581004&a=3055564
        ten i następne 9 postów to wstęp do Cruachowskiego C49 poniżej. Proponuję
        przejrzeć - czysty surreal!
        --
        Pozdraardwiam,
        mrówkojaard.Vader

        Co masz zrobić dziś, zrób pojutrze - będziesz miał dwa dni na wspinanie.
    • cruach C49 24.09.02, 08:55
      SURRA MATHEMATICA
      Po ab ovo cnej dyskusji z Akademikiem Zamkiem
      www2.gazeta.pl/forum/794674,30353,794652.html?f=63&w=2581004&a=3057979
      doszedłem do następujących wniosków:

      1. Istnieje LICZBA SURROJONA. Jest to liczba zespolona o części rzeczywistej zawsze i tylko zawsze
      nierównej części nierzeczywistej. Wynika to z pewności, że może być więcej realu niż surrealu i vice versa.

      2. Liczbę surrojoną można przedstawić jako iloczyn mnożnej jednostki surrojonej (pkt 2) przez mnożnik X.

      3. Szczególnym przypadkiem liczby surrojonej jest JEDNOSTKA SURROJONA.
      Jednostka surrojona (S) ma tę właściwość, że podniesiona do potęgi (i) wynosi -1
      [przy czym (i) to jednostka urojona]

      S^i = -1

      Dalsze implikacje rachunku operatorowego pomijam. Nadmienię jedynie, że w ten sposób pozbywamy
      się problemu kwadratu (z ewentualnym podnośnikiem), koła (w jego kwadraturze), koła Macieju i
      zrównania ujemnienia z urojeniem.

      4. Jako patriotki mniej bardziej lokalne, liczby surrojone przedkładają polską notację odwrotną, Szkocką
      Szkołę Lwowską, rachunek krakowianowy, łódziany (i tak dalej).

      5. Jako że nie można ciągnąć podobnych bredni w nieskończoność, ustalam, że nieskończoność jest
      (pozornie) skończona.
      W przykładowym zapisie x,(7) część surrojona znajduje się poza punktem nieskończoności N, a zatem
      np. x,(7)S

      Przykład:
      Powszechnie twierdzi się, że liczba 1 jest równa 0,(9).
      Dowód (surrealistycznie chybiony):
      X = 0,(9)
      10X = 9,(9)
      10X - X = 9,(9)-0(9)
      9X = 9
      X = 1

      A przecież wyczucie podpowiada, że 1 nie może być równe 0,(9). Przecież jeśli wyciągniemy okres w
      nieskończoność (czytaj do punktu N), to zawsze pozostanie infinitezymalnie mała cząstka różniąca 1 od
      0(9).
      Wyczucie nas nie myli.
      Bo tak naprawdę 1 = 0,(9) + X(S)

      Liczby surrojone mają już zastosowanie praktyczne. Oto, co kupię baterię, to napisane jest na niej np. że
      podziała do r. 2005. Tymczasem nie działa nawet do 2003 i zdycha. Jeśli spytać sprzedawcę, odpowie
      zapewne, że data "do 2005" dotyczy baterii w stanie spoczynku, tzn. nieeksploatowanej. Co również się
      nie sprawdza. Bateria wrzucona do szuflady będzie zachowywać właściwości bateryjne góra do roku
      2004. Ale do 2005 na pewno nie dociągnie.
      Dzieje się tak dlatego, że wiek baterii jest liczbą surrojoną. Surrojone (2005) bywa rzeczywistym
      (2003�2004�itd.).

      Podobnie, kiedy zapyta ktoś o wiek kobietę, bywa że w odpowiedzi padnie liczba co nie ma nic wspólnego
      z tzw. wiekiem metrykalnym. Otóż, wiek kobiety jest również liczbą surrojoną.

      Dzwonek. Na dziś styknie.
      Klasa rozejść się.
      Zadanie domowe: Udowodnij twierdzenie Fermata na mniej niż 100 kartkach papieru albo 1000 liściach
      dębu.
      • aard Zadanie domowe (w pracy) 24.09.02, 09:56
        cruach napisał:


        Zadanie pracowe (w domu)
        > Zadanie domowe: Udowodnij twierdzenie Fermata na mniej niż 100 kartkach
        papieru
        > albo 1000 liściach
        > dębu.

        Założenie:
        Fermata = łuk (w odwzorowaniu równoodległościowym, które każdemu elementowi
        przestrzeni rzeczywistej przypisuje przystający element przestrzeni
        rzeczywistej w obrocie o 90st. zgodnie z ruchem wskazówek zegara) + kropka
        symbolicznie:
        F = (' + .

        Hipoteza:
        F = t(n), gdzie t oznacza czas, n -> inf.i jest funkcją PsychikiMuzyka i
        CharakteruUtworu, symbolicznie n = f(P,C)

        Dowód:
        L = F = (' + . = legato + 0,5 wartości poprzedzającej = 1,5 legato
        P = t(n) = t[f(P,C)] = t[f(komputer osobisty)] = t(funkcjonowania komputera
        osobistego) = 1,5 roku* = 1,5 bez legalnego oprogramowania = 1,5 anlegato**

        Z prawa liczb surrojonych wynika, że S^i = -1 => część rzeczwista liczby
        surrojonej jest różna od części nierzeczywistej <=> dane pojęcie jest tożsame
        swojemu zaprzeczeniu. Przykłądowo społeczny = aspołeczny, chroniczny =
        anachroniczny, surrealizm = basrealizm, legato = anlegato => L = 1,5 legato =
        1,5 anlegato = P
        Q.E.D.



        * na podstawie prawa czasu podwajania się liczby tranzystorów w procesorze
        ** "an" - łac. annum (rok), legato: od "legis" - łac. prawny i ato - pol. "a to
        pech, znów mnie skubnęli za piracki program)
        --
        mrówkojaard.Vader

        • cruach C50 24.09.02, 10:44
          ========
          Uwaga w dzienniczku ucznia:
          Państwa syn przeprowadza dowody w sposób błyskotliwy. Się można było spodziewać :) Gratuluję szczerze!
          Nazwałbym go księciem matematyków, princeps mathematicorum, ale jakiś czas temu przezwałem tak już Gaussa a
          nie chciałbym się powtarzać. Elewa Aarda nazwę więc roboczo "princeps inter pares". Sugeruję dalsze kształcenie
          nad poziomem wyższym.

          ========
          Na boku do Aarda:
          Niezły jesteś. Łapiesz liczby surrrojone w myk (mig). Niemniej zwróć następnym razem uwagę na chytre pułapki, które
          na ciebie zastawiam.
          1) Zadanie należało udowodnić
          -- na kartkach (lub) -- kosztem liści dębowych
          Tymczasem ty przeprowadzasz dowód
          -- na klawiaturze / monitorze (i) -- kosztem czasu pracy

          2) Passus "+ kropka symbolicznie" jest zdaje mi się sofizmatem bardziej niż sophis mathematikois. Czy kropka może
          być symboliczna, plusowana i bez towrzyszki, o tym jeszcze nie rozstrzygnięto (patrz nominacja półpostu Sze "Czy
          dwu(-)kropek (nie) istnieje?") Ogólnie wszak: spory, spory potencjał. Będą z ciebie SurLudzie.

          ========
          Pełnym głosem (basso continuo) do klasy:
          Dzwonek. Rozejść się. Wmieszać w tłum. Zadanie domowe (dla Aarda nieobowiązkowe, dla reszty i owszem):
          Wykaż prostotę krzywej Gaussa.
          • Gość: ojciecimatkaaarda miło nam IP: 195.117.14.* 24.09.02, 11:50
            cruach napisał:

            > Uwaga w dzienniczku ucznia:
            > Państwa syn przeprowadza dowody w sposób błyskotliwy. Się można było
            spodziewać
            > :) Gratuluję szczerze!
            Niezwykle nam miło słyszeć o nim tak pochlebne słowa. Zawsze wierzyliśmy, że
            sur poziomy wyleci.

            > Nazwałbym go księciem matematyków, princeps mathematicorum,
            W takim razie proponujemy printemps matematiciennes, czyli w bardzo powolnym
            tłumaczeniu "nadzieja (inductio de absurdum) matematyków"

            ale jakiś czas tem
            > u przezwałem tak już Gaussa a
            > nie chciałbym się powtarzać. Elewa Aarda nazwę więc roboczo "princeps inter
            par
            > es".
            Więc został piecykiem benzynowym? Tj., chcieliśmy rzec: prymusem?! jakże się
            cieszymy!

            Sugeruję dalsze kształcenie
            > nad poziomem wyższym.
            Oczywiście, że zwrócimy w przyszłości na to uwagę.

            aardowie z ojca praojca
          • aard Zadanie do mowy 24.09.02, 12:27
            cruach napisał:

            > Dzwonek. Rozejść się. Wmieszać w tłum. Zadanie domowe (dla Aarda
            nieobowiązkowe
            > , dla reszty i owszem):
            > Wykaż prostotę krzywej Gaussa.

            Krzywa gaussa to taki rodzaj gaussy, który stosunkowo łatwo wyprostować. Robi
            się to tak: Bierzemy prostokątny układ współrzędnych wraz wykresem owej krzywej
            (jak pamiętamy jest to krzywa dążąca po osi odciętych w minus nieskończoności i
            plus nieskończoności do pewnej asymptoty y=n, która ma maksimum lokalne w
            punkcie x=m i punkty przegięcia w x=m' i x=m"; jest to krzywa, której przebieg
            obrazuje tzw. rozkład normalny, co tylko pozornie kłóci się z duchem
            surrealizmu i teorią licz surrojonych; oto bowiem jeśli), osiom układu
            współrzędnych nadamy kształt hiperboli o dwóch gałęziach dążących
            asymptotycznie do odpowiednio plus i minus nieskończoności, to wyrysowana w
            takim układzie krzywa gaussa stanie się prostą gaussą, mimo, że równanie ją
            opisujące pozostanie takie samo. Jak widać chodzi zaledwie o odkształcenie
            przestrzeni odwzorowań i już prowadzi to do zadanego wyniku.


            --
            mrówkojaard.Vader

    • aric Gdzieś zgubiłem świat 24.09.02, 10:01
      Gdzieś zgubiłem świat. Oczy, które powoli otwierałem nie mogły dostrzec niczego
      poza migotaniem barw. Spróbowałem wybrać się na poszukiwania, jednak moje nogi
      nie mogły znaleźć oparcia.
      - Gdzie jesteś do cholery? - Próbowałem go zawołać, jednak mój głos gdzieś
      zanikał. Jakby trzy milimetry od moich ust istniała wygłuszona do
      niewyobrażalnych możliwości ściana.
      - Odezwij się, proszę. - Już było trochę lepiej. Mój głos dotarł do moich uszu.
      Z daleka, chociaż nie wiedziałem, z jakiej odległości zaczęło się coś wyłaniać.
      Nie był to jednak świat, tylko jasna plamka. To było już coś. Zaczynała w mnie
      drzemać nadzieja, że jednak odnajdę to, co zgubiłem. Zacząłem się zastanawiać
      co było przyczyną mojego obecnego stanu organizmu. Chyba zbyt długo trwałem w
      stanie nieważkości i musiałem przeholować z używkami poprzedniego wieczora.
      Nagle moje nogi zaczęły znajdować coś, co było chyba asfaltem. Tak leżałem na
      asfalcie. Ogarnął mnie chłód a moje całe ciało zaczęło odczuwać ból. Żyłem.
      Świadomość powracała, a ja zmierzałem coraz szybciej do kresu procesu
      odzyskiwania równowagi. Nastąpił okropny ból głowy, odrętwienie i chęć jak
      najszybszego sięgnięcia po jakiś alkohol.
      - Już jesteś na miejscu, a myślałem, że cię nie odnajdę. - Odezwałem się do
      przestrzeni otaczającej moją osobę. Kontury budowli i przedmiotów w moim
      sąsiedztwie stały się bardziej wyraźne. Zacząłem odruchowo szukać jakiejś
      butelki z płynem. Najlepiej zawierającym dużo alkoholu. Niestety wszystkie
      naczynia mogące stanowić ogranicznik dla płynów zostały opróżnione.
      Postanowiłem się podnieść. Najpierw łokciem, a później dłońmi zacząłem odpychać
      się od asfaltu. Proces był długotrwały, ale po jakiejś minucie stałem chwiejąc
      się i szukając oparcia dla rąk by nie stracić równowagi. Ogromna betonowa
      podpora mostu, pod którym spędziłem noc, okazała się zadawalającym wyjściem z
      sytuacji. Stałem tak próbując zorientować się gdzie jestem.
      Nagle niewiadomo skąd dobiegł głos, który z pewnością kiedyś słyszałem.
      - Boże, jak ty wyglądasz. - Powiedział mężczyzna z mojej prawej strony. Wyłonił
      się zza podpory niewiadomo kiedy. Chociaż mógł tam stać nawet kilka minut, nie
      byłem w stanie go wcześniej dojrzeć. Powoli dokonałem procesu określanego w
      militarnym języku w prawo zwrot i ujrzałem kogoś. Nie wiedziałem kim jest, ale
      domyślałem się z ogromnym trudem, że ten ktoś mnie zna. Powoli twarz wyłoniła
      się zza mgły. Był to Francis, którego nie widziałem od... Właściwie nie mam
      pojęcia od kiedy. Pewnie od momentu mojego zatracenia się dla innego życia.
      - Francis? - Wybełkotałem, ledwie mogąc się zrozumieć. - Masz coś do picia?
      - Niestety nie pomyślałem, że tego właśnie będziesz potrzebował. - Przemówił do
      mnie.
      --
      pzdr
      aric
      Jutro bedzie dzień.
      Jak co dzień.
      Dzień Świataka.
    • aard Łodzi spokojna, Łodzi wesoła... 24.09.02, 14:06
      Za to dziś wieczorem się będzie działo dookoła!
      Miast obecnego Łodzi spokoju
      Ugrzęźniemy w natłoku wątków,
      Jako że na surrealu piszemy
      to rymu nie będzie.
      --
      Pozdraardwiam,
      mrówkojaard.Vader

      Co masz zrobić dziś, zrób pojutrze - będziesz miał dwa dni na wspinanie.
    • aard CuKrownie na orbicie 24.09.02, 14:30
      Chyba mamy braci w surrealu w trójmieście! :-)
      www2.gazeta.pl/forum/794674,30353,794652.html?f=57&w=3058630
      dzięki Aric, za wskazanie mi tego forum!
      --
      Pozdraardwiam,
      mrówkojaard.Vader

      Co masz zrobić dziś, zrób pojutrze - będziesz miał dwa dni na wspinanie.
      • poranna_rosa Re: Z dedykacja dla.... 24.09.02, 15:42
        Uwaga!
        Czytanie ponizszego tekstu grozi powaznymi uszkodzeniami rdzenia kregowego (lub
        mozgu jesli ktos ma..;-) ). Calkowity zakaz czytania na glos.
        Osoby przeciwne karze smierci moga doznac strat moralnych.

        Ludzie wschodu maja lepsze podejscie i znaja wiecej sposobow usmiercania ludzi
        pozbawionych czlowieczenstwa.. Taki jeden powiedzal mi, ze takiego osobnika
        mozna usmiercic korzystajac z dualizmu kopuskularno-falowego. Korpus kandydata
        traktujemy czyms ciezkim, a potem jakies fale zalatwiaja reszte. Np takie fale
        swietlne, ktore powstaja podczas rozpalenia ognia. Wlasciwie juz ludzie
        pierwotni byli w stanie usmiercac bezduszne istoty, ale tylko polowicznie, tzn
        korpuskularnie, poniewaz z ognia korzystali przy posilkach. Tylko jesli korpus
        czyms ciezkim...itd. to sie rozpadnie na male czesci, ktore bedzie ciezko
        pozbierac i upchac do kuchenki mikrofalowej.W sumie ktos moglby domowym
        sposobem zabawic sie w badania na ludziach pozbawionych czlowieczenstwa -
        mogliby siasc nago naprzeciwko otwartej i pracujacej mikrofalowki, posiedziec z
        6000 lat i byliby jak po godzinie pracy w elektrowni przy stosie, proste, mozna
        wykonac w warunkach domowych. Oczywiscie mozna to przyspieszyc stosujac
        katalizator promieniowania typu IBM pc.
        A moze ktos ma lepszy sposob? Moze cos oparte na wykresach i wyliczeniach ?;-)))

        ...aarda ;-)
    • aard Dobre wieści! 24.09.02, 19:42
      Dla surrealu, ale chyba jeszcze nie zdradzę...
      --
      Pozdraardwiam,
      mrówkojaard.Vader

      Co masz zrobić dziś, zrób pojutrze - będziesz miał dwa dni na wspinanie.
    • aard Breaking news 24.09.02, 21:20
      www2.gazeta.pl/forum/794674,30353,794652.html?f=63&w=3073420
      --
      Pozdraardwiam,
      mrówkojaard.Vader

      Co masz zrobić dziś, zrób pojutrze - będziesz miał dwa dni na wspinanie.
    • eyemakk NAJWYŻSZY CZAS COŚ SPŁODZIĆ 25.09.02, 20:06
      CO PRAWDA SAM AKT płodzenia jest mniej przyjemny niż w przypadku płodzenia
      dzieci, ale za to następstwa mniej szkodliwe. W radio leci piosenka pewnej
      nastolatki i to o takim dziwnym imieniu i nazwisku... ale panna fajna jest, bo
      znam z teledysku. Tylko niska bardzo, ale za to gra na gitarce (choć dla mnie
      to mała zaleta). W ogóle to ta piosenka bardzo mi przypomina piosenkę niejakiej
      Pink, tej w wersji czarnowłosej, choć wcale nie wiem czemu. Zastanawialiście
      sie kiedyś czemu tak dużo odgrzewanek w przemyśle muzycznym? może rzeczywiście
      ilość melodii jest wyczerpywalna i już się chyli ku końcowi? ostatnio jak
      słyszę całkiem nową piosenke to i tak mam wrażenie że podobną już gdzieś
      słyszałem. Takie muzyczne deja vu. Tak samo czasem jest gdy rozkręcam
      fortepany: patrze, a w środku struny i młoteczki - czyli zupełnie jakbym
      rozkręcił kota. kot też ma strunę (jest strunowcem wszakże, aczkolwiek bardzo
      rozwiniętym), młoteczek też ma w uchu a nawet 2 w każdym uchu po jednym.
      Nie jestem specjalistą i nie wiem, ile potrzeba kotów by stworzyć fortepian?
      zakładając, że z każdego kota uzyskamy 2 młoteczki i jedną strunę? może jest tu
      jakis specjalista od fortepianów????

      Ale jak w teatrze grali, to gościu sie spytał, czy jest na sali lekarz. I jak
      był, to sie spytał: "dobrze grają, doktorku, no nie?". Zupelnie jak Królik
      Buggs. I to niby miało być śmieszne, zresztą było, choć bardziej śmieszne
      wydarzenia miały miejsce później, jak ten facet miał siorę i jego siorka i ten
      lekarz.. eh, nieważne. To historia na inną okazję.

      W każdym razie była kwaśna jak cytryna, hehe.

      Tak w ogóle to ktoś proponował, by nasze texty ociekały seksem. No to ja sie
      pytam: sexem męskim, czy żeńskim? bo jeśli żeńskim, to ok, ale jeśli męskim, to
      ja wysiadam. nie chce sie pobrudzić.






      --
      ---=== www.robaczkojad.prv.pl/ ===---
      • aard Kot a ustrój polityczny fortapianów 27.09.02, 09:16
        eyemakk napisał:

        Tak samo czasem jest gdy rozkręcam
        > fortepany: patrze, a w środku struny i młoteczki - czyli zupełnie jakbym
        > rozkręcił kota. kot też ma strunę (jest strunowcem wszakże, aczkolwiek bardzo
        > rozwiniętym), młoteczek też ma w uchu a nawet 2 w każdym uchu po jednym.
        > Nie jestem specjalistą i nie wiem, ile potrzeba kotów by stworzyć fortepian?
        > zakładając, że z każdego kota uzyskamy 2 młoteczki i jedną strunę?

        Sprawa przedstawia się tak - fortepin ma 88 klawiszy z czego każdy powysza
        jednym młoteczkiem. Każdy z młoteczków uderza (w zależności od wysokości
        dźwięku) w jedną, dwie lub trzy struny. Ponieważ na z każdego kota mamy dwa
        młoteczki, a tych w fortepianie jest 88, więc <lim inf.K = 88:2 = 44>, gdzie K -
        liczna kotów potrzebna do wykonania fortepianu. Wszelako ponieważ z każdego
        kota mamy jedną strunę, a liczba strun jest większa lub równa 88, więc <lim
        inf. K = 88> Dokładną liczbę strun można obliczyć ze wzoru <S = b + 2s + 3w>,
        gdzie S - liczba strun, b - liczba dźwuęków basowych, s - liczba dźwięków
        średnich i w - liczba dxwięków wysokich.
        W fortepianach marki "Kamienna Droga" liczby b, s, i w wynoszą odpowiednio 10,
        22 i 52. Ergo S = 10 + 22*2 + 52*3 = 210. Do wyprodukowania wysokiej klasy
        fortepianu potrzeba zatem 210 kotów.

        Pozostaje jeszcze problem wieku i, co za tym idzie, rozmiaru kotów, albowiem
        struny muszą być przecież różnej długości i grubości.

        Zadanie domowe: skonstruuj model ilustrujący rozkład wieku i długości tułowia
        populacji kotów potrzebnej do skonstruowania pianina marki Legnica.

        --
        Pozdraardwiam,
        mrówkojaard.Vader

        Co masz zrobić dziś, zrób pojutrze - będziesz miał dwa dni na wspinanie.
    • aard Melduje się aard 26.09.02, 09:01
      Z bardzo surrealowego miejsca, jakim jest hotel "Baranowski" w Łomzy. Hotel
      jest (na oko trzygwiazdkowy), ale brakuje lampek nad lustrm w łazience, a
      naprzeciwko są obory drewniane i stodoły z filcu. I mieszkają tu tabuny
      (dokładnie dwóch) Szwedów!
      --
      Pozdraardwiam,
      mrówkojaard.Vader

      Co masz zrobić dziś, zrób pojutrze - będziesz miał dwa dni na wspinanie.
    • aard To tu, to tatu 27.09.02, 10:14
      www2.gazeta.pl/forum/794674,30353,794652.html?f=63&w=3084285&a=3084285
      by Yavo
      --
      Pozdraardwiam,
      mrówkojaard.Vader

      Co masz zrobić dziś, zrób pojutrze - będziesz miał dwa dni na wspinanie.
    • cruach C51 27.09.02, 10:41
      KOINOS KOSMOS A-TOPOS

      1. Na początku rozejrzał się Światak
      2. i stwierdził Światak, ależ tu realnie.
      2. Bo zobaczył Real
      4. Ale dobry był Real do bólu.

      R

      5. Bólem zbolały powiedział Światak, niechaj się stanie Surr!
      6. I stał się Surr.
      7. Światak widząc, że Surr jest dobry a bez bólu, dał go nad Real
      8. żeby łatwiej było Mu do półki poń sięgać
      9. bo wysoki jest Światak okrutnie i góruje On.

      Surr
      |
      R

      10. I nazwał Światak Real Realem a Surreal Surrealem
      11. czyli się jąkał
      12. chyba
      13. [pusty werset dla przesądnych]
      14. Aż upłynął Światak w nieznane.
      15. A upłynąc, wiedział, że świat okrągły jest, skoro orle gniazdo Jego okrętu znikało za horyzontem, gdyby
      kto nań patrzył z molo. Ale nikt nie patrzył, bo Ludzi ni Surrludzi nie było tam ów czas. A upływając z Realu
      do Surr stwierdził Światak, że dalej nie daje rady, bo teoretycznie okrągłość się gdzieś zatraciła w
      praktyce
      16. albo ją kto ukradł?
      17. Uczynił więc Światak (naprędce) Sous pod Realem.
      18. I dzięki temu mógł upływać do woli w kółko.

      Surr
      |
      R
      |
      Sous


      19. A upływając od Sous do Surr i od Surr do Sous wokół Realu był i jest i będzie Światak jakoby
      20. Ourobouros
      21. co własny ogon zjada, Lewiatan, jak chcą inni: www.midrasz.home.pl/2001/mar/mar01_4.html
      22. A jak von Stradonitz patrzył na Ourobourosa, to mu się z benzenem skojarzyło
      23. o czym wiemy z Kopalińskiego
      24. co to zupełnie z innej historii
      25. co stwierdził Kipling
      26. co to jeszcze inna historii
      27. no, ale trudno
      28. objawienie to objawienie

      A skutek pomylności ludzkiej nastąpiło pomyleństw wielkie pomylenie.
      A Światak bywał świstakiem.
      A miał nawet swój Dzień Święty Świstaka.
      A Sous stawał się susłem.
      A Surr surrofretką.
      A Real był raz to Auchanem, raz to Geantem.
      A trudno by odgadywać różnice między niemi.
      A wyżej wspomnianemi
      A men.
      • aric Zajeboza!!!!!!! 27.09.02, 12:55
        I tyleż mam do napisania. Bo gdy cichną odgłosy miasta, on przemierza samotnie
        ulice w poszukiwaniu niespokojnych dusz błakających sie bo bezkresnych
        kwartałach. Te dają mu natchnienie, i nie wiedząc czemu lgną do niego. Staja
        się nim, a on pochłania ich energię nabierając sił. Kim są owe dusze,
        zalegające w kwartałach, a uwalniajace się na jego widok. To nasze alter ego,
        pragnące doswiadczyć czegoś czego siedząc przed telewizorem i zajadając się
        chpsami doswiadczyć nie mogą.
        --
        pzdr
        aric
        Jutro bedzie dzień.
        Jak co dzień.
        Dzień Świataka.
        • aard tuszę, że 27.09.02, 14:24
          Moja alter ten-tego nie nic do tego. Raczej wprost przeciwnie i w oczywisty
          sposób rozbieżnie, jak gąsiennice traktora. A ta opowiastką będzie zdecydowanie
          chora. Kto podejmie pałeczkę i odbije piłeczkę?
          --
          zdrowo surrnięty
          mrówkojaard.Vader

          ab ovo - ad surre
            • aard Witaj Huanie na naszym wątku!! 30.09.02, 09:46
              Przedstawiam wszystkim Huana dos Mollendos (Aric to go nawet zna osobiście),
              surrealistę, jakich mało!
              Witaj i pisuj (co nie znaczy, że sikaj) u nass (czyli u mokrych, jak by
              powiedizeli Niemcy)
              --
              zdrowo surrnięty
              mrówkojaard.Vader

              ab ovo - ad surre
              • Gość: Dos Mollendos Re: Witaj Huanie na naszym wątku!! IP: 212.191.74.* 30.09.02, 10:54
                Dziękuję za Przywitanie. Na początek kilka Siurków ku uciesze:

                Finka=Parafina
                Parafinka=Finka dla Finki
                Kaszanka=KrewNa Grilu
                Pudeł=psu w pudle. W Pudełku - Pudełek (wymyśliłem to na po-czekaniu gdy
                czekałem na P.O.)

                A teraz o tym, co my za jedni. Nie Gdyś, lecz one Gdaj (1 Gdj) temu na zad, za
                7 mtn-ami i 7 rv-ami puścili się przez puszczę bracia. Było ich Czech: Rus i
                Lech i każdy z nich miał inną grupę krwi hihi. A ponieważ krew młoda gorąca i
                siała Baba mak, więc stało się, stało się to co miało się stać. Po środku
                dziewiczej (eh, bajki) puszczy rósł na wzgórku potężny Babołap czyli takie
                drzewo co przechwyciło np. Stasia i Nel i Kali i Gula. Podjechawszy bliżej
                uskutecznili włam do owego. I cóż się ukazało oczętom zdumiałym-bławatnym braci
                naszych? Ukazała się sówmiarka w otoczeniu puszczyków, czyli nieobyczajnie
                prowadzącej się Sowy. I od razu się zaczęli zapisywać od tyłu, bo podobno od
                tyłu najprzyjemniej. Zaraz też się w cholerę rozdzielili niczym prawy i lewy
                półdupek w Dwójcy Jedyny. Lech pojechałbył na północ, bo takie miał wskazówki
                bo mu stanął w samo południe 15:10 do Yumy, a miał 12-godzinny cyferblat.
                Dotarł wnet nad morze i go pytają: "co czynisz?" A on na to: "Mierze Ja!" I tak
                nazwali to miejsce od imienia jego, bo nie znali ortografiji i zostało za
                przeproszeniem przez samo Ha. Tymczasem rus od tyłu się tak rozmnożył i oby tak
                dalej po dzień dzisiejszy i aż do końca wszechświata!!!!! JAK=Amen w Pacierzu.

                A teraz zadanie mocno szkaradziarskie. Czy pamiętacie bajkę gdzie: (i tu
                cytat) "Sakreble zaklął Szpetnie Hrabia"? Pytanie brzmi: Czy zaklinał zwierzę
                zwane Sakrebla, czy wręcz przeciwnie, zwierzę zwane Szpetnia? A wszystkie w
                liczbie mnogiej. A może to nie zwierzę? Kto to wi niech powi mi.

                Huanito Mollendito y Franczesko degarcijalorka
              • Gość: Dos Mollendos Re: Witaj Huanie na naszym wątku!! IP: 212.191.74.* 30.09.02, 17:45
                Jako Zawołany Cyklista, domagam się tego cyklicznego kolaża już! co się nazywa
                tak jakoś na eS ("coś jak Etiopia, lecz ładniej") i się przekłada niczym
                Zębatka na niemały priorytet twu autorytet. W przypadku niespełnienia mojego
                prośba zamieniam się w Boing Ladena i spływam w inne Afganoforumistany Jaźni.
                No dobra, blefowałem...
                • aard Huanie, półsówkami mówisz, acz rozumiemy 01.10.02, 11:08
                  I zdradzę Ci, nie zaś Cię, że kolaż ów będzie surrealną niwę GW przemierzał już
                  od piątku tegoż, co nadchodzi i Wielkimi Krokwiami ze wschodu się zbliża.
                  Zaczem (sz)czekaj i cierp Liwie lub może jakieś inne urocze wiasty.
                  --
                  zdrowo surrnięty
                  mrówkojaard.Vader

                  ab ovo - ad surre

                  PS. Półsówka, to taka odmiana nocna, co jak JENOT nie je i dlatego jest taka
                  mała, jak pół normalnej.
    • vladip jak udowodnić... 27.09.02, 11:01
      nieścisłości nieścisłościami.. a podam wam przepis jak najszybciej udowodnić
      twierdzenie Fermata..
      1. piszemy twierdzenie na udzie..
      2. napuszczamy wody do wanny
      3. wchodzimy do (wanny)
      4. zanurzamy udo w wodzie
      i mamy udo-wodnione twierdzenie..
      CBDO
      --
      pzdr
      vladip
      • aard Pięknie Vladipie! 27.09.02, 12:52
        I Ty się do surrealu nie przyznajesz, wstyd...
        ;-)
        --
        Pozdraardwiam,
        mrówkojaard.Vader

        Co masz zrobić dziś, zrób pojutrze - będziesz miał dwa dni na wspinanie.
    • aard Ida i jej facetofobie 27.09.02, 12:29
      www2.gazeta.pl/forum/794674,30353,794652.html?f=63&w=3090877&a=3091538
      Polecam wejścia Arica - kolega w najwyższej formie. jak tak dalej pójdzie, to
      surretonik na śniadanie gładko spłynie do czytelniczego przełyku.
      --
      Pozdraardwiam,
      mrówkojaard.Vader

      Co masz zrobić dziś, zrób pojutrze - będziesz miał dwa dni na wspinanie.
    • aard Różnica 27.09.02, 14:55
      Pozwolę sobie zacytować pewnego mojego Przyjaciela:

      A czym się różni pomiędzy sobą dwóch Panów:
      Salvador Dali
      >
      >
      >
      >
      >
      >
      i
      >
      >
      >
      >
      >
      >
      >
      >
      >
      Jean Claude Van Damme [Żan Klot Wan Dam]?
      >
      >
      >
      >
      >
      >
      >
      >
      >
      CZASEM (przeszły, przyszły) i LICZBĄ (mnogą i pojedynczą)

      --
      zdrowo surrnięty
      mrówkojaard.Vader

      ab ovo - ad surre
      • Gość: Dos Mollendos Zdarzenie czyli akcident IP: 212.191.74.* 28.09.02, 15:34
        Całkiem niedawno, idąc rondem imieniem Waryńskiego Ludwika doszedłem do
        karambolu. Pogoda dzisiaj Ładna, niebo niebieskie, więc przystanąłem i
        popatrzyłem. Zapewne wkrótce wcześniej ciężarówka marki Star jadąc od strony
        Tuszyna uderzyła w tył samochodu osobowego marki Łada, który, rzecz jasna,
        niniejszym jechał przed ciężarówką marki Star z tego samego kierunku,
        oczywiście, nim doszło do tego karambolu, a więc także w momencie, kiedy
        jeszcze również i ja znajdowałem się w pewnej, choć już raczej niewielkiej
        odległości od wspomnianego powyżej ronda imieniem Waryńskiego Ludwika. Efektem
        owego zdarzenia czyli akcidentu było to, że przystanąłem i popatrzyłem,
        zwłaszcza, że pogoda dzisiaj ładna, a niebo niebieskie. Star też jest
        niebieski, zaś Łada - czerwona. Na skutek tego zdarzenia (czyli akcidenta)
        otworzył się początkowo tylny bagażnik czerwonej Łady, a niezadługo potem także
        bok czerwonej Łady. Z boku czerwonej Łady wysiadła Kobieta, która następnie
        przeszła do tyłu owej czerwonej Łady, by zobaczyć otwarty bagażnik wspomnianej
        wyżej. Kobieta miała na ustach czerwony makijaż, przód zaś pozostał nietknięty.
        W bagażniku leżały niebieskie dżinsy (blue jeans). Słońce zachodziło tym czasem
        na czerwono, niebo pozostawało niebieskie. Wszak Łada jechała z kierunku
        Tuszyna, nieprawdaż?
          • vladip Re: Zdarzenie czyli akcident 28.09.02, 20:32
            Gość portalu: Dos Mollendos napisał(a):

            > Głowię się nad tym aż po-szyję. Krawiec.

            Krawiec - człowiek który kracze na wiecach. Polityk.
            [ze słownika vladipolszczyzny}
            --
            pzdr
            vladip
          • aard niedorzeczne wodąpliwości 30.09.02, 10:10
            Gość portalu: Dos Mollendos napisał(a):

            > Czy wyrzekanie się dorzeczy rzek jest w rzeczy samej rzeczywiście
            > niedorzeczne?...
            > Głowię się nad tym aż po-szyję. Krawiec.
            Z dorzeczami kwestia jest taka, że trzeba sobie rzec otwarcie: nie przybędzie
            Odry Warcie. Nie stanie się też krzywda Wiśle, nawet, gdy ją kijem świśnie. A
            Kijów mimo że nad Dnieprem (nieNiemnem)i tak do zawracania Wisły się nie nadaje.


            --
            zdrowo surrnięty
            mrówkojaard.Vader

            ab ovo - ad surre

Popularne wątki

Nie pamiętasz hasła

lub ?

 

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się

Nakarm Pajacyka